Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?
Telepolis.pl
Testy sprzętu 18:14

Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?

Wybrałem się do Lidla na szał zakupowy. A raczej mały szalik. Założenie było proste: mam 100 zł w kieszeni i muszę się obkupić elektroniką. Efekt? Żałuję zakupów. I to nawet bardzo. Jednak po kolei. Nie chciałem kupować byle czego, byle było, a coś, co realnie wykorzystam. Kolejne słuchawki? Nie, dziękuję, mam ich pół szuflady. A może powerbank? Tych mam akurat całą szufladę. Padło więc na ręczny, przenośny wentylator, ładowarkę Qi z trzema segmentami, w sam raz pod telefon, zegarek i słuchawki, czyli zestaw dla kogoś, kto nie lubi kabli, oraz wagę łazienkową, bo najwyższy czas zmierzyć się z bolesną prawdą.  Gadżety z Lidla 2/3 to porażka Tak, jest aż tak źle. Zacznijmy jednak od tego, co działa poprawnie. Czyli od wagi łazienkowej za 29,99 zł. Jest to inteligentna waga, która podaje jak najbardziej poprawne wartości, co było dla mnie dość trudne do przełknięcia. Ot, ważę za dużo. Zdecydowanie za dużo. Czy prawidłowo wylicza ona BMI, tkankę mięśniową i nawodnienie organizmu? Nie wiem, chociaż mniej/więcej wszystko by się zgadzało: BMI wysokie, tkanka mięśniowa niska i odwodnienie. Ot, cały ja. Czy jestem zadowolony z wagi? Nie. To jednak nie jest jej wina, a tego, że rzeczywistość jest dość bolesna. Skoro jedyny poprawnie działający produkt mamy za sobą, to idziemy dalej. [SALE-5890] Wentylator ręczny z Lidla Ten gagatek kosztował mnie 15,99 zł. Kupiłem go jednak w promocji z kuponem z aplikacji Lidl Plus, który obniżył cenę bazową 19,99 zł o 4 zł. Jak on działa? No cóż, zacznijmy od tego, że ze względu na swoją przenośność ma małe łopatki. Jest więc głośny, a strumień powietrza relatywnie słaby. Fizyki tu nie oszukamy. Oczywiście na rynku są nawet mniejsze, a zarazem skuteczniejsze i cichsze konstrukcje. Jednak nie są to typowe wentylatory łopatkowe.  Bateria pozwala natomiast na kilka godzin pracy, zwłaszcza na najniższym poziomie. Skoro więc sam stwierdzam, że po tego typu konstrukcji trudno czegoś więcej oczekiwać, to czemu jestem niezadowolony? A to akurat proste: ponieważ nie działa on podczas ładowania baterii. Chłodzenie nim kiedy stoi na biurku z podłączonym USB-C i odpięcie go przy wyjściu? Zapomnijcie. Podłączenie do powerbanku, kiedy nam padnie, tak aby dalej się chłodzić? Również nie ma mowy. Kilka lat temu kupiłem nieco większy, ale wciąż mały wentylator z Biedronki, jeszcze na microUSB i ten potrafi działać i ładować się jednocześnie. Sprzęt z Lidla całkowicie zawodzi na tym polu.  Ładowarka Qi dla kogoś, kto nie cierpi kabli A oto produkt, który przelał czarę goryczy: ładowarka Qi za 42,99 zł. I to w dodatku produkt, po którym spodziewałem się najwięcej. Otóż mam iPhone, mam Air Podsy i mam... no nie, nie Apple Watcha, ale zegarek Huaweia, który też ładuje się bezprzewodowo. Producent deklaruje, że urządzenie pobiera do 18 W (9 V i 2 A) ładując przy tym: smartfon z mocą do 15 W, zegarek z mocą do 2,5 W i słuchawki z mocą do 3 W. Wiadomo, jak podłączymy wszystko, to łączna moc pobierana przez ładowarkę nie przekroczy tych 18 W. Jednak w tym przypadku pobiera ona maksymalnie 6 W. A przecież znacznie mniej — w końcu technologia Qi wiąże się z dużymi stratami — trafia do urządzeń.  [SALE-5884] To jednak nie koniec problemów, ponieważ ładowarka ta, co kilkanaście sekund się restartuje. A moc maksymalna często spada do poziomu 1-2 W. Tym samym zostawiając na niej sprzęt, nawet na całą noc, nie mamy gwarancji, że w ogóle zostanie on naładowany. Oczywiście początkowo uznałem, że to wina ładowarki, do której ta była podłączona przez USB-C. Tej w zestawie w końcu nie było. Jednak sprawdziłem ich aż 5 i każda dawała podobny wynik. Spróbowałem więc innej strategii i zamiast do ładowarki podłączyłem urządzenie do powerbanku wyświetlającego pobór. A właściwie to do 3 różnych powerbanków i jednej stacji zasilania. I wszędzie efekt był ten sam: maksymalnie 6 W mocy z częstymi spadkami do 1 W i ciągłe restarty. W tym przypadku określenie tego, jako elektrośmieć jest jak najbardziej zasadne. A wielka szkoda, bo liczyłem, że będę mógł ładować te urządzenia jednocześnie, bez plątaniny kabli. Tyle dobrego, że jeśli chodzi o zegarek, to wymaga on podłączenia do zasilania rzadziej, niż raz w tygodniu.  Podsumowanie: Zakupy w Lidlu oceniam bardzo źle. Nie kupiłem tam nic, co wywołałoby uśmiech na mojej rumianej buzi. Uczciwie muszę jednak przyznać, że waga okazała się naprawdę w porządku. I wentylator też — tak długo, jak się nie rozładuje, co uważam za nieporozumienie. Jednak to, co najbardziej przykuło moją uwagę — chociaż wiem, że kierunkowy do Francji ukryty w mojej wadze powinien być numerem jeden na tej liście — czyli ładowarka, okazało się nie tyle niewypałem, ile wręcz elektroodpadem, którego istnienie nie tylko rani mój portfel, ale wręcz matkę naturę, oraz rozum i godność człowieka.  Zwłaszcza że zostawiłem zegarek z poziomem naładowania 11% na ładowarce, kiedy zaczynałem pisać ten tekst, a teraz, kiedy go kończę, jego poziom naładowania spadł do 9%. I jakby co, to nie: nie widziałem już tych fajnych wentylatorów w Biedronce od kilku lat, a zakupy robię głównie w Lidlu, bo raz, że mam blisko, a dwa, jak idę z dzieckiem, to nie muszę przeciskać się przez palety spacerówką. 

1
PAWEł MARETYCZ
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

T‑Mobile odpala nowe stacje 5G. Sprawdź, czy skorzystasz
Wiadomości 19:16

T‑Mobile odpala nowe stacje 5G. Sprawdź, czy skorzystasz

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Chiny poległy. Tamtejsze firmy nadal wolą zachodni sprzęt
Sprzęt 18:45

Chiny poległy. Tamtejsze firmy nadal wolą zachodni sprzęt

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
5G zrobiło swoje. Teraz zaczyna się ciekawsze
Wiadomości 17:43

5G zrobiło swoje. Teraz zaczyna się ciekawsze

0
MARIAN SZUTIAK
1.
AI ma kolejny problem. Tym razem zaczyna brakować... ludzi
Tech 17:06

AI ma kolejny problem. Tym razem zaczyna brakować... ludzi

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Play zabezpiecza prąd na lata. Energia popłynie ze słońca i wiatru
Wiadomości 16:31

Play zabezpiecza prąd na lata. Energia popłynie ze słońca i wiatru

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Mobile Vikings rozdaje darmowy Internet. Zgarnij nawet 2400 GB na wakacje
Wiadomości 15:26

Mobile Vikings rozdaje darmowy Internet. Zgarnij nawet 2400 GB na wakacje

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Było 2249, a jest 1599 zł. Szalona promocja na Motorolę edge 70 5G
Telepolis.pl
Sprzęt 14:52

Było 2249, a jest 1599 zł. Szalona promocja na Motorolę edge 70 5G

6
PAWEł MARETYCZ
1.
Europa idzie na wojnę z Chinami. USA sojusznikiem
Tech 14:18

Europa idzie na wojnę z Chinami. USA sojusznikiem

0
PATRYCJA KORBA
1.
Ceny GTA 6 oficjalnie. Nie jest źle
Gry 13:43

Ceny GTA 6 oficjalnie. Nie jest źle

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Żywe trupy znów namieszają w streamingu. Wielka premiera 27 lipca
Telewizja i VoD 12:14

Żywe trupy znów namieszają w streamingu. Wielka premiera 27 lipca

1
ANNA KOPEć
1.
Biedronka wyprzedaje rowery. Elektryczna damka w cenie składaka
Telepolis.pl
Sprzęt 11:39

Biedronka wyprzedaje rowery. Elektryczna damka w cenie składaka

6
PATRYCJA KORBA
1.
Radujcie się ludzie. Polon nadjeżdża i zastąpi Izerę
Moto 11:10

Radujcie się ludzie. Polon nadjeżdża i zastąpi Izerę

4
PAWEł MARETYCZ
1.
PanParagon a system kaucyjny. Ta zmiana była nieunikniona
Aplikacje 10:26

PanParagon a system kaucyjny. Ta zmiana była nieunikniona

0
ANNA KOPEć
1.
Biedronka dopieszcza kierowców. Prawie o połowę taniej, a wybór duży
Sprzęt 09:42

Biedronka dopieszcza kierowców. Prawie o połowę taniej, a wybór duży

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Kultowy sitcom zmienił się w science fiction. Zwiastun HBO robi wrażenie
Telewizja i VoD 09:12

Kultowy sitcom zmienił się w science fiction. Zwiastun HBO robi wrażenie

1
ANNA KOPEć
1.
Neonet ukarany przez UOKiK. Kwota jest potężna
Wiadomości 08:41

Neonet ukarany przez UOKiK. Kwota jest potężna

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Fiskus przypomina, ale nie straszy. Problemy pojawią się jutro
Fintech 08:18

Fiskus przypomina, ale nie straszy. Problemy pojawią się jutro

1
ANNA KOPEć
1.
Korzystasz z LastPass? Doszło do wycieku danych
Aplikacje 07:42

Korzystasz z LastPass? Doszło do wycieku danych

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Więcej nowości
Meta pokazała nowe okulary AI. Cena może zaboleć konkurencję
Sprzęt 23 CZE 2026

Meta pokazała nowe okulary AI. Cena może zaboleć konkurencję

Ofensywa na wciąż dziewiczym rynku trwa. Tym razem atak przypuszczono na tańszy segment cenowy, rezygnując ze znaczków znanych marek. Meta nie odpuszcza rynku inteligentnych okularów. Firma zapowiedziała nową linię urządzeń pod prostą nazwą Meta Glasses, która ma trafić do sprzedaży w cenie od 299 dolarów, czyli około 1125 złotych (+ VAT). Sprzęt ponownie powstaje we współpracy z EssilorLuxottica, ale tym razem nie będzie sprzedawany pod markami Ray-Ban ani Oakley. Zuckerberg chce by to był codzienny sprzęt dla każdego Nowe okulary są już dostępne w wybranych krajach (jednak nie w Polsce), w kilku wersjach kolorystycznych oraz z różnymi typami soczewek, ale nie mają wbudowanego ekranu, a więc nie są konkurencją dla najbardziej zaawansowanych okularów AR. Zamiast tego producent stawia na kamerę, głośniki oraz integrację z asystentem Meta AI. Na oprawce znalazł się dedykowany przycisk, który domyślnie uruchamia sztuczną inteligencję, ale użytkownik będzie mógł przypisać mu również inną funkcję. Producent obiecuje ponad 8 godzin pracy na jednym ładowaniu. Do zestawu dołączane jest etui ładujące, które ma zapewnić do 40 dodatkowych godzin działania. Pierwszym modelem z nowej serii jest Meta Adventurer z prostokątną oprawką, dostępną w rozmiarze standardowym i dużym. Meta Fury ma bardziej masywny, kanciasty kształt, a najbardziej modową propozycją są Meta Glasses by Kylie, czyli smukłe okulary o owalnej oprawce przygotowane we współpracy z Kylie Jenner. Meta przekonuje, że okulary mają pomagać w codziennym życiu. Asystent AI odpowie na pytania, sprawdzi wyniki sportowe, zasugeruje restaurację w okolicy, a także rozpozna to, co widzi użytkownik. W planach jest też funkcja "Pedestrian navigation", czyli piesza nawigacja krok po kroku. Do tego tłumaczenie na żywo zostanie rozszerzone o 14 nowych języków, w tym japoński, mandaryński, hindi i koreański. Mark Zuckerberg najwyraźniej chce, aby inteligentne okulary kojarzyły się nie tylko z drogim gadżetem dla entuzjastów nowych technologii. To może być problematyczne, biorąc pod uwagę ostatnie głośne afery z prywatnością. Zarówno w jego firmie, jak i z poprzednimi okularami Meta.

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Koszmar w Twoim salonie. Netflix wydaje grę, w której padem jest smartfon
Gry 23 CZE 2026

Koszmar w Twoim salonie. Netflix wydaje grę, w której padem jest smartfon

Wyobraź sobie mroczną, burzową noc i całkowity brak prądu w mieszkaniu. Netflix przygotował innowacyjną produkcję, która zamieni twój telefon w jedyne narzędzie ratunku. Uwięziona we własnym mieszkaniu Akcja skupia się na losach Avy. Kobieta zostaje uwięziona w swoim bloku podczas huraganu piątej kategorii. Jej jedynym kontaktem ze światem jest przyjaciółka Claire, która mieszka po drugiej stronie ulicy. Szybko okazuje się, że brak prądu to nie jedyne zmartwienie głównej bohaterki. Klatka schodowa jest zablokowana kłódką, u sąsiada panuje niepokojąca cisza, a bezpieczne z pozoru mieszkanie zamienia się w śmiertelną pułapkę. Zabawa ma zająć nam mniej więcej tyle czasu, co standardowy odcinek ulubionego serialu. Twórcy stawiają na maksymalną immersję i wciągające doświadczenie, co widać szczególnie w unikalnym sposobie sterowania. Twój telefon jako jedyna deska ratunku To, co wyróżnia "Unhinged" na tle innych gier, to nietypowa integracja z naszym smartfonem. Po uruchomieniu tytułu w zakładce z grami na platformie Netflix, wystarczy zeskanować kod QR z ekranu telewizora. Od tego momentu, nasz własny telefon staje się wirtualną latarką. Ruchy rąk gracza są przenoszone do gry w skali jeden do jednego, co pozwala na realistyczne oświetlanie mrocznych kątów pokoju. Zadbano również o wrażenia dźwiękowe. Gdy Ava otrzymuje w grze wiadomość lub połączenie, to nasz prawdziwy smartfon wibruje, dzwoni i odtwarza głos z głośnika. Z kolei cała reszta odgłosów otoczenia płynie prosto z telewizora, potęgując uczucie ciągłego osaczenia. Dwa tryby zabawy i gwiazdorska obsada Produkcja oferuje dwa podejścia do rozgrywki. Osoby nastawione wyłącznie na fabułę mogą wybrać tryb opowieści, w którym nie ma presji czasu i nie da się zginąć. Tryb standardowy to już wyzwanie dla naszych nerwów i refleksu. W kluczowych momentach na ekranie pojawia się kurczący się pasek czasu. Gracz musi wtedy szybko znaleźć odpowiedni interaktywny obiekt w pokoju. Porażka oznacza śmierć bohaterki, a wtedy gra cofa nas do ostatniego punktu zapisu. Za "Unhinged" odpowiada Night School Studio, czyli wewnętrzny zespół Netflixa znany z hitowej serii "Oxenfree". Udźwiękowieniem zajęli się utytułowani specjaliści: Jason Hill (znany m.in. z serialu "Mindhunter") oraz Ren Klyce. W grze usłyszymy znane, hollywoodzkie głosy. W rolę Avy wciela się Zoë Kravitz ("Batman"), jej przyjaciółkę gra Sadie Sink ("Stranger Things"), a dozorcę budynku, Bena, dubbinguje Troy Baker ("The Last of Us"). Premiera gry została zaplanowana na 30 czerwca 2026 roku. Tytuł będzie dostępny wyłącznie dla abonentów serwisu Netflix, bez żadnych reklam i uciążliwych mikropłatności.

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Shark ChillPill walczy z upałami na 3 sposoby (Test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 22 CZE 2026

Shark ChillPill walczy z upałami na 3 sposoby (Test)

Shark ChillPill jest sprzętem uszytym na miarę moich potrzeb. To aż 3 metody aktywnego chłodzenia w maleńkim, atrakcyjnym wizualnie urządzeniu. Tylko czy warto wydać aż tyle? W Polsce upały są często bardziej uciążliwe niż w tropikach Polsce trwa narastający deficyt wody i w wielu regionach występuje susza rolnicza oraz hydrologiczna. Chociaż z pozoru nie mamy tutaj często upalnych dni, gdy te nas dosięgają, są bardziej uciążliwe niż nawet i ponad 40 stopni w tropikach. Kto raz wybrał się na urlop do Grecji czy Egiptu, ten rozumie tę różnicę. Polska to nie plaża z przyjemną bryzą, tu człowiek naprawdę męczy się. W miniony weekend powietrze stało w miejscu, a ponad 30 stopni dopiekało Polaków nieprzyjemnie. Lepszego momentu na sprawdzenie Shark ChillPill nie mogłem sobie wymarzyć. I powiem krótko — amerykańska maszynka pracowała niemal non stop. Rynek od lat zalewa nas falą tanich, plastikowych wentylatorków na baterie, które z założenia mają przynosić ulgę, ale w rzeczywistości oferują jedynie słaby, irytujący podmuch gorącego powietrza, przypominający suszarkę do włosów. W tym gąszczu elektrośmieci pojawia się jednak światełko w tunelu (a raczej orzeźwiająca bryza) - amerykańska marka SharkNinja, znana na całym świecie z projektowania innowacyjnych odkurzaczy i genialnego sprzętu AGD, postanowiła przenieść swoje inżynieryjne doświadczenie na grunt chłodzenia osobistego. Efektem tych prac jest Shark ChillPill – osobisty system chłodzenia 3 w 1. To już nie jest wiatraczek, to cały system chłodzenia 559,99 zł — aż tyle przyjdzie nam zapłacić za Shark ChillPill. I to właśnie z ceną trzeba się przede wszystkim zmierzyć w tej recenzji, bo krótko mówiąc, wyrywa z butów, pomimo nawet renomy marki. Kluczowym elementem projektowym jest kompaktowość. System ChillPill, jak sugeruje sama nazwa, ma przypominać tabletkę uśmierzającą ból — w tym wypadku ból związany z przegrzaniem. Urządzenie jest na tyle małe, że bez najmniejszego problemu zmieści się w przeciętnej damskiej torebce, plecaku czy nawet większej kieszeni spodni cargo. Pomimo zaawansowanych podzespołów ukrytych wewnątrz, waga urządzenia jest optymalna; na tyle duża, by sprawiać wrażenie solidności, ale na tyle niska, by nie męczyć nadgarstka podczas dłuższego trzymania. To, co całkowicie deklasuje konkurencję w segmencie chłodzenia przenośnego, to oferowany przez Sharka system „3 w 1”. Zamiast wbudowywać wszystkie funkcje na stałe w jedną nieporęczną obudowę, producent zastosował rozwiązanie modułowe. Główny korpus z akumulatorem to jednostka centralna, do której podpinamy odpowiednie nasadki, w zależności od tego, czego w danej chwili potrzebujemy. Shark ChillPill to system 3 w 1 Wentylator o dużej prędkości to pierwsza z funkcji urządzenia. Po założeniu nasadki wentylatora urządzenie zamienia się w klasyczny wiatrak osobisty, jednak o nieklasycznej mocy. Aerodynamicznie zaprojektowane łopatki w połączeniu z mocnym, bezszczotkowym silnikiem generują strumień powietrza, który dosłownie potrafi rozwiać włosy. Na najwyższym poziomie prędkości zasięg strumienia jest imponujący, a jednocześnie poziom generowanego hałasu pozostaje wciąż akceptowalny. Na najniższych obrotach urządzenie jest z kolei na tyle ciche, że bez poczucia dyskomfortu dla otoczenia można go używać w miejscach publicznych, otwartym biurze czy podczas oglądania telewizji. Ultradrobna mgiełka (Mist) to drugi z wariantów pracy. Kiedy sam wiatr to za mało, bo powietrze przypomina żar z piekarnika, z pomocą przychodzi dedykowana nasadka rozpylająca. Działa ona niczym zaawansowane systemy klimatyzacji mgłowej, które możemy spotkać w luksusowych kurortach lub letnich ogródkach restauracyjnych. W zestawie znajdują się wymienne wkłady dostarczające wodę do ultradźwiękowego generatora. Wystarczy napełnić system niewielką ilością wody, a urządzenie zaczyna tworzyć zjawiskową, mikroskopijną mgiełkę. Słowo „ultradrobna” to nie jest pusty slogan — w przeciwieństwie do tanich psikaczy z supermarketu, które plują gigantycznymi kroplami niszczącymi makijaż lub zostawiającymi mokre plamy na odzieży, Shark tworzy niewidoczną, atomizowaną chmurkę. Woda o tak małej średnicy kropel natychmiast odparowuje po zetknięciu ze skórą, zabierając ze sobą ogromne ilości ciepła w procesie chłodzenia ewaporacyjnego. Daje to niesamowite uczucie ulgi bez efektu zmoczenia. Funkcja trzecia to płyta chłodząca InstaChill. To chyba tutaj doszukać można się największej przewagi Shark ChillPill nad innymi systemami. Jeśli kiedykolwiek po wyczerpującym treningu lub podczas morderczego upału miałeś ochotę przyłożyć sobie do czoła lub karku kostkę lodu czy puszkę z mrożonym napojem — to właśnie po to stworzono technologię InstaChill. Urządzenie zostało wyposażone w specjalną, aluminiową płytkę, pod którą ukryto zaawansowane ogniwo termoelektryczne (wykorzystujące tzw. zjawisko Peltiera). Po naciśnięciu przycisku i aktywacji tego modułu, w ciągu dosłownie kilku sekund, metalowa powierzchnia staje się drastycznie zimna — lodowata w dotyku. Przykładasz tę powierzchnię do punktów pulsowych na swoim ciele: na kark, na wewnętrzną stronę nadgarstków, na skronie lub w zgięciach łokci. W ten sposób błyskawicznie schładzasz krew krążącą tuż pod skórą, która następnie rozprowadza ten chłód po całym organizmie. To rozwiązanie stosowane przez medyków i zawodowych sportowców, przeniesione do eleganckiego, podręcznego gadżetu. Spadek temperatury na płytce sięga aż 9 stopni, a cicha praca w tym trybie sprawia, że Shark może działać też jak zimny kompres. Uczucie jest absolutnie uzależniające. To natychmiastowe ugaszenie fizjologicznego pożaru, działające całkowicie niezależnie od panującej na zewnątrz wilgotności, co daje systemowi InstaChill ogromną przewagę w strefach o klimacie równikowym, gdzie pot i parowanie nie zdają egzaminu. A jeśli twoje auto jest akurat u mechanika i jeździsz starym gruchotem bez klimatyzacji, tylko takie rozwiązanie przyniesie ci wreszcie ulgę. Żaden wiatrak czy nawet mgiełka nie mogą się z tym równać. Dwuczęściowa konstrukcja to nie tylko efektowny design Źródłem zasilania Shark ChillPill jest wbudowany, wysokowydajny akumulator litowo-jonowy, który zajmuje jedną z 2 tubek będących konstrukcją urządzenia. W trybie standardowego wentylatora, na niskich bądź średnich obrotach, akumulator pozwala na długie godziny nieprzerwanego działania. 1. bieg wentylatora pozwala na nawet 11 godzin pracy i jest praktycznie bezgłośny. Bez problemu mogłem postawić sobie ChiillPilla tuż za klawiaturą komputera i chłodzić twarz przez całą zmianę w pracy. Włączanie mocniejszych trybów czy korzystanie z funkcji specjalnych dodatkowo skraca ten czas. Warto przy tym przypomnieć, że płyta InstaChill czy generator mgiełki nie są jedynie pasywnym elementem zestawu, lecz głowice te łączą się z zasilaniem przez piny. Prędkość wentylatora Tylko wentylator Wentylator + mgiełka 1 Do 11 godzin Do 4 godzin 5 Do 4.5 godziny Do 2 godzin 10 Do 1.5 godziny Do 1 godziny Poziom InstaChill Płyta chłodząca 1 Do 2 godzin 2 Do 1 godziny Sprzęt ładowany jest z użyciem złącza USB-C, które ukryte jest za gumową zaślepką. Czas ładowania od 0% do 100% jest niestety długi, bo wynosi 3,5 godziny. Na plus natomiast należy zaliczyć możliwość jednoczesnego ładowania np. z powerbanku i używania sprzętu. Jak łatwo odczytać z tabeli, uruchomienie modułu InstaChill wiąże się ze znacznie większym drenażem baterii. Wynika to z faktu, że ogniwa Peltiera potrzebują sporo energii do wygenerowania tak drastycznej różnicy temperatur. Chłodzenia kontaktowego rzadko używa się jednak nieprzerwanie. Zazwyczaj służy ono do „strzałów” zimna trwających po kilkadziesiąt sekund. W takim cyklu mieszanym akumulator daje radę. Urządzenie, jak i same baterie litowo-jonowe, spełniają wszystkie rygorystyczne normy bezpieczeństwa ICAO. Oznacza to brak stresu na bramkach lotniskowych. ChillPill może być w 100% legalnie przewożony w bagażu podręcznym na pokładzie samolotów. Porozmawiajmy o pieniądzach 559,99 zł to ogromna kwota jak za taki mały gadżet. Gdy pytałem znajomych „w ciemno”, ile taki sprzęt może kosztować po prezentacji jego możliwości, najwyższa propozycja wyniosła 350 zł. Również i dla mnie byłoby to maksimum, które skłonny bym był wydać. No a jestem idealnym odbiorcą Shark ChillPill, bo duże różnice temperatur, gdy np. w biegu dotrę do pociągu, sprawiają, że po prostu rozpływam się i potrzebuję chwili, na uspokojenie reakcji ciała. To samo w samolocie, gdy maszyna jest jeszcze na pasie i klimatyzacja ledwo działa. Co więcej, w pudełku z Shark ChillPill dostajemy wyłącznie urządzenie, głowice z woreczkiem na nie, 3 zapasowe wkłady do mgiełki i przewód USB. Za pasek na rękę producent chce dodatkowych 30 zł, za pasek na ramię 50 zł, pokrowiec z paskiem na szyję to 90 zł, uchwyt na rower 100 zł, klips na pasek 70 zł, a etui podróżne 130 zł. Przy cenie za sprzęt zbliżającej się do 600 zł i co tu dużo mówić, urządzeniu z segmentu premium, liczyłbym jednak na bogatszy zestaw akcesoriów. Szczególnie że dwa obracające się względem siebie korpusy urządzenia nie do końca sprawdzają się w każdej sytuacji i chociaż jakiś pasek na nadgarstek znacząco poprawiłby ergonomię, nie wspominając nawet o zaczepie na szyję, rozwiązaniu powszechnie stosowanym w Azji w przypadku innych systemów osobistego chłodzenia. Shark jest jednak pewien swego — masz aż 60 dni na testy i zwrot Nie mogę przy tym powiedzieć złego słowa o samym działaniu urządzenia. Obsługa wygodnym pokrętłem oraz ekranem stanowiącym klikany, fizyczny przycisk natychmiast wchodzi w krew. Nieco psuje mi design zaślepka na port USB-C, bo czasem trudno ją wcisnąć na swoje miejsce, ale całościowo jest naprawdę dobrze. Materiałowo zaś część zawierająca akumulator wykończona została błyszczącym tworzywem, co przy spoconych dłoniach daje wrażenie tłustej powierzchni. Chyba lepszy efekt dałaby tutaj guma, która dodatkowo stabilizowałaby zarówno chwyt, jak i ewentualne rozłożenie naszego transformersa na stole. Shark zdecydował się przy tym na aż 60-dniowy program satysfakcji dla zakupów realizowanych w sklepie producenta. Możemy więc przetestować urządzenie bez ryzyka, że nie spełni naszych oczekiwań. Podsumowanie Shark ChillPill to system prywatnego chłodzenia klasy premium, no i w cenie też premium. Porządne wentylatory osobiste ściągane z Azji to wydatek około 80 zł, a chyba najbardziej premium na polskim rynku był do tej pory Dyson HushJet Mini Cool, wyceniony na 399 zł. Tak naprawdę jednak trudno znaleźć dla Shark ChillPill realnego konkurenta, bo ultradźwiękowy generator mgiełki i ogniwo termoelektryczne wykorzystujące zjawisko Peltiera w zestawie to prawdziwy unikat. I chyba tak długo, aż konkurenci nie skopiują tego typu rozwiązań, ceny są, jakie są — wysokie. Jedno jest natomiast pewne. Shark stworzył system, który autentycznie chłodzi, długo pracuje na baterii i nie jest jedynie daremnym przesuwaniem gorącego powietrza w stronę twarzy przy dźwiękach jak z suszarki do włosów. Szczególnie praktycznie bezgłośny system InstaChill, z metalową płytką potrafi być wielką ulgą w podróży i ukoi chłodem niejedną migrenę. Ewaporacyjna mgiełka też robi swoje, ale szkoda, że zbiorniczek na wodę nie jest duży i trzeba liczyć się z dolewaniem wody. Największy test Shark ChillPill jest jeszcze przede mną, podczas podróży do południowych Chin. Upały mamy w Polsce jednak już teraz, więc nie zwlekam z recenzją. A werdykt jest następujący: jeśli cię tylko stać, to kupuj. Shark ChillPill autentycznie działa — to nie marketing, to technologia.

2
LECH OKOń
1.

Popularne porównania