Felietony
18:02
Kto powinien kupić Samsunga Galaxy Z Flip8? Odpowiedź jest prosta
Samsung Galaxy Z Flip8 to fajny telefon, ale ma jeden problem – dla kogo właściwie został zaprojektowany?
Nie wiem jak Wy, ale ja już dawno wyrzuciłem mój kalendarz – zamiast tego odmierzam czas na podstawie harmonogramu premier firmy Samsung. Jako że Koreańczycy właśnie zaprezentowali swoje nowe składane smartfony, to wiem, że mamy środek lata – obstawiam przełom lipca i sierpnia.
Bardziej interesujące są jednak same urządzenia, które właśnie zaprezentowano. Dostaliśmy wyjątkowo aż trzy modele: Samsung Galaxy Z Fold8, Z Fold8 Ultra i Z Flip8. O ile jednak uwaga mediów skupiać się będzie prawdopodobnie na tej pierwszej dwójce, o tyle mnie znacznie bardziej zaintrygował Flip. Głównie dlatego, że za żadne skarby nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie, do kogo tak właściwie ten telefon ma być skierowany.
W przypadku nowych Foldów sprawa jest jasna. Mówimy tu o produktach klasy premium. Najmocniejszy procesor na rynku (Qualcomm Snapdragon 8 Elite), świetne aparaty, wyświetlacze rozkładające się do odpowiednio 7,6” i 8,0” przy zachowaniu „tabletowych” proporcji – nie trzeba się długo zastanawiać, by znaleźć profil osoby gotowej do tego wszystkiego dopłacić. To telefony stworzone dla poweruserów – czy to entuzjastów, czy też osób utrzymujących się z tworzenia treści albo traktujących smartfon jako realną alternatywę dla laptopa. Grono może i niezbyt szerokie, ale przynajmniej jasno nakreślone.
Ale w przypadku Samsunga Galaxy Z Flip8 sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.
Wymagającym użytkownikom wstęp wzbroniony
Bo trzeba pamiętać, że Samsung Galaxy Z Flip8 nie jest tylko Foldem w nieco innej obudowie. Przykładowo, nie znajdziemy tu topowego Snapdragona w roli procesora. Zamiast tego sercem nowego Flipa jest Samsung Exynos 2600. Dostajemy maksymalnie 512 GB pamięci wewnętrznej, akumulator o pojemności raptem 4300 mAh i najgorszą z całej trójki konfigurację aparatów z „oczkami” o rozdzielczościach 50 oraz 12 Mpix.
Już nie mówię o tym, że nawet przyzwoitej technologii ładowania producent pożałował. Samsung Galaxy Z Flip8 pociągnie z gniazdka maksymalnie 25 W, co jest w 2026 roku wartością żałosną. Napisałbym „śmieszną”, tylko po tylu latach traktowania przez Koreańczyków szybkiego ładowania jako jakiś luksus to już nawet nie bawi. Dla porównania, taka Motorola Edge 60 Fusion kosztuje 1200 zł, radzi sobie z mocą 68 W i nawet nie jest pod tym względem jakaś wyjątkowa – to po prostu pierwszy z brzegu przykład. Ba, nawet zeszłoroczny Samsung Galaxy A56, kosztujący ułamek tego, co nowy Flip, miał 45 W.
Zmierzam do tego, że to zdecydowanie nie jest sprzęt dla poweruserów. Zresztą wynika to już po trochu z samej konstrukcji urządzenia, bo choć tutejszy wyświetlacz ma po rozłożeniu 6,9”, to przy proporcjach rzędu 21:9 bynajmniej nie został zaprojektowany z myślą o multitaskingu.
Najnudniejszy modny gadżet na rynku
W takim razie co ma do zaoferowania Samsung Galaxy Z Flip8, czego nie miałyby inne telefony? Na pewno jest od większości z nich bardziej kompaktowy. Zresztą mniejsze rozmiary to jedna z kluczowych różnic względem Galaxy Z Flip7, którą producent podkreślał przy okazji premierowych pokazów telefonu. Nowy model po złożeniu ma 13,1 mm grubości, czyli jest od poprzednika o 0,6 mm cieńszy.
Świetne wrażenie robią same wyświetlacze. Dostajemy dwa ekrany AMOLED o bardzo dobrych parametrach. Ten w środku to panel Dynamic AMOLED 2X o przekątnej 6,9”, a na zewnątrz mamy panel Super AMOLED o przekątnej 4,1”. Obydwa mogą się pochwalić świetnymi kolorami, wysoką jasnością maksymalną i odświeżaniem do 120 Hz. Z dwójki podoba mi się zwłaszcza panel na klapce, który wypełnia całą jej powierzchnię. Wygląda to naprawdę super i, jak podejrzewam, potrafi być bardzo praktyczne.
Świetne wrażenie robi także jakość wykonania telefonu. Jak to u Koreańczyków, dostajemy aluminium, szkło i świetne spasowanie elementów. Do tego zawias, który pracuje gładko, ale bardzo solidnie. To już kompletnie inna liga niż „rozklekotane” składaki, z którymi mieliśmy do czynienia jeszcze kilka lat temu. Samsung Galaxy Z Flip8 śmiało mógłby aspirować do miana luksusowego gadżetu, tylko jeśli tak… to czemu jest taki nudny?
Czy da się to zrobić lepiej? Jeszcze jak!
Mam aktualnie na biurku Motorolę RAZR 70 Ultra. Telefon od kilku miesięcy jest w sklepachi kosztuje porównywalne pieniądze do nowego Flipa. O ile jednak telefon Koreańczyków jest kanciasty i pozbawiony jakichkolwiek ciekawszych elementów stylistycznych, o tyle Motka od pierwszych chwil przykuwa wzrok swoimi drewnianymi pleckami i ciekawszą, mniej „kanciastą” bryłą. Jeśli główną rolą składanego smartfonu z klapką ma być wyglądanie, to z przykrością stwierdzam, że Samsung Galaxy Z Flip8 przegrywa w przedbiegach. Nie jest brzydki, ale bycie nijakim zdecydowanie tutaj nie wystarcza.
Już nie wspomnę o tym, że inżynierom z Motoroli bez trudu udało się w zbliżonej konstrukcji zmieścić Snapdragona 8 Elite, większy akumulator i – przynajmniej na papierze – lepszy aparat. Jako produkt premium Samsung Galaxy Z Flip8 wydaje się nie mieć wiele do zaoferowania poza rozpoznawalnym logo i smukłą sylwetką.
Składak dla ludu?
Ale może źle na to patrzę? Może nowego Flipa Koreańczyków nie należy wcale traktować jako klasy premium i telefonu aspiracyjnego? Słuchając przedstawicieli producenta odniosłem wrażenie, że najchętniej widzieliby Samsunga Galaxy Z Flip8 jako telefon „dla ludzi”. Wiecie, taki powrót do czasów, kiedy każdy mógł sobie pozwolić na telefon z klapką, bo fajnie wyglądał. W takiej sytuacji nie chodzi już o to, czy mamy na pokładzie najmocniejszy procesor albo ekskluzywne fajerwerki. Patrząc w ten sposób, nawet design przestaje być „nudny”, a zaczyna być „uniwersalny”.
I wiecie co? Bardzo mi się to podoba. Cieszę się, że doczekałem czasów, kiedy mojej żonie obok kolejnej generacji Samsunga Galaxy A50 mogę zaproponować to samo, tylko w ciekawszej obudowie. Cieszę się, że minęły już czasy dominacji identycznych „kafelek”, a składane telefony wreszcie zaczęły być pozycjonowane jako sprzęt dla Kowalskiego. Cieszę się, że choć ceny pierwszych składaków potrafiły przyprawić o ból głowy, nowego Samsunga Galaxy Z Flip8 można mieć za rozsądne… 5700 zł!? I TO ZA TAŃSZĄ WERSJĘ!?
Nie, wiecie co? Zapomnijcie, że cokolwiek pisałem. Przy tej cenie i specyfikacji Samsung Galaxy Z Flip8 chyba pozostanie telefonem dla nikogo. Ale czy to ważne? Mnie i tak się podoba, a ze swojej kieszeni bynajmniej bym go nie wyrzucił.
[SALE-6324]
ARKADIUSZ BAłA