Inne recenzje nie mają sensu. Ten laptop sprawdzi się u każdego
Sponsorowane 18:45

Inne recenzje nie mają sensu. Ten laptop sprawdzi się u każdego

ASUS Zenbook 14 UX3480 to nowy ultramobilny laptop w ofercie tajwańskiego producenta. Przekonaj się, czemu to prawdopodobnie najbardziej uniwersalna maszyna na rynku. W życiu przewinęło mi się przez ręce kilka komputerów. Jednym z moich ulubionych do tej pory pozostaje ASUS Zenbook 14 UX410, którego kupiłem pod koniec studiów. Kompaktowy, świetnie wykonany i z parametrami idealnie skrojonymi pod sprzęt tej klasy. Laptop niemal idealny, tyle że nie oszukujmy się – dziś ciężko komukolwiek polecać maszynę sprzed 10 lat. Na szczęście seria Zenbook ma się dobrze, a nowy ASUS Zenbook 14 UX3480 jest na to najlepszym dowodem. Nowy kontynuuje najlepsze tradycje serii, łącząc wysoką jakość wykonania z eleganckim, a przy tym interesującym designem. Co więcej, na użytkowników czekają już nie tylko wersje z procesorami AMD i Intel, ale także wariant na bazie Qualcomm Snapdragon X oraz architektury ARM. Mówiąc krótko, już u swoich podstaw jest to sprzęt zaprojektowany z myślą o wymagających użytkownikach. Minimalistycznie i z klasą Nowemu Zenbookowi oddać trzeba jedno: wygląda jak milion dolarów… przy założeniu, że milion dolarów byłoby kompaktowym laptopem. Producent poszedł w elegancki minimalizm, w związku z czym nie ma tu niepotrzebnych zdobień czy krzykliwego podświetlenia. To jednak nie znaczy, że taki komputer prezentuje się nudno. Po pierwsze, zależnie od wybranej wersji obudowa urządzenia mierzy od 13,9 do 17 mm. Tego typu smukły sprzęt sam w sobie prezentuje się bardzo efektownie. Przede wszystkim jednak uwagę przykuwa wykończenie zewnętrznej części pokrywy. Zamiast typowego aluminium mamy tu fakturę imitującą kamień. Wygląda to oryginalnie, a przy tym gustownie. Podejrzewam też, że taka obudowa powinna całkiem dobrze znosić próbę czasu. No i warto dodać, że wśród wersji kolorystycznych nie mamy nudnych czerni i szarości. Zamiast tego możemy wybierać między wersją niebieską, różową i beżową. Żeby jednak być bardziej precyzyjnym, powinienem pisać o kolorach „granatowym, różowym i piaskowym”, bo w tym przypadku ma to spore znaczenie. Widać, że poświęcono tutaj sporo uwagi, by poszczególne odcienie dobrze pasowały do ogólnej elegancko-minimalistycznej estetyki sprzętu. Na pochwałę zasługuje także wykonanie. To nadal ten sam wysoki standard, z którym do tej pory kojarzyły się Zenbooki. Producent zastosował jednak nowy materiał w obrębie pokrywy – Ceraluminum. Dzięki temu całość stała się jednocześnie lżejsza i bardziej wytrzymała. Zależnie od wybranej konfiguracji mówimy tu o masie rzędu nawet 1,1 kg. Po wrzuceniu do plecaka czy torby o takim laptopie bardzo łatwo zapomnieć. Imponujący wyświetlacz ASUS Zenbook 14 UX3480 wyposażony został w wyświetlacz OLED NanoEdge o przekątnej 14” i rozdzielczości 1920x1200. Proporcje 16:10 to bardzo uniwersalny układ, który świetnie sprawdza się i do pracy, i do rozrywki. Bardziej istotne są jednak korzyści wynikające z samego typu matrycy. Panel OLED oznacza perfekcyjną czerń i nieskończony kontrast. Deklarowana przez producenta jasność maksymalna rzędu 300 nitów może i na papierze nie wygląda imponująco, ale w tym konkretnym wypadku powinna wystarczyć do zapewnienia atrakcyjnego obrazu i dobrej czytelności w większości warunków oświetleniowych.  Przede wszystkim jednak użytkownicy mogą liczyć na doskonałe odwzorowanie kolorów. Producent deklaruje 100 procent pokrycia szerokiego gamutu DCI-P3, a zainstalowane oprogramowanie ASUS Splendid daje szerokie możliwości dopasowania profilu kolorystycznego do swoich potrzeb. Podzespoły i wydajność ASUS Zenbook 14 UX3480 dostępny jest w kilku różnych wariantach. Do wyboru mamy m.in. opcje z procesorami Intel (aż do Intel Core Ultra 9 386H) i AMD (aż do AMD Ryzen AI 7 345) z maksymalnie 24 GB LPDDR5X. Bez dwóch zdań najbardziej interesująco prezentuje się jednak wersja z procesorem Qualcomm Snapdragon X. Dlaczego? Dlatego, że mówimy tu o procesorze na bazie architektury ARM, która tradycyjnie charakteryzuje się znacznie lepszą efektywnością energetyczną przy zachowaniu tej samej wydajności co tradycyjne rozwiązania na bazie x64. W przypadku laptopa robi to gigantyczną różnicę, ponieważ przekłada się na cały szereg korzyści, w tym szczególnie niższe temperatury oraz dłuższy czas pracy na jednym ładowaniu. Niezależnie od wybranego wariantu wspólnych jest jednak kilka rzeczy. Po pierwsze, ASUS Zenbook 14 UX3480 jak na standardy ultramobilnych laptopów jest sprzętem bardzo wydajnym. W typowej pracy biurowej, a nawet podczas mniej wymagającej pracy z multimediami powinien zaoferować wzorową wręcz responsywność. Po drugie, każdy z dostępnych układów zaopatrzony został w dedykowane rozwiązania sprzętowe wspomagające pracę ze sztuczną inteligencją. Przykładowo, w przypadku wersji ze Snapdragonem X dostajemy moduł Qualcomm Hexagon NPU oferujący w tego typu zastosowaniach wydajność na poziomie 45 TOPS. To oznacza, że lokalne narzędzia na bazie AI powinny bardzo dobrze działać na takim sprzęcie mimo jego niewielkich gabarytów i skromnego apetytu na prąd. ASUS Zenbook 14 – kto powinien go kupić? ASUS Zenbook 14 UX3480 to idealny sprzęt w zasadzie dla każdego. Takie podsumowanie brzmi jak sztampa, ale no… tak właśnie jest. Producent stworzył sprzęt uniwersalny, który sprawdzi się w większości typowych scenariuszy. Studiujesz? Docenisz jego kompaktowe gabaryty i długi czas pracy na baterii. Często pracujesz poza domem? To samo, choć pewnie dodatkowo sporym atutem będzie wygodna klawiatura, ekran o proporcjach 16:10 i elegancki design, który doskonale sprawdza się w sytuacjach biznesowych. A może zdarza Ci się od czasu do czasu edytować zdjęcia lub montować wideo? Nawet jeśli nie jest to maszyna zaprojektowana specjalnie w tym celu, to dzięki panelowi OLED i mimo wszystko sporemu zapasowi wydajności powinna poradzić sobie bez problemu. Oczywiście nie jest to sprzęt do grania ani do najbardziej wymagających zastosowań, wymagających podzespołów klasy desktopowej, ale wiecie co? Większość z nas wcale nie potrzebuje takiego sprzętu. Dla większości z nas lepszym wyborem będzie uniwersalny laptop bez żadnych poważnych kompromisów – no i właśnie taki sprzęt zafundowali nam po raz kolejny Tajwańczycy. Warto podkreślić, że aktualnie kupując dowolny model z rodziny ASUS Zenbook 14 UX3480 można się załapać na dwie bardzo fajne oferty. Po pierwsze, wraz z laptopem otrzymujemy trzymiesięczny bezpłatny dostęp do usługi Google AI Pro i 5 TB przestrzeni dyskowej w chmurze w prezencie. Po drugie, po zarejestrowaniu laptopa można zyskać rozszerzoną gwarancję ASUS Perfect Warranty. Więcej szczegółów na temat obydwu ofert znajdziecie w linkach poniżej. [SALE-6907] [SALE-6908] [SALE-6909] Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy ASUS

0
ARKADIUSZ BAłA
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Huawei ma problem. Ich nowe układy zostają w Chinach
Sprzęt 21:37

Huawei ma problem. Ich nowe układy zostają w Chinach

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Apple zapłaci posiadaczom iPhone'ów, ale nie Polakom
Tech 20:59

Apple zapłaci posiadaczom iPhone'ów, ale nie Polakom

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
MediaTek Dimensity CX ze szczegółami. To ma być wydajność godna PC
Sprzęt 20:20

MediaTek Dimensity CX ze szczegółami. To ma być wydajność godna PC

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Huawei Watch 6 zmierza do Polski. Razem z nim seria Huawei Pura 90s
Sprzęt 19:49

Huawei Watch 6 zmierza do Polski. Razem z nim seria Huawei Pura 90s

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Koniec ery Chromebooków, czas na Googlebooki
Sprzęt 19:19

Koniec ery Chromebooków, czas na Googlebooki

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
NVIDIA bierze na wstrzymanie. GeForce RTX 6000 dopiero w 2028 roku
Sprzęt 18:20

NVIDIA bierze na wstrzymanie. GeForce RTX 6000 dopiero w 2028 roku

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Właściciel T-Mobile uruchamia globalną usługę eSIM T-Travel
Wiadomości 17:39

Właściciel T-Mobile uruchamia globalną usługę eSIM T-Travel

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Popularny producent drukarek 3D ukarany. Zapłaci miliony kary
Sprzęt 17:04

Popularny producent drukarek 3D ukarany. Zapłaci miliony kary

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Thermomix 23 września dostanie nowe funkcje. Zastanawiam się, jak radziłem sobie bez niej wcześniej
Sprzęt 16:03

Thermomix 23 września dostanie nowe funkcje. Zastanawiam się, jak radziłem sobie bez niej wcześniej

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Nowy król mobilnej fotografii zmierza do Europy. Oto Vivo X500 Pro Max
Tech 15:00

Nowy król mobilnej fotografii zmierza do Europy. Oto Vivo X500 Pro Max

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
T-Mobile odpala Dyniobranie. Zobacz po co i jak skorzystać
Wiadomości 14:37

T-Mobile odpala Dyniobranie. Zobacz po co i jak skorzystać

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
PKP Intercity oferuje bilety za 10 zł. Kto i kiedy może skorzystać?
Wiadomości 13:25

PKP Intercity oferuje bilety za 10 zł. Kto i kiedy może skorzystać?

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
W Lidlu za ułamek ceny, a to sprzęt 2 w 1. Konkurencja chce więcej
Sprzęt 12:44

W Lidlu za ułamek ceny, a to sprzęt 2 w 1. Konkurencja chce więcej

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Ukryty przycisk w Biedronce może oszczędzać pieniądze. Znasz go?
Sprzęt 12:02

Ukryty przycisk w Biedronce może oszczędzać pieniądze. Znasz go?

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Donald Trump szokuje. Zapowiedział powołanie... cara
Tech 11:35

Donald Trump szokuje. Zapowiedział powołanie... cara

4
MACIEJ SIKORSKI
1.
Alior Bank zamyka aplikację mobilną. Tłumaczymy
Konta 10:46

Alior Bank zamyka aplikację mobilną. Tłumaczymy

5
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Przestałeś kupować na Temu i Aliexpress? Biedronka ma ofertę dla ciebie
Sprzęt 10:08

Przestałeś kupować na Temu i Aliexpress? Biedronka ma ofertę dla ciebie

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Wyciek danych z popularnego programu. Chodzi o 23,6 mln osób
Bezpieczeństwo 07:50

Wyciek danych z popularnego programu. Chodzi o 23,6 mln osób

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Więcej nowości
Największa kradzież w historii. Microsoft przewidział co zrobi AI
Oprogramowanie 20 WRZ 2026

Największa kradzież w historii. Microsoft przewidział co zrobi AI

Microsoft sam ostrzegał, że jego AI zaszkodzi całemu internetowi. Jeden z dyrektorów nie przebierał w słowach. AI podcina własną gałąź W grudniu 2023 roku New York Times pozwał OpenAI i Microsoft. Gazeta zarzuca im, że AI przywłaszczyła sobie ogromne ilości dziennikarskiej pracy. Niedawno odtajniono dokument sądowy z wymownymi cytatami szefów obu firm. Najmocniej brzmią słowa Brenta Hechta z Microsoftu. Ten dyrektor ds. nauk stosowanych napisał w wewnętrznej prezentacji, że silnik odpowiedzi Copilota "pogorszy działanie naszych modeli i całego internetu naraz". Copilot zamiast listy linków podaje gotową odpowiedź. Klikalność to odsetek osób, które faktycznie wchodzą w link. Microsoft sam policzył, ile ruchu jego AI odbiera wydawcom. A jego dyrektor nazwał to największą kradzieżą pracy w historii. Wewnętrzne dane Microsoftu pokazują, że przez Copilota spadła ona o 87 do 93 proc. dla wyników New York Timesa. Hecht nazwał tę zależność mianem "doom loop". To pętla zagłady, w której AI zabiera wartość z cudzych tekstów i podaje ją w gotowych odpowiedziach. Napisał, że "niezwykle rzadko gotowy produkt zagraża ekonomicznym podstawom swoich kluczowych dostawców treści". Dodał, że firma sama stworzyła taką sytuację. Dokument ujawnia też, że badacz OpenAI Nick Ryder opowiedział prezydentowi firmy Gregowi Brockmanowi o "triku na obejście paywalla nytimes" do pobierania tekstów. Paywall to płatna blokada artykułów dla osób bez subskrypcji. Brockman odpisał "ooo, fajnie". W wewnętrznych dokumentach pisał też, że AI jest "bardzo dobra w każdym zadaniu związanym z newsami". W notatce ze stycznia 2023 roku Hecht nazwał to wszystko "największą kradzieżą pracy w historii ludzkości". Typowa obrona to fair use, czyli zasada pozwalająca w niektórych sytuacjach korzystać z cudzych treści bez zgody autora. Dokument obszernie ją obala. Prezes Microsoftu Satya Nadella zeznał pod przysięgą, że gdyby wiedział o użyciu tekstów zza paywalla do trenowania modeli, wymógłby na OpenAI wytrenowanie ich od nowa.

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.

Więcej nowości

Ten serial to arcydzieło od Prime. Z każdym sezonem coraz lepszy
Telewizja i VoD 20 WRZ 2026

Ten serial to arcydzieło od Prime. Z każdym sezonem coraz lepszy

Prime Video ma dobrą rękę do seriali akcji i thrillerów szpiegowskich. Udowodnił to ostatnio "Special Ops: Lioness" o agencie CIA. Ale nie tylko, ten serial jest wart uwagi - "Jack Ryan" w reżyserii Toma Clancy'ego nie odbiega wcale poziomem. Lioness i Jack Ryan - dwa dobre seriale od Amazona Dlaczego oba seriale się ze sobą porównuje? Chyba dlatego, że obie te produkcje łączy jedno - postać aktora Michaela Kelly'ego, który w obu gra ważną rolę twardego urzędnika agencji. Warto obejrzeć obie pozycje, bo to dwie zupełnie różne historie, które trzymają w napięciu od początku do końca. Jack Ryan to prawdziwe arcydzieło thrillera szpiegowskiego Prime Video ma w swojej ofercie czterosezonową adaptację serii powieści szpiegowskich Toma Clancy'ego z jego najsłynniejszą postacią, agentem CIA Jackiem Ryanem w roli głównej. To niezapomniana rola Johna Krasickiego. To serial, który w odróżnieniu do wielu innych, z każdym nowym sezonem stawał się coraz lepszy. Co istotne, uchodzi za inteligentny thriller szpiegowski, co jest naprawdę sporym komplementem.  John Krasinski w roli głównej to był strzał w dziesiątkę. "Jack Ryan" pozwala swojemu bohaterowi ewoluować, przedstawiając go na początku jako całkiem spokojnego analityka CIA pracującego za biurkiem. W ciągu czterech sezonów łagodna charyzma Krasinskiego idealnie pokazała, jak analityk biurowy zmienił się w doświadczonego agenta terenowego, ostatecznie zastępcy dyrektora CIA. I to właśnie jest główny atut serialu - sprawia on wrażenie, jakby nieustannie ewoluował i rozwijał się, a nie tworzył jedynie kolejne wersje tego samego schematu.  Inną sprawą jest to, że serial dzięki astronomicznemu budżetowi od Amazona, rośnie w siłę i nie musi się w niczym ograniczać. Pozwoliło to ekipie na kręcenie scen w różnych międzynarodowych plenerach i zapewnić spektakularne efekty specjalne. I nawet jeśli kontynuacje Jacka Ryana nie przyniosły ogromnych sukcesów, to serial sam w sobie nadal jest arcydziełem w gatunku thrillerów szpiegowskich. Warto zobaczyć.  https://www.youtube.com/watch?v=8hfUkwl1YIk

6
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

EarFun Wave Pro X. Te słuchawki już są kultowe (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 19 WRZ 2026

EarFun Wave Pro X. Te słuchawki już są kultowe (test)

EarFun Wave Pro X to nowe wcielenie znanych z polskich sklepów słuchawek Wave Pro z 2024 roku. Łączy je nazwa i chyba niewiele więcej, bo producent przeprojektował tegoroczny model zarówno na zewnątrz, jak i w środku. W zaledwie kilka dni po premierze słuchawki już wywołały zachwyt fanów dobrego brzmienia. Słuchawki EarFun Wave Pro X miały swoją rynkową premierę na początku września, jednak fani marki czekali na ten model od styczniowych targów CES 2026, gdy producent po raz pierwszy zapowiedział tę wersję. W końcu X-y trafiły do sprzedaży, a opinie w sklepach i na Reddicie są więcej niż entuzjastyczne. Wave Pro X trafiły też do mnie, mogłem je więc sprawdzić w różnych sytuacjach życiowych – od zacisza domowego po pociągi. EarFun Wave Pro X to półka cenowa 500-600 zł, słuchawki konkurują więc z takimi nowościami jak testowany już przeze mnie model Soundcore Space 2, czy też ze starszym, ale wyżej pozycjonowanym modelem Soundcore Space One Pro. Konkurentem mogą być też świetne Baseus Inspire XH1 ze strojenie Bose. EarFun określa Wave Pro X jako słuchawki premium i do pewnego stopnia można się zgodzić – powiedzmy, że to budżetowe premium. Słuchawki EarFun Wave Pro X można zamawiać na oficjalnej stronie producenta oraz w sklepie Amazon.pl. Ich cena została ustalona na 149,99 euro, czyli ok. 650 zł. Można je jednak kupić taniej  o 20%, za ok. 520 zł, z kodem WPXPREU1. Kod działa na stronie producenta i na Amazonie.  EarFun Wave Pro X – najważniejsze dane Konstrukcja wokółuszna, składana Waga 259 g, wymiary 188 x 168,3 x 86,7 mm Układ Qualcomm QCC3095 z Bluetooth 6.0, Google Fast Pair, Multipoint Kodeki SBC, AAC, LC3 z LE Audio, LDAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, aptX Lossless Certyfikaty Hi-Res Audio i Hi-Res Wireless Połączenia Auracast Wejścia audio 3,5 mm i USB-C  Architektura akustyczna DCAA, dwa przetworniki współosiowe: 40 mm DLC i 10 mm LCP Redukcja hałasu Adaptive Hybrid ANC, 8 mikrofonów Tryb gier Bateria 800 mAh, czas pracy do 90 godzin Wyposażenie EarFun Wave Pro X dostarczane są w sporym pudelki, kryjącym w sobie bardzo solidne, sztywne etui transportowe. W jego wnętrzu można też zmieścić dwa kabelki – krótszy USB-C do ładowania oraz dłuższy audio 3,5 mm. Mamy więc wszystko, co tak naprawdę jest potrzebne. [gallery][img]263350[/img][img]263352[/img][img]263351[/img][/gallery] Wygląd i budowa EarFun Wave Pro X odważnie czerpią inspirację z popularnych modeli innych marek. Pałąk jako żywo przypomina mi jedne z moich ulubionych słuchawek – Momentum 4. Bardzo podobne jest materiałowe wykończenia na górze opaski, jak również miękka, piankowa izolacja w jej wewnętrznej części.  Muszle z kolei mogą się trochę kojarzyć ze słuchawkami Sony, choć tu już podobieństwo nie jest tak wyraźne. Unikatowym elementem są płytki o metalicznym połysku, pokrywające muszle na zewnątrz. Wygląda to ciekawie, choć czar pryska po dotknięciu – to nie stop aluminium, jak się może wydawać, lecz tworzywo sztuczne. Na jego jakość nie można jednak narzekać. Nauszniki wykonane są z miękkiej pianki z efektem pamięci, a na zewnątrz wykończone materiałem przypominającym delikatną skórę. Niestety, nie można ich wymienić. Słuchawki mają duży zakres regulacji – muszle obracają się wokół własnej osi, składają do transportu, a pałąk ma wewnętrzną regulację o dużym zakresie. Każdy powinien bez problemu dopasować słuchawki do swojej głowy. Nacisk muszli jest odpowiedni – dobrze przylegają, ale nie powodują zmęczenia czy bólu. Można słuchać gadzinami. Całość jest solidnie wykonana, choć niepokoi jeden element – łącznik muszli z pałąkiem. Też wykonany jest z plastiku. To oczywiście o niczym nie świadczy, ale lepiej nie rzucać słuchawkami i ich nie przygniatać, bo zawsze istnieje obawa, że się złamie. Podsumowując, EarFun Wave Pro X wyglądają atrakcyjnie, mają wiele z modeli premium, choć ich plastikowe wykończenie zdradza wyraźne oszczędności. Sterowanie i porty Metalicznie połyskujące płytki na muszlach wyglądają obiecująco jak panele do sterowania dotykowego, ale niestety – to tylko ozdobny detal. Szkoda. Zamiast tego do obsługi słuchawek służą zwykłe przyciski na prawej muszli – zasilanie i odtwarzanie w jednym, dwuczęściowy przycisk głośności oraz przełącznik redukcji hałasu. Przyciski są odpowiednio od siebie oddalone, więc bez patrzenia łatwo wybrać ten właściwy.  Dalej za przyciskami jest jeszcze port audio 3,5 mm, a na lewej muszli – port USB-C do ładowania i podłączenia dźwięku audio.  Czego zabrakło w konfiguracji sprzętowej? Czujnika zdejmowania, który wstrzymywałby odtwarzanie po zsunięciu słuchawek z głowy. Nie jest to funkcja oczywista w tym segmencie cenowym, ale EarFun Wave Pro X aspirują do klasy premium. Niestety, trzeba za każdym razem szukać guziczków. Co się kryje wewnątrz? O ile na zewnątrz można się doszukiwać pewnych oszczędności, to już wnętrze nie pozostawia wątpliwości, że to wyższa półka.  W odróżnieniu od pierwszego, prostego modelu w EarFun Wave Pro X producent zastosował znacznie bogatszą konfigurację przetworników w architekturze akustycznej DCAA (Dual-Coaxial Acoustic Architecture). Tworzą ją dwa przetworniki umieszczone na wspólnej osi: główny 40 mm z powłoką DLC (Diamond-Like Carbon) oraz pomocniczy 10 mm z membraną LCP (Liquid Crystal Polymer). Jak przekonuje producent, jednoosiowa konstrukcja pozwoliła dostroić obydwa przetworniki, by grały spójnie i nie konkurowały ze sobą brzmieniowo. Drugim elementem układanki jest układ Qualcomm QCC3095, który zapewnia łączność w standardzie Bluetooth 6.0 z szybkim parowaniem Google Fast Pair i bardzo dobre wsparcie kodeków. Do wyboru otrzymujemy aptX HD, aptX Adaptive oraz bezstratny aptX Lossless (w pakiecie Snapdargon Sound), który rzadko jeszcze trafia do słuchawek poniżej 1 tys. zł. Nie zabrakło też LDAC, a do tego otrzymujemy obsługę LC3 z LE Audio i oczywiście podstawowe kodeki SBC i AAC.  Słuchawki mają certyfikat Hi-Res Audio i pozwalają na odtwarzanie dźwięku bezstratnego i wysokiej rozdzielczości zarówno bezprzewodowo, jak i przewodowo przez USB czy wyjście 3,5 mm. Co jednak ciekawe, w połączeniu przewodowym 3,5 mm słuchawki również wymagają włączenia, a tryb pasywny nie jest dostępny. To samo dotyczy USB, ale to akurat jest normalne. W tym trybie słuchawki włączane są automatycznie. To dobra opcja na współpracę EarFun Wave Pro X ze smartfonem.  Aplikacja Earfun Audio Zanim przejdę do najważniejszego, trzeba poświęcić parę zdań o aplikacji Earfun Audio. W połączeniu z modele Wave Pro X daje ona potężne możliwości. Po pierwsze znajdziemy w niej opcję wyboru kodeka i co ciekawe, słuchawki są w stanie automatycznie łączyć się z wykorzystaniem kodeka LDAC lub kodeków z rodziny aptX, z Lossless włącznie. Podkreślam to dlatego, że testowany przeze mnie wcześniej, świetny model TWS EarFun Air Pro 4+ wymagał przełączenia słuchawek na jeden z trybów – i np. wybór LDAC wyłączał całkowicie rodzinę aptX. Tu mamy wszystko naraz, a sprzęt sam dobiera odpowiedni kodek. Jeżeli ktoś nie chce narzucającego się LDAC, może go oczywiście wyłączyć w apce, tak samo jest z aptX, gdzie do wyboru są trzy tryby kodeka (aptX, HD i Lossless). Poza zestawem głównych kodeków muzycznych jest też opcja LE Audio, pozwalająca skorzystać z Auracast, czyli transmisji rozsiewczej. Aplikacja Earfun daje też duże możliwości konfiguracji tłumienia hałasu. Do wyboru są tryb normalny, dźwięków otoczenia oraz redukcji ANC, gdzie do wyboru są jeszcze dodatkowe opcje – regulacja ręczna, adaptacyjne ANC z AI, adaptacyjne ANC środowiskowe z AI oraz tryb z redukcją szumu wiatru. [gallery][img]263380[/img][img]263379[/img][img]263386[/img][img]263376[/img][img]263387[/img][img]263385[/img][img]263384[/img][img]263383[/img][img]263377[/img][img]263382[/img][img]263381[/img][img]263375[/img][/gallery] Najważniejszą sekcją będzie jednak część Korektor Earfun. Jak sama nazwa wskazuje, pozwala dostroić brzmienie, co można zrealizować na parę sposobów. Po pierwsze, korzystając z gotowych schematów, a jest ich kilkanaście – odpowiednich do gatunków muzyki, jak i np. wzmacniających bas czy wokale. Druga opcja to samodzielne dostrojenie pasma, gdzie do wyboru otrzymujemy 10-pasmowy korektor graficzny. Daje to spore możliwości popisu. Kolejna opcja to adaptacyjny korektor dźwięku. Użytkownik musi przejść przez krótką procedurę odsłuchu dźwięków o różnej wysokości, wskazując na próg ich słyszalności, a na koniec aplikacja określa idealną krzywą equalizera. To jednak nie koniec – jest też podobna funkcja dźwięku spersonalizowanego. Podczas odtwarzania utworu użytkownik musi wskazać, jakie zaproponowane brzmienia i odcienie mu najbardziej odpowiadają, klikając w pola przypisane do typów equalizera. Na koniec perełka – w aplikacji znajdziemy korektor parametryczny, choć niestety wymaga to logowania się do konta Earfun. Jednak warto. Korektor parametryczny, tu nazwany nie bez racji „profesjonalnym”, daje pełną kontrolę nad częstotliwością, głośnością oraz szerokością pasma, podczas gdy korektor graficzny oferuje tylko zmianę głośności w określonych zakresach. Można więc bardzo precyzyjnie dostroić każdy aspekt brzmienia w sposób wręcz nieograniczony. Korektor parametryczny w wewnętrznej aplikacji słuchawek Bluetooth jest rzadkością, najczęściej są to zwykłe EQ graficzne, a przypadku takich tuzów jak Beyerdynamic – często tylko 5-pasmowe. Słuchawki EarFun Wave Pro X mocno wyróżniają się tu więc na plus, choć muszę też przyznać, że interfejs tego korektora nie jest zbyt wygodny, wymaga strojenia tylko za pomocą ekranowych przycisków i suwaków, a nie bezpośrednio dotykiem na siatce. Mimo wszystko warto, bo dzięki temu EarFun Wave Pro X mogą być słuchawkami, jak każdy sobie wymarzy. Z innych opcji w aplikacji należy odnotować tryb gry (mniejsze opóźnienia), możliwość spersonalizowania przycisków, tryb podwójnego połączenia urządzeń (niestety, wymaga wyłączenia kodeka LDAC, ale działa z aptX). Są też takie smaczki, jak wybór tego, czy słuchawki będą doładowywane w połączeniu USB-C – osobiście wolę nie, ale rzadko producenci dają możliwość wyboru. Jest też opcja Odczucie dźwięku, która pozwala dostosować dźwięk do aktualnie odtwarzanej muzyki i zapisać to jako profil, co się przydaje, gdy nagrania mają różny poziom głośności. Jak grają EarFun Wave Pro X? Tu nie ma wielkiej filozofii. EarFun Wave Pro X to słuchawki grające kolorowo, rozrywkowo, tak żeby „podobały się każdemu”. Są jednak pewne niuanse.  Już domyślny, płaski (na wykresie, bo nie brzmieniowo) profil equalizera pozwala się cieszyć dynamicznym brzmieniem z mocno podbitym subbasem. Ładnie oddawana jest średnica, z wyraźnymi instrumentami i wokalami, trochę gorzej jest z selektywnie wyostrzonym sopranem. Tony wysokie w części pasma są nieco schowane, a częściowo podniesione, choć nie jest to coś, co daje od razu po uszach.   Już na wstępie jest całkiem nieźle, z czasem domyślny profil będzie jednak niewystarczający. Po kolejnych odsłuchach zauważyłem pewien mankament – subbasowe tony z okolic 31 Hz w niektórych utworach za bardzo się rozlewają, przez cała sekcja niskich tonów dudni i traci czytelność. Brakuje za to w nich punktowego kopa i szczegółowości. Nie słychać tego w gatunkach muzycznych, gdzie ważniejsze są wokale, gitara, klawisze, instrumenty dęte, ale już w mocno basowej elektronice da się to we znaki. Jednocześnie drugi zakres niskich tonów, 63 Hz, wydaje się zbyt obniżony. W takiej sytuacji nie pozostaje nic, jak wydobyć z EarFun Wave Pro X pełnię mocy. Jak wspomniałem, aplikacja pozwala zrobić to na kilka sposobów, w tym przeprowadzając indywidualny dobór profilu dźwięku (korektor adaptacyjny). U mnie jednak to się średnio sprawdziło, za to lepsze efekty osiągnąłem, dokonując ręcznego strojenia. Standardowy equalizer może jednak nie poradzić sobie z zadaniem. I w takiej sytuacji warto sięgnąć do korektora profesjonalnego, czyli parametrycznego. Poszczególne pasma można w nim podbić, ale też dobrać ich szerokość, unikając rozlewania się dźwięku. Jest z tym trochę roboty, ale warto – korektor PEQ pozwala na precyzyjne dostosowanie brzmienia do poziomów referencyjnych i wyciągnięcie z przetworników znacznie wyższej jakości dźwięku. W moim ustawieniu, a słucham głównie elektroniki, niezłe okazało się lekkie obniżenie najniższego pasma 31,5 Hz, podniesienie basu 63 Hz, obniżenie niskiej średnicy 250 Hz, a na koniec selektywne podniesienie wybranych pasm wysokich tonów. Do tego master gain -10 dB. Nie jest to jeszcze wzorzec złotego brzmienia, tylko punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Po dobraniu odpowiedniego strojenia słuchawki odwdzięczą się naprawdę ładnym, rozrywkowym graniem. Basy będą ładnie mruczeć, średnica odda całą głębię i złożoność instrumentów i wokali, a wszystko ożywią wyraźne soprany bez syczenia i sybiliantów. Świetna jest scena – szeroka, czuć tę przestrzeń, muzyka nie gra w środku głowy, W połączeniu przez port audio 3,5 mm i USB-C słuchawki brzmią równie dobrze, jak przez Bluetooth, ale to nie dziwi, bo w każdym z trybów są włączone, czyli korzystają z tego samego wewnętrznego przetwornika DAC. Ze złącza 3,5 mm bez włączenia słuchawek nie da się skorzystać, w teorii to mankament, ale w praktyce bez znaczenia – bateria wytrzyma nawet długie odsłuchy. Problem będzie chyba tylko wtedy, gdy będzie nam zależało na bardzo dokładnym odwzorowaniu dźwięku z urządzenia emitującego, ale nie po to się przecież kupuje słuchawki Bluetooth. Kodek aptX Lossless w słuchawkach za ok. 600 zł to świetna sprawa. Testy EarFun Wave Pro X zbiegły się z moim zakupem odtwarzacza płyt CD – najnowszego FiiO DM15 w wersji AKM– który obsługuje ten bezstratny kodek i nie mogłem się bardziej cieszyć z tego połączenia. No po prostu rewelacja. Tłumienie hałasu Za redukcję hałasów w EarFun Wave Pro X odpowiada rozwiązanie Adaptive Hybrid ANC, wykorzystujące aż 8 mikrofonów. System na bieżąco analizuje otoczenie, dokonując przeliczeń 800 razy na sekundę. W trybie standardowym siłę tłumienia można regulować ręcznie suwakiem, a w trybie adaptacyjnym jest ona dostosowywana dynamicznie. Nie zauważyłem jednak różnicy między tłumieniem adaptacyjnym standardowym oraz jego wariantem z AI. Redukcja hałasu działa również przy połączeniu kablowym AUX i USB. Producent nie podaje siły tłumienia, informując tylko, że obejmuje pasmo 5000 Hz, a więc imponująco szerokie. Skuteczność ANC jest bardzo duża, można się z tymi słuchawkami wybrać w podróż komunikacją zbiorową. Sam to przetestowałem, jeżdżąc tramwajami w Warszawie i pociągami na dalsze dystanse po Polsce. ANC skutecznie tłumi odgłosy silników, szum wentylacji czy klimatyzacji, nawet wody z kranu, a także ludzkie głosy w tle. Gorzej sobie radzi ze świdrującymi odgłosami np. wiertarki albo piły, a najsłabiej z głosami w bezpośredniej odległości. Nie jest to więc absolutny top w ANC, ale trzyma solidy poziom. Bardzo dobrze działa tryb dźwięku otoczenia, wzmacniający odgłosy z zewnątrz, bez pogłosu czy efektu studni.  Połączenie ośmiu mikrofonów z algorytmami ANC świetnie się też sprawdza podczas rozmów głosowych. Osoby po drugiej stronie nie słyszą żadnej różnicy podczas konwersacji, również dźwięk w słuchawkach brzmi bardzo naturalnie. Jak ktoś chce, może też włączyć funkcję „dźwięk otoczenia podczas rozmowy”, dzięki czemu słychać swój własny głos i nie ma się poczucia zamknięcia w izolowanej klatce. Czas pracy Earfun Wave Pro X świetnie wypadają też pod względem czasu pracy. Według deklaracji producenta, z wyłączonym tłumieniem ANC akumulator 800 mAh pozwala na odtwarzanie muzyki nawet 90 godzin, natomiast z włączonym osiąga wynik do 50 godzin. W praktyce te wyniki są podobne. Sam najczyściej słuchałam w trybie ANC i mogłem korzystać ze słuchawek tydzień do półtora, w zależności od czasu słuchania. Przy codziennym słuchaniu po ok. 8 godzin było to solidne 6 dni. Dobre rezultaty, które pozwalają bez stresu używać słuchawek w każdych okolicznościach. np. podczas wakacyjnych wypadów.   Pełen cykl ładowania trwa 2 godziny, ale wystarczy zaledwie 15 minut pod ładowarką, by zyskać kolejne 10 godzin działania. Earfun Wave Pro X – czy warto? Nowy model Earfun ma szansę mocno namieszać w segmencie słuchawek za ok. 600 zł. To taka półka cenowa, gdy użytkownik oczekuje już naprawdę wysokiej jakości, ale nie chce przepłacać za markę czy mniej istotne funkcje. Wave Pro X idealnie się wpisują w ten scenariusz. Słuchawki dobrze wyglądają, mają ergonomiczną konstrukcję – można je łatwo złożyć i schować do sztywnego etui w zestawie. Są stosunkowo lekkie, nie uciskają głowy, więc nie męczą po całym dniu słuchania.  Na plus liczy się świetne brzmienie, choć najlepszy efekt osiągniemy po indywidualnej korekcie brzmienia. Wybór opcji jest ogromny, a największym atutem jest korektor parametryczny, pozwalający zrobić z Wave Pro X „twoje wymarzone słuchawki”. Świetny jest też zestaw innych opcji, które można zmienić i wyregulować w aplikacji na smartfonie. Zaletą Wave Pro X jest też solidne wsparcie kodeków. Snapdragon Sound z aptX Lossless w tej cenie to atut nie do pobicia.  Co mniej zachwyca? Choć do jakości słuchawek nie mogę się przyczepić, to jednak brakuje mi trochę poczucia, że mam do czynienia ze sprzętem klasy premium (jak ten model przedstawia producent). Wiem, że w tej cenie nie byłoby to oczywistością, ale przydałby się na przykład czujnik zdejmowania czy dotykowy panel sterowania, również zamiast tych plastików wolałbym solidniejsze, metalowe elementy. Czy to są wady? Tak naprawdę – nie, ale dodaje je do końcowej listy minusów, by wszystko było jasne. 

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Popularne porównania