Publicystyka
12:02
Co daje Palikot za 1,2 mln zł? Dotarliśmy do korespondencji
Janusz Palikot nie pozwala o sobie zapomnieć. Zaledwie kilka miesięcy temu żalił się na łamach książki, że w areszcie nie jadł rzodkiewki, szczypiorku i bakłażana. Teraz szuka inwestorów, którzy pomogą mu zbudować internetowe media.
Bliżej tego pana przedstawiać chyba nie trzeba. Były polityk, przedsiębiorca, filozof, miłośnik kulinariów, influencer, a do tego człowiek z prokuratorskimi zarzutami dot. m.in. oszustwa. Afera, w którą jest uwikłany, obejmuje tysiące osób i wiele milionów złotych. Biznesmen spędził w areszcie z tego tytułu kilka miesięcy, co zaowocowało wydaniem książki o wdzięcznym tytule „Dziennik z więzienia". I mogłoby się wydawać, że na tym sprawa się zakończy. Tymczasem…
Upadły biznesmen obiecuje popiół i diament
Niedawno Janusz Palikot ogłosił za pośrednictwem platform społecznościowych chęć tworzenia mediów. Konkretnie niezależnych mediów. Bo tych w Polsce brakuje. Nowy podmiot miałby służyć ludziom, „którzy nic nie mają, którzy wszystko stracili". Takim jak Palikot. Biznesmen zapowiedział zmianę układu sił w Polsce. Zakończył z przytupem, deklarując popiół i diament. Ten pierwszy dla adwersarzy. Drugi dla siebie i potencjalnych partnerów.
https://x.com/Palikot_Janusz/status/2046525698064392401?proportion=1.74
Tak się składa, że potencjalny partner zgłosił się do naszej redakcji i opowiedział, co i za ile oferuje dzisiaj Janusz Palikot.
Zainteresował mnie filmik z Palikotem, który zobaczyłem w sieci, więc po prostu do niego napisałem i zapytałem, czego potrzebuje. Bo na tamtym etapie nie wiedziałem, czy chodzi tylko o kasę, czy może kogoś szuka do robienia tych materiałów albo jeszcze innych rzeczy. Byłem mocno zaskoczony, bo odzew nastąpił bardzo szybko i nie było tam żadnych podchodów. W pierwszym zdaniu przeczytałem, że mogę zainwestować w rozwój kanału JestemPalikot na YouTube
– wyjaśnia nasz rozmówca, który chce pozostać anonimowy.
Dopiero zaczął, a już takie wyniki...
Potencjalny inwestor dowiedział się od Janusza Palikota, że w pierwszej fazie biznes ma funkcjonować jako podcast. Powinno to potrwać do dziewięciu miesięcy. Potem medium ma być przekształcane w telewizję internetową z m.in. programami na żywo. Nasz informator został zapewniony, że to projekt, który w pierwszej kolejności ma przynosić zyski, ale jednocześnie zapewni też inne korzyści: od społecznych, przez marketingowe, po polityczne.
https://x.com/Palikot_Janusz/status/2046159336112632127?proportion=1.56
Twórca kanału zadeklarował, że w samym marcu łączna „klikalność” jego materiałów osiągnęła poziom 22 mln. Złożyły się na to miliony wyświetleń na Facebooku, Instagramie czy TikToku. Kanał na YT w ciągu kilku dni zyskał 1 tys. subskrybentów (obecnie niemal 3 tys.). Palikot zapewnił naszego rozmówcę, że wyniki te osiągnięto "w pełni organicznie, bez sponsorowania".
Kanał rozwijany jest w modelu, w którym TikTok, Instagram i Facebook pełnią funkcję silników zasięgu. Krótkie formy generują milionowe wyświetlenia i są wykorzystywane do kierowania ruchu na YouTube, który jest głównym kanałem projektu. To właśnie na YouTube publikowane są pełne rozmowy i materiały długie, które stanowią podstawę monetyzacji poprzez AdSense oraz współprace sponsorskie. Dzięki temu cały ruch z pozostałych platform jest konwertowany na realną wartość biznesową
– tak w mailu do naszego rozmówcy pomysł na biznes tłumaczy sam Janusz Palikot.
Janusz Palikot nie może narzekać na brak rozmówców
Niektórzy zastanawiają się pewnie, czy po "perypetiach", jakie biznesmen zaserwował sobie i wielu innym osobom, znajdą się chętni, by nagrywać te rozmowy. Okazuje się, że takich ludzi nie brakuje. Na liście znaleźć można np. dwóch byłych prezydentów, czyli Lecha Wałęsę i Bronisława Komorowskiego. Opublikowano też materiały z Agnieszką Holland, Krzysztofem Rutkowskim czy Andrzejem Gąsiorowskim. Mało? Spokojnie, z deklaracji autora kanału wynika, że nagrane są już kolejne rozmowy, jest też lista osób umówionych na spotkanie. Widzowie mogą się spodziewać Adama Gesslera, Dody, Maty, Adama Michnika, Sentino, Jacka Poniedziałka, Mai Komorowskiej, Maszy Potockiej, Martyny Piętki czy Wojciecha Olszańskiego. Porażający zestaw. Jak ujął to sam Palikot: "połączenie polityki, kultury, biznesu i kontrowersji daje bardzo szeroki zasięg i wysoką klikalność”.
Będą kanapki. I sukces na miarę Żurnalisty
Co ciekawe, Janusz Palikot nie zamierza się ograniczać do prowadzenia rozmów. Drugim mocnym formatem na kanale będą kulinaria. Już teraz można się dowiedzieć od upadłego milionera, jak grillować szparagi, poznać przepis na hekele czy kanapkę wenecką. A także "zupę, która zmieni twoje życie”. Możliwe, że pozycja Roberta Makłowicza jest zagrożona. Ewa Wachowicz powinna chować garnki. Bezpieczna może czuć się tylko Ania Gotuje…
Mnie w tym wszystkim najbardziej zdziwiły częste odwołania do innych kanałów. Palikot w swoim mailu kilka razy wymieniał Żurnalistę, przywołał też biznes Stanowskiego czy jakiegoś Szalonego Reportera, którego ja nawet nie kojarzę. Twierdził np., że Żurnalista miesięcznie ma pół miliona przychodów. Ja tego nie sprawdzałem, ale wiem, że coś tam ostatnio mówiło się o jego zarobkach. I mam wrażenie, że były mniejsze. Te opowieści oczywiście nie były przypadkowe, to była analogia dla biznesu, w który miałem zainwestować. Roztoczono przede mną wizję świetnych wyników w krótkim czasie
– opowiada nasz informator.
https://x.com/Palikot_Janusz/status/2049501568777474545?proportion=1.5
Pół Palikota za 1,2 mln zł — oferta last minute
Na papierze faktycznie wygląda to nieźle. Z wyliczeń Janusza Palikota wynika, że już niebawem przychody kanału mogą sięgnąć 140 tys. zł, z czego aż 120 tys. zł będzie pochodzić od sponsorów. Pod koniec roku te wyniki powinny być znacznie lepsze i przekroczyć 700 tys. zł. Złożą się na to po połowie wpływy od sponsorów i z reklam wyświetlanych na YT. I tu ważne zastrzeżenie: te założenia nie obejmują wpływów za PR, czyli opłacone rozmowy.
Pan Janusz mnie tam nieźle czarował tymi możliwymi wynikami. W końcu przeszedł do propozycji biznesowej. Dowiedziałem się, że za 1,2 mln zł mogę mieć 50 proc. udziałów w tym projekcie. To była propozycja "ekstremalnie unikatowa", jak to ujęto w mailu. Przeczytałem też, że ryzyko jest ograniczone, bo najpierw inwestuje się mniejsze kwoty, mowa była o 60 tys. zł. A jeśli osiągane są kolejne progi w rozwoju, to można objąć nowe udziały. Zostałem zapewniony, że zainwestowane pieniądze pozostaną w spółce i będą wypłacane sukcesywnie. Pan Janusz przekonywał mnie, że oferta jest tak atrakcyjna, bo on znalazł się w trudnej sytuacji. Jednocześnie zapewniał, że potencjał jest wielki, bo z tym projektem można wyjść poza Polskę
– wyjaśnia niedoszły inwestor Janusza Palikota.
Janusz Palikot unika odpowiedzi na trudne pytania
Skontaktowaliśmy się z byłym politykiem. Był zainteresowany rozmową. Przesłaliśmy pytania dot. nowego biznesu. Chcieliśmy się dowiedzieć m.in. czy Palikot posiada już inwestorów oraz reklamodawców, czy zamierza budować kanał samodzielnie i na ile wycenia koszty prowadzenia tego biznesu.
Odpowiedzi miały nadejść niebawem, ale ostatecznie się nie pojawiły. Jeśli się ich doczekamy, oczywiście uzupełnię tekst. Od naszego informatora wiemy już natomiast, że Janusz Palikot miesięczne koszty prowadzenia biznesu na tym etapie wycenił na maksymalnie 100 tys. zł. Ale z możliwością dużej redukcji po zakupie własnego sprzętu.
Mnie te wydatki trochę zdziwiły, więc o nie szybko zapytałem. Podobnie jak o reklamodawców czy innych inwestorów. Miałem wątpliwości i drążyłem. Odpowiedzi na pytania nie dostałem, zamiast tego pan Janusz zaproponował spotkanie. Bo nie miał pewności, czy chcę inwestować czy może jestem "źle nastawionym dziennikarzem". I ja pewnie bym się spotkał, ale nie na tym etapie. Bo najpierw chcę się dowiedzieć czegoś sensownego o biznesie. A nie czytać czy słuchać o jakimś Żurnaliście. Niestety, kontakt się urwał, nie z mojej winy. Na ten moment mnie to wszystko jakoś średnio pachnie
– kończy niedoszły inwestor.
https://x.com/Palikot_Janusz/status/2046901860066345239?proportion=1.56
Nie można wykluczać, że Janusz Palikot mnie samego też wziął za „źle nastawionych dziennikarzy” i stąd brak odpowiedzi. W tym miejscu deklarujemy jednak, że czekamy na zapowiedziane popiół i diament. Oby tym razem do sprawy nie musiał wkraczać prokurator.
MACIEJ SIKORSKI