Intel odpuścił, Tajwan wchodzi. Wrocław z ogromną inwestycją
Telepolis.pl
Tech 17:59

Intel odpuścił, Tajwan wchodzi. Wrocław z ogromną inwestycją

To już pewne. W województwie dolnośląskim zawita szereg tajwańskich firm związanych z nowymi technologiami. Mowa o takich gigantach jak Foxconn. Podczas Taiwan Expo 2026 w Warszawie ogłoszono, że Tajwańskie Stowarzyszenie Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego, czyli TEEMA, wybrało aglomerację wrocławską na miejsce budowy nowego parku technologicznego. W grze były też inne lokalizacje, w tym okolice Łodzi i Katowic, a o uwagę Tajwańczyków zabiegali dodatkowo Niemcy, Francuzi i Czesi. Jednak ostatecznie decyzja zapadła na korzyść Miękini. Produkcja półprzewodników nie wchodzi na razie w grę Warto podkreślić, że to nie jest przypadkowy wybór. Dolnośląska działka była pierwotnie przygotowywana z myślą o fabryce Intela, która miała być jedną z największych inwestycji technologicznych w Polsce. Jednak ze względu na problemy finansowe i mocne cięcia kosztów amerykański gigant wycofał się z europejskich planów - nie tylko tych w naszym kraju. Wracając do współpracy Polski i Tajwanu, zdradzono iż park ma skupiać się przede wszystkim na podzespołach, serwerach dla sztucznej inteligencji, elektromobilności i rozwiązaniach smart city. W tle pojawia się Foxconn, największy kontraktowy producent elektroniki na świecie, znany m.in. ze współpracy z takimi firmami jak Apple, NVIDIA, Sony, Nintendo czy Google. Według obecnych zapowiedzi inwestycja ma być liczona w setkach milionów euro, a w dłuższej perspektywie stworzyć nawet dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Co ważne, mimo iż temat produkcji chipów pojawiał się wielokrotnie w ostatnich dniach, to na razie nie ma co liczyć na najnowocześniejsze linie produkcyjne kojarzone z TSMC w Polsce. To nie znaczy, że temat półprzewodników znika ze stołu. Wręcz przeciwnie, cała inwestycja jest częścią większej układanki, w której Polska chce przestać być tylko rynkiem zbytu i montownią, a zacząć odgrywać poważniejszą rolę w europejskim przemyśle nowych technologii. Naszym atutem jest położenie, kadry, zaplecze i niższe koszty niż Zachód.

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Bateria 11000 mAh i rekord świata. Honor X80 Pro Max deklasuje rywali
Sprzęt 19:09

Bateria 11000 mAh i rekord świata. Honor X80 Pro Max deklasuje rywali

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Internet w szczerym polu? TP-Link wprowadza pancerny router na kartę SIM
Sprzęt 18:35

Internet w szczerym polu? TP-Link wprowadza pancerny router na kartę SIM

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Eksplozja w katarskim gazoporcie. Wiemy, jak wpłynie to na Polaków
Wiadomości 17:23

Eksplozja w katarskim gazoporcie. Wiemy, jak wpłynie to na Polaków

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Skany umów na WhatsAppie. UODO bezlitosne dla partnera giganta
Wiadomości 16:51

Skany umów na WhatsAppie. UODO bezlitosne dla partnera giganta

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Globalna awaria X, ale część użytkowników nie widzi problemu
Wiadomości 16:23

Globalna awaria X, ale część użytkowników nie widzi problemu

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Koniec z pancernymi cegłami. Hammer Ventus 5G zaskoczy smukłością
Sprzęt 15:55

Koniec z pancernymi cegłami. Hammer Ventus 5G zaskoczy smukłością

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Akcesorium do Switcha w szalonej promocji. Było 44,99 zł, a jest 9 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 15:16

Akcesorium do Switcha w szalonej promocji. Było 44,99 zł, a jest 9 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Wielka klęska Samsunga. Korea Południowa ma nowego króla
Wiadomości 14:45

Wielka klęska Samsunga. Korea Południowa ma nowego króla

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
Ubezpieczyciel chce oddać Ci pieniądze? Uważaj, to oszustwo
Wiadomości 13:50

Ubezpieczyciel chce oddać Ci pieniądze? Uważaj, to oszustwo

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Ten gadżet jest w stanie powstrzymać starzenie? Tego jeszcze nie grali
Nauka 13:18

Ten gadżet jest w stanie powstrzymać starzenie? Tego jeszcze nie grali

0
ANNA KOPEć
1.
Czemu Sony odpuszcza gry na PC? Powód jest szalenie prosty
Gry 12:12

Czemu Sony odpuszcza gry na PC? Powód jest szalenie prosty

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Skwar leje się z nieba? Biegnij do Lidla. Z aplikacją za 15,99 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 11:39

Skwar leje się z nieba? Biegnij do Lidla. Z aplikacją za 15,99 zł

1
PAWEł MARETYCZ
1.
O tym filmie jest teraz głośno. To z pewnością coś zupełnie nowego
Rozrywka 11:08

O tym filmie jest teraz głośno. To z pewnością coś zupełnie nowego

0
ANNA KOPEć
1.
TikTok: użytkownicy mają przekichane. To dramat
Aplikacje 10:31

TikTok: użytkownicy mają przekichane. To dramat

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Popularna krakowska aplikacja przestanie działać. Padła konkretna data
Aplikacje 09:25

Popularna krakowska aplikacja przestanie działać. Padła konkretna data

0
ANNA KOPEć
1.
Masz router tej popularnej firmy? To jest ważna rzecz do zrobienia
Sprzęt 08:55

Masz router tej popularnej firmy? To jest ważna rzecz do zrobienia

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Nowe science fiction od Apple TV na szczycie hitów już po pierwszym dniu
Telewizja i VoD 08:21

Nowe science fiction od Apple TV na szczycie hitów już po pierwszym dniu

4
ANNA KOPEć
1.
Polacy wpadają w finansową pułapkę. Sami sprowadzają na siebie kłopoty
Kredyty 07:46

Polacy wpadają w finansową pułapkę. Sami sprowadzają na siebie kłopoty

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Więcej nowości
Test Beyerdynamic Aventho 300. Takich słuchawek szukałem
Tech 21 CZE 2026

Test Beyerdynamic Aventho 300. Takich słuchawek szukałem

Długo szukałem wygodnych i dobrze grających słuchawek nausznych, których mógłbym używać z telefonem. W końcu trafiły do mnie na testy Beyerdynamic Aventho 300 i szukać przestałem. Mam pewien problem – nie mogę używać słuchawek dokanałowych. Przez długi czas korzystałem z tzw. TWS-ów, ale miałem nawracające zapalenie ucha. Poszedłem do lekarza, który kategorycznie zabronił mi korzystać z tego typu słuchawek. Musiałem przerzucić się na model nauszny. Fart chciał, że akurat trafiły do mnie na testy Beyerdynamic Aventho 300. Po kilku miesiącach użytkowania i bez ani jednego zapalenia ucha już wiem, że to sprzęt, którego szukałem. Specyfikacja Beyerdynamic Aventho 300 Zacznijmy od specyfikacji testowanych słuchawek. Mamy tutaj do czynienia z modelem nausznym o zamkniętej konstrukcji. Są to słuchawki bezprzewodowe, które z innymi urządzeniami łączą się za pomocą Bluetooth w wersji 5.4, choć można też skorzystać z kabla USB-C lub mini-jack 3,5 mm. Zasięg to, według danych producenta, 15 metrów. Korzystają z niemal legendarnych już przetworników Stellar.45 o średnicy 45 mm, które znajdziecie też w takich modelach jak DT 700 PRO X oraz DT 900 PRO X. Pasmo przenoszenia mieści się w zakresie od 5 Hz do 22 kHz. Słuchawki obsługują profile AVDTP 1.3, AVCTP 1.4, GAVDP 1.3, SPP-B 1.2, RFCOMM 1.2, A2DP 1.3.2, AVRCP 1.6.2, HFP 1.8, IOPT oraz kodeki AAC, aptX Lossless, aptX Adaptive, LE Audio. Jednym z najważniejszych elementów jest aktywna redukcja szumów (ANC) z trybem przezroczystym, który pozwala słyszeć to, co dzieje się wokół nas, pomimo zasłoniętych uszu. Czas pracy na jednym ładowaniu ma wynosić do 50 godzin z aktywnym ANC. Poza tym słuchawki ważą 319 gramów. W dniu premiery za słuchawki trzeba było zapłacić ponad 1700 zł, ale dzisiaj można je znaleźć już za 1300-1400 zł. Warto wspomnieć też o wyposażeniu, bo producent daje nie tylko kabel USB-C na USB-C (z przejściówką na USB-A) oraz mini-jack 3,5 mm, ale też bardzo stylowe etui, w którym można wygodnie przewozić słuchawki. Jakość wykonania i komfort Słuchawki trafiły do mnie w znacznie ładniejszej, białej wersji. W mojej ocenie wyglądają zdecydowanie stylowo. Nie ma tutaj mowy o dziadowskim designie. To jest właśnie ten minimalizm, którego jestem ogromnym fanem, chociaż muszę przyznać, że czarna wersja (przynajmniej na zdjęciach) nie prezentuje się moim zdaniem już tak dobrze. Po złapaniu słuchawek w ręce od razu czuć, że mamy do czynienia z produktem premium. Łączenie pałąka z nausznikami jest wykonane z aluminium. Do tego mamy miękką piankę na nausznikach i pałąku oraz wysokiej jakości plastik. Wszystko to sprawia, że słuchawki są bardzo wygodne. Mam stosunkowo dużą głowę, więc ciężko znaleźć mi model, który po dłuższym użytkowaniu nie ciśnie mnie za mocno. W Aventho 300 nie ma tego problemu. Mogę ich używać godzinami i nie czuję żadnego dyskomfortu. Jednocześnie pewnie leżą na głowie i można z nimi nawet biegać. Duża w tym zasługa wagi na poziomie 319 gramów. Nie są to najlżejsze słuchawki nauszne na rynku, ale zdecydowanie plasują się poniżej średniej. Docenić muszę też szeroki zakres regulacji. Przy maksymalnym wyciągnięciu nawet na mnie są minimalnie za duże. Na każdej ze słuchawek mam po dwa mikrofony umieszczone po bokach oraz z przodu. Całe sterowanie i wszystkie złącza znajdują się na prawym nauszniku. Patrząc od tyłu (z założonymi słuchawkami) to kolejno: przycisk do zmiany trybu, włącznik, dioda LED, port USB-C oraz port mini-jack 3,5 mm. Co ważne, jedyne dwa przyciski mają inny kształt, więc trudno tutaj o pomyłkę. Obsługa jest naprawdę prosta. Poza tym otrzymujemy komunikaty głosowe. Po włączeniu słuchawki mówią nam o aktualnym poziomie naładowania baterii, a po połączeniu np. z telefonem – o wykorzystywanym kodeku. Wiemy też, jaki aktualnie mamy włączony tryb: włączone ANC, wyłączone ANC lub przezroczysty. Poza tym słuchawkami można sterować za pomocą panelu dotykowego, który znajduje się na lewej słuchawce. Gesty są raczej standardowe: przesuwanie palcem w górę i w dół to regulacja głośności, w prawo i lewo – przełączanie między utworami, kliknięcie dwa razy to zatrzymanie lub wznowienie odtwarzania czy też odbieranie i kończenie rozmowy telefonicznej. Jeśli chcemy telefon odrzucić, musimy przytrzymać palec na panelu dotykowym. Bateria i ANC Bateria to jedna z największych zalet słuchawek. Producent deklaruje do 50 godzin działania i to z włączonym ANC. Moje testy potwierdzają ten rezultat. Słuchawek używam głównie w połączeniu ze smartfonem w trakcie spacerów i czytania książek – w praktyce muszę je ładować średnio raz na 2 tygodnie, chociaż nie zawsze korzystam z aktywnej redukcji szumów. A jeśli już przy ANC jesteśmy, to sprawdza się ono dobrze. Nie są to może najlepsze pod tym względem słuchawki na rynku, nawet w swoim przedziale cenowym, ale wypadają poprawnie. Skutecznie redukują dźwięki z zewnątrz, co pozwala w pełni skupić się na muzyce, np. w trakcie wspominanego czytania, gdzie nie lubię, jak mnie coś rozprasza. Podsumowując – ANC jest poprawne, działa dobrze, ale są lepsze rozwiązania, np. w słuchawkach Sony. Jakość dźwięku Pod kątem dźwięku słuchawki Beyerdynamic wypadają solidnie. Scena jest szeroka, a separacja instrumentów dobra. Basy są mocne, a pomimo tego przejrzyste. Nie mam też zarzutów do średnich ani wysokich tonów, chociaż te pierwsze są lekko wycofane. Moim zdaniem ogólna charakterystyka jest raczej dynamiczna, rozrywkowa z mocnym basem. Typowa sygnatura V-Shape. Dzięki temu słuchanie muzyki jest dużą przyjemnością, natomiast do studia Aventho 300 raczej się nie nadają. Jeśli dźwięk komuś nie odpowiada, w dedykowanej aplikacji mobilnej dodatkowo jest dostęp do equalizera, za pomocą którego można pobawić się ustawieniami. Podsumowanie Beyerdynamic Aventho 300 to bardzo udane słuchawki, chociaż w swojej kategorii cenowej mają poważną konkurencję w postaci serii Sony WH-1000XM. Ich 5. generacja jest sporo tańsza, a 6. generacja niewiele droższa. Z tego też powodu raczej nie będą dla nikogo pierwszym wyborem. Nie oznacza to, że z zakupu zadowoleni nie będziecie. To dobry sprzęt, ale po prostu nie jest najlepszy. Chociaż wiele też zależy od wymagań. Sony z pewnością oferuje lepsze ANC. Są też znacznie lżejsze (254 gramy XM5 i 250 gramów XM4 – uwaga: w oryginale był błąd w nazewnictwie generacji, poprawiłem na logikę). Natomiast jakość dźwięku to już kwestia dyskusyjna i mocno indywidualna. Na tym polu są raczej na podobnym poziomie i oferują zbliżone wrażenia. Natomiast za Beyerdynamicami przemawia więcej kodeków, w tym przede wszystkim aptX Lossless, którego w serii Sony XM brakuje. [gallery][img]256410[/img][img]256412[/img][img]256408[/img][img]256409[/img][img]256411[/img][img]256417[/img][img]256423[/img][img]256425[/img][img]256418[/img][img]256414[/img][img]256413[/img][img]256420[/img][img]256421[/img][img]256433[/img][img]256415[/img][img]256424[/img][img]256427[/img][img]256416[/img][img]256434[/img][img]256436[/img][img]256419[/img][img]256430[/img][img]256432[/img][img]256426[/img][img]256429[/img][img]256428[/img][img]256431[/img][img]256435[/img][img]256422[/img][/gallery]

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany
Gry 21 CZE 2026

Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany

Epic Games szykuje duże zmiany do swojego launchera. To kompletne odświeżenie, które wprowadzi ogrom nowych funkcji i możliwości. Epic Games Launcher swego czasu nieco podkopał pozycję Steama. Twórcy Fortnite'a nawet kupowali gry na czasową wyłączność, ale ostatecznie w rywalizacji z Valve nie mieli wielkich szans. Chociaż dzisiaj oba programy działają obok siebie, to trzeba przyznać, że Epic Games Launcher ma sporo do nadrobienia pod kątem funkcji i możliwości. No i właśnie te zaległości nadrabia. Nowy Epic Games Launcher Nowości zostały zaprezentowane w trakcie UnrealFest. Z zaprezentowanych zrzutów ekranu dowiadujemy się, że Epic Games planuje wprowadzić między innymi spersonalizowane rekomendacje, pisemne recenzje graczy, a także profile użytkowników z awatarami.  Jednak to nie koniec nowości. Epic Games planuje też wprowadzić funkcję, która powie użytkownikom, jak dana gra będzie działać na ich sprzęcie (coś w stylu "can it run?"). Ważna jest też poszerzona obsługa kontrolerów. Poza tym poziomu launchera będzie można odbierać notki o łatkach bezpośrednio od deweloperów oraz wygodniej kupować i wysyłać gry w formie prezentów między różnymi regionami. Z kolei gracze Fortnite docenią możliwość pobrania gry w mniejszych kawałkach. https://x.com/LuKaOnIndeed/status/2067644102783459625?proportion=2.61 Zmiany mają być wprowadzane etapami w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W pierwszej kolejności pojawią się patch note'y od deweloperów oraz możliwość pobrania Fortnite'a w częściach. W drugim etapie zobaczymy publiczną betaę nowego launchera, a na końcu pełną przebudowę frontu sklepu z rekomendacjami i recenzjami graczy.

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki
Telepolis.pl
Testy sprzętu 21 CZE 2026

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Po licznych testach paneli fotowoltaicznych z Action postanowiłem sprawdzić coś z wyższej półki. Mowa tu o produkcie około 4-krotnie droższym, bo kosztującym nie 85,95 zł, a 349 zł, czyli rozkładanym panelu EcoFlow 45 W. Czy okazał się jednak tyle samo razy lepszy? Zacznijmy od samego wyjazdu. Ten potrwał 9 dni, a w jego trakcie... no cóż, dwa dni pracowałem, ponieważ urlop miałem od środy, a na miejsce dojechałem w niedzielę. Zabrałem więc ze sobą MacBooka Air, który służył mi przez 2 dni pracy i jeden, dodatkowy dzień na rozliczanie się z urzędami, bankami i rachunkami. Te bowiem niekoniecznie muszą uznawać mój urlop za... urlop. I w sumie mają rację, to po prostu przerwa w świadczeniu przeze mnie usługi pisania tekstów.  Krótko mówiąc, zabrałem ze sobą laptopa, oraz drugi telefon, którego rolą było robienie za mobilny router. Miałem także iPada mini, telefon i konsolę Switch Lite. I na całe szczęście, ponieważ na 9 dni wyjazdu słońce widziałem tylko przez 3. Ot, aura delikatnie mówiąc, nie rozpieszczała. Nie lało cały czas, ale słońce kryło się za chmurami. Założenie wyjazdu miałem jednak jedno: cała elektronika, którą ze sobą zabrałem musiała być zasilana przy pomocy stacji zasilania Anker Solix C300X DC o pojemności 288 Wh. Stacja zaś nie mogła być podłączona do sieci w celu jej naładowania. Trudy wyjazdu jeszcze przed rozpoczeciem urlopu Czy 288 Wh to dużo? Nie. To w przeliczeniu jakieś 90 000 mAh. Na szczęście miałem przy sobie panel solarny o mocy do 45 W. Niestety, miałem też głównie pochmurne niebo nad sobą i warunki, które zachęcały do siedzenia w domu i korzystania z elektroniki. Już pierwszy dzień nie był wesoły: owszem, podłączyłem przed wyjazdem laptop do ładowarki, ale ładowarka nie była podłączona do prądu, co pożarło jakieś 30% energii na jej uzupełnieniu. Telefon z hot-spotem również miał spory apetyt, a i ładowanie urządzeń pobierało sporo. Tym samym bank energii zszedł w pierwszą dobę do 43%.  I już myślałem, że eksperyment zakończy się fiaskiem. Wyniosłem go jednak do samochodu, na dachu rozłożyłem panel, podłączyłem do stacji i.... zobaczyłem ładowanie z mocą 12 W. Owszem, to nie jest dużo. Jednak mówimy tu o pełnym zachmurzeniu. Oczywiście moc ładowania się wahała wraz z upływem dnia. Ja w międzyczasie rozładowywałem laptopa i smartfon podczas pracy, więc nie monitorowałem stanu na bieżąco. Kluczowe jest jednak to, że wieczorem, kiedy zabierałem stację do domu, zobaczyłem na ekranie 69% naładowania baterii.   Na szczęście do naładowania miałem już tylko laptop i telefon działający jako router. Tym razem wylądowałem na 32% zapasu energii. Miałem więc pewność, że mogę dokończyć pracę, nawet jakbym miał to robić o dzień dłużej, a świat spowiłyby egipskie ciemności. Pod koniec ostatniego dnia przed urlopem miałem już 58% baterii, chociaż ładowanie laptopa zmniejszyło ten wynik do 24%. Trzeci dzień siedzenia z laptopem to były rozliczenia. Właściwie zajęło mi to tylko 3 godziny, więc bateria laptopa nie odczułaby tego szczególnie mocno. A raczej nie odczułaby, gdyby nie aura na zewnątrz i fakt, że pozostali członkowie rodziny uznali, że taki dzień najlepiej przespać. Ja nadrobiłem YouTubowe zaległości i laptop padł po raz trzeci. Stacja natomiast znów wskoczyła na 32%, co w tak deszczowy dzień było sporym zaskoczeniem - nie sądziłem, że cokolwiek się ruszy.  Początek urlopu Laptop trafił do torby i miał z niej już nie wychodzić. Zostało mu te 10% baterii, co uznałem za bezpieczny zapas do powrotu do mieszkania po wyjeździe. W międzyczasie rozładowałem tablet do 58% i co dwa dni ładowałem smartfon oraz codziennie drugi, będący routerem dla reszty uczestników wyjazdu. Mimo chmur udawało się dobić i nawet utrzymać te 60-70% do szóstego dnia dzięki energii pochodzącej ze słońca, które się czaiło gdzieś tam, za chmurami.  Panel pokazuje pazur Aż nadeszła niedziela. Tego dnia po raz pierwszy od dawna ujrzałem błękit nieba. Pojawiło się także słońce i 36 W na wskaźniku mocy ładowania z panelu. I chociaż nie trwało to cały dzień, to naładowanie dobiło do 87%. Z tego też powodu postanowiłem znowu naładować wszystko do pełna. Niestety, tym razem zapomniałem zapisać wartości, którą zobaczyłem rano. Wystarczy jednak powiedzieć, że była ona poniżej 30%, bo naładowała także smartfon i bateryjną lampkę nocną mojej żony. Mimo to tego przed końcem dnia zobaczyłem 100% na liczniku. Do stacji podłączyłem więc jeszcze powerbank 20 000 mAh, który był rozładowany do kilkunastu procent. Tym samym dzień się zakończył z 94%. Ostatni dzień to była czysta formalność: słońce grzało mocno, więc na liczniku widniało 41 W. Nawet nie zauważyłem, kiedy energia została uzupełniona do pełna.  Byłem pewny, że test się nie uda Marne warunki uznałem początkowo za przeszkodę. Jednak to właśnie one udowodniły mi z jak dobrym sprzętem mam do czynienia. Gdyby wszystkie dni były słoneczne, to widziałbym każdego dnia 100% naładowania, uzupełniając przy tym energię w każdym ze sprzętów, co udowodniły ostatnie z nich. Gdybym korzystał z panelu z Action, to mógłbym zapomnieć o prądzie już 3 dnia wyjazdu i może na ostatnie 2 nieco podładowałbym sobie smartfon, chociaż i to bez szaleństw.  I mam tu na myśli panel z Action za 89,95 zł, a dokładniej model z ubiegłego roku, ponieważ tegoroczne edycje okazały się porażką. Ten w idealnych warunkach daje z siebie jakieś 13 W mimo 28 W deklarowanych, co nie jest dziwne, ponieważ jego moduł pozwala na oddane do 15 W. Natomiast w pochmurne dni nie daje z siebie nic, lub około 1 W w okolice południa. Tu miałem moc 12-krotnie wyższą. Technikalia Od tego powinienem zacząć wywód, ale na tym jednak skończę. Ot, tak mi narracyjnie pasuje. Otóż sam panel ma 2 wyjścia: DC z kablem XT60 w zestawie, którym to ładowałem stację, oraz UBS-C. To drugie pozwala na pozyskanie ze stacji do 15 W, więc oczywiste jest to, że z niego nie korzystałem do ładowania urządzenia, chociaż rzecz jasna je sprawdziłem i dawało ono taką samą moc, jak DC w danych warunkach. Czy 15 W ma sens w stacji 45 W? Tak. W gorszych warunkach oświetleniowych wciąż mogliśmy liczyć na pełną moc wyjścia USB-C, co jest bardzo ważne. Mimo to rekomenduję raczej zakup stacji zasilania pod panel, jeśli naprawdę chcemy w pełni wykorzystać jego potencjał i zamierzamy naładować nią urządzenia bardziej wymagające, jak właśnie laptopy. Sam panel jest wodoodporny, więc martwiłem się jedynie tym, żeby stacja nie zamokła w deszczowe dni. Nie był to jednak problem dzięki temu, że leżała ona w samochodzie z dala od uchylonego okna. Mimo wszystko dołączony do panelu kabel mógłby być nieco dłuższy.  A skoro już zacząłem narzekać, to mogę nieco na sztywność panelu. Składa się on z 4 głównych segmentów, które jakoś się jeszcze od siebie odchylają. Jednak piąty, mały segment bez panelu, za to z przetwornicą nie do końca chce się rozłożyć, jeśli go nie przyciśniemy i może przez to rzucać cień na ten najbliższy. Dodatkowo panel przestaje działać, jeśli chociaż jeden z segmentów jest zacieniony. Nie jest to poważny problem, ponieważ i tak dążymy do pełnego nasłonecznienia całości, warto mieć to jednak na uwadze. Jeśli chodzi o wagę, to jest ona słuszna i wynosi 1,4 kg. Panele z Action są znacznie lżejsze. A zarazem znacznie gorsze, więc najwyraźniej jakość ma swój ciężar.  Podsumowanie Czy jest to najlepszy panel, jaki testowałem? Tak. A zarazem najdroższy. Czy jednak różnica w cenie w porównaniu do konkurencji z Action uzasadnia ten zakup? Jak najbardziej. Różnica pod względem jakości i możliwości panelu jest kolosalna. Znacznie lepiej jest dołożyć, nawet do tej 4-krotnie wyższej kwoty i kupić panel od EcoFlow, bo pod względem jakości dosłownie miażdży konkurenta.  [SALE-5711] [SALE-5712]

5
PAWEł MARETYCZ
1.

Popularne porównania