Fotowoltaika – wolność czy nowe uzależnienie?
Publicystyka 14 CZE 2026

Fotowoltaika – wolność czy nowe uzależnienie?

Fotowoltaika budzi duże zaciekawienie, ale też i kontrowersje. Z jednej strony chcemy mieć tanią energię ze słońca, a z drugiej strony niewiele o niej wiemy i często wpadamy w pułapki zastawiane przez firmy sprzedające gotowe rozwiązania, przez Państwo i przez operatorów energetycznych. Czy zatem coś, co pozornie daje wolność, sprawi, że staniemy się kolejnymi uzależnionymi od systemu? Fotowoltaika. Jak to działa? Za produkcję energii odpowiadają panele fotowoltaiczne oparte o elementy światłoczułe. Pojedynczy panel daje około 40–50 V napięcia stałego z różną mocą – powiedzmy około 500 W (zależy od zastosowanego panelu). Natężenie prądu wynosi zatem w teorii jakieś 10 A. Jak widać na pierwszy rzut oka, parametry te różnią się od prądu z gniazdka choćby tym, że panele dają prąd stały, a gniazdko – przemienny. Żeby te parametry zsynchronizować ze sobą, potrzebne jest urządzenie zwane falownikiem (inwerterem). Falownik spełnia kilka zadań w instalacji – przede wszystkim zamienia napięcie stałe uzyskiwane przez panele na przemienne. Przykładowa instalacja może mieć 8 paneli (500 W każdy) połączonych szeregowo — daje zatem około 300 — 400 V prądu stałego (8 × 40 - 50 V — w zależności od parametrów paneli). Taka instalacja ma też szczytową wydajność 4 kWp. Falownik zamienia je na 230 V prądu przemiennego i wpuszcza do sieci domowej lub – w przypadku systemów on-grid – przesyła do operatora, który za niego płaci. Falownik kontroluje też bank energii: w zależności od sytuacji albo uzupełnia w nim energię, albo z niego czerpie. Tutaj warto wspomnieć o sprawności panelu. Często w specyfikacji można odczytać, że dany panel ma np. 22 lub 23% sprawności. Co to oznacza? Gdy na 1 metr kwadratowy pada około 1000 W energii słonecznej, a panel produkuje 220 W to jego sprawność wynosi 22%. Na parametr ten wpływają jeszcze takie czynniki jak temperatura (im wyższa tym panel mniej wydajny), zabrudzenia, cień np. drzew, orientacja (najlepiej, żeby panele były skierowane na południe) i kąt (zazwyczaj w Polsce około 30 stopni).  Różne typy instalacji Możesz mieć instalację off-grid, on-grid lub obie jednocześnie. Pierwsza może być całkowicie odcięta od sieci operatora – pozwala zatem kompletnie się uniezależnić, choć nie do końca. Problemem są miesiące zimowe; tylko odpowiednio duża liczba paneli rozmieszczonych pionowo (np. jako przęsła płotu) pozwala uzyskać odrobinę energii, gdyż ustawienie pionowe zmniejsza straty przy niskim kącie padania słońca. Druga opcja, czyli on-grid, pozwala sprzedawać nadwyżki do sieci energetycznej lub z niej czerpać – jeśli instalacja nie jest wyposażona w bank energii. Systemy on-grid mogą być dość zwodnicze. Na przykład w programie „Mój Prąd” opartym na rozliczeniu net billing tak naprawdę instalacja nie zapewnia pełnej niezależności prosumenta. Dlaczego? Dlatego, że gdy operator wyłączy prąd, nasza instalacja przestaje działać. Dzieje się tak ze względów bezpieczeństwa – gdyby fotowoltaika wysyłała prąd do sieci, ekipa naprawcza dostawcy mogłaby być narażona na porażenie. Nie jest zatem możliwa ingerencja w instalacje już wykonane i nieposiadające trybu wyspowego. Tryb ten jest dostępny nie we wszystkich inwerterach, dlatego decyzję o zainstalowaniu falownika z certyfikowanym trybem wyspowym najlepiej podjąć przy zakładaniu nowej instalacji. System mieszany (off-grid + on-grid) Można też zbudować sieć mieszaną. Gdy w sieci znajduje się napięcie, system pracuje w trybie on-grid: zasila dom, a nadwyżki gromadzi w banku energii. Gdy bank zostanie napełniony, nadwyżka wysyłana jest do sieci. W przypadku awarii i nagłego odcięcia prądu z ulicy falownik przechodzi w tryb wyspowy (off-grid) i korzysta z paneli oraz zmagazynowanej energii, zasilając dom bez przerwy. Net-metering i net-billing, czyli jak rozliczasz się z operatorem Sposób rozliczania nadwyżek energii z siecią ma ogromny wpływ na opłacalność (lub nieopłacalność) całej instalacji. W Polsce obowiązywały dotąd dwa różne systemy, a ich zmiana w 2022 roku znacząco odbiła się na strategii doboru i użytkowania fotowoltaiki. Do tego ciągłe zmiany w programach takich jak „Mój Prąd”, których nazwa wprowadza w błąd, sprawiają, że ci, którzy się nie znają – nie mają pojęcia, co wybierają. Znany mi jest przykład elektryka troszkę starszego ode mnie, który podczas rozmowy ze mną nie potrafił odróżnić systemu on-grid od off-grid. Sieć jako wirtualny magazyn energii System net-metering obowiązywał w Polsce do marca 2022 roku i był bardzo korzystny dla prosumentów. Działał jak wirtualny bank energii – oddana do sieci energia była „zapisywana na koncie”, a następnie można ją było odebrać z powrotem w stosunku 1:0,8 (dla instalacji do 10 kWp). Oznaczało to, że za każde 10 kWh wysłanych do sieci latem można było zimą odebrać 8 kWh. Sieć energetyczna pełniła funkcję darmowego magazynu, a nadwyżki letnie równoważyły niedobory zimowe. Przy net-meteringu opłacało się przewymiarować instalację – im więcej produkowałeś latem, tym więcej mogłeś odebrać w miesiącach zimowych. Przykładowo – instalacja znajomego z panelami o mocy 8 kWp potrafi mu do dziś wyprodukować około 40–50 kWh energii dziennie, z czego część oczywiście zużywa, a część wysyła do sieci. Rachunki w rozliczeniu rocznym, które płaci, wynoszą około 200 zł. Prima aprilisowy net-biling Od 1 kwietnia 2022 roku nowe instalacje rozliczane są w systemie net-billing. Zamiast „oddawać” energię do sieci i odbierać ją później, prosument sprzedaje nadwyżki po cenie hurtowej (giełdowej), która jest znacznie niższa od ceny detalicznej. Nadwyżki, które trafiają do operatora, ten odsprzedaje ze swoją dużo większą marżą. Przykłady mówią same za siebie: jeszcze w styczniu 2025 r. operatorzy płacili nawet 48 gr/kWh, ale już w marcu tego roku stawki spadły do 18 gr/kWh. Czerwiec 2025 był rekordowo zły – ceny spadły do 13 gr/kWh. A kwiecień 2026 pobił ten rekord – również 13 gr/kWh. Tymczasem cena zakupu 1 kWh z sieci wzrosła do ok. 1,10 zł. Oznacza to, że sprzedajesz za grosze, a płacisz jak za zboże. Proporcja wynosi ponad 1:8 – to przykład współczesnego, chciwego złodziejstwa w białych rękawiczkach. Ta zmiana miała bezpośredni wpływ na strategię doboru instalacji. Przy net-billingu przewymiarowanie instalacji przestaje się opłacać, bo nadwyżki są źle wyceniane. Zamiast tego liczy się autokonsumpcja, czyli zużycie wyprodukowanego prądu na bieżąco. Warto zatem: dobierać moc instalacji do rzeczywistego zużycia – bez dużych nadwyżek, inwestować w bank energii, który pozwoli przesuwać zużycie na wieczór, sterować pracą energochłonnych urządzeń (zmywarka, pralka, ładowanie auta) na godziny szczytowej produkcji. Krótko mówiąc: net-metering premiował dużą produkcję, net-billing premiuje mądre zużycie. To jednak nie koniec problemów. Pułapki rynku fotowoltaicznego – na co uważać? Boom na fotowoltaikę przyciągnął nie tylko rzetelnych instalatorów, ale też firmy nastawione wyłącznie na szybki zysk. Klient kupujący instalację zazwyczaj robi to raz w życiu i nie ma punktu odniesienia – to idealna sytuacja dla nieuczciwych sprzedawców. Poza tym większość kupujących nie ma wiedzy na temat tego typu instalacji albo zwyczajnie nie ma czasu, by tym się zająć. W końcu nie każdy musi się znać na wszystkim. Zawyżanie cen instalacji. Klient otrzymuje dotację w wysokości kilku tysięcy złotych, a firma dolicza tę kwotę do całości. Znane są przypadki zainstalowania systemu za 60 tys. złotych, gdzie koszt wszystkich komponentów wynosił maksymalnie kilkanaście tysięcy złotych – bez magazynu energii. Podmiana sprzętu. W dokumentacji sprzęt świetny można by powiedzieć legendarny, a na dachu ląduje tani śmietnik (zamiennik). Nierealne obietnice zwrotu z inwestycji. Przy obecnych stawkach wypłacanych przez operatorów to bajka o żelaznym wilku. Zwrot może nastąpić za kilkanaście lat – a jeśli rząd i operatorzy będą wpadać na kolejne „ciekawe pomysły”, może nie nastąpić nigdy. To tylko przykłady nieuczciwych praktyk. Nie każda wysoka cena oznacza jednak oszustwo – w rzetelnej ofercie może być uwzględniony projekt elektryczny i budowlany, okablowanie, konstrukcja, zabezpieczenia, praca na dachu, zgłoszenia do operatora sieci, odbiory, a także gwarancja i serwis. Uczciwa firma nie będzie poganiać ani zniechęcać do porównania ofert. Jeśli z czymś takim się spotykamy, to jest to dla nasz sygnał ostrzegawczy. Można też posprawdzać ceny z oferty, z tymi, które są w sieci. W sumie trochę poświęconego czasu, a daje ogólny obraz kosztów związanych ze sprzętem. Warto też pokusić się o sprawdzenie faktycznego zapotrzebowania na energię w domu i dobrać odpowiedni sprzęt by był sprawny i wydajny.  Do tego dochodzi kontrowersyjny projekt rozporządzenia zakładający zdalne sterowanie instalacją przez operatora. Po co? Choćby wpływanie na instalacje w momencie, gdy prosument chce zużyć energię we własnym zakresie. Jeśli taki projekt zostanie wdrożony, to cofniemy się o kilkadziesiąt lat w rozwoju. Mówiono „komuno wróć” i wygląda na to, że może wrócić.  Mnóstwo czynników wpływa na to, jak sprawdzi się inwestycja w przysłowiową wolność. Energia ze słońca to przyszłość (pomijając wydajność i ekologiczność reaktorów termojądrowych). Jeśli tylko chcemy choć trochę uniezależnić się od systemu, to warto ją zainstalować z głową, a nie z bólem głowy po fakcie. Choć mój punkt widzenia jest taki, żeby odłączyć się w ogóle od systemu. Bo skoro Słońce jest niczyje, to dlaczego za energię z niego mam komuś płacić? 

5
JAKUB KRAM
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Xiaomi 17T – duża bateria, optyka Leica i AMOLED 120 Hz. Co oferuje nowy smartfon Xiaomi?
Publicystyka 10:12

Xiaomi 17T – duża bateria, optyka Leica i AMOLED 120 Hz. Co oferuje nowy smartfon Xiaomi?

0
REDAKCJA TELEPOLIS
1.
Skarbówka właśnie poinformowała podatników. Chodzi o środę 17 czerwca
Fintech 09:59

Skarbówka właśnie poinformowała podatników. Chodzi o środę 17 czerwca

0
ANNA KOPEć
1.
W Lidlu aż 900 zł taniej. Konkurent woła 4 razy więcej
Sprzęt 09:23

W Lidlu aż 900 zł taniej. Konkurent woła 4 razy więcej

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
SkyShowtime Polska przechwycił wielki hit science fiction. W końcu
Telewizja i VoD 08:56

SkyShowtime Polska przechwycił wielki hit science fiction. W końcu

1
ANNA KOPEć
1.
TikTok Shop startuje w Polsce. To już dzisiaj
Wiadomości 08:20

TikTok Shop startuje w Polsce. To już dzisiaj

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Bank z pilnym komunikatem. Powinni zapoznać się z nim wszyscy klienci
Płatności bezgotówkowe 07:41

Bank z pilnym komunikatem. Powinni zapoznać się z nim wszyscy klienci

0
ANNA KOPEć
1.
Dostałeś takiego SMS-a od banku? Musisz odpisać albo zablokują kartę
Bezpieczeństwo 07:06

Dostałeś takiego SMS-a od banku? Musisz odpisać albo zablokują kartę

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Ukryta funkcja PlayStation 5. Oszczędzisz na prądzie bez utraty frajdy
Gry 14 CZE 2026

Ukryta funkcja PlayStation 5. Oszczędzisz na prądzie bez utraty frajdy

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Korzystasz z pada do PS5 na PC? Od teraz uzyskasz dodatkowe funkcje
Sprzęt 14 CZE 2026

Korzystasz z pada do PS5 na PC? Od teraz uzyskasz dodatkowe funkcje

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
AI dusi się na lądzie. Samsung wyśle serwery na środek oceanu
Sprzęt 14 CZE 2026

AI dusi się na lądzie. Samsung wyśle serwery na środek oceanu

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Gdy gasnąca gwiazda nie staje się czarną dziurą. Oto, co może powstać
Nauka 14 CZE 2026

Gdy gasnąca gwiazda nie staje się czarną dziurą. Oto, co może powstać

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Ile drinków podnosi ryzyko wczesnej śmierci? Rząd USA chciał to ukryć
Nauka 14 CZE 2026

Ile drinków podnosi ryzyko wczesnej śmierci? Rząd USA chciał to ukryć

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Innowacja na ścieżce rowerowej. Możecie to zrobić razem
Sprzęt 14 CZE 2026

Innowacja na ścieżce rowerowej. Możecie to zrobić razem

0
PATRYCJA KORBA
1.
Kompromitacja giganta finansowego. Raport o AI okazał się oszustwem
Aplikacje 14 CZE 2026

Kompromitacja giganta finansowego. Raport o AI okazał się oszustwem

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Ile kamer trzeba by wyłapać wszystko w meczu? To skomplikowane
Nauka 14 CZE 2026

Ile kamer trzeba by wyłapać wszystko w meczu? To skomplikowane

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Kosmiczny szach-mat. Elon Musk może po prostu kupić sobie operatora
Wiadomości 14 CZE 2026

Kosmiczny szach-mat. Elon Musk może po prostu kupić sobie operatora

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Zombie plejstocenu. Nie uwierzysz, co kiedyś robiły wiewiórki
Nauka 14 CZE 2026

Zombie plejstocenu. Nie uwierzysz, co kiedyś robiły wiewiórki

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Smartfon w pracy a abonament RTV. Poczta Polska znów straszy
Wiadomości 14 CZE 2026

Smartfon w pracy a abonament RTV. Poczta Polska znów straszy

7
MARIAN SZUTIAK
1.
Więcej nowości
Samsung Galaxy Watch Ultra 2 z dużo lepszą baterią, ale czy to coś zmieni?
Sprzęt 14 CZE 2026

Samsung Galaxy Watch Ultra 2 z dużo lepszą baterią, ale czy to coś zmieni?

Galaxy Watch Ultra 2 ma mieć lepszą baterię od swoich poprzedników. Jednak czy to wystarczy? Zegarki z serii Galaxy Watch nigdy nie charakteryzowały się długi czasem pracy na baterii. Nie zmieniły tego nawet modele Ultra, w których można liczyć na około 2 dni działania z dala od ładowarki. Nowy model ma być pod tym względem poprawiony, ale na rewolucję nie ma co liczyć. Samsung Galaxy Watch Ultra 2 Nowy Samsung Galaxy Watch Ultra 2 ma mieć o około 35 proc. większą baterię od swojego poprzednika. Akumulator o pojemności 590 mAh, który znajduje się w aktualnych modelach, ma zostać zastąpiony przez ogniowo 784 mAh. To powinno znacząco wydłużyć czas pracy. Problem w tym, że nawet poprawa o 50 proc. niewiele w tej kwestii zmieni. Galaxy Watch Ultra działają około 2 dni. Druga generacja może w takim wypadku podziałać przez 3 dni (w zależności od użytkowania). To nadal dużo mniej niż Garminy czy Amazfity, które trzeba ładować nawet co 2 tygodnie. Poza tym Galaxy Watch Ultra 2 ma korzystać z układów Qualcomm Snapdragon Wear Elite zamiast Exynos W1000. Według plotek zegarek będzie też miał wbudowany moduł 5G. Premiera prawdopodobnie odbędzie się w lipcu.

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Xbox zostanie oddzielony od Microsoftu? To realna wizja
Gry 14 CZE 2026

Xbox zostanie oddzielony od Microsoftu? To realna wizja

Przyszłość marki Xbox stoi pod znakiem zapytania. Microsoft nie wyklucza nawet oddzielenia gamingowej części swojego biznesu, w tym nawet sprzedaży. Xbox w ostatnich latach nie radzi sobie najlepiej. Konsola sprzedaje się słabo. Marce brakuje dużych, naprawdę mocnych tytułów. Do tego firmie oberwało się za ostatnie podwyżki Game Passa, które może i zostały częściowo wycofane, ale mleko się rozlało. Ostatecznie Xbox ma nową szefową, która ma wszystko naprawić. Jednak przyszłość marki nie jest jasna. Co dalej z Xboxem? Asha Sharma, nowa szefowa Xboxa, w kilku wywiadach zapowiedziała ogromne zmiany, które mają przywrócić gamingową markę Microsoftu na szczyt. Jednocześnie szef całej fimy - Satya Nadella - w rozmowie z Hard Fork mówi, że skończył się czas inwestowania. Xbox w końcu musi stać się solidnym biznesem, który na siebie zarabia. Włożyliśmy w to ogromne nakłady. Nikt nie może zarzucić firmie Microsoft, że przez ostatnie 25 lat nie inwestowała. Teraz musimy przekształcić to w stabilny biznes, który dostarcza coś, co zasadniczo stanowi jedno z najlepszych źródeł rozrywki. Wyzwaniem, przed którym stoimy, jest to, że nie czerpaliśmy zysków z tej rozrywki. Jeśli już, to raczej ją dotowaliśmy. W rzeczywistości więcej zysków z gier na konsolę Xbox generuje serwis YouTube niż sama firma Microsoft. powiedział Satya Nadella. W tym samym czasie docierają do nas nieoficjalnie i dość sensacyjne informacje. W Redmond trwają dyskusje nad przyszłością marki Xbox. Chociaż żadne decyzje nie zapadły i w najbliższym czasie raczej nie zapadną, to rozważane są nawet skrajne scenariusze. Microsoft ma rozważać oddzielenie Xboxa do osobnej spółki. W ten sposób słabe wyniki gamingowego działu nie wpływałyby negatywnie na wyniki całej firmy. Inne możliwe rozwiązania to utworzenie spółki joint-venture, szerokie partnerstwo kapitałowe, a nawet całkowita sprzedaż Xboxa. To skrajne i raczej mało realistyczne scenariusze, ale podobno nie są na razie wykluczane w wewnętrznych rozmowach. Wiele o przyszłości Xboxa powiedzą nam najbliższe miesiące. Asha Sharma ma ogrom pracy do wykonania.

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Google wysłał mnie do Chin. Jeden drobiazg wywołał chaos (aktualizacja)
Felietony 12 CZE 2026

Google wysłał mnie do Chin. Jeden drobiazg wywołał chaos (aktualizacja)

Po powrocie z krótkiej podróży wszystko wydawało się normalne. Do czasu, gdy Google nagle zaczął traktować mnie jak mieszkańca odległego kraju. Są problemy, które od razu wiadomo, skąd się biorą. Nie działa Internet? Awaria operatora. Telefon nie łapie zasięgu? Pewnie BTS padł. Komputer się zawiesza? Winny jest Windows, oczywiście. A są też problemy, które sprawiają, że zaczynasz kwestionować własne zdrowie psychiczne. Mój zaczął się niewinnie. Wróciłem do Polski po krótkim, czterodniowym pobycie w Chinach. Na miejscu korzystałem z VPN-a, bo bez niego korzystanie z wielu zachodnich usług internetowych jest co najmniej utrudnione. Do Państwa Środka przyleciałem w środę nad ranem, a do Polski wróciłem już w niedzielę rano. Z uwagi na różnicę czasu, pobyt wydawał się jeszcze krótszy, niż wskazywałby kalendarz. Po powrocie wszystko działało normalnie. Internet stacjonarny, telefon, Google, Gemini – żadnych problemów. Do czasu. Dwa dni później zauważyłem coś dziwnego. Wchodzę na Google i zamiast standardowej strony wyszukiwarki widzę adres kończący się na ".hk". Hongkong. Pomyślałem: ciasteczka. W końcu dopiero wróciłem z Azji. Wyczyszczenie danych przeglądarki nie pomogło. Uruchomiłem tryb incognito - nadal Hongkong. Spróbowałem na innym komputerze. To samo. Na telefonie? też to samo. I wtedy zrobiło się naprawdę ciekawie. Komputer, który nigdy nie był w Chinach Pierwsze objawy zauważyłem na komputerze, który nigdy nie opuścił Polski. Nigdy nie był w Chinach (nie licząc fabryki), nigdy nie korzystał z chińskiego VPN-a, nigdy nie widział nawet lotniska w Pekinie. A mimo to Google uparcie twierdził, że powinienem oglądać hongkońską wersję wyszukiwarki. Zacząłem więc sprawdzać kolejne urządzenia. Laptop, smartfon, tablet, drugi komputer, telewizor... Wszystkie zachowywały się identycznie. Google kierował mnie do Hongkongu lub do Chin, w tym ostatnim przypadku pokazując... Error 404. Gemini powiedział „nie” Prawdziwy alarm włączył się jednak dopiero wtedy, gdy spróbowałem uruchomić Gemini - czy to na telefonie, czy to na komputerze. Zamiast ekranu czatu zobaczyłem komunikat: Usługa Gemini nie jest w tej chwili dostępna w Twoim kraju. Prosimy o cierpliwość. Problem w tym, że siedziałem wtedy w swoim domu pod Szczecinem, a Gemini w Polsce działa. Na telefonie, po uruchomieniu asystenta Gemini przez dłuższe wciśnięcie przycisku zasilania, wszystko wyglądało prawidłowo. Jednak po zadaniu dowolnego pytania, zamiast odpowiedzi widziałem taki oto obrazek. Dla pewności wyłączyłem Wi-Fi i przeszedłem na transmisję komórkową. Gemini uruchomił się natychmiast. Google nagle sobie przypomniał, że Polska istnieje. To był moment, w którym zrozumiałem, że problem nie dotyczy komputera, przeglądarki ani konta Google. Problem dotyczył całej mojej domowej sieci ze stałym adresem IP od Orange Polska. Znalezienie winnego nie było trudne Rozpoczęło się dochodzenie. Sprawdziłem geolokalizację adresu IP - Polska. Sprawdziłem DNS - Polska. Sprawdziłem konto Google - Polska. Google News pokazywał polskie wiadomości, a YouTube działał normalnie. W Google Play też była polska zawartość. Jednocześnie Gemini wciąż odmawiał współpracy, a wyszukiwarka po wyczyszczeniu danych przeglądarki niezmiennie kierowała mnie na google.com.hk. W tym momencie zacząłem podejrzewać, że Google ma własną wizję geografii, tym bardziej, że uruchomienie Map Google w trybie "InPrivate" również pokazywało moją lokalizację w południowo-wschodnich Chinach, w okolicach Hongkongu. I najwyraźniej w tej wizji cały mój dom został tam przeniesiony. Dodam, że większość swojego pobytu w Chinach spędziłem w Shenzhen, czyli tuż obok Hongkongu. Po wielu testach i analizach sprawa zaczęła się wyjaśniać. Wszystkie popularne bazy geolokalizacyjne poprawnie wskazywały Polskę. Problem leżał więc w danych, z których korzysta Google. W toku własnego śledztwa odkryłem coś jeszcze ciekawszego. Przy moim adresie IP znajdował się niekompletny wpis lokalizacyjny. Nie brakowało informacji o właścicielu adresu ani operatorze sieci. Brakowało jednak danych pozwalających jednoznacznie określić lokalizację. Większość usług internetowych radziła sobie z tym bez problemu, ale najwyraźniej nie systemy giganta z Mountain View. Najwyraźniej to w połączeniu z moim niedawnym pobytem w Chinach wystarczyło, aby algorytmy Google zaczęły podejmować bardzo kreatywne decyzje. Efekt? Google wysyłał mnie do Chin, a Gemini uznawał, że znajduję się w kraju, którego nie obsługuje. A ja przez chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie wróciłem z Chin tylko fizycznie. Jedno IP, dwa kraje Ta historia pokazuje coś bardzo ciekawego. Przywykliśmy myśleć, że Internet wie o nas wszystko. Że wielkie firmy technologiczne znają naszą lokalizację z dokładnością do kilku metrów. Że algorytmy są nieomylne. Tymczasem wystarczy jeden niekompletny wpis gdzieś głęboko w bazach danych oraz kilka zbiegów okoliczności i nagle człowiek siedzący w Polsce zostaje cyfrowo przeniesiony na drugi koniec świata. Najzabawniejsze jest to, że przez długi czas podejrzewałem siebie. Może VPN coś namieszał? Może zostały jakieś ciasteczka? Może Google zapamiętał podróż? Tymczasem problem okazał się znacznie bardziej prozaiczny. To nie ja znalazłem się w Chinach. To Google wysłał tam mój adres IP. Aktualizacja, czyli koniec problemów Problemy, o których napisałem, zgłosiłem zarówno do Orange Polska (prośba o uzupełnienie brakujących danych lokalizacyjnych dla mojego adresu IP), jak i do firmy Google. Nie wiem, czy któreś z nich zadziałało, czy też to "sprawka" automatu, ale mój dom "wrócił" z Chin do Polski. Ile to trwało? Problemy zaczęły się we wtorek, 2 czerwca, a 3 czerwca wysłałem zgłoszenia, o których wspomniałem wyżej. 11 czerwca mogłem znowu korzystać z Gemini, natomiast 12 czerwca wyszukiwarka Google przestała mnie przekierowywać pod adres www.google.com/hk.

30
MARIAN SZUTIAK
1.

Popularne porównania