Kup zapas świec i tarkę. UE chce, żebyś zużywał mniej prądu

Wysokie ceny energii elektrycznej są obecnie istną kulą u nogi europejskiego przemysłu. Bruksela postanowiła więc rozwiązać problem, który sama stworzyła, a Twoje poświęcenie jest czymś, na co jest gotowa.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
4
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Kup zapas świec i tarkę. UE chce, żebyś zużywał mniej prądu

I wiem, że to wygląda jak narzekanie przeciwnika OZE i eurosceptyka. To jednak tylko pozory: jestem wielkim zwolennikiem odnawialnych źródeł energii oraz olbrzymim euroentuzjastą. Rzecz w tym, że mówimy teraz o problemie stworzonym przez samą Unię Europejską i jej krótkowzroczne działania. Co więcej, jest już tak źle, że Unia sama się do tego pośrednio przyznaje. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Drogi prąd w Europie

Kup zapas świec i tarkę. UE chce, żebyś zużywał mniej prądu

Włodarze UE przed laty uznali, że najlepszą metodą na popularyzację OZE będzie metoda kija i marchewki. To znaczy, liczne ulgi i dotacje do elektrowni tego typu i utrudnienia dla konwencjonalnych metod produkcji prądu, a także konieczność kupowania tak zwanych ETS-ów, czyli zezwoleń na emisję CO₂. I chociaż odnawialne źródła odpowiadają już za naprawdę spory odsetek produkcji energii na terenie UE, to elektrownie węglowe wciąż odgrywają kluczową rolę oraz są gwarantem stabilnej produkcji energii w wielu krajach, szczególnie tam, gdzie nie funkcjonują elektrownie atomowe lub jest ich zbyt mało. Tym samym prąd jest po prostu drogi z powodu licznych opłat nakładanych przez samą Unię Europejską. 

Efekt jest taki, że europejski przemysł nie może konkurować z Chinami ani nawet z USA między innymi właśnie z powodu wysokich cen energii elektrycznej. Łyżką miodu w tej beczce dziegciu jest natomiast to, że UE nie tylko zdaje sobie z tego sprawę, ale też zaczyna otwarcie o tym mówić oraz działać w kierunku odwrócenia tej sytuacji.

Unia ma plan, taki niezbyt odważny

Kup zapas świec i tarkę. UE chce, żebyś zużywał mniej prądu

W związku z tym Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, zapowiedziała, że 19 marca przyjdzie do nas z gotowym pakietem rozwiązań. Dziennikarze Reutersa dotarli do wstępnych szkiców i... widać, że europejscy politycy widzą, gdzie leży problem, ale nie pogodzili się jeszcze z tym, jak go rozwiązać. Otóż plan zakłada, że polityka UE dotycząca energii elektrycznej z konwencjonalnych źródeł energii nie ulegnie zniesieniu.

Zamiast tego Unia chce, żeby to poszczególne kraje ponosiły przynajmniej częściowo konsekwencje opłat za ETS-y, które są doliczane do cen energii elektrycznej. Te mają natomiast stanowić aż 11% wartości rachunków. Dodatkowo UE ma przyjrzeć się bliżej opłatom przesyłowym, które wynoszą około 18% w skali UE. 

A co jeśli plan zawiedzie?

A jeśli ten plan zawiedzie? To proste: Unia Europejska będzie zachęcać nas, konsumentów, do zmniejszenia zużycia energii elektrycznej. W jaki sposób? To nie zostało wyjaśnione. Oczywiście tytułowy zakup świec i tarki do robienia prania w rzece jest hiperbolą. Do tego raczej żaden rozsądny polityk by się przecież nie posunął. A przynajmniej taką mam nadzieję. 

Kup zapas świec i tarkę. UE chce, żebyś zużywał mniej prądu

Z drugiej jednak strony taka zachęta raczej będzie wiązała się z konkretnymi konsekwencjami. Są małe szanse, że będzie się opierała ona jedynie na prośbach, żeby wyłączyć klimatyzatory, rzadziej robić pranie, czy samochód elektryczny wymienić na rower. Same werbalne zachęty nie przyniosą planowanego efektu i konieczne będą działania zniechęcające do korzystania z energii. 

Samo zniechęcanie również może budzić wątpliwości przez pryzmat działań Unii. Ta w końcu chce, żebyśmy wszyscy mieli auta elektryczne oraz pompę ciepła, a jednocześnie promując tak energochłonne rozwiązania, oczekuje, że nasze zużycie energii spadnie. Oczywiście nie krytykuję tu samej elektromobilności, czy pomp ciepła, a jednie oczekiwania UE względem zużycia prądu.

Proste rozwiązanie, którego Europa raczej nie podejmie

Martwi mnie jednak nieco fakt, że UE, znając przyczynę problemu, nie zamierza decydować się na rozwiązanie, które rzeczywiście może przynieść skutek, czyli przynajmniej  czasowe zawieszenie opłat za ETS dla europejskiego przemysłu i produkcji energii. 

Oczywiście nie postuluję tu zawieszenia finansowania projektów dotyczących OZE czy energii atomowej. Te wciąż powinny być wspierane. Chodzi mi jednak o to, aby wyrzucić kij i skupić się na marchewce dla czystych i odnawialnych źródeł energii elektrycznej, ponieważ ten kij nie tyle bił po głowie elektrownie węglowe, ile przemysł, który korzysta z ich energii.

Pamiętajmy przy tym, że Chiny nie przejmują się żadnymi ETS-ami, a mimo to są globalnym liderem w rozwoju OZE. To dowodzi, że zielona transformacja działa nawet bez obciążania energii elektrycznej produkowanej z węgla dodatkowymi opłatami. Nawet jeśli wydłuży to okres przejściowy, w którym właśnie jesteśmy, to ważne jest, aby na końcu tej drogi znajdowała się nie tylko czysta energia, ale także prężnie działający, europejski przemysł korzystający z tej czystej energii. 

Oczywiście do tej pory mieliśmy do czynienia jedynie ze szkicem projektu, który ma zostać zaprezentowany za 10 dni. Przed jego wyciekiem nie wierzyłem, że Europa będzie w stanie rozpoznać problem. Możliwe więc, że i jego finalna forma okaże się zaskoczeniem i podjęte zostaną kroki, które faktycznie przyniosą wytchnienie dla przemysłu.