Soundcore bije Apple i Samsunga. Liberty Buds to przepis na hit (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 03 LUT 2026

Soundcore bije Apple i Samsunga. Liberty Buds to przepis na hit (test)

Soundcore Liberty Buds wkraczają do Polski. Tym razem, zamiast konstrukcji dokanałowej, znanej z poprzednich modeli Liberty, producent postawił na douszną konstrukcję Semi-in-Ear. Od razu uprzedzę fakty: to korzystnie wyceniony model o świetnym brzmieniu. Seria słuchawek Soundcore Liberty kojarzy się najbardziej z bardzo udanymi i cenionymi modelami dokanałowymi jak Liberty 4 Pro czy Liberty 5, jednak teraz producent sięgnął po stosunkową nową dla niego konstrukcję w połowie dokanałową (Semi-in-Ear), czy po prostu douszną. Co prawda ma już w portfolio słuchawki o podobnej budowie – Soundcore K20i – jednak pochodzą one z niższej półki. Z kolei Liberty Buds to już model lepiej wyposażony, dla bardziej wymagających użytkowników. Na rynku jest oczywiście sporo słuchawek typu Semi-in-Ear lub Half-in-Ear, z Airpods 4 czy Galaxy Buds3 na czele, jednak wciąż jest miejsce na nowych producentów. Soundcore Liberty Buds zachęcają sporymi możliwościami, a jednocześnie kuszą stosunkowo niską ceną 349 zł, są więc znacznie tańsze od słuchawek Apple czy Samsunga. Budowa i konstrukcja W połowie dokanałowe czy po prostu douszne – jak zwał, tak zwał. Podobnie jak inne modele tego typu Soundcore Liberty Buds zamiast kulistej obudowy z gumową końcówką w głównej części mają spłaszczony element, przypominający rozmiarami i kształtem fasolkę. Na jej końcu znajduje się mały grill o owalnym kształcie. Silikonowe końcówki? Nic z tych rzeczy. Liberty Buds wsuwa się lekko na zewnętrznej części kanału słuchowego, płycej niż słuchawki w pełni dokanałowe. Miałem obawy, że taka konstrukcja nie będzie stabilna. Często mam problemy z testowanymi lub własnymi słuchawkami – albo są za małe, albo za duże, albo źle leżą. Soundcore Liberty Buds od razu świetnie mi się dopasowały, a dodatkowe mocowanie zapewniane jest przez zewnętrzne skrzydełka stabilizujące, które znajdziemy w zestawie (do wyboru są cztery rozmiary). Można dobrać rozmiar odpowiedni do swojego ucha, ja pozostałem przy domyślnych i od razu polubiłem to rozwiązanie. Zewnętrzna część słuchawek to krótki, lekko wygięty pałąk, który tez pełni funkcję stabilizującą. Całość jest bardzo lekka i zapewnia ochronę przed pyłem i woda na poziomie IP55 – wystarczającym do treningów w deszczu czy w upale, gdy człowiek się poci. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to model projektowany z myślą o sportowcach. To konstrukcja uniwersalna, ale raczej do niespokojniejszych aktywności. Gdyby jednak przyszło komuś do głowy, by z Liberty Buds biegać i skakać, to nie ma obaw – słuchawki trzymają się stabilnie. Ok, ale co właściwie wynika z zastosowania takiej konstrukcji? Nie da się ukryć, że typowe, dokanałowe TWS-y potrafią dość szybko zmęczyć. Nawet jeżeli ktoś ma piankowe końcówki, minimalizujące efekt nacisku, to problemem jest długotrwałe odcięcie od powietrza i świata zewnętrznego. O końcówkach, które zostają w uchu po wyjęciu słuchawek, już nawet nie wspominam. W Liberty Buds nam to nie grozi – jest wrażenie lekkości, a nie ma uczucia rosnącego ciśnienia w kanale słuchowym. Można nosić te słuchawki i aktywnie z nich korzystać przez cały dzień (z przerwami na doładowanie). Jedynym mankamentem jest to, że czasami trzeba poświęcić chwilę na precyzyjne ułożenie słuchawek w uchu, tak żeby odpowiednio przylegały, bo inaczej dźwięk będzie niesymetryczny.   Nie zabrakło sterowania słuchawkami za pomocą gestów. Użytkownik ma do wyboru różne warianty stuknięć lub długie przytrzymanie. Liberty Buds nie obsługują za to gestu ślizgu. Słuchawki reagują na wyciągnięcie z ucha, wstrzymując odtwarzanie. Aplikacja Do zarządzania ustawieniami Liberty Buds służy aplikacja soundcore, obsługująca też inne modele producenta. W ostatnim czasie apka przeszła znaczną metamorfozę, pojawił się moduł sztucznej inteligencji Anka (od Ankera, właściciela marki), a także funkcje tłumaczenia. Z jednej strony to na pewno cenne dodatki, z drugiej trochę uciążliwe. Po aktualizacji ze starszej wersji na swoim smartfonie musiałem wyłączyć dla aplikacji dostęp do powiadomień, bo nękała mnie zachętami do sprawdzenia Anki. [gallery][img]245824[/img][img]245830[/img][img]245831[/img][img]245832[/img][img]245825[/img][img]245826[/img][img]245828[/img][img]245829[/img][img]245827[/img][/gallery] Ze smutkiem odnotowałem też, że aplikacja soundcore nie chciała się zainstalować na moim DAP-ie marki FiiO, z mniejszym ekranem i nienowym Androidem 13. Na smartfonach powinna jednak działać. Na początek warto sprawdzić wszystkie ustawienia – przede wszystkim doinstalować wtyczkę z kodekiem LDAC i aktywować ją, by cieszyć się dźwiękiem HD. Z innych ważnych ustawień w aplikacji znajdziemy tryb dźwięku przestrzennego, zarządzanie poziomem redukcji hałasu, a także dostrojenie dźwięku. Tu jest kilka opcji – parę gotowych, domyślnych profili dźwięku, samodzielne ustawienie equalizera, albo przeprowadzenie testu słuchu, który pozwoli dostosować pracę słuchawek do ucha użytkownika. W głównym menu znajdziemy też tryb grania, z niskim opóźnieniem do gier. W tym przypadku trzeba jednak wyłączyć dźwięk z kodekiem LDAC.  Aplikacja pozwala też dostosować gesty sterowania słuchawkami, a głębiej w menu jest jeszcze kilka innych opcji, jak wykrywanie noszenia, bezpieczna głośność, podwójna łączność czy wyszukiwanie zawieruszonych słuchawek. Jak grają Soundcore Liberty Buds? Przyzwyczajony raczej do słuchawek dokanałowych, do Liberty Buds podchodziłem z lekka rezerwą, spodziewając się brzemienia jak z dousznych, płytkich pchełek. Czyli raczej niezbyt angażującego. A tu pełen zaskoczenie – Liberty Buds mogą konkurować jakością dźwięku z wieloma słuchawkami głęboko dokanałowymi, zarówno TWS jak i IEM. Tajemnicą jest fasolkowaty, spłaszczony kształt słuchawek, które większą powierzchnią przylegają do ścianki ucha, co z kolei sprawia, że dźwięk jest też wyraźnie odczuwalny, co  dotyczy zwłaszcza tonów niskich. Pozbawiona gumowych końcówek konstrukcja pozwala też na lepsze rozchodzenie się dźwięków w wyższych pasmach, bo nic ich nie ogranicza na wylotach. Jednocześnie półdokanałowa konstrukcja dodaje pewnej lekkości. Co prawda kanał słuchowy jest praktycznie w całości zasłonięty, więc nie ma takiego przewiewu, jak w słuchawkach otwartych OWS, ale nie ma też nacisku i poczucia odcięcia. Za odtwarzanie dźwięku odpowiadają 11-milimetrowe przewrotniki dynamiczne, a za przesyłanie dźwięku – Bluetooth 6.1 z kodekami SBC oraz po włączeniu wtyczki – LDAC z Hi-Res Audio. Solidne połączenie, które jak się okazało – zagrało, dosłownie i w przenośni. Soundcore Liberty Buds spodobają się nawet wymagającym entuzjastom dobrego brzmienia. Przede wszystkim świetne wrażenie robią tony niskie, które wyraźnie czuć od przylegającej do wnętrza ucha słuchawki. Basy są ciepłe, bardzo miękkie, ale nie rozlewają się na średnicę, zachowując odpowiednią szczegółowość. Tony średnie są wyraźne, ale nie dominują, trochę mniej wyraziste są soprany – ale nie brakuje ich, są delikatnie wycofane. Całość tworzy dobrze brzmiącą scenę, bardzo atrakcyjną dla słuchacza i muzykalną. Nie jest to dźwięk studyjny do szukania dziury w całym, ale brzmienie do cieszenia się nagraniami. Liberty Buds używałem głównie na domyślnym profilu o nazwie „Podpis soundcore”, ale w aplikacji jest spory wybór innych profili, nawet całkiem fajnie dostrojonych. Można dołożyć basu, dodać więcej sopranów, jak kto woli i myślę, że każde połączenie zapewni dużo radości ze słuchania. Warto też włączyć opcję dźwięku przestrzennego. To funkcja, która raczej sprawdzi się w grach czy filmach, ale w muzyce też przynosi ciekawy efekt. Jest subtelny, nie ma mowy o jakimś cyfrowym tworzeniu wirtualnej przestrzeni – jest po prostu dodatkowe poczucie lekkości. ANC i jakość rozmów Soundcore Liberty Buds wyposażone w zestaw 4 mikrofonów (po 2 na słuchawkę), a za tłumienie hałasu odpowiada rozwiązanie Adaptive ANC 3.0, takie samo jak w topowym modelu Liberty 5. Wbrew moim obawom półwgłębiona konstrukcja Liberty Buds nie wpływa negatywnie na ANC. Pasywna redukcja jest nieco gorsze niż w dokanałówkach, ale w połączeniu z ANC całość zaczyna nieźle pracować. Słuchawki bez odtwarzania muzyki nie powodują co prawda całkowitego odcięcia od świata, więc na przykład na ulicy słychać trochę szum samochodów czy tramwaje, ale wszystko jest mocno wytłumione, jak przykryte poduszką. Podczas pracy biurowej większość dźwięków jest tłumiona – na przykład stukot klawiatury. I tylko głosy ludzkie bardziej się przebijają. Po włączeniu muzyki te szumy spod poduszki już w ogóle są słyszalne. Poza trybem adaptacyjnej redukcji hałasu można też wybrać tryb transparentny, który również spisuje się bardzo dobrze. Trzecia opcja to wyłączenie tych trybów.  Jakość rozmów jest dobra, ale nie wyróżnia się specjalnie. Nie ma co prawda efektu studni, który czasami utrudnia rozmowę w tańszych modelach słuchawek, ale głos docierający do rozmówcy po drugiej stronie jest trochę przytłumiony, jakby mikrofony miały wyciętą część pasma. Nie utrudnia to jednak w żadnym wypadku zrozumienia treści. Na plus liczy się to, że w trakcie rozmowy głosowej Liberty Buds dość dobrze tłumią hałasy jak szum ulicy, pluskanie wody czy nawet muzyka lecąca gdzieś w tle.  Tłumaczenie na żywo Wśród zalet słuchawek producent wymienia funkcje tłumaczenia AI w ponad 100 językach, w tym oczywiście polskim. To w ostatnim czasie nowy trend w sprzęcie audio, spopularyzowany m.in. przez Samsunga czy Apple, a teraz chętnie stosowany przez mniejszych producentów. Chyba w każdym wydaniu nie jest to do końca funkcja w słuchawkach, tylko bardziej w aplikacji na smartfonie. Niedawno podobne rozwiązanie zastosował też OnePlus w testowanych przeze mnie słuchawkach Buds 4 i nie robiło to specjalnego wrażenia. Jak poradził z tym sobie Soundcore? Żeby skorzystać z tej funkcji, trzeba przejść do środkowej zakładki w głównym oknie aplikacji. Obecnie są tam trzy opcje do wyboru: tłumaczenie w czasie rzeczywistym, tłumaczenie bezpośrednie oraz uczenie kontekstowe. w każdym przypadku potrzebna jest otwarta aplikacja i odblokowany ekran smartfonu. Najciekawiej zapowiada się ta pierwsza funkcja. Wystarczy nacisnąć przycisk z mikrofonem, skierować telefon w stronę mówcy posługującego się obcym językiem i… po chwili słychać tłumaczenie wypowiadane po polsku, bezpośrednio w słuchawkach. Rewelacja! Jednocześnie na ekranie widać transkrypcję. Czyli w teorii można uczestniczyć w spotkaniu z obcokrajowcem, mówiącym w nieznanym nam języku, a smartfon i słuchawki wszystko na żywo przetłumaczą.  [gallery][img]245836[/img][img]245833[/img][img]245835[/img][img]245834[/img][/gallery] Niestety, czar szybko pryska. Gdy wypowiedź jest długa i bez dłuższych przerw, tłumaczenie Soundcore gubi się, a głos milknie. Po chwili powraca, tłumaczona jest kolejna część wypowiedź, ale za chwilę znów „pani w słuchawce” robi sobie przerwę. W sumie dużo będzie więc zależało od tempa mowy drugiej osoby. Być może wpływ ma też wydajność sprzętu, ale sprawdziłem to także na OnePlus 15 ze Snapdragonem 8 Elite Gen 5 i też były takie przerwy. W każdym przypadku widać też spore opóźnienie, więc nie sprawdzi się to podczas oglądania filmu. Nawiasem mówiąc, OnePlus Buds 4 mają te same problemy. Tłumaczenie bezpośrednie przewidziane jest do krótkich dialogów, np. rozmowy w sklepie czy na ulicy. Tłumaczenie kwestii wypowiadanych przez rozmówcę dociera do użytkownika przez słuchawki, można też zadać jakieś pytanie po polsku, a wtedy tłumaczenie zostanie odtworzone przez głośnik smartfonu. Tu już w sumie zastrzeżeń nie mam, działa to nieźle, choć taki sposób konwersacji trudno uznać za wygodny. Trzecie narzędzie, uczenie kontekstowe, to po prostu szybka nauka zwrotów przydatnych podczas podróży, np. w hotelu czy restauracji. Czas pracy Według producenta Soundcore Liberty Buds przepracują do 7 godzin odtwarzania muzyki i do 30 godzin z doładowaniem w etui. Nie są to rekordowe czasy, co więcej skracają się po włączeniu ANC – do 6 godzin słuchania i 26 godzin z etui. Swoje też robi LDAC, jeżeli jest aktywny.  W sumie więc bardziej należy się nastawiać na jakieś 5 godzin pracy z wykorzystaniem pełni możliwości. Bez rewelacji, ale mieści się w akceptowalnych granicach. Później wystarczy na 10 minut złożyć słuchawki do etui, by zyskać dodatkowe 3-4 godziny słuchania. Soundcore Liberty Buds dają radę Liberty Buds to udany model, który powinien przypaść do gustu tym użytkowników, którzy poszukują słuchawek w stylu Airpods 4 czy Galaxy Buds3. Nowość Soundcore dobrze leży w uchu, jest lekka, stosunkowo wytrzymała, sprawdzi się do codziennych aktywności, a także niezbyt intensywnych treningów. Douszna, półdokanałowa konstrukcja jest zdrowsza dla ucha i słuchu niż głęboko osadzone słuchawki dokanałowe i lepiej się sprawdza przy intensywnym użytkowaniu. Soundcore Liberty Buds powinny zadowolić nawet wymagających słuchaczy: świetnie sprawdzają się w każdym gatunku muzyki, zapewniając ciepłe, ale zarazem precyzyjne niskie tony, wyrazistą średnicę i ładne soprany. Duży plus należy się za duże możliwości dostosowania dźwięku w aplikacji – te słuchawki można precyzyjnie dostroić stosownie do własnych potrzeb. Dobrze działa redukcja hałasu, mikrofon pozostaje na przyzwoitym poziomie, obiecującą ciekawostką jest funkcja tłumaczenia (może się jeszcze poprawi z czasem), jedyny słabszy punkt to przeciętny czas pracy – nie jest zły, ale trochę poniżej standardów wyznaczanych przez inne modele.

5
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Nintendo robi co może, aby ceny pozostały stabilne
Sprzęt 21:05

Nintendo robi co może, aby ceny pozostały stabilne

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Tak wygląda Pixel 10a. Premiera już za dwa tygodnie
Sprzęt 19:55

Tak wygląda Pixel 10a. Premiera już za dwa tygodnie

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
To już pewne. Steam Machine zadebiutuje lada moment
Sprzęt 19:03

To już pewne. Steam Machine zadebiutuje lada moment

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Intel uspokaja. Nie ma planów wycofywania się z GPU
Sprzęt 18:25

Intel uspokaja. Nie ma planów wycofywania się z GPU

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Padł nowy rekord zapotrzebowania na prąd. Pompy ciepła dają czadu
Wiadomości 18:03

Padł nowy rekord zapotrzebowania na prąd. Pompy ciepła dają czadu

4
PAWEł MARETYCZ
1.
Przyzwoity laptop za 1999 zł? To możliwe, ale w promocji
Telepolis.pl
Sprzęt 17:33

Przyzwoity laptop za 1999 zł? To możliwe, ale w promocji

2
PAWEł MARETYCZ
1.
AMD chce być jak NVIDIA. To oznacza drożyznę
Sprzęt 17:08

AMD chce być jak NVIDIA. To oznacza drożyznę

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Zakazane konto bankowe. Nawet nie próbuj go zakładać
Bezpieczeństwo 16:48

Zakazane konto bankowe. Nawet nie próbuj go zakładać

0
ANNA KOPEć
1.
Było 1099 zł, jest 599 zł. To słuchawki dla najbardziej wymagających
Telepolis.pl
Sprzęt 16:30

Było 1099 zł, jest 599 zł. To słuchawki dla najbardziej wymagających

4
PAWEł MARETYCZ
1.
Orange z kolejną cyfrową nowością. Jest na to specjalny kod
Wiadomości 15:18

Orange z kolejną cyfrową nowością. Jest na to specjalny kod

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej gier od Microsoftu ma trafić na Steam. Koniec walki z wiatrakami
Gry 14:57

Więcej gier od Microsoftu ma trafić na Steam. Koniec walki z wiatrakami

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Lenovo w Biedronce za 49,99 zł. Przecena jest potężna
Telepolis.pl
Tech 14:36

Lenovo w Biedronce za 49,99 zł. Przecena jest potężna

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Międzynarodowe przelewy na telefon w euro? BLIK robi kolejny krok
Płatności bezgotówkowe 14:14

Międzynarodowe przelewy na telefon w euro? BLIK robi kolejny krok

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Awaria Netii. Użytkownicy skarżą się na internet stacjonarny
Wiadomości 13:55

Awaria Netii. Użytkownicy skarżą się na internet stacjonarny

2
PAWEł MARETYCZ
1.
PKO BP: w aplikacji złożysz ważny wniosek. Kilka kliknięć i wpadają pieniądze
Fintech 13:45

PKO BP: w aplikacji złożysz ważny wniosek. Kilka kliknięć i wpadają pieniądze

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Play nie odpuszcza. Fioletowy zasięg rośnie
Wiadomości 13:22

Play nie odpuszcza. Fioletowy zasięg rośnie

21
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Gwiazda "Domu dobrego" w nowej roli. HBO rozłoży widzów na łopatki?
Rozrywka 13:01

Gwiazda "Domu dobrego" w nowej roli. HBO rozłoży widzów na łopatki?

0
ANNA KOPEć
1.
Suunto zapowiada nowy zegarek. To limitowana edycja na 90. rocznicę
Sprzęt 12:29

Suunto zapowiada nowy zegarek. To limitowana edycja na 90. rocznicę

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej nowości
W Lidlu perełka za 369 zł. Polacy uwielbiają te sprzęty
Sprzęt 12:08

W Lidlu perełka za 369 zł. Polacy uwielbiają te sprzęty

Za kilka dni w Lidlu będzie dostępny sprzęt, który Polacy uwielbiają. To bardzo przydatne urządzenie w każdej kuchni, szczególnie w tej konkretnej wersji. W ostatnich latach dużą popularnością cieszą się beztłuszczowe frytkownice, zwane również airfryerami. To dlatego, że za niewysoką kwotę można kupić urządzenie, które pozwala przygotowywać zdrowe, mniej kaloryczne posiłki i to szybciej niż w tradycyjnym piekarniku. Jeśli jeszcze takiego urządzenia nie masz, to za chwilę będzie okazja, aby to nadrobić. Lidl przyszykował ciekawą promocję. Airfryer Masterpro za 369 zł w Lidl Od 12 lutego w Lidlu dostępna będzie w promocyjnej cenie podwójna frytkownica beztłuszczowa marki Masterpro. Cena zostanie obniżona z 499 do 369 zł, więc 130 zł zostanie nam w kieszeni. Urządzenie wyróżnia się przede wszystkim swoimi gabarytami. To propozycja idealna dla dużych rodzin. Dlaczego? Ponieważ urządzenie ma dwie osobne komory, w których można przygotowywać dwa różne posiłki. Jakby tego było mało, to każda z nich ma pojemność aż 5 litrów. To spokojnie wystarczy na przygotowanie jedzenia dla 4-osobowej rodziny. Przekłada się to na wymiary 49,2 × 29,5 × 45,4 cm. Airfryer ma moc 2400 W i pozwala na regulację temperatury w zakresie od 80 do 200 stopni Celsjusza. Ma też wyświetlacz LED i cyfrowy ekran dotykowy do obsługi. Promocja rusza 12 lutego w sklepach Lidl.

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

O tym serialu Apple TV będzie głośno. Elle Fanning zrobi niezłe show
Telewizja i VoD 08:32

O tym serialu Apple TV będzie głośno. Elle Fanning zrobi niezłe show

Apple TV właśnie wypuściło do sieci zwiastun 1 sezonu serialu "Margo jest spłukana" z Elle Fanning w roli głównej. I jak większość produkcji opartych na bestsellerach, daje nam nadzieję, na kawał współczesnego i zarazem wciągającego kina. "Margo jest spłukana" - Apple TV ujawniło datę premiery  To jeden z najbardziej wyczekiwanych seriali na Apple TV. Oparty na książce Rufiego Thorpe'a, z całą plejadą gwiazd na pokładzie. Obok Elle Fanning, zobaczymy tam także Michelle Pfeiffer (matka Margo) oraz Nick'a Offerman'a (w roli ojca bohaterki).  Zwiastun, który właśnie został opublikowany ujawnia datę premiery pierwszego sezonu: warto zanotować 15 kwietnia 2026. Widzowie będą mogli zobaczyć wtedy aż trzy odcinki. Kolejne będą pojawiały się na platformie co środę, aż do 20 maja.  "Margo jest spłukana" - o czym opowiada serial? Podobnie, jak w książce, Margo zachodzi w ciążę po krótkim romansie ze swoim nauczycielem angielskiego Markiem, który pracuje w lokalnym college'u. Dziewczyna jednak nie jest z tego faktu zadowolona. Trudno się jej dziwić, ma tylko 20 lat i jest bezrobotna. W dodatku, jeśli nie opłaci czynszu na czas, grozi jej eksmisja z mieszkania. Z pomocą przychodzi jej ojciec, były wrestler, z którym od dłuższego czasu, nie utrzymywała kontaktów. Zamieszkuje z nią i oferuje opiekę nad dzieckiem. Margo zakłada też konto na Only Fans, aby eksperymentować i zarabiać na rachunki. Korzysta przy tym z rad ojca, który doskonale zna się na świecie wrestlingu. Co ciekawe, za produkcją serialu stoją Nicole Kidman oraz Elle i Dakota Fanning. Apple wygrało prawo do transmisji strumieniowej do niego m.in. z Netflixem. https://www.youtube.com/watch?v=85J-05Wop-g

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Zimno? Działaj! Awaria ogrzewania jest do pokonania
Poradniki 02 LUT 2026

Zimno? Działaj! Awaria ogrzewania jest do pokonania

Ostry mróz towarzyszy nam już od wielu dni i mimo lekkiego ocieplenia, ma powrócić z pełną siłą. Niestety, coraz więcej w sieci widać zgłoszeń z całej polski dotyczących awarii sieci ciepłowniczych, które ewidentnie nie radzą sobie z obecnymi warunkami. Warto więc wiedzieć, co z tym zrobić. Nie zamierzam tutaj dawać porad, które zakładają większą ingerencję w konstrukcje budynków, ponieważ to mija się z celem. Montaż pompy ciepła z funkcją grzania w środku zimy przy obecnych mrozach brzmi raczej jak żart, a nie realne rozwiązanie problemu.  Ubieraj się ciepło, ale nie rezygnuj z wietrzenia Zanim pobiegniesz do sklepu po coś, co podniesie temperaturę, to załóż bluzę i sprawdzaj komunikaty. Mieszkanie może nie zdążyć się porządnie wychłodzić, zanim ogrzewanie nie wróci. Nie ma sensu więc kupować zbędnego sprzętu w takim wypadku. Oczywiście wciąż — o ile jakość powietrza jest na dobrym poziomie — warto jest wietrzyć mieszkanie. I chociaż zabrzmi to mało intuicyjnie, najlepszą metodą nie jest uchylanie, czy rozszczelnianie okien, a otworzenie ich na oścież na kilka minut. W ten sposób uzyskamy najlepsze wyniki z utratą najmniejszej ilości ciepła. Dodatkowo dobrym pomysłem jest picie gorącej herbaty oraz wyciągnięcie koca z szafy. Warto także, aby domownicy przebywali i spali w tym samym pomieszczeniu. Nasze ciała są niezłymi grzejnikami. Nie zapominajcie także o tym, że gotowanie w domu także podnosi temperaturę wewnątrz. Jeśli to jednak jest za mało, to przejdźmy do innych metod ogrzewania. Metody, z których nie korzystaj Wróćmy do pomp ciepła. Zawsze znajdzie się jakiś As, który stwierdzi, że przecież można ją podłączyć się do wentylacji. Jednak osoby korzystające z ogrzewania z sieci ciepłowniczej to zwykle mieszkańcy bloków lub kamienic. W takim wypadku możemy narobić więcej szkody, niż pożytku generując nadciśnienie w przewodach wentylacyjnych. Pod żadnym pozorem tego nie róbcie. Możecie naprawdę zaszkodzić swoim sąsiadom. Gorszym pomysłem jest tylko podłączenie do niej komina piecyka gazowego. Wtedy wszystkie jego spaliny, a więc dwutlenek i tlenek węgla będą rozprowadzane do naszych sąsiadów z powodu wyższego ciśnienia spowodowanego wprowadzeniem gorących spalin bezpośrednio do wentylacji. To jest wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Jedyną jeszcze gorszą rzeczą może być tylko wniesienie pieca typu koza i podłączanie go do wentylacji.  Metody dość tanie, skuteczne, acz pełne restrykcji Tu do gry wchodzą piecyki gazowe. Te należy stosować jedynie w pomieszczeniach z wentylacją. Jeśli nie podłączymy ich bezpośrednio do niej, to nie będą stanowiły większego zagrożenia. Oczywiście powinny im towarzyszyć czujniki tlenku węgla. A to dlatego, że niewystarczająca wentylacja może zwiększyć powstawanie tlenku węgla i zakończyć się tragedią. Oczywiście to nie wszystko. Poza samym piecem potrzebna jest nam także butla gazu.  Sęk w tym, że nie w każdym mieszkaniu można z niej korzystać. Jest to kwestia przepisów przeciwpożarowych. Jeśli w danym budynku mamy do czynienia z zakazem, to ta metoda ogrzewania rzecz jasna odpada. Najlepiej w sprawie tej odezwać się do administracji jeszcze przed zakupem piecyka. Plusem tego rozwiązania jest na pewno jego niska cena, zarówno zakupu, jak i jego zasilania. Minusem są ograniczenia w użytkowaniu oraz znacznie niższy poziom bezpieczeństwa, niż w innych zastosowaniach.  [SALE-2949] Kolejną, której  jednak nikt nam już nie zabroni, są piecyki naftowe. W ich przypadku nikt nie może nam zabronić z ich korzystania, ponieważ są zasilane płynną naftą, a nie gazem. Mają jednak dwie dodatkowe wady: śmierdzą naftą na samym początku i na końcu korzystania z nich. Tu także pojawia się konieczność wietrzenia oraz stosowania czujników tlenku węgla.  Tani sprzęt, wysokie rachunki i głośne działanie Mowa tu o termowentylatorach, zwanych potocznie farelkami. Ich działanie jest bardzo proste: wentylator rozprowadza gorące powietrze z nagrzanego drutu oporowego. Efektywność energetyczna tego rozwiązania zbliża się do 100%, co tylko na papierze brzmi jak idealna opcja na ogrzanie mieszkania. W praktyce potrzebujemy kilka kW energii nawet do małego lokalu. Co więcej, po wyłączeniu termowentylatora dość szybko całość się ochładza, ponieważ zyskujemy głównie ciepłe powietrze. Musi on więc działać praktycznie ciągle, co w przypadku termowentylatora o mocy 2 kW, który pracuje przez 12 godzin, daje nam niedogrzane mieszkanie i 24 kWh na rachunku za każdą dobę.  A jaki wybrać? W sumie... najtańszy. Żaden nie wygeneruje więcej energii niższym kosztem, bo przekroczenie sprawności energetycznej na poziomie 100% nie jest możliwe. Jego plusem na pewno jest to, że zajmuje bardzo mało miejsca i łatwo go schować, chociażby w szafie, nawet w małym mieszkaniu. [SALE-2955] Jednak pod żadnym pozorem nie kupujcie miniaturowych konstrukcji o małej mocy, które są określane jako termowentylatory energooszczędne. Fizyki nie oszukacie: do ogrzania pomieszczenia potrzeba określonej energii cieplnej. Jeśli dostarczycie jej mniej, to... będzie chłodniej. W krytycznych wypadkach mieszkanie może się szybciej wychładzać, niż takie urządzenie je dogrzewać. To żadna oszczędność.  Grzejniki elektryczne Jest cicho, jest stosunkowo tanio przy zakupie, jest drogo przy opłacaniu rachunków. Tu mamy dwa typy: konwektorowy i olejowy. Zajmijmy najpierw się konwektorowym: ten jest zdecydowanie lżejszy, oraz znacznie szybciej się nagrzewa, co za tym idzie, szybciej ogrzewa pomieszczenie. Jego zasada działania jest prosta: ogrzewa chłodne powietrze, które dostaje się do niego od dołu i wypuszcza ciepłe górą. Kiedy ten proces wystartuje, to chłodne powietrze zostaje zasysane. W ten sposób mamy cyrkulację ciepłego powietrza w pomieszczeniu. Kiedy go wyłączymy z prądu, natychmiast przestaje grzać. [SALE-2956] Jeśli chodzi o grzejnik elektryczny olejowy, to nagrzewa się on zdecydowanie wolniej, jednak przy okazji znacznie dłużej oddaje ciepło, nawet po jego wyłączeniu. Warto jednak podkreślić, że jego zdolność do akumulacji ciepła nie przekłada się na oszczędności. Zużycie energii w przypadku tych dwóch grzejników jest identyczne, nawet jeśli uwzględnimy to, że olejowy dłużej trzyma ciepło. [SALE-2957] Podsumowanie Jak widać, w każdej bezpiecznej, alternatywnej metodzie potrzebna jest energia elektryczna. Urządzenia niezależne od niej są natomiast potencjalnie niebezpieczne oraz wymagają wielu restrykcji. Otwartym pytaniem pozostaje więc to, co cenicie bardziej: bezpieczeństwo, czy oszczędności?  

14
PAWEł MARETYCZ
1.

Popularne porównania