Do Polski trudno będzie sprowadzić tych panów

Gdzie jest prezes Zondacrypto? Podobno w Izraelu. I to z tamtejszym paszportem. To może być dla prokuratury twardy orzech do zgryzienia, gdy już się nim zainteresuje. Niestety, nie jest to jedyny rodak, którego ściągnięcie wydaje się problemtyczne. 

Maciej Sikorski
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Do Polski trudno będzie sprowadzić tych panów

Jeszcze niedawno nazwa Zondacrypto kojarzyła się głównie z giełdą kryptowalut. Obecnie jest już w zbiorze z napisem "afery". Prokuratura Regionalna w Katowicach poinformowała pod koniec kwietnia, że zarejestrowano ponad 700 pokrzywdzonych, ale ich liczba rośnie. Podobnie jak szacowana kwota szkody – ostatnio mowa była o 350 mln zł. Trudno przewidzieć, na jakim wyniku zatrzyma się licznik.

Dalsza część tekstu pod wideo

Na razie sprawa wygląda tak, że politycy przerzucają na siebie odpowiedzialność za aferę, pokrzywdzeni pytają, gdzie było państwo, a media rzucają światło na kolejne wątki sprawy. I zrobił się już z tego naprawdę dobry serial z wątkami rosyjskiej mafii, polskich beneficjentów, czy słynnego króla kryptowalut, czyli Sylwestra Suszka, który zaginął kilka lat temu i jakoś udało się tę sprawę zbagatelizować.

Przemysław Kral wybrał Izrael. Z paszportem w pakiecie?

Jedno z istotnych pytań brzmi: gdzie jest Przemysław Kral, czyli szef biznesu? Jeszcze niedawno miał przebywać w Monako, ale europejskie księstwo porzucił ponoć na rzecz Izraela. A w tym ostatnim dorobił się paszportu. Co na to śledczy? Komentujący sprawę Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk oświadczył, że… podległa mu instytucja jeszcze się tym nie interesowała. Prokuratura skupia się na gromadzeniu materiału dowodowego, a nie na medialnych doniesieniach. 

W pewnym stopniu nie dziwi mnie ta odpowiedź. Prokurator Korneluk przyznał, że Polska nie ma umowy ekstradycyjnej z Izraelem. W efekcie ściągnięcie do Polski Przemysława Krala może być trudne. Jeśli w ogóle wykonalne. Co prawda Izrael jest stroną międzynarodowej konwencji o ekstradycji i niby jest podstawa prawna do uruchomienia wymaganych procedur, ale w praktyce może się to okazać ułudą. A jeśli komuś wydaje się inaczej, polecam odświeżyć historię Andrzeja Gąsiorowskiego. 

Ktoś może pomyśleć, że to wyjątek, że Kral miał "szczęście" udając się właśnie do Izraela. Ale prawda jest taka, że takich przypadków jest więcej. A szczęśliwą destynacją nie musi być Izrael.

Prezes Cinkciarz.pl wolał Stany Zjednoczone

Zondacrypto nie jest pierwszą aferą fintechową w naszym kraju. Stosunkowo niedawno media żyły historią kantoru internetowego Cinckciarz.pl. W lutym bieżącego roku Prokuratura Regionalna w Poznaniu informowała, że łączną wartość szkody oszacowano na kwotę przekraczającą 174 mln złotych. Pokrzywdzonych osób są tysiące. Na początku roku w związku z tą sprawą zatrzymano kolejne cztery osoby. Zarzuty sformułowano już wobec siedmiu osób, w tym członków zarządu spółki

Podejrzanym prokurator zarzucił, między innymi, współdziałanie w popełnieniu przestępstwa oszustwa polegającego na doprowadzeniu szeregu osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie tych osób w błąd co do okoliczności mających znaczenie dla zawarcia umowy w aplikacji mobilnej Cinkciarz.pl., w tym co do faktycznego przeznaczenia środków finansowych, pozyskanych od pokrzywdzonych w ramach internetowej wymiany walut oraz z usług płatniczych i finansowania z tych środków, między innymi, działalności operacyjnej spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej Conotoxia Holding

– przekazała nam Anna Marszałek, Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.

Problem polega na tym, że na wolności pozostaje Marcin P., czyli prezes niesławnej spółki. Ten człowiek również zmienił miejsce zamieszkania na krótko przed wybuchem afery. Na tymczasowy (?) dom wybrał jednak Stany Zjednoczone. W sieci nie brakuje relacji osób, które ustaliły miejsce jego pobytu. Niektórzy złożyli mu nawet wizytę. Dodam, że sam przez jakiś czas utrzymywałem kontakt z tym człowiekiem – za pośrednictwem mediów społecznościowych przedstawiał siebie jako ofiarę systemu. Mój rozmówca uderzał w banki, prokuraturę, urzędników kilku instytucji, a nawet w Google. Swoistą wisienką na torcie było to, że domagał się od Polski ponad 1 tys. bitcoinów. Marcin P. przekonywał np., że pod koniec października 2024 roku podczas wizyty w jego domu, funkcjonariusze zabrali m.in. pendrive’y z 492 BTC. 

Wspominam o tym nie dlatego, że to kolejna szemrana sprawa, w której przewijają się kryptowaluty. Istotny jest fakt, że Marcina P. trudno będzie sprowadzić do Polski. Oficjalnie brzmi to następująco:

Prokuratura Regionalna w Poznaniu wdrożyła wszelkie niezbędne i prawnie dopuszczalne procedury, mające na celu zatrzymanie podejrzanego Marcina P., doprowadzenie w/w do siedziby prokuratury oraz wykonanie z jego udziałem czynności procesowych i aktualnie oczekuje na realizację wskazanych procedur w ramach działań międzynarodowych

– wyjaśniła Anna Marszałek.

Innymi słowy: robimy co się da. Ale da się niewiele. Jest przy tym mało prawdopodobne, by Marcin P. pojawił się w Polsce z własnej woli – za zarzucone przestępstwa grozi mu kara do 25 lat pozbawienia wolności. 

Kiedyś Stuu, dzisiaj Stuart B. Gdzie przebywa jutuber?

Na wolności pozostaje także Stuart B., szerzej znany jako Stuu. Swego czasu był to bardzo znany w polskiej sieci influencer. Jego kanał na platformie YouTube miał ponad 4 mln subskrypcji. Kariera rozwijała się fenomenalnie do momentu, w którym inni influencerzy nagłośnili niepokojące zachowania idola nastolatek. Młody mężczyzna miał m.in. uprawiać sexting, czyli prowadzić korespondencję o podtekście erotycznym z dziewczynkami poniżej 15 roku życia. Skończyło się na pomówieniach? Otóż nie.

Skontaktowałem się z Prokuraturą Okręgową w Warszawie i dowiedziałem się, iż przeciwko Stuartowi B. prowadzone jest postępowanie, a mężczyzna podejrzany jest o to, że:
 

W bliżej nieustalonym dniu, na przełomie sierpnia i września 2015 r. w Katowicach dopuścił się innej czynności seksualnej wobec małoletniej poniżej lat 15.  

W okresie od 6 sierpnia 2018 r. do dnia 7 sierpnia 2018 r. w Warszawie rozpijał dwie małoletnie.   

W dniu 7 sierpnia 2018 r. w Warszawie dopuścił się innej czynności seksualnej wobec małoletniej poniżej lat 15.

Prokurator Piotr Skiba, rzecznik prasowy warszawskiej prokuratury okręgowej, poinformował mnie, że w sprawie przesłuchano już kilkudziesięciu świadków i planowane są kolejne przesłuchania. Zabezpieczono też nośniki danych czy wydruki korespondencji. Problem polega na tym, że jutubera nie ma w Polsce. Podejrzany przebywa w Wielkiej Brytanii.

Brytyjczycy aresztowali Stuarta B. jeszcze w 2023 roku, ale proces ekstradycyjny nie przebiega w sposób wymarzony. Z pewnością nie ułatwia tego fakt, że twórca internetowy ma brytyjskie obywatelstwo, a kraj ten opuścił Unię Europejską. Co prawda pod koniec lutego br. wydano zgodę na przekazanie influencera stronie polskiej, ale jutuber odwołał się od tej decyzji. A teraz najciekawsze: termin rozpoznania odwołania nie został jeszcze ustalony

Czy influencera podejrzanego o rozpijanie małoletnich i dopuszczanie się wobec nich "innej czynności seksualnej", uda się sprowadzić do Polski? Być może. Ale pewności nie ma. 

Powyższe informacje raczej nie napawają optymizmem. Niestety, takie są realia. Jeśli komuś się wydaje, że Przemysław Kral czy szef Cinkciarza będą się niebawem tłumaczyć w Polsce z działalności swoich biznesów, to nie mam dobrych wieści. Bardziej prawdopodobne jest to, że daleko stąd będą śledzć fora, na których pokrzywdzeni klienci domagają się sprawiedliwości.