Brzoska chciał czy musiał, czyli co wynika z przejęcia InPostu?
Publicystyka 15:49

Brzoska chciał czy musiał, czyli co wynika z przejęcia InPostu?

InPost wszedł w nowy rok z przytupem. Wszystko za sprawą informacji o dalszym rozwoju firmy. Będzie on wspierany przez konsorcjum inwestorów planujących zakup wszystkich akcji spółki. Oznacza to, że wywodzący się z Polski podmiot zniknie z giełdy w Amsterdamie. Jakie są powody i warunki tej zmiany? I co może ona oznaczać dla samego InPostu, nowego partnera i klientów? Zapytaliśmy o to ekspertów. Akcje InPost drożeją. Ktoś chce przejąć biznes Gorąco wokół InPostu zrobiło się krótko po rozpoczęciu 2026 roku. Gdy po ulicach polskich miast przemieszczały się orszaki trzech króli, inwestorzy kupowali akcje wspomnianej spółki. Dość napisać, że w krótkim czasie podrożały one o około połowę. Na początku stycznia br. za jeden papier płacono niespełna 10,5 euro, obecnie jest to ponad 15 euro.  Skąd to zainteresowanie? Otóż pojawiły się doniesienia o możliwym przejęciu firmy przez większego gracza. Tych pogłosek nie tylko nie zdementowano, ale je potwierdzono: InPost ogłosił, że otrzymał wstępną propozycję przejęcia wszystkich akcji spółki. Ta ostatnia poinformowała, że powołała zespół, który miał przeanalizować aspekty ewentualnej transakcji. W jego skład weszli członkowie zarządu oraz rady nadzorczej firmy. Na tamtym etapie zaznaczano, że nie ma pewności, iż przejęcie zostanie zrealizowane. Założyciel i prezes InPost, Rafał Brzoska, odmawiał komentarza w tej sprawie, co nie powinno dziwić. W pierwszych dniach stycznia InPost nie podał, kto złożył propozycję kupna akcji, nie wyjaśniono też, jaką zaoferowano cenę. Spekulacji na ten temat szybko jednak przybywało. Jedną z nich podzieliła się redakcja Sky News, chociaż nie podano źródła doniesień. Wynikało z nich, że za ofertą przejęcia stoi konsorcjum, w skład którego wchodzi fundusz private equity Advent International. https://x.com/RBrzoska/status/1888936762237427963?proportion=0.93 Chociaż temat może interesować dziennikarzy, inwestorów czy branżowych specjalistów w różnych krajach Europy i świata, łatwo się domyślić, że największe emocje wywołał w Polsce. To u nas natychmiast masowo zaczęły się pojawiać przeróżne teorie dot. transakcji. Jedni pisali i mówili o możliwej klęsce Rafała Brzoski, drudzy o jego sukcesie, jeszcze inni zastanawiali się, czy to czas na biznesową emeryturę. Albo sygnał, że miliarder chce się zająć np. polityką. Wszak kilka kwartałów temu odpowiedział pozytywnie na apel premiera Donalda Tuska... Ile osób, tyle opinii oraz domysłów. Do kogo należy InPost? W końcu jednak przyszedł czas na odkrycie kart. W poniedziałkowy poranek 9 lutego br. InPost zorganizował konferencję prasową i poinformował, że zawarto porozumienie w sprawie sprzedaży akcji spółki. W tym miejscu należy najpierw wyjaśnić, do kogo obecnie należą papiery wartościowe tego podmiotu. Głównym akcjonariuszem InPostu jest PPF Group, czyli inwestycyjny gigant działający na wielu rynkach – zarówno geograficznie, jak i branżowo. Spółkę na początku lat 90. ubiegłego stulecia powołał do życia Petr Kellner. Rozwój biznesu sprawił, że stał się on najbogatszym Czechem z majątkiem, do którego daleko było fortunom naszych krezusów. Portfel Czecha wyceniano na kilkanaście miliardów dolarów. Ale nieśmiertelności to nie daje – przedsiębiorca zginął na Alasce w 2021 roku. Po śmierci Petra akcje i zarządzanie grupą przejęła jego żona, Renata Kellnerova, wraz z rodziną. Grupa PPF 15 proc. akcji InPostu kupiła w 2023 roku od funduszu Advent, potem zwiększała swoje zaangażowanie i posiada obecnie 28,75 proc. udziałów w spółce InPost. Przywołany już Advent obecnie kontroluje 6,5 proc. akcji wywodzącej się z Polski spółki. To kolejny gigant, zarządza aktywami o wartości dziesiątek miliardów euro i znajduje się na liście największych firm private equity na świecie. Cel takich podmiotów jest prosty: przejąć biznes, wyłożyć pieniądze na jego rozwój, by po jakimś czasie dobrze zarobić na sprzedaży. W Polsce fundusz inwestuje od ponad trzech dekad. InPost był już ściągany z giełdy. Konkretnie z GPW Advent odegrał dość istotną rolę w historii spółki InPost. Być może nie wszyscy to pamiętają, ale Rafał Brzoska ma już za sobą historię delistingu, czyli wycofania akcji spółki z obrotu giełdowego. To jednak temat na osobny tekst. Tym razem napiszę tylko, że InPost i powiązany z nim Integer opuszczały GPW w 2017 roku. Towarzyszyły temu spore kontrowersje, głośno było o deptaniu interesów drobnych udziałowców. Brzoska wpadł wówczas w spore tarapaty, a z odsieczą przybył właśnie Advent. Płacąc kilkaset milionów złotych, podmiot stał się większościowym udziałowcem w pokiereszowanym biznesie Brzoski. Za jedną akcję InPostu fundusz płacił wtedy niespełna 11 zł. Tymczasem w czasie giełdowego debiutu w 2015 oku akcje sprzedawane były za 25 zł. Inwestorzy mogli być rozgoryczeni. Niektórzy pewnie do dzisiaj wspominają, jak utopili pieniądze w wizji tworzenia polskiego jednorożca... https://x.com/RBrzoska/status/647322625887371265?proportion=1.59 Amerykański fundusz zrobił to, do czego został powołany: kupił tanio biznes z potencjałem, dofinansował go i sprzedał z wielkim zyskiem. W styczniu 2021 roku InPost wrócił na giełdę. Jednak nie w Warszawie, a w Amsterdamie. I był to powrót spektakularny: wartość spółki wynosiła już nie kilkaset milionów złotych, ale kilkadziesiąt miliardów złotych. Cena emisyjna wyniosła 16 euro za akcję, po debiucie szybko wzrosła do 18 euro i na krótko przekroczyła nawet próg 20 euro. Akcjonariusze sprzedali wówczas nieco ponad jedną trzecią istniejących akcji. Amerykanie zarobili krocie. Brzoska wrócił na szczyt Dla amerykańskiego funduszu był to złoty strzał: w ciągu czterech lat wycena przejętego biznesu wzrosła o kilka tysięcy procent. Oczywiście, warto mieć na uwadze, że Advent włożył też pieniądze w naprawę i rozwój przedsiębiorstwa. Bez wsparcia funduszu ta firma po prostu by upadła. Mniejszościowemu udziałowcowi, Rafałowi Brzosce, te działania pozwoliły wrócić do wąskiego grona najbogatszych Polaków. Jego wehikuł inwestycyjny kontroluje około 12,5 proc. InPostu. W gronie dużych udziałowców znaleźć można jeszcze Norges Bank kontrolujący nieco ponad 5 proc. akcji. Poniżej tego progu pakiety akcji mają m.in. polskie fundusze inwestycyjne. Do tego dochodzą podmioty zagraniczne, czasem bardzo duże, i drobni inwestorzy. Kto kupuje InPost? Na liście nowy gracz Wiadomo już kto sprzedaje. Pora na kolejne pytanie: kogo znajdziemy w gronie kupujących? Spółka podała w komunikacie, że po sfinalizowaniu przejęcia Advent będzie posiadał 37 proc. akcji, tyle samo znajdzie się w portfelu korporacji FedEx. Swoje zaangażowanie do 10 proc. zmniejszy PPF, a wzmocni do 16 proc. A&R Investments, czyli Brzoska. Czesi uznali, że to kiepska inwestycja? Niekoniecznie. Po pierwsze, wciąż będą mieli spory pakiet akcji. A po drugie, sporo już zarobili na tych transakcjach. Naprawdę sporo... Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, transakcja powinna być zakończona w drugiej połowie 2026 roku. Za jedną akcję nabywcy są skłonni zapłacić 15,6 euro, co oznacza, że spółkę wyceniono na 7,8 mld euro. To nieco mniej niż w chwili jej giełdowego debiutu. Kupujący planują sfinansować operację głównie z własnych środków, ale sięgną też po długoterminowe kredyty bankowe. Konsorcjum poinformowało, że zamierza ogłosić wezwanie na 100 proc. akcji InPostu "najszybciej jak to możliwe". Sprawa przesądzona? Nie do końca. Transakcję mogą zablokować organy antymonopolowe. A samo wezwanie wymaga osiągnięcia przez kupujących progu 80 proc. wszystkich akcji.  Ile wart jest InPost? Szybka matematyka pokazuje, że najwięksi obecnie udziałowcy nie posiadają wspomnianych 80 proc. akcji. Mowa raczej o połowie udziałów. Czy pozostali akcjonariusze mogą utrudniać przejecie? Przypomnę, że zaoferowana cena za jeden papier jest niższa od tej z debiutu sprzed kilku lat. Pytany o to Hein Pretorius, przewodniczący rady nadzorczej InPost, stwierdził, że od 2021 roku warunki rynkowe uległy zmianie.  Na pierwszy rzut oka brzmi to niezbyt przekonująco. Warto jednak zwrócić uwagę, że w 2021 roku rynek działał w warunkach pandemii. To był kiepski okres dla branży turystycznej czy gastronomii, ale nie dla handlu internetowego, a przecież z nim powiązany jest InPost. Wyceny spółek z segmentu e-commerce czy firm z nim sprzężonych często szły wówczas mocno w górę. Na tej fali popłynął też InPost. W 2020 roku przychody firmy urosły o ponad 100 proc. To musiało działać na wyobraźnię inwestorów. Potem było już mniej kolorowo, co także oddają notowania firmy zarządzanej przez Brzoskę. Trochę ponad rok po debiucie na Euronext w Amsterdamie jedną akcję InPost można było kupić za mniej niż 5 euro. Przez kilka kolejnych kwartałów kurs głównie rósł, ale w ubiegłym roku znowu zaliczył solidny zjazd. Jesienią jedną akcję można było kupić za mniej niż 10 euro. I na ten fakt uwagę zwraca konsorcjum zainteresowane przejęciem spółki. Jego przedstawiciele przekonują, że wycena jest korzystna, bo daje np. 50-procentową premię względem ceny z 2 stycznia 2026 roku.  Co na to regulatorzy? I mniejsi udziałowcy? Czy zatem mniejszościowi akcjonariusze powinni być zadowoleni, a transakcja jest formalnością? Zapytałem o to kilku ekspertów. Ryzyka dla transakcji są, jednak nie są to ryzyka duże. Przede wszystkim, aby transakcja doszła do skutku, konsorcjum musi być w stanie nabyć w wezwaniu 80% akcji. Obecnie FedEx deklaruje, że już 48 proc. akcjonariatu wspiera transakcję. Problemem może być też zgoda regulatorów, jednak z uwagi na profil spółek, specyfikę rynku oraz charakter postępowań regulacyjnych, całkowita blokada transakcji jest bardzo mało prawdopodobna – wyjaśnia Kamil Szczepański z XTB. Krzysztof Kamiński, analityk OANDA TMS Brokers, zwraca uwagę, że transakcja tego typu nie jest przesądzona z "automatu", a ryzyka leżą po dwóch stronach: regulacyjnej i taktycznej. Regulatorzy mogą badać, czy kombinacja wpływów FedEx i InPostu nie ogranicza konkurencji w segmentach takich jak B2C, tzw. ostatniej mili, automatów paczkowych czy przesyłek transgranicznych. Najczęstszy scenariusz to zgoda bez warunków albo zgoda warunkowa (np. ograniczenia wyłączności, wymogi dostępu do infrastruktury, zbycie części aktywów). Pełna blokada zdarza się rzadziej, ale teoretycznie jest możliwa przy silnym efekcie monopolizującym. W praktyce większym zagrożeniem bywa nie "stop", tylko opóźnienia i warunki, które potrafią zmienić ekonomikę transakcji. Równolegle ważny jest czynnik mniejszości - jeśli konsorcjum nie ma od razu układu umożliwiającego sprawny squeeze-out lub delisting zgodny z wymogami rynku, mniejsi akcjonariusze mogą próbować wymusić wyższą cenę – wskazuje Kamiński. Czy przywołani mniejsi udziałowcy rzeczywiście mają powody do niezadowolenia? Analityk XTB wskazuje, że "cena oferowana przez konsorcjum jest z premią wobec kursu w momencie ogłoszenia transakcji oraz znacznie powyżej wieloletnich średnich". Jeśli już ktoś może czuć się pokrzywdzony, co zdaniem eksperta jest odczuciem subiektywnym, będą to inwestorzy trzymający akcje od IPO spółki. Przyjmijmy, że działania konsorcjum zakończą się sukcesem. A skoro tak, to pojawia się pytanie: jaki jest cel tych zmian? Cytowany w komunikacie Hein Pretorius, czyli przewodniczący rady nadzorczej spółki, ale też komitetu, który miał przeanalizować ofertę przejęcia, stwierdził m.in., "że transakcja zapewnia solidne fundamenty dla dalszego rozwoju Grupy InPost. Konsorcjum ma znaczącą wiedzę i doświadczenie, długoterminową perspektywę inwestycyjną oraz w pełni popiera strategię rozwoju Grupy". Ekspansja bez oglądania się na raporty kwartalne Z kolei Rafał Brzoska przekonuje, że przy wsparciu wspomnianych partnerów możliwe będzie pełne uwolnienie potencjału spółki. Jej szef cytowany w komunikacie stwierdza też, że transakcja pozwoli wesprzeć kolejny etap rozwoju firmy, w tym jej dalszą ekspansję europejską. Wspominając o inwestorach, polski miliarder zwraca uwagę nie tylko na ich wiedzę i zasoby, ale też na "horyzont inwestycyjny pozwalający na budowanie wartości w długim okresie". https://x.com/RBrzoska/status/2020747930018218271?proportion=2.04 To jedynie okrągłe zdania, które niewiele wnoszą do sprawy? Niekoniecznie. Moi rozmówcy nie pozostawiają wątpliwości: po zdjęciu z giełdy InPost może się rozwijać bez nerwowego spoglądania do danych, które pojawią się w najbliższym raporcie kwartalnym. Decyzja o sprzedaniu spółki InPost, a idące za tym wycofanie z giełdy, może być odczytywane jako klasyczny ruch korporacyjny w sytuacji, gdy spółka przechodzi pod kontrolę konsorcjum z istotnym udziałem private equity oraz partnera branżowego. Z perspektywy właścicielskiej daje to przede wszystkim większą swobodę strategiczną. Ekspansja europejska wymaga często dużych nakładów, okresowo niższych marż i działań, które trudno wytłumaczyć rynkowi nastawionemu na kwartalne wyniki. W modelu prywatnym presja short-term jest mniejsza, bo inwestorzy tacy jak fundusze PE częściej planują w horyzoncie 3–7 lat – przekonuje analityk OANDA TMS Brokers. Podobnego zdania jest Wojciech Szubart, właściciel typodlogistyki.pl, który jednocześnie zwraca uwagę, że:  InPost jest w trakcie uruchamiania własnego marketplace’u, stąd w krótkim okresie wyniki spółki mogłyby spowodować odpływ kapitału. Z drugiej strony walka z silną konkurencją wymaga dużych nakładów finansowych, które mogą zapewnić inwestorzy długoterminowi. Marek Różycki, Managing Partner Last Mile Experts, zgadza się z tą opinią i dodaje, że "branża logistyczna, zwłaszcza w obszarze infrastruktury ostatniej mili, wymaga wieloletnich inwestycji o dużej skali oraz odroczonym zwrocie". Ekspert zaznaczył też, że:  Jeśli planowane są głębsze zmiany modelu operacyjnego, integracja z globalnym partnerem lub przyspieszenie ekspansji międzynarodowej, łatwiej przeprowadzić je poza rynkiem publicznym. A właśnie takie plany ma InPost.  Giełda nie potrafiła docenić biznesu Brzoski? Jest jeszcze jedna kwestia: wycena. Czy można ją uznać za sprawiedliwą i właściwą? Decyzja o zdjęciu spółki z giełdy jest podyktowana przede wszystkim percepcją pana Rafała Brzoski o tym, że spółka jest niedowartościowana przez rynek. Nie jest to opinia pozbawiona podstaw, a sami współudziałowcy z nowego konsorcjum zdają się przynajmniej częściowo podzielać ten pogląd - przekonuje Kamil Szczepański, analityk XTB. Ktoś może zapytać: jak to w końcu jest z wyceną InPostu? Przecież mowa była już o tym, że w ciągu pięciu lat zmieniły się warunki rynkowe (na gorsze) i dlatego cena akcji jest niższa niż podczas debiutu. To jedna strona medalu. Druga wgląda następująco: omawiana spółka w ciągu tych kilku lat bardzo mocno urosła. Wystarczy napisać, że w 2020 roku firma obsłużyła przeszło 310 mln przesyłek i posiadała przeszło 12,2 tys. paczkomatów. Tymczasem w 2025 roku dostarczono 1,4 mld paczek. Na koniec roku podmiot posiadał 61 tys. paczkomatów.  To są gigantyczne różnice. I prezes rzeczywiście mógł spoglądać na cenę akcji z dezaprobatą. A Advent i FedEx najwyraźniej uznały, że to dobry czas na mocne zaangażowanie się w ten biznes. Ten pierwszy docelowo będzie oczywiście chciał zarobić na inwestycji – kolejny raz. Za kilka lat, gdy InPost urośnie i poprawi wyniki, fundusz może znaleźć dużego kupca na swój pakiet akcji. Albo kilku nabywców. Zdaniem Krzysztofa Kamińskiego może to być branżowy inwestor. Być może będzie to FedEx. Alternatywa? Ponowne IPO. Kamil Szczepański z XTB uznaje, że prawdopodobieństwo powrotu InPostu na giełdę jest wysokie, jednak nie można określić ram czasowych dla takiego ruchu. Ekspert OANDA TMS Brokers jest podobnego zdania i dodaje, że wybór ścieżki będzie zależał od szeregu czynników: sytuacji rynków kapitałowych, poziomu zadłużenia i tempa inwestycji. FedEx inwestuje w InPost. Jaki ma cel? Wiadomo zatem, co będą chciały osiągnąć InPost i Advent. Pora rzucić okiem na nowego gracza w tej układance: FedEx. To prawdziwy gigant na rynku kurierskim. Spółka działa w tym biznesie przeszło pół wieku i ma około pół miliona pracowników. Roczne przychody sięgają 90 mld dolarów, a na flotę molocha składa się ponad 200 tys. zmotoryzowanych pojazdów, w tym samoloty, ciężarówki i busy. Po co mu InPost? Ponownie warto zajrzeć do komunikatu spółki, bo obok wzniosłych deklaracji można tam znaleźć odpowiedzi na istotne pytania. Szef giganta, Raj Subramaniam, stwierdza wprost: FedEx ma globalną sieć logistyczną, a InPost posada mocną pozycję w europejskim sektorze dostaw poza domem. Mniejsza firma świetnie opanowała dostawy w zakresie tzw. ostatniej mili na Starym Kontynencie i FedEx może to wykorzystać. Z kolei InPost zyskuje partnera z zupełnie innej ligi. W komunikacie chwali się on 3 mln klientów korporacyjnych i 225 mln odbiorców na całym świecie.  Strony wprost poinformowały, że zawrą umowy w zakresie wzajemnego wykorzystywania swoich kompetencji i łączenia sieci prowadzącego do usprawnienia dostaw przesyłek. Jestem przekonany, że dzięki tej operacji InPost będzie mógł szybciej pojawić się w USA, a FedEx lepiej wykorzysta swoje moce operacyjne. Proszę zauważyć, że nadanie w paczkomacie przesyłki do Stanów Zjednoczonych z ekspresową dostawą lotniczą mogłoby zmienić zasady gry i standard obsługi klienta – ocenia Wojciech Szubart. W teorii korzyści powinny być zatem obopólne. A czy można wskazać stronę, której transakcja da więcej? Zapytałem o to Marka Różyckiego: Strategicznie może to być nawet ważniejsze dla FedEx. FedEx zyskuje dostęp do gęstej, dojrzałej i skalowalnej infrastruktury out of home w Europie.To element, którego globalni integratorzy często nie budowali od zera, a który dziś staje się kluczowy dla optymalizacji kosztów w segmencie B2C. Dodatkowo FedEx pozyskuje know how w zakresie budowy i operowania siecią automatów paczkowych oraz PUDO, co może mieć znaczenie na kluczowym dla nich rynku amerykańskim, a następnie również w innych regionach.Dla InPostu oznacza to potencjalne przyspieszenie ekspansji międzynarodowej, dostęp do globalnej infrastruktury, wolumenów oraz relacji z największymi nadawcami. Możliwość wejścia, choćby pośredniego, na rynek północnoamerykański również nie jest bez znaczenia. W krótkim terminie większa zmiana i korzyści dotyczą InPostu. W długim terminie może się okazać, że to FedEx przechodzi głębszą transformację modelu ostatniej mili – wyjaśnia Marek Różycki. Arkadiusz Kawa, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i prezes Spółki Celowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, ocenia, że może to być układ win-win, ale korzyści są inne po obu stronach. InPost może m.in. uprościć klientom proces nadawania przesyłek międzynarodowych. FedEx będzie mógł skorzystać z doświadczeń spółki Brzoski w rozwijaniu rozwiązań OOH, czyli dostaw poza domem. Ten model nie jest zbytnio rozpowszechniony w USA, czyli na macierzystym rynku giganta. Trzeba jednak pamiętać, że to FedEx chce kupić część InPostu, a nie odwrotnie, więc to FedEx długofalowo może na tym skorzystać, jeśli dobrze to poprowadzi. W skrócie, InPost może szybciej "podpiąć się" pod globalny zasięg, a FedEx może przyspieszyć budowę kompetencji, których sam dotąd nie miał.Dodam też, że ta zapowiedź, to kolejny dowód na to, że przewaga konkurencyjna w logistyce jest coraz częściej budowana poprzez dostęp do infrastruktury, a nie wyłącznie poprzez wzrost organiczny. Globalni gracze kupują czas, możliwości i gęstość sieci, zamiast poświęcać lata na rozwijanie ich od podstaw. Sygnalizuje to przyspieszenie konsolidacji na europejskim rynku przesyłek i rosnącą rolę partnerstw strategicznych – przekonuje profesor Kawa. Zasadne wydaje się pytanie: czy InPost zachowa niezależność i przetrwa jako marka? Z komunikatu wynika, że tak. Mowa jest w nim m.in. o tym, że siedziba spółki i kluczowa kadra zarządzająca pozostaną w Polsce. Rolę prezesa w kolejnych latach ma pełnić Rafał Brzoska. Sieć paczkomatów ma być rozwijana, a profil działalności podmiotu nie ulegnie zmianie.  https://x.com/MorawieckiM/status/2020787645152968828?proportion=2.22 Tyle deklaracje. A jak to może wyglądać w rzeczywistości? Czy FedEx może za jakiś czas wchłonąć mniejszego partnera? Kamil Szczepański z XTB zwraca uwagę, że amerykański podmiot nie ma pakietu kontrolnego, by przeprowadzić taką procedurę. A nawet jeśli wejdzie w jego posiadanie, to próba przyłączenia InPostu może się wiązać z batalią regulacyjną. Dodatkowo analityk zaznacza: Marka InPost to ogromna wartość sama w sobie, FedEx z premedytacją wybrał tę konkretną spółkę, a zachowanie jej charakterystyki ma kluczową wagę dla długoterminowego sukcesu tej inicjatywy. FedEx nie ma powodów by absorbować tę spółkę. Podobnego zdania jest Marek Różycki: Jeżeli marka InPost pozostaje silna konsumencko i ma dużą rozpoznawalność, jej utrzymanie jest racjonalne z punktu widzenia rynku. W logistyce często obserwujemy model, w którym lokalna marka pozostaje nienaruszona, natomiast integracja następuje na poziomie operacyjnym oraz infrastrukturalnym. Z kolei Krzysztof Kamiński uważa, że: Krótko- i średnioterminowo logiczne jest utrzymanie InPostu jako osobnej marki i operacji – to aktywo o dużej wartości: sieć automatów, infrastruktura i rozpoznawalność na rynkach lokalnych. W dłuższym horyzoncie możliwe jest stopniowe zwiększanie udziału FedEx i głębsza integracja operacyjna, jeśli synergie okażą się bardzo duże, ale scenariusz natychmiastowego "wymazania" brandu InPost jest mniej prawdopodobny. Profesor Arkadiusz Kawa tak stawia sprawę: W krótkim i średnim okresie nie widzę takiej konieczności. Z zapowiedzi Rafała Brzoski wynika utrzymanie marki InPost, siedziby operacyjnej w Polsce i dalsze kierowanie prze niego spółką. Dodatkowo, w konsorcjum nie ma właściciela dominującego, co sprzyja zachowaniu pewnej niezależności InPostu. Natomiast w długim horyzoncie nie można wykluczyć zmian właścicielskich, szczególnie jeśli fundusze inwestycyjne będą w pewnym momencie chciały sprzedać udziały. To jednak scenariusz bardziej na lata, zależny od wyników i realnych efektów współpracy. Czy InPost to polska firma? Fani marki mogą zatem odetchnąć z ulgą: „polska” marka rzeczywiście jest bezpieczna. Przynajmniej na razie. Przy temacie polskości biznesu zarządzanego przez Brzoskę warto się na chwilę zatrzymać. Jeszcze w styczniu, gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o możliwym przejęciu tego biznesu, pojawiały się głosy, że InPost przestanie być „nasz”, że źle się dzieje, gdy rodzimy czempion trafia w obce ręce.  Warto jednak zadać pytanie: czy InPost obecnie jest polski? Mogą wskazywać na to siedziba, prezes, czy pokaźne grono pracowników. Ale nie akcjonariat. Z GPW w 2017 roku firmę wykupił amerykański fundusz. Obecnie największym udziałowcem jest gigant wywodzący się z Czech. Duży pakiet akcji posiada Rafał Brzoska, ale zarządza nim podmiot zarejestrowany poza granicami kraju. Trudno mówić o oddawaniu rodowych sreber w obce ręce. Jak przejęcie InPost wpłynie na rynek kurierski? Podczas konferencji prasowej poświęconej przejęciu pojawiło się pytanie o to, czy InPost nadal będzie płacił podatki w Polsce. Wszak firma przez lata szczyciła się tym, że oddaje polskiemu fiskusowi wielkie środki, podczas gdy konkurencja unika płacenia. Pojawiła się deklaracja, że to się nie zmieni, bo to nad Wisłą pozostanie siedziba operacyjna firmy. Nie będziemy zatem oglądać kolejnej "optymalizacji"? O opinię w tym zakresie poprosiłem analityka XTB: Naiwnością byłoby oczekiwanie, że zagraniczni inwestorzy nie będą próbowali zoptymalizować obciążeń podatkowych spółki. Jednak skala możliwej optymalizacji jest ograniczona. Podatki dla firm/osób prawnych w Polsce są jednymi z najniższych w Europie, więc stosunek zysku do wysiłku/ryzyka na wstępie jest niski. Konkurenci InPostu obniżają swoje opodatkowane przez transfer środków do spółek w krajach “macierzystych” poprzez m.in. licencjonowanie znaków handlowych. InPost nie ma gdzie i jak tego robić, bo operuje z Polski, gdzie opodatkowanie jest już i tak niezwykle korzystne. Prawdopodobne wydaje się, że InPost może emulować strategię zachodnich operatorów poprzez transfer dochodów do jurysdykcji o niższym obciążeniu podatkowym, czyli do Polski. To bardzo istotne, biorąc pod uwagę, że to tu InPost wydaje się chcieć rosnąć najbardziej/najszybciej – uważa Kamil Szczepański z XTB. Gdy jedni zastanawiają się, czy inPost będzie płacił w Polsce podatki, drudzy pytają np. o wpływ transakcji na rodzimy rynek kurierski. A na tym dzieje się sporo. W ostatnim czasie okazało się, że Poczta Polska nie będzie w stanie przejąć Orlen Paczki, dynamicznie rozwija się Allegro Delivery, konkurencja zbliża się do biznesu Brzoski pod względem liczby posiadanych automatów paczkowych (łącznie ma ich już więcej). Jak wpływ ogłoszonej niedawno transakcji na branżę, nie tylko w Polsce, widzą eksperci? Skutki dla rynku kurierskiego w Polsce i Europie mogą być odczuwalne, zwłaszcza jeśli FedEx realnie "dowiezie" wolumen i klientów B2B. W Polsce InPost mógłby szybciej rozwijać usługi transgraniczne, poprawiać czasy doręczeń i zasięg oraz wzmocnić pozycję negocjacyjną wobec dużych nadawców. Dla klienta końcowego scenariusz bywa dwojaki: z jednej strony więcej opcji dostaw, lepszy tracking i wyższa niezawodność w przesyłkach z zagranicy, z drugiej – jeśli konsorcjum mocno postawi na poprawę rentowności, w części segmentów mogą pojawić się podwyżki. Konkurenci – w tym Allegro – powinni się "obawiać" głównie w tym sensie, że wzmacnia się niezależny operator last-mile z mocniejszym komponentem międzynarodowym. Presja rośnie, jeśli InPost + FedEx zaoferują atrakcyjne stawki dużym sklepom, zbudują świetny cross-border na osi PL–UE i uzyskają wyraźną przewagę jakościową – przewiduje Krzysztof Kamiński. Zdaniem analityka XTB, status-quo na polskim rynku powinien się utrzymać. Szersze pole do zmian jest poza granicami Polski, gdzie InPost zamierza nasilić ekspansję: Operatorzy z Europy Zachodniej będą musieli się zmierzyć z bardziej “zwinnym” konkurentem z Polski, jednak sam InPost będzie musiał wypracować strategię dostosowywania się do specyfiki lokalnych rynków - twierdzi Kamil Szczucki. https://x.com/RBrzoska/status/2013869748564422720?proportion=2.02 Z kolei Marek Różycki wśród możliwych skutków transakcji wymienia dalszą presję kosztową na tradycyjne doręczenia do drzwi, przyspieszenie inwestycji w automaty paczkowe oraz PUDO (punkty odbioru i nadania przesyłek) przez konkurencję, a także większą liczbę partnerstw oraz postępującą integrację sieci międzynarodowych z lokalną infrastrukturą. Czy klienci powinni się martwić? Dla klientów krótkoterminowo zmiany mogą być ograniczone. Długoterminowo można się spodziewać lepszej integracji przesyłek międzynarodowych w modelu OOH oraz potencjalnie bardziej stabilnych cen wynikających ze skali oraz efektywności modelu out of home – przekonuje Różycki. Czy klienci powinni się obawiać wzrostu cen usług kurierskich? Profesor Arkadiusz Kawa też jest zdania, że polscy klienci nie powinni się obawiać rewolucji z dnia na dzień. Bardziej prawdopodobne są zmiany ewolucyjne, czyli szersza oferta międzynarodowa oraz możliwe podniesienie standardu usług w wybranych segmentach. A jak to może wyglądać poza Polską? W Europie istotne może być to, czy InPost dzięki wejściu inwestora branżowego przyspieszy umacnianie pozycji na rynkach, takich jak Wielka Brytania, Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Beneluks. Jeśli tak będzie, to konkurencja może odczuć presję w obszarach, w których InPost jest najmocniejszy, tj. ogromne doświadczenie w budowaniu OOH, rozwiązania technologiczne, znajomość potrzeb klientów i wysoka efektywność logistyki - przewiduje profesor Arkadiusz Kawa. Wojciech Szubart dopytywany o to, czy np. Allegro powinno się obawiać osadzenia InPostu w nowej rzeczywistości, stwierdził, że tak. Specjalista ponownie zwrócił uwagę na plany stworzenia przez firmę Brzoski marketplace’u wykorzystującego zaawansowane rozwiązania technologiczne. Wskazał na liczbę osób, która korzysta z aplikacji InPostu i docelowo może być połączona z nowym kanałem sprzedaży. W tym miejscu warto dodać, że InPost Mobile używać ma kilkanaście milionów osób. A co ekspert sądzi o rozwoju branży w szerszym kontekście? Rynek kurierski nadal będzie się rozwijał, ponieważ sprzedaż w kanale e-commerce wciąż rośnie. Jestem przekonany, że o udziale w rynku będzie decydować przede wszystkim czas dostawy. Dziś standardem przy przesyłkach paczkowych jest dostawa w 24 godziny, coraz powszechniejsze są również dostawy w soboty. Kto zacznie dostarczać na dużą skalę tego samego dnia oraz w niedziele, może zdobyć istotną część rynku. Czy będzie to InPost? Tego nie wiem – stwierdza Szubart. InPost dynamicznie rośnie poza Polską W ostatnich latach InPost dał się też poznać jako firma przejmująca konkurencję. Na liście akwizycji znaleźć można Mondial Relay, Sending, Yodel czy Menzies. W efekcie podmiot wkraczał na nowe rynki lub umacniał na nich swoją obecność. Dzisiaj firma ma dziesiątki tysięcy paczkomatów oraz innych punktów nadań i odbioru w Wielkiej Brytanii (do 2029 roku firma chce tam zainwestować 600 mln funtów), Hiszpanii (ponad 4 tys. automatów), Portugalii, Belgii, Luksemburgu, Holandii i Włoszech (niemal 5 tys. maszyn). Niedawno spółka chwaliła się tym, że we Francji liczba paczkomatów wynosi już ponad 10 tys. https://x.com/RBrzoska/status/2012195000600211804?proportion=1.48 Co dalej? Wojciech Szubart jest zdania, że spółka będzie nadal inwestować w południowej części Europy, obstawia także wejście na rynek niemiecki. Bo chociaż próg wejścia jest w tym przypadku wysoki, to korzyści mogą się okazać jeszcze większe. A z zapewnionym wsparciem finansowym próba ma większe szanse na ostateczny sukces. Na niemiecki kierunek wskazał też Marek Różycki, który dodał, że to jeden z największych rynków B2C w Europie i kluczowy partner handlowy Polski. W opinii eksperta, istotne mogą się też okazać rynki, na których FedEx posiada silną infrastrukturę, a InPost jeszcze nie jest tam obecny. Jego zdaniem równie ważne, a może nawet ważniejsze od przejęć, mogą się okazać partnerstwa.  Kluczowe będzie to, czy strategia będzie defensywna, czyli nastawiona na umacnianie pozycji w Europie, czy, co wydaje się bardziej prawdopodobne, ofensywna, zmierzająca do budowy paneuropejskiej platformy infrastrukturalnej z ambicjami globalnymi – konkluduje Różycki. Na niemiecki kierunek wskazuje również profesor Arkadiusz Kawa, dodając przy tym, że będzie to wymagało dużych środków i jeszcze większej cierpliwości, ale zmiany właścicielskie mogą ułatwić sprawę. Zdaniem eksperta priorytetem będą jednak najpewniej rynki, na których InPost umacnia swoją pozycję – np. Wielka Brytania.  Jeśli fundusze będą myślały o wyjściu w dłuższej perspektywie, to wzrost skali i pozycji rynkowej jest naturalną drogą do podniesienia wyceny – ocenia profesor Kawa. Analityk XTB również jest zdania, że dalsze zakupy są bardzo prawdopodobne, a nawet pewne. Jego zdaniem spółka skupi się na niewielkich podmiotach z potencjałem na rozwój lub restrukturyzację. Wskazał też na części większych grup, które nie do końca pasują do ich profili. Z kolei ekspert OANDA TMS Brokers uważa, że przejęcia są logicznym narzędziem, bo w logistyce skala i infrastruktura decydują o przewadze. Najbardziej typowe kierunki to rynki, na których InPost już działa lub może szybko zbudować efekt sieci, kraje o wysokim udziale e-commerce i rozdrobnionej konkurencji oraz aktywa stricte „\"last mile" – sieci punktów i automatów, lokalne firmy kurierskie, a także technologie do zarządzania dostawami – podsumowuje Krzysztof Kamiński. Delisting ważny dla InPostu. Partnerstwo z FedEx jeszcze ważniejsze Z przeprowadzonych rozmów wyłania się dość klarowny obraz sytuacji: InPost może poważnie skorzystać na ogłoszonej niedawno transakcji. Spółka przestanie działać pod presją kwartalnych wyników oraz kursu akcji, będzie mogła realizować proces transformacji oraz długoterminowe projekty. Delisting pozwala usunąć sporo wymogów regulacyjnych, nierzadko kłopotliwych, ogranicza część kosztów, które ponoszą spółki publiczne, upraszcza strukturę organizacji i przyspiesza proces decyzyjny. Eksperci mówili wprost o swobodzie strategicznej związanej z tym ruchem. W takim układzie łatwiej też "ustawić" firmę pod efekt skali i współpracę z partnerem branżowym oraz (być może docelowo) dalsze zmiany właścicielskie – przewiduje prof. Kawa. A co może się dla InPostu okazać ważniejsze: samo zejście z giełdy czy nawiązanie partnerstwa z firmą FedEx? Krzysztof Kamiński z OANDA TMS Brokers ocenił, że prywatny status spółki „ułatwia agresywniejsze inwestycje i niepopularne krótkoterminowo decyzje bez presji rynku publicznego”, ale operacyjnie „większą dźwignię zwykle daje partner branżowy – FedEx może wnieść wolumen międzynarodowy, dostęp do klientów korporacyjnych, globalną sieć i know-how w transgranicznych przesyłkach". Jego zdaniem delisting może być warunkiem sprawnego przeprowadzenia zmian, a współpraca z FedEx – silnikiem wzrostu. Marek Różycki jest zdania, że samo zejście z giełdy stanowi narzędzie, ale kluczowe znaczenie będzie miało to, co nastąpi później" Zejście z giełdy daje większą elastyczność finansową i operacyjną, natomiast to dostęp do globalnej sieci oraz klientów może realnie zmienić trajektorię wzrostu InPostu. Jeżeli partnerstwo z FedEx przyniesie realne synergie w zakresie ekspansji międzynarodowej, wolumenów, integracji sieci oraz wspólnych inwestycji infrastrukturalnych, to właśnie ten element będzie decydujący – przekonuje Różycki. Podobnie widzi to profesor Kawa, który stwierdził, że "bez realnych korzyści sprzedażowych i logistycznych delisting pozostanie tylko 'zmianą formy', a nie impulsem wzrostu". Co dalej z InPostem?  Czy należy się spodziewać intensywnego wzrostu spółki zarządzanej przez Brzoskę? W komunikacie prasowym pojawiły się deklaracje w zakresie finansowania dynamicznego rozwoju przez konsorcjum. A sam Brzoska wskazał na "realizację celu, jakim jest redefinicja europejskiego sektora e-commerce". Plany są zatem ambitne. Teraz dochodzą do nich wielkie możliwości. Patrząc na tę transakcję, warto mieć na uwadze właśnie to, że w ostateczności nie dotyczy ona polskiego rynku. FedEx nie wykłada tych miliardów, by w końcu zaistnieć nad Wisłą. Gigant zobaczył najpewniej, że w naszym kraju rozwinęło się rozwiązanie, które może być z powodzeniem wdrażane w innych krajach. I to z myślą o nich mógł wyciągnąć portfel. Nie można przy tym wykluczać, że w Polsce marka InPost zostanie, ale już poza naszymi granicami FedEx zechce stawiać na własny brand. Zresztą spójrzmy na polskie podwórko: czy np. marki banków, dość silne, były doceniane po przejęciach? Santander raczej się nie patyczkował… Rafał Brzoska pozostanie szefem InPostu? Marka zniknie, ale zostanie Rafał Brzoska? To też nie jest pewne. Na razie miliarder odgrywa w tej układance istotną rolę, niektórzy twierdzą wręcz, że to on rozdaje karty. Ale czy tak będzie za 5 czy 10 lat? Jasne, może się okazać, że dla firmy FedEx to będzie doskonały nabytek. Jednak można też założyć, że Amerykanie mu podziękują. Bo będą się chcieli bawić po swojemu. Brzoska nadal będzie bardzo bogatym człowiekiem. Tyle że poza swoim „dziełem”. https://x.com/RBrzoska/status/2018995761728348202?proportion=1.78 Na razie kluczowe jest to, czy inwestycja w ogóle dojdzie do skutku. Bo fakt, że UOKiK da zielone światło, nie oznacza, że to samo zrobią instytucje w Wielkiej Brytanii czy Francji, gdy zobaczą, że w siłę ma u nich urosnąć FedEx. Jednocześnie mniejsi inwestorzy nie muszą się zgadzać na warunki tłustych kotów i teraz uznają, że wywodzący się z Polski biznes jednak jest wart znacznie więcej. Można zatem zakładać, że w tej historii jeszcze sporo się wydarzy.

3
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Kto używa Apple Intelligence? Nie uwierzysz, jaki procent użytkowników
Aplikacje 22:26

Kto używa Apple Intelligence? Nie uwierzysz, jaki procent użytkowników

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Xiaomi zmienia zdanie. Civi 6 jednak powstanie
Sprzęt 22:00

Xiaomi zmienia zdanie. Civi 6 jednak powstanie

0
MICHAł ŚWIECH
1.
AI się takich rzeczy nigdy nie nauczy. Tego zawodu nam nie zabierze
Aplikacje 21:40

AI się takich rzeczy nigdy nie nauczy. Tego zawodu nam nie zabierze

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Każde auto to ma, a Tesla nadal nie. Jest jednak nadzieja
Moto 20:07

Każde auto to ma, a Tesla nadal nie. Jest jednak nadzieja

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Zamyka się ważny rozdział historii. Chodzi o Linuxa i sprzęt
Sprzęt 19:29

Zamyka się ważny rozdział historii. Chodzi o Linuxa i sprzęt

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Asus dogadał się z HiFiManem. Oto studyjne słuchawki gamingowe
Sprzęt 18:49

Asus dogadał się z HiFiManem. Oto studyjne słuchawki gamingowe

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Prawdziwy niezbędnik kierowcy, a dziś go kupisz znacznie taniej
Telepolis.pl
Sprzęt 18:03

Prawdziwy niezbędnik kierowcy, a dziś go kupisz znacznie taniej

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Ten DAC kosztuje tyle, co flagowy smartfon. Gra jak sprzęt stacjonarny
Sprzęt 17:21

Ten DAC kosztuje tyle, co flagowy smartfon. Gra jak sprzęt stacjonarny

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
To będzie marzenie każdego lekarza. Szczególnie takich głuchawych
Nauka 16:32

To będzie marzenie każdego lekarza. Szczególnie takich głuchawych

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Moda na CD trzyma się mocno. FiiO szykuje kolejne discmany
Tech 14:57

Moda na CD trzyma się mocno. FiiO szykuje kolejne discmany

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Odbieraj przesyłki z Paczkomatu konsolą Nintendo
Aplikacje 14:06

Odbieraj przesyłki z Paczkomatu konsolą Nintendo

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Android 17 jak iOS. Ta funkcja to rewolucja
Oprogramowanie 12:19

Android 17 jak iOS. Ta funkcja to rewolucja

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
GTA 6 za darmo, czyli najlepszy przyjaciel 800 Plus
Aplikacje 11:32

GTA 6 za darmo, czyli najlepszy przyjaciel 800 Plus

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
W Action za 69,95 zł. Wszystko będziesz miał pod kontrolą
Sprzęt 09:59

W Action za 69,95 zł. Wszystko będziesz miał pod kontrolą

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Pobraliśmy je 37 mln razy. Kradną dane i wysyłają do oszustów
Aplikacje 09:08

Pobraliśmy je 37 mln razy. Kradną dane i wysyłają do oszustów

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Pisanie na telefonie stanie się dużo łatwiejsze. Koniec z błędami
Aplikacje 08:19

Pisanie na telefonie stanie się dużo łatwiejsze. Koniec z błędami

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Ruszyła produkcja pierwszych dysków PCIe 6.0. Nawet 28 GB/s
Sprzęt 07:31

Ruszyła produkcja pierwszych dysków PCIe 6.0. Nawet 28 GB/s

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Czy kabel miedziany daje lepszy dźwięk? Niespodziewany wynik testu
Sprzęt 14 LUT 2026

Czy kabel miedziany daje lepszy dźwięk? Niespodziewany wynik testu

16
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Więcej nowości
iPhone na walentynki? Tak, ale tylko w złocie i diamentach za 74 tysiące
Sprzęt 14 LUT 2026

iPhone na walentynki? Tak, ale tylko w złocie i diamentach za 74 tysiące

Rosyjska firma Caviar, znana z ultraluksusowych wersji smartfonów, zaprezentowała kolekcję Garden of Eden z okazji Walentynek 2026 roku. Nowa seria obejmuje trzy ekskluzywne projekty iPhone'a 17 Pro i Pro Max, inspirowane symbolami miłości i oddania z różnych kultur. Trzy symboliczne wzory Kolekcja składa się z modeli Charming Lotus (symbolizującego czystą miłość i harmonię małżeńską), Goldfish and Wings (szczęśliwe małżeństwo i dobrobyt) oraz Wings of Love (związek pokonujący dystans). Każdy design wykorzystuje motywy lotosu, złotej rybki i jaskółki jako obrazy harmonii i połączenia międzyludzkiego. Smartfony są ozdobione diamentami, szafirami i 24-karatowym złotem. Przy tworzeniu dekoracji wykorzystano technikę artystycznego grawerowania oraz kolorowej jubilerskiej emalii. Każdy telefon jest wykonywany ręcznie przez zespół rzemieślników Caviar, łącząc jubilerskie rękodzieło z precyzyjnym montażem. Walentynkowy dodatek specjalny Właściciele smartfonów z kolekcji Garden of Eden otrzymują złotą walentynkę z sercem i kodem QR. Kod prowadzi do sekretnej sekcji Caviar, gdzie użytkownik otrzymuje osobiste przepowiednie miłosne w formie cytatów słynnych autorów, w tym Szekspira. Każdy model jest ograniczony do zaledwie 14 egzemplarzy. Ceny rozpoczynają się od 9910 dolarów (35,2 tys. zł), a kończą na 20840 dolarów (74 tys. zł) za iPhone 17 Pro Max 1 TB w wersji Charming Lotus. [SALE-3204] [SALE-3205] [SALE-3206]

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.

Więcej nowości

Polska torrentowa. Kto najbardziej piraci?
Telepolis.pl
Telewizja i VoD 13 LUT 2026

Polska torrentowa. Kto najbardziej piraci?

Statystyki demograficzne renomowanego forum torrentowego odsłaniają prawdę o tym, jak w Polsce wygląda piractwo. A przynajmniej to dla najbardziej wymagających użytkowników. Bardzo specyficzna próba Strony pirackie mają wiele kategorii i form. Czasem wyglądają jak prymitywne serwisy streamingowe z milionem reklam, innym razem są dostępne wyłącznie na zaproszenia, a dostęp do nich jest ściśle reglamentowany. W przypadku torrentów jest zarówno międzynarodowy The Pirate Bay, jak i są warianty bardziej ekskluzywne. Torrenty to zdecentralizowana metoda wymiany plików w sieci (peer-to-peer, P2P), w której użytkownicy pobierają dane bezpośrednio od siebie nawzajem, a nie z jednego serwera. Powszechnie dostępne serwisy oferują często niskiej jakości treści, często z niebezpiecznymi bonusami w pobieranych katalogach, a do tego ich oferta jest co chwila wycinana, z co smaczniejszych kąsków. Można tam zapomnieć o ważnych premierach polskiego kina czy o spolszczonych wersjach filmów i seriali. Inaczej jest z tymi "na zaproszenie", gdzie nawet społeczność potrafi sama dogrywać lektora do materiałów z Apple TV+, wszystkie pliki dostępne są w 4K z DV i HDR, a filmy pełnometrażowe można pobierać nawet w wersjach plików dla kin, o pojemności przekraczającej 100-150 GB. To właśnie jeden z takich polskich serwisów przeprowadził ankietę wśród swoich użytkowników. Młodzi nie wiedzą, gdzie szukać "jakościowych plików pirackich" Nie będę w tym miejscu analizował, co w imię prawa i etyki jest odpowiednie w przypadku torrentów. To temat rzeka, którym można wypełnić kilka innych artykułów. Skupię się natomiast na liczbach, które są — co tu dużo mówić — zaskakujące. Badana próba to 4701 osób, z brakiem możliwości kilkukrotnego głosowania i dwustopniowym logowaniem wykluczającym jakieś kombinacje (tylko jedna sesja na jednym urządzeniu w danym czasie). Jak się okazuje, najmłodsi użytkownicy, a więc deklarujący wiek 15-24 lat stanowili jedynie 0,6% głosów (zaledwie 27 osób) i byli najmniejszą grupą użytkowników platformy. Po przeciwległej stronie znalazły się osoby w wieku 35-44 lata, z udziałem aż 54,5%, a z przeszło o połowę mniejszym udziałem (23,3%) wtórowała im grupa 45-54 lata. Aż 78% polskich piratów ma 35-54 lata? Nie wyciągałbym dalekosiężnych wniosków na podstawie niestandaryzowanej próby z jednego tylko forum z torrentami. Gdy jednak chodzi o pobieranie wysokiej jakości torrentów, nie da się ukryć, że w Polsce przodują Millenialsi, a tuż za nimi są przedstawiciele Pokolenia X. Ankieta nie daje odpowiedzi na pytanie, czy młodszym wystarcza niższa jakość plików, czy też może rzadziej sięgają oni po treści pirackie i stawiają na w pełni legalną kulturę. Powód znikomego odsetka kont najmłodszych może być też prozaiczny - nie mają pojęcia o istnieniu tajnych for lub starsi koledzy nie chcą tracić na nich swoich zaproszeń. [SALE-3240] [SALE-3241] [SALE-3242]

13
LECH OKOń
1.

Więcej nowości

To jeszcze telefon czy już biżuteria? Przekonaj się, czemu wybrać Huawei Nova 14 Pro
Telepolis.pl
Sponsorowane 14 LUT 2026

To jeszcze telefon czy już biżuteria? Przekonaj się, czemu wybrać Huawei Nova 14 Pro

Stylowy telefon ze świetnym aparatem? Dzięki Huawei Nova 14 Pro taki sprzęt jest na wyciągnięcie ręki. W Media Expert czeka na Ciebie oferta premierowa. Smartfony z serii Huawei Nova nie są sprzętem dla każdego. To urządzenia dla świadomych użytkowników, którzy cenią sobie styl, indywidualizm oraz świetne zdjęcia. Jeśli uważasz, że ten opis pasuje do Ciebie idealnie, to koniecznie powinieneś sięgnąć po Huawei Nova 14 Pro, czyli najnowszego przedstawiciela lifestyle’owej linii urządzeń popularnej marki. Dobra wiadomość jest taka, że telefon już dziś czeka na Ciebie w Media Expert. Co więcej, jeśli się pospieszysz, to przy jego zakupie możesz oszczędzić aż 500 zł. Wystarczy kupić urządzenie do 8 marca 2026 r., by załapać się na wyjątkową ofertę premierową, w której za Huawei Nova 14 Pro zapłacisz jedynie 2499 zł. Najniższa cena od wprowadzenia modelu Nova 14 Pro 12/512GB to 2999 zł. I to w zasadzie tyle. Żadnych pułapek, żadnych haczyków, a jedynie dobry sprzęt w dobrej cenie. A dlaczego warto w ogóle sięgnąć po Huawei Nova 14 Pro? Są co najmniej trzy dobre powody. Wygląda jak biżuteria OK, jasne, wygląd nie jest może w smartfonach najważniejszy. Kiedy jednak ze sprzętu korzystamy codziennie i praktycznie nigdy się z nim nie rozstajemy, to warto chyba, żeby przyjemnie było na niego popatrzeć, prawda? A jeszcze lepiej, kiedy jego design staje się atrakcją sam w sobie, tak jak ma to miejsce w przypadku Huawei Nova 14 Pro. Ten telefon swoim wyglądem i wykonaniem zaciera granice między telefonem a elementem biżuterii. Już na pierwszy rzut oka widać tu olbrzymią troskę o detale: smukła obudowa (raptem 7,78 mm grubości) doskonale współgra z zaokrągloną ramką urządzenia oraz poczwórnie zakrzywionym wyświetlaczem LTPO OLED o przekątnej 6,78”. Zresztą na sam ekran również miło popatrzeć, m.in. za sprawą doskonałego odwzorowania kolorów oraz wysokiej rozdzielczości 1224 x 2776. Uwagę przykuwa jednak przede wszystkim tył urządzenia. Może nie w przypadku wersji czarnej, która celuje raczej w uniwersalną elegancję (i robi to całkiem skutecznie), ale wariant błękitny absolutnie olśniewa. To zasługa kilku elementów, w tym przede wszystkim nietypowej faktury inspirowanej kryształkami lodu, dzięki której Huawei Nova 14 Pro absolutnie wyróżnia się z tłumu. Dodajmy do tego świetną jakość wykonania i mamy sprzęt, który nie jest tylko kolejnym kawałkiem elektroniki, ale modnym gadżetem, który pomoże nam wyrazić samych siebie. Spektakularny aparat z każdej strony Jeśli telefon to dla Ciebie nie tylko portal do kontaktu ze światem, ale także sposób na uwiecznianie tego świata i każdej magicznej chwili, to sprzęty spod szyldu Huawei powinny idealnie trafić w Twoje potrzeby. Huawei Nova 14 Pro nie jest tutaj wyjątkiem. Urządzenie wyposażono w rewelacyjny aparat, który sprawdzi się w praktycznie każdej sytuacji. Na pleckach urządzenia umieszczono podwójną kamerkę z głównym modułem o rozdzielczości 50 Mpix oraz – i to pierwsza niespodzianka – zmienną przysłoną w zakresie f/1.4-4.0. To rozwiązanie zapożyczone z flagowców producenta oraz pełnowymiarowych lustrzanek i bezlusterkowców.  Zmienna przysłona daje większą kontrolę nad obrazem, który uda nam się zarejestrować. Szeroko otwarta, pozwala na uzyskanie efektownego rozmycia tła oraz lepszej jakości zdjęć po zmroku, natomiast jej przymknięcie daje zauważalnie lepszą ostrość, szczególnie w przypadku obiektów na dalszym planie. To jeden z kilku powodów, dlaczego fotografie wykonane Huawei Nova 14 Pro wychodzą tak spektakularnie. Drugi to fantastyczne kolory. To zresztą także zasługa rozwiązania, które do Novy trafiło prosto z topowych modeli producenta z serii Mate oraz Pura: dedykowanego czujnika spektralnego Ultra Chroma. To dodatkowy moduł, którego jedynym zadaniem jest rejestrowanie informacji o kolorze fotografowanego obiektu. Dzięki temu barwy na zdjęciach prezentują się naturalnie, a wprawne oko doszuka się mnóstwa niuansów, które umykają tradycyjnym telefonom. Huawei Nova 14 Pro świetnie odnajduje się zwłaszcza w fotografii portretowej. Dotyczy to zresztą nie tylko tylnego aparatu, ale także podwójnej kamerki do selfie, która oprócz tradycyjnego obiektywu ultraszerokokątnego z autofokusem posiada dedykowany moduł tele z dwukrotnym przybliżeniem. Wszystko po to, żeby perfekcyjnie uwiecznić każdą ważną chwilę. Bateria, która nie zawodzi A jeśli zależy Ci na sprzęcie nie tylko ładnym, ale i niezawodnym, to dodam tylko, że Huawei Nova 14 Pro wyposażono w konkretny akumulator o pojemności 5500 mAh. Taka bateria sama w sobie wystarcza na cały dzień pracy (a pewnie nawet dłużej), ale nawet nie to jest tutaj istotne. Ważne jest to, że telefon obsługuje też ładowanie mocą aż 100 W. To oznacza, że nawet kiedy smartfon jest na granicy rozładowania, wystarczy parę minut przy gniazdku, by cieszyć się energią na cały dzień. Wyjątkowy telefon – teraz w Media Expert Mówiąc krótko, Huawei Nova 14 Pro to sprzęt efektowny, elegancki i praktyczny. Jeśli coś takiego brzmi kusząco, to nie zostaje nic innego, tylko zajrzeć na stronę Media Expert i skorzystać z wyjątkowej oferty premierowej. Artykuł sponsorowany na zlecenie Media Expert

0
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania