Dyson Spot+Scrub Ai - bez worków, za to z cyklonami (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 16:16

Dyson Spot+Scrub Ai - bez worków, za to z cyklonami (test)

Przy kwocie 4 tys. zł za robota sprzątającego mam prawo wymagać od sprzętu naprawdę wiele. Dyson, legenda w świecie odkurzaczy pionowych czy suszarek do włosów zwykle podąża własnymi ścieżkami. Przekonajmy się, jakie nieszablonowe rozwiązania zmieścił w najnowszym Dyson Spot+Scrub Ai. Zerknijmy najpierw na specyfikację Dyson Spot+Scrub Ai Moc ssania: 18 000 Pa (wykorzystuje silnik "cyfrowy" z funkcją automatycznego zwiększania mocy nawet 4-krotnie po wjechaniu na dywan). Czas pracy: do 200 minut na jednym ładowaniu. Czas ładowania: 3 godziny (180 minut). Poziom hałasu: 76 dB. Wymiary robota: 37,3 cm (szerokość) x 37,3 cm (długość) x 11 cm (wysokość). Masa robota: 6,6 kg. Pojemnik na kurz (w robocie): 0,25 l. Pojemnik na czystą wodę (w robocie): 0,3 l. Pojemnik na kurz (w stacji): 3 l (bezworkowa oparta na cyklonach Dyson; pozwala na bezobsługowe magazynowanie suchych zanieczyszczeń nawet do 100 dni). Filtracja: Podwójny system filtrów (w robocie i stacji) wychwytuje mikroskopijne cząsteczki kurzu o wielkości zaledwie 0,1 mikrometra. System czujników: Podwójny LiDAR oraz zestaw 24 czujników. Robot skanuje swoje otoczenie 7 razy na sekundę, inteligentnie mapując dom i omijając przeszkody. Mycie gorącą wodą: Zanieczyszczony wałek mopujący jest po skończonej pracy prany w stacji wodą podgrzaną do 60°C, co ułatwia rozpuszczanie uporczywych zabrudzeń. Suszenie ciepłym powietrzem: Po umyciu, wilgotny wałek jest suszony powietrzem o temperaturze 45°C. Eliminuje to wilgoć, namnażanie się bakterii i powstawanie nieprzyjemnych zapachów. Detekcja plam AI: Kamera HD i sztuczna inteligencja rozpoznają ponad 100 rodzajów plam i zabrudzeń (zarówno suchych, jak i mokrych). Robot automatycznie dostosowuje moc i ponawia mycie w jednym miejscu (nawet do 15 przejazdów), dopóki plama nie zniknie. Podświetlenie kurzu: Precyzyjna, zielona wiązka światła (znana z odkurzaczy pionowych Dyson) uwidaczniająca niewidoczny gołym okiem pył na twardych podłogach. Aktywny wałek mopujący: Myje podłogi, samoczynnie oczyszczając się przy każdym obrocie. Automatycznie unosi się po wykryciu dywanu, aby go nie zmoczyć. Czyszczenie krawędzi: Boczna szczotka automatycznie wysuwa się na 40 mm, docierając do samego brzegu ścian i listew przypodłogowych. Szczotka główna: Silikonowy wałek w kształcie Chevronu, zaprojektowany tak, aby minimalizować plątanie się długich włosów i sierści. Prywatność: System AI analizuje obrazy lokalnie w środowisku robota (nie wysyła nagrań z kamery do chmury). Aplikacja MyDyson: Umożliwia śledzenie robota w czasie rzeczywistym, zarządzanie mapami 2D i 3D, ustalanie harmonogramów i sprawdzanie, gdzie system wykrył najcięższe zabrudzenia. Na papierze robot Dyson Spot+Scrub Ai nie bije rekordów. 18 tys. Pa nie robi na nikim wrażenia w 2026 roku — to już wartości znane z robotów w segmencie nawet do 2000 zł. Podobnie jak pranie mopa w 60 stopniach — są roboty zmywające w tej temperaturze, a piorące w aż 100 stopniach Celsjusza. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich modelach, do czynienia mamy przy tym ze sprzętem dużym — wielki jest sam robot, jak i jego stacja. Szczególną uwagę warto zwrócić na wysokość urządzenia wynoszącą 11 cm — nie wjedzie on pod cokoły szafek w popularnych standardach, będzie miał też problem z wjechaniem pod niskie sofy. Na plus zdecydowanie działa oparty na cyklonach system obierania śmieci z robota, który nie wymaga korzystania z worków. To bardzo ekologiczne podejście i przy okazji zerowy koszt eksploatacji. Od razu uprzedzę też, że producent wyciągnął lekcję z niesławnych nawigacyjnie poprzednich konstrukcji i zarówno mapowanie pomieszczeń, jak i zbierane w czasie rzeczywistym aktualizacje położenia mebli i innych obiektów działają w tym modelu wzorcowo. Nie należy przy tym zrażać się suchą specyfikacją, która często ma się nijak do faktycznych osiągów odkurzaczy. Chińskie marki lubią sobie czasem coś tam podkoloryzować, a Dyson ma reputacji firmy, która nie musi się uciekać do naginania rzeczywistości. [SALE-5588] [SALE-5589] [SALE-5590] Najważniejsze, czyli odkurzanie Przejdźmy do najważniejszego: zbierania brudu. Pod tym względem Dyson Spot+Scrub Ai udowadnia, dlaczego marka od lat uchodzi za pioniera w dziedzinie przepływu powietrza. Dzięki potężnemu silnikowi robot generuje w trybie maksymalnym solidne 18 000 Pa mocy ssania — nie jest to może rynkowy rekord, ale już solidna podstawa skutecznego odkurzania. Zapożyczony z pionowych modeli (jak Dyson V15 Detect) moduł z zielonym światłem został zintegrowany na froncie robota. Laser oświetla podłogę pod precyzyjnym kątem, uwidaczniając mikroskopijny kurz, którego nie da się dostrzec gołym okiem. W połączeniu z kamerą HD oraz procesorem AI, sprzęt w czasie rzeczywistym analizuje stopień zabrudzenia podłogi. Jeśli wykryje duże skupisko kurzu, automatycznie zwalnia i zwiększa obroty silnika, upewniając się, że niczego nie ominął. Robot doskonale radzi sobie z drobnym pyłem, okruchami i piaskiem wręcz perfekcyjnie. Odkurzacz automatycznie rozpoznaje miękkie powierzchnie i potrafi zwiększyć siłę ssania nawet czterokrotnie, gdy tylko wjedzie na dywan. Główna szczotka została zaprojektowana tak, aby minimalizować plątanie się włosów. Użytkownicy posiadający zwierzęta domowe (zwłaszcza te długowłose) szybko docenią fakt, że nie trzeba z nożyczkami w ręku wycinać zaplątanej sierści z wałka. Szczotka ma asymetryczną budowę, która transportuje włosy prosto do zbiornika. Aby zabezpieczyć dywany przed zmoczeniem, mechanizm natychmiastowo podnosi moduł mopujący, gdy czujniki wykryją zmianę podłoża. W kwestii czyszczenia krawędzi Dyson zastosował dwie obrotowe szczotki boczne, które dobrze radzą sobie z wygarnianiem zanieczyszczeń z rogów pokoi. Należy jednak pamiętać, że przez swoją grubość i okrągły kształt, urządzenie nie zawsze dotrze w najgłębsze zakamarki geometrycznych kątów. Co warto przy tym podkreślić, szczotki Dysona są ogromne na tle konkurencji i choć robot nie wszędzie wjedzie, to sięga nimi zaskakująco daleko. Potrafił podczas testów np. dostać się pod metalowe stopy biurka z Ikei, co dla innych modeli było często nieosiągalne. Na minus należy zaliczyć natomiast brak szczotki z wysuwanym ramieniem, rozwiązania z powodzeniem stosowanego u konkurentów. Jedynym przeciwnikiem, który zakłopotał Dyson Spot+Scrub Ai była wycieraczka z włókna kokosowego. Robot uparcie ją przesuwał i potrafił się na niej zawiesić piłując w nieskończoność włókna. Podobne zdzieranie wycieraczki odnotowałem w Eufy E28, z kolei Dreame Aqua10 Ultra Roller próbował z niej zeskakiwać podnosząc kółka. Możemy oczywiście oznaczyć wycieraczkę jako strefę bez dostępu dla robota lub zainwestować w coś niższego i trudniej przesuwającego się. Finalnie zadane do posprzątania pomieszczenia były skutecznie pozbawione suchych zabrudzeń, a głośność urządzenia nie dawała się we znaki podczas samego sprzątania (ryknięcie cyklonami podczas przepompowywania kurzu to inna historia). Maszyna faktycznie wykrywa większe zabrudzenia i do nich wraca, gdy zajdzie taka potrzeba. Przezroczysta komora cyklonów (jest ich aż 10) w stacji dokującej pozwala na szybko ocenić poziom wypełnienia zbiornika, ale też czyni nasz nowy „mebel” trochę mniej atrakcyjnym wizualnie. Mnie podczas testów brakowało już ścian na kolejne roboty, więc zerkałem na tę komorę dość często, natomiast w typowym użytkowaniu robot raczej będzie gdzieś schowany i nie będzie się prężyć na środku salonu. To istotne, szczególnie gdy zamierzamy intensywnie używać mopa, by później nie słuchać jego wielogodzinnego suszenia. Mopowanie? Całkiem udane Dyson nie poszedł na skróty. Wiele starszych robotów jedynie ciągnie za sobą wilgotną szmatkę. Tymczasem słowo "Scrub" w nazwie nowego modelu nie jest tylko chwytem marketingowym. Robot został wyposażony w obrotowy wałek myjący z 12 punktami rozprowadzania wody, który oferuje zadowalające rezultaty w czyszczeniu twardych posadzek, płytek czy paneli. Główną gwiazdą tego trybu jest moduł AI odpowiedzialny za detekcję plam. Gdy kamera wykryje na podłodze zanieczyszczenie — czy to wylane wino, plamę po kawie, czy przyklejony i zaschnięty sos — robot nie zadowala się jednym przejazdem. Potrafi podjechać do plamy i wykonać do 15 precyzyjnych przejazdów w różnym kierunku, dopóki oprogramowanie nie upewni się, że podłoga lśni czystością. Co więcej, sprzęt dba o higienę podczas samej pracy. Wałek jest stale zwilżany czystą wodą z wbudowanego zbiornika, podczas gdy wewnętrzna wycieraczka w robocie natychmiastowo ściąga i odsysa brudną ciecz do oddzielnego pojemnika. Dzięki temu unikamy ryzyka rozmazywania brudu na dużych przestrzeniach. Wyróżnia się również wysuwany na 40 mm wałek krawędziowy. Pozwala on na mycie podłogi dosłownie kilka milimetrów od listew przypodłogowych, eliminując charakterystyczny dla wielu robotów suchy margines brudu wzdłuż ścian. Gdy cykl się kończy, robot wraca do bazy. Tam następuje pranie wałka wodą podgrzaną do 60°C, co skutecznie rozpuszcza tłuszcz zebrany w kuchni. Następnie wałek przechodzi cykl suszenia ciepłym powietrzem o temperaturze 45°C. Jest to proces z jednej strony niezbyt głośny, ale dość długi, nieco brzęczący i może przeszkadzać, gdy ktoś np. postanowi się zdrzemnąć w pomieszczeniu, gdzie stoi robot. Czas suszenia możemy ustawić na 3, 4 lub 5 godzin. Podczas testów nie zauważyłem, by z robota wydostawały się jakieś nieprzyjemne zapachy, system działa więc skutecznie. Co warto dodać, jonami srebra dezynfekowana jest też sama czysta woda. Gdzieś to już widziałem Patrząc na niezłe działanie Dyson Spot+Scrub Ai łatwo można dojść do wniosku, że brytyjska firma skorzystała tym razem z pomocy podwykonawcy, by podobnie jak zrobił to iRobot, dogonić rozpędzoną azjatycką konkurencję. W sieci można znaleźć informacje, że konstrukcja Dysona bazuje na rozwiązaniach chińskiego ODM Shenzhen Picea Robotics, a dokładnie na modelu R2 ODM. Choć nie zabrakło tutaj charakterystycznych dla Dysona akcentów (duży filtr powietrza, zielony laser), to już konstrukcja kół czy szczotek bocznych bardzo przypomina te np. w robotach Eufy, a więc firmy, która korzysta z pomocy Picea. W 100% oryginalna wydaje się natomiast stacja, z dominującym centralnie systemem bezworkowym Dysona. W ogólnym rozrachunku skorzystanie z pomocy Picea wyszło w moim zdaniem na plus, a wkład własny producenta jest na tyle duży, by Dyson Spot+Scrub Ai pozostał sprzętem premium. Aplikacja i nawigacja O ile poprzednie modele Dysona miewały problemy z powrotem do stacji, tutaj tego raczej nie doświadczymy, o ile nie wlezie do niej np. kot. Robot porusza się wyjątkowo sprawnie, z gracją przemykając pomiędzy meblami, tak by ich nie zniszczyć. Nie jest to głupa zabawka, która wbije się w stojące na podłodze lustro, ani poddenerwowane Eufy z impetem wjeżdżające w nogi stołów. Jest to przy tym o tyle zaskakujące, że to relatywnie duża maszyna, która z gracją powinna mieć więcej problemów niż mniejsi konkurenci. Aplikacja MyDyson z jednej strony jest kompletna, z drugiej zaś wymaga przyzwyczajenia dla użytkowników innych systemów. Po rozpoznaniu pomieszczeń możemy wybrać kolejność ich sprzątania i ustalić dla każdego, czy ma być to odkurzanie i jednoczesne mycie, samo odkurzanie, samo mycie lub najpierw odkurzanie, a potem mycie. Nie można po prostu zażyczyć sobie odkurzania całego mieszkania, mamy ciągłe przechodzenie przez konfigurator w każdym z pokoi, z dodatkowymi nastawami odkurzania (auto, szybki, cichy, zwiększona wydajność), poziomem wody mopa (niski, średni, wysoka) oraz z przejściami mopa (1 lub 2). Nie zabrakło natomiast istotnego w przypadku mopów ustawienia częstotliwości samoczyszczenia (co 15 minut, co 30 minut lub Tylko w razie potrzeby), a z asystentów do sterowania głosem mamy do wyboru Alexę i Google Home. [gallery][img]255384[/img][img]255383[/img][img]255369[/img][img]255388[/img][img]255371[/img][img]255373[/img][img]255372[/img][img]255376[/img][img]255382[/img][img]255379[/img][img]255389[/img][img]255381[/img][img]255377[/img][img]255391[/img][img]255380[/img][img]255374[/img][img]255375[/img][img]255396[/img][img]undefined[/img][img]255368[/img][img]255394[/img][img]255390[/img][img]255393[/img][img]255386[/img][img]255378[/img][img]255385[/img][img]255387[/img][img]255370[/img][img]255395[/img][/gallery] Podsumowanie Dyson Spot+Scrub Ai to porządny robot mopujący i, uwzględniając jego cenę, dość przeciętny robot odkurzający. Nie znajdziemy tutaj rekordowej mocy ssania, jak miało to miejsce przy premierze Dysona 360 Vis Nav, lecz bardziej dobijanie do rynkowego standardu, mocno zawyżonego produktami konkurencji. Choć niewątpliwie Dyson korzystał z pomocy podwykonawcy, nie można firmie odmówić szerokiego wkładu własnego w produkt. Od zaawansowanej nawigacji, przez zielony laser, filtrację i potężny system cyklonów w stacji dokującej, po rozbudowane funkcje AI, w tym rozpoznawanie zabrudzeń. W większości scenariuszy Dyson Spot+Scrub Ai wywiązywał się z powierzonych mu zadań bardzo dobrze, a podobnie jak w przypadku produktów Narvala urzeka tutaj wychodzenie poza schemat i doczyszczanie większych zabrudzeń do skutku. Z racji gabarytów stacji i samego robota, raczej nowość Dysona widziałbym w domach, a nie w ciasnych mieszkaniach. Szczególnie w takich, w których dodatkowo trzymamy czworonogi. Producent zdążył już skorygować cenę urządzenia i w moim odczuciu jest teraz bardziej adekwatna do jego możliwości. Dużą wygodą okazuje się bezworkowy charakter sprzętu - 10 cyklonów zasysa brud do dużego pojemnika, który przyjdzie nam opróżniać raz na 100 dni. Nie ma tym samym zamawiania w panice worków na Allegro, wystarczy kubeł na śmieci i butelka dedykowanego płynu do podłóg, reszta dzieje się sama. Co warto podkreślić, znane z poprzednika kłopoty z nawigacją to przeszłość. Robot Dysona dorównuje konkurencji, a od niektórych modeli jest wręcz subtelniejszy, stroniąc od niepotrzebnego obijania mebli czy suwania po listwach przypodłogowych. Gdyby tak tylko jeszcze udało się go trochę odchudzić i dołożyć kolejne 10 tys. Pa... Moja ocena końcowa to 7/10. [SALE-5588] [SALE-5589] [SALE-5590]

0
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Serwerownia w kosmosie. Musk odpala projekt AI1
Kosmos 18:21

Serwerownia w kosmosie. Musk odpala projekt AI1

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Katastrofa po aktualizacji. Bateria w Galaxy Z Fold7 znika w oczach
Oprogramowanie 17:34

Katastrofa po aktualizacji. Bateria w Galaxy Z Fold7 znika w oczach

3
MARIAN SZUTIAK
1.
iPhone 13 z problemami. System zwalnia, a zużycie baterii przyspiesza
Oprogramowanie 16:55

iPhone 13 z problemami. System zwalnia, a zużycie baterii przyspiesza

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Rockowa dusza, 40 h grania i wygląd gitarowego piecyka. Oto Marshall Stockwell III
Sprzęt 15:46

Rockowa dusza, 40 h grania i wygląd gitarowego piecyka. Oto Marshall Stockwell III

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
USA kontra Chiny. Pentagon banuje kolejne firmy
Bezpieczeństwo 15:12

USA kontra Chiny. Pentagon banuje kolejne firmy

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Najlepszy konkurent "Gwiezdnych Wojen" to nadal serial od Apple TV
Telewizja i VoD 12:36

Najlepszy konkurent "Gwiezdnych Wojen" to nadal serial od Apple TV

2
ANNA KOPEć
1.
mObywatel z przydatną nowością. Jest mała, ale skorzystają wszyscy
Aplikacje 12:03

mObywatel z przydatną nowością. Jest mała, ale skorzystają wszyscy

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Rząd bierze się za BLIKA. Będzie nowy obowiązek
Płatności bezgotówkowe 11:32

Rząd bierze się za BLIKA. Będzie nowy obowiązek

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
T-Mobile rozdaje pieniądze, w Heyah też dostaniesz. I nic nie musisz robić
Wiadomości 11:04

T-Mobile rozdaje pieniądze, w Heyah też dostaniesz. I nic nie musisz robić

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Spotify idzie po więcej. Użytkownik skorzysta i to na swoich zasadach
Aplikacje 10:33

Spotify idzie po więcej. Użytkownik skorzysta i to na swoich zasadach

0
ANNA KOPEć
1.
Policja zaczai się na kierowców. Wielka akcja od poniedziałku 15 czerwca
Moto 09:32

Policja zaczai się na kierowców. Wielka akcja od poniedziałku 15 czerwca

0
ANNA KOPEć
1.
Ten serial rozbił bank. Finałowy sezon to tykająca bomba
Telewizja i VoD 08:58

Ten serial rozbił bank. Finałowy sezon to tykająca bomba

0
ANNA KOPEć
1.
Xbox Game Pass stracił miliony subskrybentów. Zdecydował jeden błąd
Gry 07:46

Xbox Game Pass stracił miliony subskrybentów. Zdecydował jeden błąd

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Masz konto w ING? Bank wydał pilny komunikat odnośnie do jutra
Płatności bezgotówkowe 07:15

Masz konto w ING? Bank wydał pilny komunikat odnośnie do jutra

8
ANNA KOPEć
1.
Apple Intelligence podejście trzecie. Tym razem może się udać
Aplikacje 08 CZE 2026

Apple Intelligence podejście trzecie. Tym razem może się udać

2
PATRYCJA KORBA
1.
iPhone właśnie stał się najlepszym telefonem dla dzieci
Aplikacje 08 CZE 2026

iPhone właśnie stał się najlepszym telefonem dla dzieci

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Siri AI zastępuje zwykłą Siri. W końcu używalny asystent
Tech 08 CZE 2026

Siri AI zastępuje zwykłą Siri. W końcu używalny asystent

0
PATRYCJA KORBA
1.
Europa odcięta od Siri AI - wszystko przez Unię Europejską
Aplikacje 08 CZE 2026

Europa odcięta od Siri AI - wszystko przez Unię Europejską

5
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Więcej nowości
Apple rozszerza App Store: Nowe narzędzia dla deweloperów na 2026 rok
Aplikacje 08 CZE 2026

Apple rozszerza App Store: Nowe narzędzia dla deweloperów na 2026 rok

Apple ogłosiło znaczący pakiet aktualizacji w ekosystemie App Store. Najnowsze zmiany mają na celu potężne wsparcie twórców aplikacji w zakresie marketingu, pozyskiwania użytkowników oraz skutecznej monetyzacji dzięki nowym modelom subskrypcji. Nowy wymiar marketingu i odkrywania aplikacji W App Store pojawią się tak zwane „Creative Assets” - bogate materiały graficzne i wideo, które wyświetlą się w nagłówkach stron produktowych i wynikach wyszukiwania. Pozwolą one deweloperom w jeszcze ciekawszy sposób promować swoją markę czy wyróżniać oferty sezonowe. Zarządzanie tymi plikami ułatwi nowa „Asset Library” (Biblioteka zasobów) zintegrowana z App Store Connect. Umożliwi ona szybkie wykorzystanie tych samych plików w różnych kampaniach oraz wysyłanie ich do weryfikacji przez zespół App Review całkowicie niezależnie od aktualizacji kodu samej aplikacji. Z punktu widzenia użytkowników ważną innowacją będą „Personalized Collections”, czyli spersonalizowane zbiory polecanych programów, dopasowane do indywidualnych zainteresowań. Zostaną one uzupełnione o „App Notes” - krótkie notatki od redakcji App Store, wyjaśniające, dlaczego dany tytuł znalazł się w zestawieniu. Pakiety i zakupy grupowe Prawdziwy przełom dotyczy płatności wspieranych przez środowisko StoreKit 2. Już jesienią ruszą subskrypcje na masową skalę (Volume purchasing) dla firm i szkół poprzez Apple Business Manager oraz Apple School Manager. Na zimę zaplanowano natomiast wdrożenie zakupów grupowych dla mniejszych zespołów – pozwolą one jednemu subskrybentowi na łatwe zapraszanie innych członków do współdzielonej licencji z poziomu jego konta. Kolejną dużą nowością są „App Store Bundles”. Umożliwią one deweloperom nawiązywanie współprac i tworzenie pakietów świetnych aplikacji od zupełnie różnych twórców w obniżonej, bardzo atrakcyjnej cenie. Narzędzia poszerzono również o „Retention Messaging”, pozwalające zaoferować klientowi zniżkę w momencie, gdy ten próbuje anulować płatną subskrypcję. Szybsza publikacja i lepsza ochrona najmłodszych Procedura oceny aplikacji (App Review) ulegnie uproszczeniu — deweloperzy zyskają opcję zgłaszania wielu produktów In-App Purchase w jednym zbiorczym pakiecie. Ogłoszono także, że oprogramowanie zgłaszane do Mac App Store nie musi już wspierać starszych procesorów Intel — teraz wystarczą pliki binarne skompilowane wyłącznie pod architekturę Apple Silicon. Apple pamięta również o najmłodszych. W nadchodzących systemach iOS 27, iPadOS 27 i macOS 27 wprowadzono „Time Allowances”. To rozwinięcie funkcji Czasu przed ekranem, dające rodzicom precyzyjne narzędzia do ustalania limitów na różne kategorie oprogramowania (np. gry czy media społecznościowe). Aby upewnić się, że mechanizm działa bezbłędnie, w lipcu zaktualizowana zostanie deweloperska ankieta klasyfikacji wiekowej.

0
PATRYCJA KORBA
1.

Więcej nowości

Xbox Series X25 w kolorze Translucent Green. Już ostrzę na nią zęby
Gry 08 CZE 2026

Xbox Series X25 w kolorze Translucent Green. Już ostrzę na nią zęby

Podczas wydarzenia Xbox Games Showcase 2026 Microsoft skupił się w dużej mierze na nowym oprogramowaniu, jednak to jedna zapowiedź sprzętowa niemal od razu skradła serca graczy. Mowa o Xbox Series X25 Limited Edition — pierwszej flagowej konsoli obecnej generacji o półprzezroczystym designie. Sentymentalny powrót do 2001 roku Urządzenie ubrano w kultowy odcień „OG Green”, co stanowi bezpośredni i niezwykle sentymentalny ukłon w stronę oryginalnego Xboksa z 2001 roku. Dla społeczności fanów i kolekcjonerów jest to absolutna gratka, w której każdy detal ma swoje głębokie uzasadnienie. Najbardziej wyrazistym nawiązaniem do przeszłości jest podświetlane na zielono logo „X” umieszczone na przycisku zasilania, które przy uruchamianiu wiernie odwzorowuje sekwencję startową klasycznej konsoli. Z kolei półprzezroczysta obudowa odsłaniająca wewnętrzne komponenty to nostalgiczny powrót do estetyki niezwykle popularnej w gamingowym świecie na początku lat dwutysięcznych. Idealnym dopełnieniem zestawu jest dedykowany pad - Xbox Wireless Controller X25 Special Edition. Wyposażono go w oryginalne kolory przycisków ABXY, natomiast jego bumpery oddają hołd czarno-białym guzikom ze słynnego, masywnego kontrolera „Duke”. Tył obudowy pada oraz klapka na baterie są całkowicie przezroczyste i skrywają wewnątrz klasyczne logo Xboksa. Urządzenie zadebiutuje na rynku osobno, już w październiku 2026 roku. Sprzęt bez zmian Należy wyraźnie podkreślić, że limitowana edycja X25 nie wprowadza żadnych ulepszeń sprzętowych ani wydajnościowych. Konsola posiada te same parametry co standardowy model Series X, włączając w to dysk o pojemności 1 TB. Ten ostatni element spotkał się z drobną krytyką – w dobie dzisiejszych produkcji, które nierzadko zajmują po 100-150 GB przestrzeni, pojemność 2 TB byłaby znacznie bardziej adekwatna dla tego typu edycji premium. Premiera całego zestawu zaplanowana jest na listopad 2026 roku, co idealnie pokrywa się z 25. rocznicą debiutu pierwszego Xboksa w Ameryce Północnej (21 listopada 2001 r.). Xbox Series X25 ma za zadanie zająć ważne, świąteczne okienko wydawnicze.

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.

Więcej nowości

Bieda-Pixel z lusterkiem do selfie. Test Realme 16 5G
Telepolis.pl
Testy sprzętu 07 CZE 2026

Bieda-Pixel z lusterkiem do selfie. Test Realme 16 5G

Realme 16 5G wchodzi do Polski etapami – na początek trafił do operatorów, niedługo w końcu doczeka się pełnego debiutu w wolnej sprzedaży w sklepach z elektroniką. To dobry moment, by wystawić mu ostateczną ocenę. O Realme 16 5G pisałem już w pierwszych wrażeniach pod koniec kwietnia, gdy smartfon  trafił do ofert operatorów Play, Plus i Orange. Z nie do końca zrozumiałych przyczyn producent wstrzymał pełną premierę aż do… lipca. Oczywiście istnieją różne strategie rynkowe, a podobne działania nie są tak do końca czymś nowym, ale problem w tym, że w Azji Realme 16 zadebiutował... już w styczniu. Sześć miesięcy później telefon trafi w kocu do Polaków. Hm... Dziwne podejście. U operatorów Realme 16 5G startował z ceną wejściową około 1600 zł, teraz jednak staniał do ok. 1400 zł. Na Allegro z europejskiej dystrybucji (nie z Realme Polska) można go upolować za około 1250 zł. Oficjalna, openmarketowa sprzedaż w lipcu ma się wiązać z atrakcyjną promocją, być może będą to porównywalne kwoty. Czy taki wydatek opłaci się? [PHONE:4502] Znajomy wygląd, ale nie aż tak bardzo Już na pierwszy rzut oka Realme 16 5G budzi skojarzenia ze smartfonami z linii Google Pixel, widać też lekką inspirację Apple iPhone Air. Podobieństw do telefonów Google nie ma jednak tak dużo, jak można sądzić. Realme 16 5G ma jednak inne proporcje, grubość, wykończenie, do tego charakterystyczna belka z wyspą aparatów, czyli pozornie wspólny element, jest zgrabniejsza niż w Pixelach, mniej zawadza podczas wyciągania z kieszeni. Realme chwali się też szczególnym, istniejącym tylko w tym modelu dodatkiem na wyspie aparatów – niewielkim lusterkiem, które w teorii ma pomóc w wykonywaniu autoportretów za pomocą głównego aparatu. Faktycznie takiego elementu raczej nie zobaczymy w innych smartfonach, ale nie wdając się zbytnio w dywagacje – żadna strata, bo to mało przydany element.   Znacznie bardziej intrygującym komponentem jest natomiast okrągłe podświetlenie LED, pełniące funkcję flesza. Mowa tu o Aura Ring Flash – pierścieniu otaczającym lusterko, wyposażonym w dwa dodatkowe elementy świetlne, które świetnie radzą sobie z doświetlaniem ujęć. Wersja Realme 16 5G, którą miałem okazję testować, to czarna edycja Air Black, choć dostępny jest również biały wariant – Air White. Czarna obudowa mocno opalizuje, a gdy się ją obraca, wzrok przykuwa metaliczny połysk. zwłaszcza w punktowym świetle. Producent porównuje to do zorzy polarnej. W sumie ciekawy efekt, który sprawia, że telefon wygląda na model wyższej klasy. Czar jednak pryska, gdy się weźmie Realme 16 5G do ręki. Obudowa została w całości wykonana z plastiku – solidnego, ale jednak trochę taniego w dotyku. Konstrukcja Realme 16 5G spełnia standardy pyłoszczelności i wodoszczelności IP66, IP68 oraz IP69K, a więc wiele wytrzyma i to jest mocny plus, ale widać też oszczędności, budżetowe cięcia na materiałach. Ogólnie rzecz biorąc, ciężko jednak się czepiać, smartfon jest wykonany poprawnie, komfortowo leży w dłoni, zapewnia dużą ergonomię. Na plus liczy się niewielka masa 181 g. Ładny wyświetlacz, lecz bez szału Realme 16 5G wyposażony jest w płaski wyświetlacz AMOLED o przekątnej 6,57 cala oraz rozdzielczości Full HD+ (1080 x 2372, 397 ppi) i odświeżaniu 120 Hz. Otaczają go ramki o grubości 2,23 mm. Deklarowana przez producenta szczytowa wartość luminancji ma sięgać 4200 nitów, a w typowym scenariuszu 1000 nitów. Testy wykonane przy użyciu kolorymetru wykazały, że w manualnym ustawieniu smartfon osiąga jasność 1020 nitów, podczas gdy w trybie automatycznym potrafi dobić do 1430 nitów. Są to solidne rezultaty, które gwarantują świetną czytelność ekranu nawet w najbardziej nasłonecznione dni. Z drugiej strony ekran w Realme 16 5G nie zapewnia obsługi żadnego z popularnych standardów HDR, więc deklarowane 4200 nitów nie ma tu żadnego sensu. W opcjach wyświetlacza dostępnych jest parę profili barwnych, w tym tryb zaawansowany, jednak zmiany tych opcji nie przynoszą spektakularnych efektów. Nie zabrakło solidnych ustawień ochrony wzroku. Częstotliwość odświeżania można pozostawić w trybie automatycznym lub ustawić ręcznie, w praktyce będzie to jednak zawsze 60, 90 lub 120 Hz. Z wydajnością trochę krucho Pod maską Realme 16 5G znalazł się nieco już przestarzały układ MediaTek Dimensity 6400 Turbo – teoretycznie jest to jednostka z 2025 roku, jednak konstrukcyjnie bazująca na architekturze 6 nm z 2023 roku. Wypada to mizernie, zwłaszcza że już ubiegłoroczny Realme 14 5G korzystał z dobrodziejstw Snapdragona 6 Gen 4 wykonanego w nowszej litografii 4 nm. Również jego następca, niedostępny w Polsce Realme 15 5G, otrzymał Dimensity 7300+ (4 nm) – kolejną jednostkę stojącą o poziom wyżej niż 6400. Realme 16 5G już na starcie traci przewagi. Za szybkość pracy w Realme 16 5G odpowiada też 8 GB RAM-u w technologii LPDDR4X oraz pamięć masowa UFS 2.2 o objętości 256 GB. To kolejny niezbyt nowy element, bo nawet tańsze modele oferują już wydajniejszy standard 3.1. Nieoczekiwanym dodatkiem jest możliwość dołączenia karty pamięci microSD, co jest dziś już rzadkością. Jak to się sprawdza w praktyce? Nie jest tragicznie, jakoś to się wszystko kręci, podczas codziennego korzystania z telefonu nie uświadczymy drastycznych spadków wydajności czy zawieszeń. Nie ma co jednak oczekiwać zbyt wiele – odpalenie wielu aplikacji naraz czy włączenie bardziej wymagających gier obnaży słabości tego modelu. Zdarza się też, że telefon zamula w nieoczekiwanych momentach, na przykład po wejściu gdzieś głębiej w menu. Widać to też w benchmarkach. W aplikacji AnTuTu 10 Realme 16 5G osiąga rezultat bliski 450 tysięcy punktów, z kolei w nowszej edycji 11 udaje mu się dobić do ok. 654 tysięcy punktów. Jest słabo, bo nawet w Realme 14 5G w AnTuTu 10 wynik przekraczał 750 tysięcy. Szesnastka wypada jak smartfon sprzed 3-4 lat.   AnTuTu 10 Geekbench 6 AIBenchmark 3D Mark Maksymalnatemp.obudowy [°C] Jedenrdzeń Wszystkierdzenie Wild LifeExtreme Wild LifeExtremeStress Test CMF Phone 2 Pro 667605 1007 2957 531 852 99,30% 38 Google Pixel 10a 1158109 1604 4054 1292 2675 84,10% 45 Honor 400 Lite 435936 959 2287 207 n.d. n.d. 42,5 Honor Magic8 Lite 740766 1085 3100 1961 982 99,70% 37 Infinix Note Edge 646650 959 2795 275 695 99,40% 37 Infinix Zero 30 5G 761697 987 3340 156 1265 99,00% 44,9 Motorola Edge 50 Neo 694308 1061 3002 408 863 99,60% 40,5 Nothing Phone (3a) 796988 1174 3288 1253 1055 99,70% 37 Nothing Phone (4a) 882786 1266 3379 2143 1120 99,10% 28,6 Nubia Air 413728 880 2032 229 350 99,40% 39 Realme 14 5G 754871 1090 3088 1273 985 97,60% 39 Realme 14 Pro 5G 740996 1007 2879 268 861 98,80% 37 Realme 14 Pro+ 5G 804220 1184 3236 1304 1078 99,40% 38,5 Realme 16 5G 449503 807 2040 238 376 97,90% 37 Realme 16 Pro 5G 668970 997 2874 559 863 99,50% 34,5 Samsung Galaxy A36 653033 1011 2959 304 897 99,20% 37,6 Samsung Galaxy A57 1005653 1380 4393 - 1690 99,40% 42,3 T Phone 3 Pro 550642 1015 2905 382 869 99,30% 38 Vivo V50 829203 1135 3144 1521 1451 99,70% 38 Xiaomi Poco X6 Pro 5G 1430773 1395 4202 1917 2948 67,90% 43 Plusem jest to, że Realme 16 5G się nie grzeje. Podczas dłuższego testu 3D Mark Wild Life Extreme Unlimited telefon trzymał temperaturę w ryzach, zachowując wydajność na poziomie 98%. To akurat specjalnie nie dziwi – tu po prostu nie ma co grzać. Funkcje komunikacyjne bez zarzutu Pod względem funkcji komunikacyjnych nie można się do niczego przyczepić. Smartfon pozwala na zamontowanie dwóch kart nanoSIM, w tym jednej wymiennie z microSD. Plusem jest też możliwość dodania kart eSIM, co w tym segmencie cenowym jeszcze nie jest oczywistością. Realme 16 5G sprawnie działa w polskich sieciach 5G, osiągając przyzwoite, choć nie rekordowe wyniki. Podczas pomiarów w Orange smartfon wykręcał około 500 Mb/s wewnątrz pomieszczeń i ponad 800 Mb/s na otwartym terenie w optymalnej widoczności stacji bazowej. Mniejsze wrażenie robi obsługa tylko Wi-Fi 5, co jest efektem zastosowania przestarzałego układu SoC. Realme 16 5G pozwala bez problemu korzystać z zalet VoLTE i Wi-Fi Calling, zapewniając dobrą jakość dźwięku w połączeniach głosowych. Z ciekawych opcji dodatkowych warto wspomnieć o opcji udostępniania plików do iPhone’ów. Do podłączenia akcesoriów wykorzystamy Bluetooth 5.3, a w przypadku sprzętu audio do dyspozycji otrzymujemy dobry zestaw kodeków, w tym aptX HD, LDAC i LHDC. W ustawieniach dźwięku można wybrać kilka trybów brzmieniowych, w tym skorzystać z ręcznego korektora. Jakość dźwięku jest dobra, choć też nie wybitna.  Głośniki stereo nieźle się sprawdzają w filmach czy spokojnej muzyce, jednak już trochę mocniejsze dźwięki ujawniają jego słabości – skłonność do przesterowań czy płaskie brzmienie. System na trzy lata Realme 16 5G pracuje pod kontrolą Androida 16 z interfejsem Realme UI 7.0. Użytkownicy będą mogli liczyć na dwie duże aktualizacje systemu i trzy lata poprawek bezpieczeństwa. Nie jest to rekord, ale dobre i tyle. Realme UI 7.0 z wyglądu i pod względem funkcjonalnym przypomina telefony Oppo i OnePlus, tak jak one, ocieka kolorami, animacjami i efektownymi dodatkami, jak ekranowa mini kapsuła, inteligenty pasek boczny z dodatkowymi ikonami szybkiego dostępu czy inteligentna pętla AI, która pozwala szybko udostępniać zrzuty ekranu czy inne tego typu treści. Dodatków AI nie ma jednak zbyt wiele, bo smartfon by ich nie był w stanie przetworzyć. Wśród narzędzi AI, które mnie zainteresowały, jest rejestrator głosu z transkrypcją i podsumowaniem. Działa to nieźle, ale nie w czasie rzeczywistym, a generowanie transkrypcji wymaga cierpliwości. Co więcej, funkcja ma limit 100 minut transkrypcji na miesiąc. Na osłodę dostajemy jeszcze Czysty głos AI, poprawiający jakość nagrań. Parę opcji AI znajdziemy też w galerii, gdzie czeka Kreator zdjęć AI oraz dodatkowo Edytor AI. Kto lubi bawić się takimi rzeczami, znajdzie coś dla siebie. Tylko jeden aparat i dużo opcji programowych Producent bardzo mocno zachwala fotograficzne możliwości Realme 16 5G, a szczególną cechą mają być funkcje portretowe, wspomniane lusterko do selfie oraz silnik przetwarzania obrazu LumaColor Image znany z bardziej zaawansowanego modelu Realme 16 Pro. Nie ma się co jednak czarować, smartfon ma bardzo podstawowy zestaw foto. Na tylnym panelu widać trzy oczka, ale tak naprawdę do dyspozycji mamy tylko jeden pełnoprawny aparat – główny moduł 50 Mpix z matrycą Sony IMX852 (1/2,96 cala, wielkość piksela 0,6 µm, laserowy AF, przysłona f/1.8, kąt widzenia 75°). Nie ma stabilizacji OIS. Oprócz tego na pokładzie znalazł się też drugi, pomocniczy aparat o rozdzielczości 2 Mpix, który służy wyłącznie jako czujnik ostrości. Z kolei w ekranowym wycięciu znalazł się aparat 50 Mpix, który w standardowym trybie robi fotki o wielkości 12 Mpix (kąt widzenia 86°, stała ostrość, przysłona f/2.4).  Konfiguracja jest dość uboga, jednak Realme stara się zrekompensować te niedobory dodatkami programowymi. W opcjach znajdziemy między innymi tryb Vibrant (jaskrawe kolory), Inteligentne sceny (impreza, fajerwerki itd.), tryb Pejzaż AI (przeznaczony do fotografii krajobrazowej), opcję Nastrój (gdzie znajdziemy zaawansowany tryb manualny), funkcję UltraNight, ułatwiającą robienie ujęć w słabym oświetleniu, a także skaner tekstu W wizjerze aparatu mamy możliwość wybrania matrycowego przybliżenia 2x lub pociągnięcia wskaźnika do zoomu cyfrowego 10x.  Ok, to jak Realme 16 5G radzi sobie tym jednym aparatem? Mam wrażenie, że któraś z aktualizacji, które pojawiły się od kwietniowych „pierwszych wrażeń”, poprawiła jakość zdjęć, bo sekcja foto sprawuje się nieco lepiej niż wtedy.  W większości codziennych sytuacji aparat w Realme 16 5G sprawdzi się dość dobrze, pozwalając na uzyskanie w miarę przyzwoitych zdjęć, choć do entuzjazmu daleko. Aparat nie zachwyca niestety przeciętnym poziomem ostrości, a zdjęcia nawet w optymalnych warunkach oświetleniowych mają nadmierną miękkość. Co więcej, na podglądzie te kadry wyglądają obiecująco, później jednak okazuje się, że to przedwczesne wrażenie. Fotki wykonane w trybie Vibrant są za bardzo podkręcone, a nasycenie kolorów jest zbyt silne, zdarza się, że obraz jest przepalony. W wariancie naturalnym jest lepiej i warto przy nim pozostać. W obydwu trybach widać jednak, że oprogramowanie aparatu mocno ingeruje w zdjęcia.  Na tym tle zbliżenia zoomu 2x nie wypadają nawet źle – to znaczy nie gorzej, czasem można uchwycić w miarę ciekawe ujęcia, choć i tu widać walkę ograniczeń obiektywu z algorytmami poprawiającymi jakość obrazu.  [gallery][img]255204[/img][img]255211[/img][img]255206[/img][img]255209[/img][img]255217[/img][img]255192[/img][img]255214[/img][img]255189[/img][img]255212[/img][img]255199[/img][img]255194[/img][img]255216[/img][img]255205[/img][img]255207[/img][img]255195[/img][img]255197[/img][img]255202[/img][img]255213[/img][img]255215[/img][img]255218[/img][img]255196[/img][img]255203[/img][img]255193[/img][img]255208[/img][img]255200[/img][img]255201[/img][img]255191[/img][img]255190[/img][img]255198[/img][img]255252[/img][img]255254[/img][img]255255[/img][img]255253[/img][img]255256[/img][/gallery] A jak jest z portretami? Główny aparat oferuje wyłącznie tryb portretowy przy stałej ogniskowej 28 mm, czyli na jednym tylko, domyślnym zoomie. Pozbawia nas to znacznie ciekawszej możliwości robienia zdjęć z przybliżeniem chociażby 2x, co czasem daje fajne efekty. Tu do dyspozycji otrzymujemy więc tylko zmianę głębi ostrości, a więc efekt bokeh, a także retusz oraz całkiem bogaty zestaw filtrów kolorystycznych. Mimo tych ograniczeń muszę przyznać, że w swojej klasie zdjęcia portretowe wychodzą naprawdę dobrze, można się trochę pobawić formą i treścią.  Jednak pomysł z wykorzystaniem lusterka do robienia selfie aparatem z tyłu w większości przypadków mija się z celem. Przy idealnym świetle lusterko pozwala z grubsza nakierować aparat, lecz sam element jest na tyle mały, że ciężko w nim dostrzec cokolwiek, co pozwoliłoby na precyzyjne ustawienie kadru. W praktyce zdjęcia wychodzą podobnie, gdy robi się je na wyczucie. Co więcej, Realme przekonuje, że jest to opcja pomyślana przede wszystkim do zdjęć grupowych, robionych w pozycji horyzontalnej. Nie poleca za to ustawienia pionowego i samodzielnych zdjęć. No sorry, ale to jest już zupełnie absurdalny pomysł, bo przy większym oddaleniu (a to może być konieczne przy fotkach kilku osób), w tym małym punkciku nic nie widać, zwłaszcza w nocy lub gdy się odbija światło. Przedni aparat może się więc okazać lepszym wyborem, bo w trybie zdjęciowym pozwala na wybór trzech poziomów przybliżenia (0,8x, 1x i 2x), a w portretowym dwóch (0,8x, 1x). Rezultaty są stosunkowo zadowalające, więc można po prostu odpuścić sobie lusterko i tylny aparat, a korzystać z przedniego. Po przełączeniu się na kamerę zyskujemy możliwość nagrywania filmów w maksymalnej rozdzielczości 1080p przy 60 kl./s. Nie ma OIS, nie ma też żadnej dodatkowej stabilizacji elektronicznej, więc obraz się trzęsie nie tylko w marszu, bo reaguje nawet na lekkie drgnięcia dłoni, gdy jest tylko trzymany. Nagrania wychodzą więc przeciętnie lub wręcz słabo. https://youtu.be/VkGOrhKFVyE Dostajemy mniej, ale czas pracy nie zawodzi Do Polski trafił słabszy wariant Realme 16 5G z baterią 6550 mAh oraz ładowaniem 45 W, gdy użytkownicy w Azji otrzymali do dyspozycji 7000 mAh z ładowaniem 60 W. Szkoda, bo telefon zyskałby mocny atut, ale i tak jest nieźle. Co też ważne, producent obiecuje, że bateria nawet przez 6 lat zachowa wysoką żywotność, czyli po przejściu 1600 cykli ładowania akumulator nie zachowa co najmniej 80% początkowej pojemności. W ustawieniach baterii znajdziemy wiele różnych opcji, w tym raczej iluzoryczny tryb GT (większej wydajności), a także przydatne obejście baterii, zasilające smartfon bez ładowania. Wszystko to działa całkiem dobrze. Realme 16 5G pozwoli na 2-3 dni pracy w lżejszych scenariusz zastosowań, nie ma też obaw, że rozładuje się w ciągu dnia. W teście odtwarzania wideo przy jasności ekranu 300 nitów smartfon wytrzymał ponad 24 godziny. Nie jest to rekord, ale czas zdecydowanie powyżej średniej.   Akumulator(mAh) Wyświetlacz Czas pracy(minuty) Przekątna(cale) Rozdzielczość(piksele) Odświeżanie(Hz) CMF Phone 2 Pro 5000 6,77" 1080 x 2392 120 940 Google Pixel 10a 5100 6,3" 1080 x 2424 120 1211 Honor Magic8 Lite 7500 6,79" 1200 x 2640 120 985 Infinix Note Edge 6150 6,78" 1208 x 2644 120 1371 Nothing Phone (3a) 5000 6,77" 1080 x 2392 120 851 Nothing Phone (4a) 5080 6,78" 1224 x 2720 120 904 Nubia Air 5000 6,78" 1080 x 2400 120 771 Realme 14 5G 6000 6,67" 1080 x 2400 120 889 Realme 14 Pro 5G 6000 6,77 1080 x 2392 120 918 Realme 14 Pro+ 5G 6000 6,83 1272 x 2800 120 886 Realme 16 5G 6550 6,57 1080 x 2372 120 1452 Realme 16 Pro 5G 6500 6,78" 1272 x 2772 144 991 Samsung Galaxy A36 5000 6,7" 1080 x 2340 120 780 Samsung Galaxy A57 5000 6,7" 1080 x 2340 120 1022 T Phone 3 Pro 5000 6,8" 1080 x 2392 120 870 Vivo V50 6000 6,77" 1080 x 2392 120 1205 Ładowanie z mocą 45 W nie jest najszybsze, ale w początkowej fazie przebiega dość żwawo i po 30 minutach jest już 50% stanu baterii. Później jednak odzyskiwanie energii zwalnia, więc na 100% trzeba zaczekać 90-100 minut. Realme 16 5G – czy warto? Realme 16 5G budzi bardzo mieszane odczucia. Trudno się nim jakoś szczególnie zachwycić. Ok, ma bardzo wysoką wytrzymałość IP69K, ma ładny i jasny ekran (choć bez HDR), eSIM i przyzwoity zestaw kodeków Bluetooth, solidny akumulator, zapewniający długi czas pracy. Realme UI 7 z dodatkami AI nie wygląda źle, można polubić ten system. Na tym jednak koniec zalet, a wszystko przekreśla przestarzały układ SoC, o kiepskiej wydajności i z leciwym Wi-Fi 5. Mocno zachwalany przez producenta aparat nie wyrasta ponad przeciętność, można nim robić przyzwoite zdjęcia w codziennych sytuacjach, całość jednak jest zbyt ograniczona. Lusterko do selfie to żart, a wykończenie obudowy zdradza budżetowy charakter sprzętu. Telefon nie budzi zbyt wielu pozytywnych emocji.  Pierwotna cena około 1600 zł, na jaką Realme wyceniło ten model, była zdecydowanie zawyżona, jeżeli w lipcu producent zaproponuje kwoty rzędu 1200-1300 zł, to już będzie o czym rozmawiać. Konkurencja ma jednak znacznie ciekawsze smartfony, w jeszcze lepszych cenach – ot, chociażby Motorola modele Edge 60 Fusion czy Moto G86 Power, czy Xiaomi świetny POCO M8 Pro 5G. Nawet starszy, ale wciąż dostępny w sprzedaży Realme 14 Pro 5G wypada lepiej niż ten nieszczęsny Realme 16 5G. Więc podsumowując – nie, nie warto.

9
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Popularne porównania