Felietony
12:08
Żabka, która pobiera 15 zł za wejście do sklepu. O dziwo, to ma sens
Żabka Nano to jeden z głośniejszych projektów rozwijanych przez dobrze znaną na polskim rynku sieć sklepów. Całodobowe, bezobsługowe placówki, z dostępem z użyciem telefonu miały się stać częstym widokiem w miejskiej przestrzeni. Finalnie pomysł rozwinął się w innym kierunku.
Pierwsza Żabka w formacie Nano została uruchomiona w Poznaniu w czerwcu 2021 roku. Idea jest tu dość prosta: lokal działa przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Nie ma znaczenia, czy są dni wolne od pracy albo jaką umowę ma pracownik – w tych obiektach nie ma pracowników. Koncept nowy nie jest, w ubiegłej dekadzie takim pomysłem chwalił się np. Amazon. Co można napisać o polskim eksperymencie po niemal pięciu latach?
Na czym polega Żabka Nano?
Zacznijmy od tego, jak to działa. Usługodawca przewidział dwa sposoby na wejście do placówek Nano. Pierwszy polega na wykorzystaniu Żappki, czyli popularnej aplikacji sieci. Po zarejestrowaniu się w niej i podpięciu karty płatniczej, należy wygenerować kod QR, z pomocą którego można otworzyć drzwi. W drugim wariancie aplikacja nie jest potrzebna – wystarczy sama karta płatnicza. Klient przykłada ją do terminala przy wejściu (może to zrobić za pośrednictwem zegarka czy telefonu, do których podpięto kartę). W kolejnym kroku wpisuje się numer telefonu, na który przychodzi SMS z kodem. Po wpisaniu tego ostatniego, konto zostaje uruchomione. Przy kolejnej wizycie w placówce Nano wystarczy zbliżyć kartę do czytnika przy wejściu.
Co dalej? Klient wchodzi do sklepu i bierze z półek to, czego potrzebuje. Trzeba mieć na uwadze, że oferta nie jest mocno rozbudowana. W placówkach Nano znaleźć można przede wszystkim słodkie i słone przekąski, dania gotowe, sałatki, napoje, ale też np. pieczywo, nabiał czy wędliny. Do tego dochodzą kawa i herbata z automatu, a także produkty chemiczno-higieniczne. W wybranych lokalizacjach można też trafić na warzywa i owoce. Jeśli w trakcie zakupów klient zmienia zdanie, wystarczy odłożyć produkt na półkę. Podkreślę: na półkę, a nie np. w ręce innego klienta.
Wziętych produktów nie trzeba skanować, można z nimi po prostu wyjść. Umożliwia to system kamer i specjalnych algorytmów, które pozwalają śledzić ruchy klienta i jego decyzje zakupowe. Po opuszczeniu placówki płatność naliczana jest automatycznie, pieniądze ściągane są z podpiętej karty. Rachunek można znaleźć w aplikacji lub SMS-ie, jeśli zakupy robiło się bez apki. Operator usługi deklaruje, że system nie identyfikuje klientów i nie zapamiętuje obrazów, więc zachowana jest kwestia prywatności.
Kradzieże są rzadkością
Do Żabki Nano można wejść, jeśli są w niej inni klienci – usługodawca zapewnia, że zakupy zostaną prawidłowo przypisane. Nie ma zatem sensu czekać przed sklepem, aż inni go opuszczą (chyba że w środku jest spory tłok – to nie są duże przestrzenie). Warto mieć jednak na uwadze, że należy się upewnić, czy po naszym wejściu drzwi się zamknęły. Dzięki temu neutralizuje się ryzyko, że ktoś zrobi zakupy na nasz rachunek. Ta sama zasada dotyczy opuszczania sklepu.
Jeśli ktoś zastanawia się, czy taki sklep jest odporny na kradzież, to odpowiedź brzmi: tak. Przedstawiciele firmy zapewnili nas, że to marginalny problem. A akty wandalizmu ponoć w ogóle się nie przytrafiają. Bardzo rzadko używany jest podobno dostępny w sklepie przycisk SOS, służący do nawiązania połączenia z centrum wsparcia Żabki. Jeśli już klienci z niego korzystają, zazwyczaj wiąże się to z potrzebą wyjaśnienia zasad działania sklepu.
Dlaczego Żabka Nano pobiera 15 zł?
Niektórych klientów może zaskoczyć blokada środków towarzysząca zakupom w Nano. Kwota nie jest wysoka, to 15 zł, ale ktoś może pomyśleć, że płaci za samo wejście do sklepu. Te pieniądze zostaną zwrócone klientowi, jeśli wyjdzie ze sklepu bez zakupów. To po prostu mechanizm bezpieczeństwa, który weryfikuje, czy konsument ma na koncie środki pozwalające zrobić zakupy. Jeśli na rachunku nie ma 15 zł, system poprosi o zasilenie konta. Firma tłumaczy, że blokada pomaga przeciwdziałać oszustwom, na czym powinno zależeć samym klientom.
Wspomniane 15 zł może być zaliczone na poczet robionych zakupów. Jeśli wydana kwota będzie niższa, konsument otrzyma zwrot. Jeśli ktoś wyda powyżej 15 zł, czeka go dopłata. Może być też tak, że bank zwróci te pieniądze w całości i oddzielnie pobierze sumę odpowiadającą wartości zakupów. Finalnie nie należy się jednak obawiać tego, że pieniądze przepadną.
Ile jest Żabek Nano?
Jak już wspomniałem, pierwszy obiekt tego typu uruchomiono w połowie 2021 roku. Latem kolejnego roku firma chwaliła się tym, że ma już 50 placówek tego typu. Grupa przekonywała nawet, że jest "największą w Europie siecią sklepów autonomicznych". Bezobsługowe sklepy działały wówczas w Warszawie, Gdańsku, Katowicach, Wrocławiu, Krakowie, Piasecznie, Plewiskach, Poznaniu oraz Sopocie. Warto dodać, że nie jest to format jednorodny, bo obok tradycyjnych sklepów, podobnych do Żabek z obsługą, są też samodzielne placówki kontenerowe. A także obiekty w innych sklepach. Firma informowała, że otworzyła punkty w sklepach sieci Leroy Merlin czy Decathlon.
Skoro po około roku sklepów Żabka Nano było 50, to po niemal pięciu latach powinny ich być setki. Sprawy potoczyły się nieco inaczej. W podsumowaniu działalności firmy w 2024 roku można przeczytać, że działały 52 obiekty tego typu. W raporcie mowa była też o zakrojonej na szeroką skalę zmianie ich lokalizacji. Wystarczy napisać, że w 2023 roku przeniesiono 29 obiektów Nano, a w 2024 roku dotyczyło to 18 sklepów. Trzeba też dodać, że w tym czasie mocno zwiększyła się liczba wszystkich Żabek: o ile na koniec 2021 roku było ich około 8 tys., o tyle rok 2024 zamknięto z wynikiem przeszło 11 tys. obiektów. Obecnie Żabek Nano wciąż jest niewiele więcej niż na koniec 2024 roku. O dynamicznym wzroście mowy zatem nie ma. Czy jednocześnie oznacza to, że pomysł nie wypalił?
Mniej obiektów ogólnodostępnych
W biurze pasowym Żabki dowiedzieliśmy się, że zdecydowano się zmienić strategię rozwoju tego konceptu. Co prawda niemal połowa otwartych sklepów wciąż jest ogólnodostępna, ale prym wiodą "lokalizacje specjalistyczne". Mowa o obiektach dostępnych dla wybranych grup odbiorców: pracowników biurowców, centrów logistycznych i zakładów produkcyjnych czy mieszkańców akademików. Przedstawiciele firmy przekonują, że ta zmiana pozwala lepiej dopasować ofertę do potrzeb klientów.
Pisząc wprost: innymi produktami mogą być zainteresowani młodsi klienci, mieszkańcy czy bywalcy akademików, a innymi pracownicy fabryki. Mała powierzchnia wymusza dość radykalne ograniczenie oferty. A postawienie na produkty, które rzeczywiście znajdują odbiorców, może powodować, że punkty Nano osiągają satysfakcjonujące wyniki. Skoro jednak placówek tego typu nie przybywa, to czy format będzie rozwijany?
Z pozyskanych przez nas informacji wynika, że tak. Biuro prasowe Żabki zapewniło nas, że w tym roku planowane jest otwarcie kolejnych sklepów w różnych lokalizacjach w Polsce. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że koncept jest też testowany poza granicami naszego kraju. Z bezobsługowych sklepów mogą korzystać Niemcy w kilku lokalizacjach.
Żabka Nano to poligon doświadczalny
Z dokumentów udostępnianych przez Żabkę można się dowiedzieć, że Nano to nie tylko alternatywa dla zwykłych obiektów sieci. Można też patrzeć na te placówki, jak na przestrzeń do eksperymentowania. Firma mówi wręcz o "centrach innowacji" dla całej grupy. To one mogą pokazać, jak zwiększyć wydajność we wszystkich obiektach. Albo podkręcić efektywność energetyczną. Wszak od kilku lat spółka kładzie spory nacisk na cyfryzację i unowocześnianie usług.
Podsumowując. Gdy format Żabka Nano zaczął być wdrażany na początku obecnej dekady, niektórym mogło się wydawać, że obiektów tego typu będzie szybko przybywać – wszak liczba tradycyjnych sklepów sieci rośnie w imponującym tempie. Okazało się jednak, że ten koncept szturmem nie weźmie naszego rynku. Liczne zmiany lokalizacji i powolne rozszerzanie sieci wskazują, iż to wciąż przede wszystkim eksperyment. Jeśli w przydomowej Żabce macie swoich ulubionych kasjerów, nie musicie się bać, że zaraz znikną. A przynajmniej powodem ich wybycia nie będzie pełna automatyzacja sklepów.
MACIEJ SIKORSKI