Grają tak dobrze, jak wyglądają. Test Nothing Ear (3a)
Testy sprzętu 17:11

Grają tak dobrze, jak wyglądają. Test Nothing Ear (3a)

Nothing Ear (3a) to nowe słuchawki TWS, które bez dwóch zdań przykuwają uwagę swoim niecodziennym wyglądem. Sprawdzamy, czy warto je kupić. O marce Nothing można powiedzieć wiele rzeczy, ale jednego nie można jej odmówić: urządzenia brytyjskiego producenta mocno wyróżniają się z tłumu. Nie inaczej jest z nowymi słuchawkami TWS Nothing Ear (3a), które właśnie debiutują w cenie 459 zł. Docelowo mają być tańszą alternatywą dla modelu Nothing Ear (3). Jak sprawdzają się w tej roli i czy w ogóle warto się nimi zainteresować? Wygląd i wykonanie Nie będę owijał w bawełnę: wygląd to prawdopodobnie najmocniejsza strona testowanych słuchawek. Charakterystyczny retrofuturystyczny styl marki Nothing z dużym naciskiem na przeźroczyste elementy obudowy został tutaj dopracowany niemal do perfekcji, a wprowadzenie elementów w wyrazistych kolorach (żółty w przypadku egzemplarza testowego) dało naprawdę spektakularny efekt. Jest to o tyle warte podkreślenia, że jeśli na chwilę zapomnieć o wizualnych fajerwerkach, to konstrukcyjnie Nothing Ear (3a) nie różnią się za bardzo od dziesiątek, jeśli nie setek innych słuchawek TWS na rynku. Producent poszedł tutaj w duże kopułki z silikonowymi tipsami przymocowane do krótkiego trzpienia, co jest aktualnie chyba najpopularniejszym rozwiązaniem w świecie mobilnego audio. Trzeba natomiast przyznać, że przeźroczysta obudowa i świadome stosowanie mocniejszych akcentów stylistycznych dodają całości unikalnego charakteru. Prywatnie podobają mi się zwłaszcza kolorowe oznaczenia lewej i prawej słuchawki. Nawet jeśli w teorii są zbędne – łatwo to rozpoznać po samym kształcie – to są chyba podręcznikowym połączeniem funkcji użytkowej z czystą estetyką. Pod względem wykonania mamy tu do czynienia z solidnym, twardym tworzywem oraz bardzo dobrym spasowaniem elementów. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Jeśli chodzi o etui, to wygląda ono niemal równie spektakularnie co same słuchawki. Przeźroczysta pokrywa i nieregularny kształt przyciągają uwagę, a jednocześnie nie przekreślają w żaden sposób funkcjonalności akcesorium. Wręcz przeciwnie – pozwoliły na umieszczenie w środku trójsegmentowej diody, która czytelnie sygnalizuje stan naładowania słuchawek. Całość mieści się w małej kieszonce jeansów, jest solidnie wykonana, a moim jedynym zastrzeżeniem byłoby to, że pozycja samych słuchawek w etui jest odrobinę nieintuicyjna i początkowo trafienie w odpowiedni kąt wymaga przyzwyczajenia. No i mając Nothing Ear (3a) nie możecie zapominać o higienie uszu, bo pod tutejszą pokrywą nic się nie ukryje. Komfort i obsługa Nothing Ear (3a) to słuchawki dokanałowe o płytkie aplikacji. W uchu trzymają się głównie na małżowinie, a tipsy służą tu głównie do zapewnienia odpowiedniej izolacji. Muszę natomiast przyznać, że o ile normalnie stabilność tego typu konstrukcji budzi u mnie spore wątpliwości, tak testowany model wypada pod tym względem całkiem nieźle. Podczas codziennego korzystania słuchawki siedziały w uchu pewnie i nie wypadały. Przy dłuższych sesjach pod wpływem potu zdarzało im się zgubić nieco izolacji, ale skala problemu nadal pozostaje niewielka. Oczywiście warto pamiętać o doborze odpowiednich tipsów. W zestawie znajdziemy cztery pary w różnych rozmiarach. Obsługa słuchawek odbywa się z wykorzystaniem gestów dotykowych – konkretnie poprzez długie lub krótkie ściśnięcie trzpienia. Działa to sprawnie, responsywność nie budzi zastrzeżeń i nie trzeba się obawiać o przypadkową aktywację niechcianej funkcji. Jest to natomiast nieco mniej intuicyjny styl obsługi niż rozwiązania na bazie tapnięć, więc przyzwyczajenie się do niego może zająć dłuższą chwilę. Łączność i aplikacja Testowane słuchawki łączą się z telefonem z wykorzystaniem łączności Bluetooth 6.0. Na plus warto odnotować obsługę funkcji Google Fast Pair oraz działający multipoint, pozwalający na jednoczesne połączenie z dwoma różnymi urządzeniami. Dostęp do zaawansowanych funkcji testowanego modelu uzyskamy za pośrednictwem aplikacji Nothing X dostępnej dla Androida i iOS. To chyba jeden z lepszych programów tego typu. Apka może się pochwalić schludnym, czytelnym interfejsem oraz całkiem rozbudowaną funkcjonalnością. Z bardziej praktycznych rzeczy warto wspomnieć chociażby o obecności wbudowanego korektora, możliwości personalizacji gestów ściśnięcia oraz dostosować siłę tłumienia. Znajdziemy tu także kilka intrygujących, choć niekoniecznie równie przydatnych funkcji, w tym chociażby symulację dźwięku przestrzennego. [gallery][img]257592[/img][img]257595[/img][img]257591[/img][img]257594[/img][img]257593[/img][img]257590[/img][/gallery] Ciekawostką jest natomiast wbudowane narzędzie Audio Snapshot, które pozwala nagrać minutę odtwarzanego utworu lub ścieżki dźwiękowej filmu albo nawet do dwóch godzin połączeń i spotkań. W tym drugim przypadku w połączeniu z funkcją Pro Transcription aplikacja potrafi przygotować nam ich transkrypcję, co na papierze wygląda jak dość praktyczne rozwiązanie. Minus jest taki, że jest to funkcja na bazie sztucznej inteligencji i jako taka jest dość mocno limitowana. Możemy z niej korzystać za darmo raptem przez trzy miesiące z limitem 120 minut nagrań na każdy miesiąc. Izolacja i ANC Nothing Ear (3a) posiadają funkcję aktywnej redukcji szumów (ANC). Jej skuteczność określiłbym jako zadowalającą, ale niewiele ponadto. Słuchawki potrafią odciąć dźwięk otoczenia na tyle skutecznie, by komfortowo słuchać muzyki lub podcastu podczas spaceru w centrum miasta, ale nie odcinają nas od otoczenia w stu procentach. Biorąc jednak pod uwagę cenę oraz konstrukcję omawianego modelu, nie jest to wielkim zaskoczeniem. Jakość dźwięku Nothing Ear (3a) oferują sensowny zestaw obsługiwanych kodeków, ponieważ obok SBC i AAC dostajemy LDAC, czyli jeden z popularniejszych kodeków wysokiej rozdzielczości. Dźwięk, który dochodzi naszych uszu, jest bardzo satysfakcjonujący. Słuchawki domyślnie grają mocno basowo. Niskie tony miewają tendencję do wysuwania się na pierwszy plan i potrafią brzmieć dość pusto, szczególnie tam, gdzie w utworze pojawia się dużo subbasu. Jest to mój najpoważniejszy i w sumie jedyny znaczący zarzut wobec tutejszego grania. Cała reszta wypada naprawdę dobrze. Nie mamy tutaj może do czynienia z dźwiękiem klasy audiofilskiej, ale jak na sprzęt strojony stricte pod masowego odbiorcę ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Nothing Ear (3a) grają spójnie i mają fajnie zarysowaną scenę. Średnica brzmi naturalnie, wokale nie giną w miksie, a wysokie tony wybrzmiewają tak jak powinny. Mając na uwadze cenę i docelowe zastosowanie testowanego modelu, wszystko jest na swoim miejscu i nie za bardzo mam powody do marudzenia. Nawet strojenie jest bardzo uniwersalne i choć testowany model najlepiej odnajdzie się w szeroko pojętej muzyce popularnej (urok podbitych basów), to generalnie nie ma gatunku, który byłby tutaj nie na miejscu. Mikrofon Wbudowany mikrofon oceniam pozytywnie. Dźwięk jest czysty i wyraźny. Rejestrowany głos jest lekko przebarwiony, ale w granicach rozsądku. Nie odnotowałem też poważnych zakłóceń z przesterami i innymi zakłóceniami. Bateria Wytrzymałość akumulatora w przypadku Nothing Ear (3a) wypada raczej bez szału. Według deklaracji producenta słuchawki pozwalają na ok. 6 godzin ciągłego odtwarzania muzyki z włączonym ANC. Po uwzględnieniu etui, łączny czas wydłuża się do 25 godzin. Niestety taki wynik nie wyrywa z butów, ale za to mniej więcej pokrywa się to z moimi obserwacjami.  Podsumowanie Nothing Ear (3a) to dobre słuchawki – to nie ulega wątpliwości. Fenomenalnie wyglądają, są wygodne, dobrze grają i ogólnie w toku testów nie odnotowałem żadnych poważnych potknięć. Generalnie mogę je polecić z czystym sumieniem. Mają jednak podobny problem do testowanego wcześniej modelu wokółusznego, Nothing Headphone (a). Tamte słuchawki w próżni też wypadały całkiem OK, jednak sens ich zakupu podważała niewielka różnica w cenie względem droższych i wyraźnie lepszych Nothing Headphone (1). Także tutaj cena rzędu 459 zł wygląda całkiem atrakcyjnie… dopóki nie zdamy sobie sprawy, że za 569 zł można znaleźć pozycjonowane wyżej i co najmniej równie udane Nothing Ear (3).  W skrócie: to kawał świetnego sprzętu, ale z zakupem chyba poczekałbym na pierwsze obniżki. [SALE-6109]

1
ARKADIUSZ BAłA
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Zuckereberg znowu sięga po Twoje zdjęcia. Używane są przez AI
Oprogramowanie 19:19

Zuckereberg znowu sięga po Twoje zdjęcia. Używane są przez AI

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Psy dostają własnego Starlinka. Fi Ultra śledzi pupila nawet na odludziu
Sprzęt 18:44

Psy dostają własnego Starlinka. Fi Ultra śledzi pupila nawet na odludziu

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
x-kom wyprzedaje za mniej, niż połowę. Zostały ostatnie sztuki
Telepolis.pl
Sprzęt 18:13

x-kom wyprzedaje za mniej, niż połowę. Zostały ostatnie sztuki

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Karty eSIM na internet w ponad 200 krajach. Walutomat rusza z usługą
Wiadomości 17:42

Karty eSIM na internet w ponad 200 krajach. Walutomat rusza z usługą

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
T-Mobile: już blisko 40% stacji bazowych ma 5G w paśmie C
Wiadomości 16:43

T-Mobile: już blisko 40% stacji bazowych ma 5G w paśmie C

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Gothic Remake na integrze i nawet na Macu? Ten mały plik rozwiązuje problem
Gry 16:12

Gothic Remake na integrze i nawet na Macu? Ten mały plik rozwiązuje problem

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Nowy pancerniak z termowizją i 20 000 mAh. Do Polski wszedł Blackview Xplore 1 Pro
Sprzęt 15:41

Nowy pancerniak z termowizją i 20 000 mAh. Do Polski wszedł Blackview Xplore 1 Pro

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Już jest zwiastun nowego Avatara. 2,4 mln wyświetleń w ciągu kilku godzin
Telewizja i VoD 14:12

Już jest zwiastun nowego Avatara. 2,4 mln wyświetleń w ciągu kilku godzin

0
ANNA KOPEć
1.
Orange z pilnym ostrzeżeniem dla klientów Play. Chodzi o faktury
Bezpieczeństwo 13:35

Orange z pilnym ostrzeżeniem dla klientów Play. Chodzi o faktury

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
UKE: wszyscy wielcy tracą, zyskał tylko Orange. Przenoszenie numerów w II kwartale
Wiadomości 13:04

UKE: wszyscy wielcy tracą, zyskał tylko Orange. Przenoszenie numerów w II kwartale

10
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Media Expert oszalał. Było 3199 zł, a jest 999 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 12:33

Media Expert oszalał. Było 3199 zł, a jest 999 zł

3
PAWEł MARETYCZ
1.
Samsung zaprasza na Galaxy Unpacked. Zyskasz 150 zł i Galaxy Buds3 Pro
Sprzęt 12:04

Samsung zaprasza na Galaxy Unpacked. Zyskasz 150 zł i Galaxy Buds3 Pro

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
W Action za 64,95 zł. Do tego z ANC i znanego producenta
Sprzęt 11:33

W Action za 64,95 zł. Do tego z ANC i znanego producenta

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Polski światłowód z rosnącym zasięgiem. Tysiące nowych adresów
Wiadomości 11:01

Polski światłowód z rosnącym zasięgiem. Tysiące nowych adresów

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
To koniec. Apple TV wyemituje finałowy odcinek hitu w tym tygodniu
Telewizja i VoD 10:29

To koniec. Apple TV wyemituje finałowy odcinek hitu w tym tygodniu

0
ANNA KOPEć
1.
Przed puszczeniem przelewu, sprawdź jedną rzecz. Wiele osób tego nie robi
Bezpieczeństwo 09:56

Przed puszczeniem przelewu, sprawdź jedną rzecz. Wiele osób tego nie robi

0
ANNA KOPEć
1.
Masz taki router? Każdy może się na niego zalogować
Bezpieczeństwo 09:24

Masz taki router? Każdy może się na niego zalogować

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Fani czekają na ten hitowy serial. Jest nowe zdjęcie kultowej postaci
Telewizja i VoD 08:52

Fani czekają na ten hitowy serial. Jest nowe zdjęcie kultowej postaci

0
ANNA KOPEć
1.
Więcej nowości

Więcej nowości

Netflix szykuje dużą zmianę. To już nie będą tylko filmy i seriale
Telewizja i VoD 07 LIP 2026

Netflix szykuje dużą zmianę. To już nie będą tylko filmy i seriale

Sposób konsumpcji treści online wyraźnie zmienił się w ostatnich latach. Amerykański gigant VOD próbuje więc dostosować się do nowych trendów. Netflix najwyraźniej uznał, że same filmy i seriale to już zbyt mało. Platforma coraz mocniej eksperymentuje z nowymi formatami, a po transmisjach na żywo, grach, podcastach i funkcji Clips przyszedł czas na materiały od dużych wydawców internetowych. Gigant wyraźnie próbuje zawalczyć z YouTube Shorts i TikTokiem Od 3 sierpnia 2026 subskrybenci w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Australii i Nowej Zelandii zobaczą na platformie treści przygotowane przez BuzzFeed Studios, Condé Nast, Hearst Magazines, People Inc., Tastemade oraz marki należące do Penske Media PMX. W praktyce oznacza to materiały znane z takich tytułów jak Variety, The Hollywood Reporter, Billboard, Eater, Rolling Stone czy Indiewire. Zobaczymy zarówno 2- lub 3-minutowe wideo, jak i dłuższe materiały przekraczające 20 minut. Dla Netflixa to dość bezpieczny eksperyment. Tego typu treści są tańsze i szybsze w produkcji, a jednocześnie pozwalają sprawdzić, czy widzowie chcą oglądać na platformie coś więcej niż filmy, seriale i dokumenty. To także odpowiedź na zmianę nawyków użytkowników, którzy coraz więcej czasu spędzają przy krótkich formatach znanych z YouTube'a czy TikToka. Netflix przekonuje, że nowe partnerstwa mają pomóc widzom dłużej pozostawać przy ulubionych historiach i twórcach. Innymi słowy, platforma nie chce już tylko walczyć z telewizją, ale też podbierać użytkowników serwisom społecznościowym. Jeśli test przebiegnie pozytywnie, zapewne doczekamy się rozszerzenia tej usługi na resztę rynków, w tym Polskę.

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Biznes w XXI wieku: firma notuje wielkie straty, kurs akcji rośnie
Felietony 05 LIP 2026

Biznes w XXI wieku: firma notuje wielkie straty, kurs akcji rośnie

Początek lipca przyniósł nam giełdowy debiut spółki, która przez kilka lat była uznawana za jeden z najgorętszych startupów z amerykańskiego rynku. Do obrotu trafiły akcje Lime, czyli firmy znanej także polskim odbiorcom.  Lime powstało przed niemal dekadą. Podmiot działa w sektorze tzw. mikromobilności i oferuje klientom hulajnogi, rowery czy skutery – można je wypożyczać z pomocą aplikacji. Firma działa w ponad dwustu miastach w kilkudziesięciu krajach. Oficjalna nazwa spółki brzmi Neutron Holdings, a na giełdzie można ją znaleźć pod symbolem LIME. Lime wkracza na giełdę. Na ile wyceniono firmę? Czy był to okazały debiut? Zależy, z czym się go porówna. Gdyby na polskiej giełdzie pojawił się podmiot wyceniany na ponad 1,7 mld dolarów (około 6,4 mld zł), zapewne byłoby o tym głośno. Ale w przypadku NASDAQ trudno uznać takie wydarzenie za szczególnie istotne. Wzrost kursu o kilka procent po starcie notowań był wynikiem solidnym. ale nie na tyle spektakularnym, by przykuć uwagę szerszej publiczności. A jednak na IPO skierowano wzrok… Biznes poturbowany przez pandemię Stało się tak z przynajmniej dwóch powodów. Pierwszym jest punkt odniesienia dla branży. Lime było przez lata uznawane za świetny pomysł na biznes, na rynku szybko przybywało konkurencyjnych rozwiązań, inwestorzy chętnie dolewali im paliwa w postaci mocnego finansowania. Palone były setki milionów dolarów. Aż przyszła pandemia. I rynek się rozsypał. Część firm upadła, inne łączyły się, by przetrwać, niektóre zmieniały formułę działania lub jego zakres.  Lime też to dotknęło – wycena spółki mocno spadła na początku bieżącej dekady. Miliardy dolarów stopniały do milionów. Debiut firmy może zatem pokazać, jakie są rynkowe nastroje, gdy mowa o mikromobilności. A skoro nie zakończył się katastrofą, można zakładać, że na giełdzie pojawią się inne firmy z tej branży. Wydaje się dość prawdopodobne, że ich decydenci i udziałowcy zechcą kuć żelazo, póki gorące. Czekają nas wielkie giełdowe debiuty. W grze biliony dolarów Drugi powód zainteresowania tym IPO nie dotyczy ani tej firmy, ani segmentu, w którym działa. To raczej chęć wybadania ogólnych nastrojów przed kolejnymi debiutami. A szykują się dwa naprawdę duże. Mowa o Anthropic oraz OpenAI, czyli podmiotach działających w obszarze tzw. sztucznej inteligencji. To już inna liga, ich kapitalizacje będą liczone w setkach miliardów dolarów. Może nawet wyżej. Patrzymy na półkę, na której niedawno pojawił się SpaceX. Test Lime zakończył się pozytywnie. Skoro wzrósł kurs firmy oferującej jazdę hulajnogą, to tym bardziej powinny zostać dobrze przyjęte akcje gigantów z gorącego sektora SI. Tyle teoria, czas pokaże, jak wygląda praktyka. Lime nie zarabia. Lime traci Mnie w tym wszystkim najbardziej zaintrygowała inna kwestia – wyniki finansowe Lime. Tylko w ubiegłym roku spółka zanotowała stratę sięgającą niemal 60 mln dolarów. I nie była to anomalia, bo rok wcześniej strata wyniosła około 34 mln dolarów, a w 2023 roku było to ponad 120 ml dolarów. Z branżowych mediów można się dowiedzieć, że pieniądze pozyskane w debiucie zostaną przeznaczone m.in. na… spłatę zadłużenia.  Ktoś stwierdzi, że to nie jest wyjątek. Przecież przywołany SpaceX ma kosmiczną kapitalizację, a firma generuje straty. To prawda. Ale biznes Elona Muska oferuje w pakiecie wielką obietnicę – to ma być firma, jakiej świat jeszcze nie widział. Osobną kwestią jest to, czy ta obietnica doczeka się realizacji. W przypadku Lime trudno o taką opowieść wybiegającą w daleką przyszłość.  Firma może wchodzić do kolejnych miast, poszerzać swoją sieć o nowe pojazdy, ale prędzej czy później pojawi się proste pytanie: czy na tym rzeczywiście można zarobić w takiej formule? Czekam na odpowiedź i jestem ciekaw, gdzie będzie podążał giełdowy kurs Lime.

2
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania