Sprawdziłem Galaxy S26 Ultra. Ten detal zmienia wszystko
Telepolis.pl
Testy sprzętu 14:18

Sprawdziłem Galaxy S26 Ultra. Ten detal zmienia wszystko

Po koniec lutego 2026 roku w San Francisco odbyła się premiera flagowych smartfonów Samsunga z serii Galaxy S26. Topowy model Ultra trafił w moje ręce, dzięki czemu mogłem mu się lepiej przyjrzeć. Ewolucja zamiast rewolucji Jeśli ktokolwiek spodziewał się rewolucji po smartfonach z serii Galaxy S26, mógł się rozczarować. Samsung od dawna nie idzie tą drogą, stawiając raczej na stabilne trzymanie się swoich reguł oraz powolną ewolucję. To sprawia, że pod wieloma względami topowe „Galaktyki” mocno odstają od chińskiej konkurencji, podążając raczej ścieżką Apple’a. Jednak Samsung to Samsung, jak czasem mówię osobom pytającym mnie, jaki będzie mój następny telefon. Na 100% będzie to produkt Koreańczyków. Czy skuszę się na Galaxy S26 Ultra? Odpowiedź na to pytanie zostawię na dalszą część tej recenzji. Zapraszam do lektury i komentowania. [PHONE:4481] [SALE-3618] [SALE-3619] [SALE-3620] Do testów otrzymałem Samsunga Galaxy S26 Ultra w kolorze fioletowym. Jest to jednak mocno stonowany, elegancki odcień tego koloru, nadający się nawet dla poważnego biznesmena. Telefon przyjechał do mnie w kartonowym pudełku sprzedażowym, w którym znalazł się komplet dodatków. U Samsunga nie ma ich wiele. To kabel USB-C, metalowa igła do wysuwania tacki na dwie karty nanoSIM oraz króciutka instrukcja Quick Start Guide. O resztę, w tył ładowarkę, musimy zadbać sami. Większe zaokrąglenia i wyspa aparatów Na pierwszy rzut oka Galaxy S26 Ultra wygląda bardzo podobnie do swojego poprzednika. Samsung dokonał w jego zewnętrznej konstrukcji kilku istotnych zmian, przy czym jedną widać od razu. To zmieniony moduł tylnych aparatów, w którym wzorem Foldów i kilku innych „Galaktyk”, trzy obiektywy najważniejszych aparatów objęte są wspólną podłużną wyspą fotograficzną. Teleobiektyw z zoomem 3x oraz laserowy dalmierz wciąż jednak mają swoje indywidualne „wysepki”. Tak jest podobno lepiej, jednak ja wolałem poprzedni układ z zupełne oddzielnymi „oczkami”. Inna sprawa, że z uwagi na zmniejszenie grubości smartfonu te trzy obiektywy mocniej wystają ponad tylny panel. Druga zmiana, która jednak nie rzuca się w oczy jakoś szczególnie mocno (chyba, że obok leży Galaxy S25 Ultra), to mocniej zaokrąglone rogi urządzenia. Wciąż nie są to takie krągłości jak w podstawowych modelach z serii, jednak coraz bliżej im do nich. Te krągłości to jeden z powodów, dlaczego zmieniłem Samsunga Galaxy S24 Ultra na model Galaxy Z Fold7. Kolejna zmiana, której już jednak nie widać gołym okiem, to inny materiał ramki. Wcześniej była tytanowa, teraz jest aluminiowa. Samsung ponownie poszedł więc śladami firmy Apple, która w najnowszych topowych iPhone’ach również pozbyła się tytanu na rzecz aluminium. [gallery][img]249495[/img][img]249497[/img][img]249496[/img][/gallery] Samsung Galaxy S26 Ultra to wciąż eleganckie urządzenia, ze stonowanym designem. Zmiany wizualne w porównaniu z poprzednikami mogą się podobać, mnie jednak nie przekonują. Telefon nadal dobrze leży w dłoni, choć jest duży i ciężki. Krawędzie zostały lekko zaokrąglone, dzięki czemu nie ma się wrażenia ich wcinania w skórę. Błyskawiczna biometria Podobnie jak poprzednicy, topowy model z serii Galaxy S26 został wyposażony w podekranowy, ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Działa on bardzo sprawnie – wystarczy przyłożyć odpowiedni palec we właściwe miejsce na ekranie i telefon odblokowany. W niektórych sytuacjach może się również przydać funkcja rozpoznawania twarzy, która działa z porównywalną szybkością. Problemy? Nie zauważyłem. Wyświetlacz zapewniający prywatność Duża zmiana nastąpiła w konstrukcji wyświetlacza. To wciąż panel Dynamic AMOLED 2x, zapewniający odświeżanie na poziomie 120 Hz i rozdzielczość QuadHD+ (498 ppi), zapewniający świetną jakość obrazu. Możemy tu jak zwykle liczyć na ładnie nasycone kolory, doskonały kontrast i dobrą czytelność w każdych warunkach. [gallery][img]249579[/img][img]249580[/img][img]249581[/img][img]249582[/img][img]249583[/img][img]249584[/img][img]249585[/img][img]249586[/img][img]249587[/img][img]249588[/img][/gallery] Szczytowa, podawana przez producenta jasność panelu to ponownie 2600 nitów. Gdy zmierzyłem jasność dla całego ekranu świecącego na biało, otrzymałem wyniki zbliżone do tego, co rok temu uzyskałem w Galaxy S25 Ultra. Maksimum w trybie ręcznym wyniosło 450 nitów i zwiększało się do 685 nitów po włączeniu opcji Większa jasność. W trybie automatycznym natomiast wyszło 1412 nitów. Trybekranu Temperaturabieli PokrycieGamy ObjętośćGamy Średnie ∆E(MAX) Żywy 7112 K 99,5% sRGB82,3% AdobeRGB84,5% DCI P3 129,8% sRGB89,5% AdobeRGB92,0% DCI P3 0,19 (1,24) Naturalny 6646 K 98,8% sRGB72,2% AdobeRGB75,3% DCI P3 109,4% sRGB74,5% AdobeRGB77,5% DCI P3 0,21 (1,19) A o co chodzi z wspomnianą wcześniej zmianą w konstrukcji wyświetlacza? Samsung pogrzebał w pikselach i stworzył funkcję Privacy Display (przetłumaczone na Prywatny wyświetlacz). Po jej włączeniu obraz jest czytelny tylko dla osoby patrzącej prosto w ekran. Gdy patrzymy na niego z boku, obraz jest bardziej lub mniej przyciemniony, zależnie od ustawień. Tryb ten może działać zawsze lub tylko dla wybranych aplikacji lub określonych sytuacji. [gallery][img]249707[/img][img]249706[/img][img]249708[/img][/gallery] Korzystanie z funkcji „Prywatny wyświetlacz” ma też pewną wadę. Chodzi o drastyczny spadek jasności ekranu „na wprost”. Zmierzone przeze mnie maksimum wyniosło 294 nity w trybie manualnym oraz 689 nitów w trybie automatycznym. Przekłada się to między innymi na wyraźnie obniżony komfort korzystania z telefonu w słoneczny dzień. Obraz wciąż jednak pozostaje czytelny. Ekran telefonu można obsługiwać za pomocą rysika S Pen, który został lekko odchudzony i ponownie nie oferuje łączności Bluetooth. Głośniki stereo z czystym dźwiękiem Samsung wyposażył swój topowy smartfon z serii Galaxy S26 w głośniki stereo, z których ten nad ekranem gra do przodu, a ten pod w dół. Działając razem, bardzo dobrze sobie radzą z odtwarzaniem muzyki czy innych dźwięków. Z ich pomocą można nawet rozkręcić małą domówkę – maksymalna głośność podczas słuchania muzyki ze Spotify wyniosła 80,9 dB. Przy niektórych dzwonkach poziom głośności wzrósł do 84,7 dB. Zmierzyłem to w odległości 60 cm od głośników. By jednak usłyszeć wszystkie elementy utworu, w tym głębokie basy, których tu brakuje, warto sięgnąć po w miarę dobre słuchawki lub zewnętrzne głośniki. Podłączymy je między innymi za pomocą Bluetooth. Jeśli chodzi o kodeki, poza podstawowymi są tu samsungowy SSC oraz LDAC firmy Sony. Niczego więcej nie znalazłem. [gallery][img]249589[/img][img]249590[/img][img]249591[/img][img]249592[/img][img]249593[/img][img]249594[/img][img]249595[/img][img]249596[/img][img]249597[/img][img]249598[/img][/gallery] Android 16, One UI 8.5 i mnóstwo AI Samsung Galaxy S26 Ultra to jeden z trzech pierwszych smartfonów koreańskiego producenta, który ma fabrycznie zainstalowane najnowsze oprogramowanie One UI 8.5, bazujące na systemie Android 16. Przynosi ono dalsze usprawnienia, a także nowe funkcje, na ogół związane ze sztuczną inteligencją. Są one teraz ukryte niemal wszędzie i tylko czekają, by napaść na użytkownika pomóc użytkownikowi. [gallery][img]249599[/img][img]249600[/img][img]249601[/img][img]249602[/img][img]249603[/img][img]249604[/img][img]249605[/img][img]249606[/img][img]249607[/img][img]249616[/img][img]249617[/img][img]249618[/img][/gallery] Skoro już jesteśmy przy AI, to zerknijmy, co tam mamy. Na pokładzie smartfonu jest przede wszystkim dostępny Asystent AI, którego uruchamia się domyślnie przytrzymaniem przycisku zasilania. Do wyboru mamy Google Gemini oraz Bixby – to ostatnie wciąż nie jest dostępne w języku polskim. Listę najważniejszych funkcji znajdziemy w ustawieniach, w zakładce Galaxy AI. Nowości, które się pojawiły w One UI 8.5, a których nie ma w One UI 8, są na końcu. To Now nudge, który sugeruje działania na podstawie ekranu, Ważne fragmenty powiadomień (pozwala nadawać priorytety powiadomieniom oraz otrzymywać ich podsumowania), a także Asystent zdrowia (spersonalizowane informacje i wskazówki na podstawie danych z Samsung Health). Są też dwie zmiany nazwy: zamiast Asystenta rysowania jest Kreatywne studio, a w miejsce Tapet Otoczenie zdjęcia pojawiła się Tapeta pogodowa. [gallery][img]249608[/img][img]249609[/img][img]249610[/img][img]249611[/img][img]249612[/img][img]249613[/img][/gallery] Podobnie jak wcześniej, dane mogą być przetwarzane na urządzeniu. Ma to zapewnić lepszą prywatność, ale kosztem jakości. Niektóre zaawansowane funkcje wymagają przetwarzania przez Internet. Szybki Internet bezprzewodowy i dual eSIM Topowy Samsung oferuje użytkownikom komplet nowoczesnych standardów łączności bezprzewodowej. Z Internetu można korzystać z szybkiego połączenia przez 5G lub Wi-Fi 7, z innymi urządzeniami sparujemy telefon za pomocą Bluetooth 6.0, a rachunek w sklepie opłacimy zbliżeniowo dzięki NFC. Galaxy S26 Ultra umożliwia również korzystać z łączności satelitarnej, ale nie w Polsce. Cała reszta podczas testów działała bez problemów, w tym również nawigacja satelitarna czy cyfrowy kompas. Testowany smartfon dobrze sobie radzi z łapaniem zasięgu sieci komórkowej i pozwala korzystać z takich technologii, jak VoLTE czy WiFi Calling. To drugie jest szczególnie ważne dla mnie, ponieważ mieszkam w miejscu z bardzo słabym zasięgiem, a tak mogę korzystać z bardzo dobrej jakości połączenia głosowego. Na użytkowników czekają dwa sloty na karty nanoSIM, jednak funkcję Dual SIM można również realizować za pomocą samych kart eSIM. Zmiany w aparatach, ale bez rewolucji Jeśli ktoś oczekiwał dużych zmian w fotograficznym arsenale Samsunga Galaxy S26 Ultra, musiał się rozczarować, gdy najpierw plotki nabrały realnego kształtu, a potem niemal wszystko zostało potwierdzone podczas premiery. Zmiany oczywiście są. I tak, główny aparat 200 Mpix zyskał znacznie jaśniejszy obiektyw (f/1.4 zamiast f/1.7). Teleobiektyw peryskopowy 50 Mpix z zoomem optycznym 5x stał się „zwykłym” teleobiektywem (bez peryskopu) ale za to jaśniejszym (f/2.9 zamiast f/3.4). Pod drugim teleobiektywem (z zoomem 3x) zmieniono matrycę 10 Mpix na… mniejszą (1/3,94” zamiast 1/52”). Aparat ultraszerokokątny pozostał identyczny i nadal ma 50 Mpix oraz, dzieki autofocusowi, potrafi robić zdjęcia makro. Przedni aparat o rozdzielczości 12 Mpix zyskał obiektyw o krótszej ogniskowej, czyli szerszym kącie (23 mm zamiast 26 mm). Niewiele za to się zmieniło w aplikacji fotograficznej, która dużą aktualizację zyskała rok temu. To w sumie dobrze, bo nie trzeba się uczyć jej obsługi na nowo. Mamy tu wciąż potężne narzędzie, pozwalające wiele wycisnąć z fotozestawu. No i można doinstalować aplikację Expert RAW, która daje jeszcze większe możliwości. [gallery][img]249567[/img][img]249568[/img][img]249569[/img][img]249570[/img][img]249571[/img][img]249572[/img][img]249573[/img][img]249574[/img][img]249575[/img][img]249576[/img][img]249577[/img][/gallery] Wartą odnotowania zmianą w aplikacji jest dodanie super stabilizacji z blokadą poziomu do trybu wideo. Po jej uruchomieniu możemy trzymać telefon w dowolny sposób, a nagranie będzie zawsze poziome i stabilne (z maksymalną rozdzielczością 2K). Tę „super nowość” Samsunga widziałem już jednak 2 lata temu w Motoroli Edge 50 Pro. Zdjęcia i filmy bez większych zmian Ogólnie rzecz ujmując, aparaty w Galaxy S26 Ultra robią zdjęcia o porównywalnej jakości z Galaxy S25 Ultra. Jaśniejsze obiektywy spowodowały, że w nocy możemy uzyskać minimalnie więcej szczegółów, jednak nie rzuca się to jakoś szczególnie w nocy. Teleobiektywy łapią teraz ostrość z większej odległości minimalnej, na przykład ten z zoomem 5x zadziała dobrze dopiero przy dystansie ponad pół metra. Gdy się zbliżymy bardziej, powiększenie 5x będzie realizowane cyfrowo na podstawie obrazu z głównego aparatu. Reasumując, mamy tu wciąż potężny zestaw fotograficzny, w którym jednak – ze względu na pewną stagnację w rozwoju – jakość zdjęć coraz mocniej odstaje od chińskiej czy amerykańskiej konkurencji. Przykładowe zdjęcia i filmy poniżej. Zdjęcia dzienne: [gallery][img]249651[/img][img]249652[/img][img]249653[/img][img]249654[/img][img]249655[/img][img]249656[/img][img]249657[/img][img]249658[/img][img]249659[/img][img]249660[/img][img]249661[/img][img]249662[/img][img]249663[/img][img]249664[/img][img]249665[/img][img]249666[/img][img]249667[/img][img]249668[/img][img]249669[/img][img]249671[/img][img]249672[/img][img]249673[/img][img]249674[/img][img]249675[/img][img]249676[/img][img]249677[/img][img]249678[/img][img]249679[/img][img]249680[/img][img]249681[/img][img]249682[/img][img]249683[/img][img]249684[/img][/gallery] Zdjęcia nocne: [gallery][img]249686[/img][img]249687[/img][img]249688[/img][img]249689[/img][img]249690[/img][img]249691[/img][img]249692[/img][img]249693[/img][img]249694[/img][img]249695[/img][img]249696[/img][img]249697[/img][img]249698[/img][img]249699[/img][img]249700[/img][img]249701[/img][img]249702[/img][img]249703[/img][/gallery] Zoom 100x: [gallery][img]249642[/img][img]249643[/img][img]249644[/img][img]249645[/img][img]249646[/img][img]249647[/img][img]249648[/img][img]249649[/img][img]249650[/img][/gallery] Zdjęcia makro: [gallery][img]249632[/img][img]249633[/img][img]249634[/img][img]249635[/img][img]249636[/img][img]249637[/img][img]249638[/img][img]249639[/img][img]249685[/img][/gallery] Zdjęcia selfie: [gallery][img]249627[/img][img]249628[/img][img]249629[/img][img]249630[/img][img]249631[/img][/gallery] Filmy: https://www.youtube.com/watch?v=gvpOXHCGGTE https://www.youtube.com/watch?v=HaYcVLlkN4M https://www.youtube.com/watch?v=sqfjW_-RtHg https://www.youtube.com/watch?v=mV70HYJM4aM Podkręcony Snapdragon i ogromny zapas mocy Galaxy S26 Ultra, jako jedyny przedstawiciel nowej serii Samsunga, która w marcu 2026 roku trafiła na półki polskich sklepów, jest napędzany najwydajniejszym układem firmy Qualcomm, Snapdragonem 8 Elite Gen 5. W wersji dla Galaxy został on trochę podkręcony, co dało mu dodatkowego „kopa”. Przekłada się to na płynne działanie w każdej sytuacji oraz świetne wyniki w benchmarkach. Do testów otrzymałem wersję z 12 GB RAM-u (+ do 12 GB pamięci wirtualnej) i 256 GB przestrzeni na dane, ale jest też wariant wyposażony w 16 GB pamięci operacyjnej i 1 TB pamięci masowej. No i jest wariant pośredni 12/512 GB. Wydajnośćogólna Antutu 11 Geekbench 6 AIBenchmark Jedenrdzeń Wszystkierdzenie Samsung Galaxy S26 Ultra 4032250 3788 11729 23144 Apple iPhone 17 Pro Max - 3901 10120 - Honor Magic8 Pro 3932502 3696 11175 22384 Motorola Signature 2866780 2921 8789 17774 OnePlus 15 3686102 3682 11002 20438 Oppo Find X9 3619954 3295 9601 8763 Realme GT 8 Pro 4030445 3757 11377 21149 Samsung Galaxy S25 Ultra 3214533 3150 10088 10969 Vivo X300 Pro 3499124 3468 10230 21296 Wydajnośćw grach 3D Mark Maksymalnatemperaturaobudowy [°C] Wild LifeExtreme Wild LifeExtremeStress Test Samsung Galaxy S26 Ultra 8261 48,30% 46,7 Apple iPhone 17 Pro Max 5785 66,40% 44,8 Honor Magic8 Pro 8084 51,20% 48,9 Motorola Signature 5634 66,10% 45 OnePlus 15 6894 70,90% 45 Oppo Find X9 7006 43,70% 48,6 Realme GT 8 Pro 7898 33,00% 51,6 Samsung Galaxy S25 Ultra 7230 48,90% 45,7 Vivo X300 Pro 7195 45,20% 47,2 Wydajne podzespoły generują duże ilości ciepła. Podczas testów wydajnościowych obudowa smartfonu osiągnęła w najcieplejszym miejscu 46,7°C. To o 1°C więcej niż w poprzedniku. Jeśli chodzi o spadek wydajności spowodowany działaniem throttlingu, sięgnął on tu niemal 52% – podobnie było w Galaxy S25 Ultra. Akumulator bez zmian, ale z szybszym ładowaniem To, co w Galaxy S26 Ultra się nie zmieniło, to akumulator. Ponownie jego pojemność wynosi 5000 mAh, co w naszym teście pozwoliło na niemal 19 godzin oglądania filmów. Wynik był o 24 minuty lepszy niż w Galaxy S25 Ultra. Gdy korzystałem z telefonu w typowy dla siebie sposób, energii zgromadzonej w baterii spokojnie wystarczało na cały dzień i kawałek następnego. Osiągnięcie dwóch dni nie powinno tu być większym problemem. Wytrzymałośćakumulatora Akumulator(mAh) Wyświetlacz Czaspracy(minuty) Przekątna(cale) Rozdzielczość(piksele) Odświeżanie(Hz) Samsung Galaxy S26 Ultra 5000 6,9" 1080 x 2340 120 1137 Apple iPhone 17 Pro Max 4823 6,9" 1320 x 2868 120 1107 Honor Magic8 Pro 6270 6,71" 1256 x 2808 120 1162 Motorola Signature 5200 6,8" 1264 x 2780 120 1049 OnePlus 15 7300 6,78" 1272 x 2772 165 1462 Oppo Find X9 7025 6,59" 1080 x 2374 120 1334 Realme GT 8 Pro 7000 6,79" 1080 x 2352 120 1412 Samsung Galaxy S25 Ultra 5000 6,9" 1080 x 2340 120 1113 Vivo X300 Pro 5440 6.78" 1260 x 2800 120 976 [gallery][img]249619[/img][img]249620[/img][img]249621[/img][img]249622[/img][img]249623[/img][img]249624[/img][/gallery] Samsung poczynił mały postęp w szybkości ładowania. Testowany smartfon obsługuje ładowanie przewodowe z mocą do 60 W. Gdy użyłem ładowarki firmy Samsung o mocy 65 W, ładowanie pustego akumulatora do 100% zajęło 48 minut. To o 7 minut krócej niż w przypadku poprzednika z ładowaniem 45 W i tej samej ładowarki. Podobno jeszcze lepiej jest, jeśli użyjemy nowej ładowarki Samsunga o mocy 60 W (43 minuty). Galaxy S25 Ultra obsługuje ładowanie bezprzewodowe Qi2.2 z mocą do 25 W. Samsung jednak zrezygnował z rozwiązania znanego między innymi z iPhone’ów czy Pikseli i nie zamontował wewnątrz obudowy pierścienia magnetycznego. Koreańczycy podobno chcieli w ten sposób utrzymać funkcję bezprzewodowego udostępniania energii. Osobiście wolałbym magnes, szczególnie że i tak nie mogę w ten sposób naładować zegarka (Galaxy Watch8, a wcześniej Galaxy Watch Ultra). W Foldzie rozwiązałem ten problem naklejając magnes na obudowie i… bezprzewodowe udostępnianie energii wciąż działa. Można też skorzystać z odpowiedniego etui, co w moim przypadku odpada – nie noszę swojego telefonu w etui. Ewolucja w cenie rewolucji Samsung Galaxy S26 Ultra to sprzęt, który stanowi przykład bezpiecznej i przemyślanej ewolucji, a nie rewolucji na rynku mobilnym. Smartfon zachwyca fenomenalną jakością wykonania, eleganckim wzornictwem i wybitnym wyświetlaczem, który gwarantuje doskonałe wrażenia wizualne. Użytkownicy z pewnością docenią też błyskawiczną biometrię oraz potężny zapas mocy, zapewniający nieskazitelnie płynne działanie systemu. Dodatkowym plusem jest dobry czas pracy na jednym ładowaniu i zauważalnie sprawniejsze uzupełnianie energii. Chińska konkurencja radzi tu sobie jednak znacznie lepiej. Na wyróżnienie zasługuje bogate zaplecze komunikacyjne oraz świetnie grające głośniki stereo, które z pewnością umilą konsumpcję multimediów. Mocnym punktem jest również rozwinięte oprogramowanie wspierane sztuczną inteligencją, wprowadzające sporo praktycznych udogodnień do codziennego użytkowania. Należy jednak pamiętać, że nowa, wbudowana funkcja prywatnego ekranu, choć skutecznie chroni dane przed osobami postronnymi, odczuwalnie obniża jasność panelu przy patrzeniu na niego na wprost. Może to być uciążliwe w bardzo słoneczne dni. W kwestii możliwości fotograficznych mamy tu do czynienia z pewnym technologicznym zastojem. To nadal niesamowicie wszechstronny zestaw aparatów generujący świetne kadry, ale brak odważniejszych innowacji sprawia, że urządzenie coraz bardziej odstaje od najmocniejszych rywali na rynku. Do słabszych stron flagowca trzeba również zaliczyć zauważalne nagrzewanie się i spadki wydajności pod dużym obciążeniem oraz brak wbudowanych w obudowę magnesów ułatwiających precyzyjne ładowanie bezprzewodowe. Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, ostateczna decyzja zakupowa zależy od indywidualnych oczekiwań, zwłaszcza że cena za testowaną wersję wynosi aż 6499 zł. Warto odnotować, że kwota ta poszła w górę o 100 zł w stosunku do poprzednika z taką samą ilością pamięci, a w przypadku najdroższego wariantu podwyżka sięga aż 700 zł. Dla wiernych użytkowników ekosystemu koreańskiego producenta, entuzjastów obsługi rysikiem oraz osób szukających bardzo dopracowanego, solidnego urządzenia z najwyższej półki, będzie to wciąż bezpieczna inwestycja na lata. Ja jednak go nie kupię.

3
MARIAN SZUTIAK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Znamy go z muzyki. To urządzenie miało pierwotnie pomagać wojsku
Sprzęt 19:21

Znamy go z muzyki. To urządzenie miało pierwotnie pomagać wojsku

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Nowy iPad z układem A18. Wiemy, kiedy zadebiutuje
Sprzęt 18:26

Nowy iPad z układem A18. Wiemy, kiedy zadebiutuje

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Huawei szykuje Kirin 9050. Nowa technologia może namieszać
Sprzęt 17:38

Huawei szykuje Kirin 9050. Nowa technologia może namieszać

0
MICHAł ŚWIECH
1.
Biedronka chce przejąć Carrefoura. Pora na hiperbiedronki?
Telepolis.pl
Tech 16:44

Biedronka chce przejąć Carrefoura. Pora na hiperbiedronki?

0
PATRYCJA KORBA
1.
Android sam odblokuje telefon, ale jest haczyk
Oprogramowanie 16:02

Android sam odblokuje telefon, ale jest haczyk

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Google sam zmyśla bejty. Niektórzy już to widzą
Aplikacje 15:11

Google sam zmyśla bejty. Niektórzy już to widzą

1
PATRYCJA KORBA
1.
Jak dzieci uczą się swojej płci? Inne tempo u dziewczynek i chłopców
Nauka 13:41

Jak dzieci uczą się swojej płci? Inne tempo u dziewczynek i chłopców

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Fallout zaskoczy w trzecim sezonie. Pojawi się tam coś z gier
Telewizja i VoD 12:39

Fallout zaskoczy w trzecim sezonie. Pojawi się tam coś z gier

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Zarobił 10 mln USD na streamingu muzyki AI i botach
Aplikacje 11:53

Zarobił 10 mln USD na streamingu muzyki AI i botach

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Wyszukiwarka Google staje się generatorem fejków. AI zmienia sens tytułów
Tech 10:51

Wyszukiwarka Google staje się generatorem fejków. AI zmienia sens tytułów

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Lidl będzie rozdawał kody rabatowe. Nie uwierzysz za co
Aplikacje 10:00

Lidl będzie rozdawał kody rabatowe. Nie uwierzysz za co

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Służby ostrzegają. Rosjanie przejmują popularne aplikacje
Bezpieczeństwo 09:06

Służby ostrzegają. Rosjanie przejmują popularne aplikacje

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Apple ma problem. Składany iPhone może się opóźnić
Sprzęt 08:17

Apple ma problem. Składany iPhone może się opóźnić

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
"Nowy" duży gracz na rynku smartfonów. Chcą wrócić
Sprzęt 07:29

"Nowy" duży gracz na rynku smartfonów. Chcą wrócić

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Huawei ładuje mikroturbinę do wyspy aparatów. Nadciąga nowy flagowiec
Sprzęt 21 MAR 2026

Huawei ładuje mikroturbinę do wyspy aparatów. Nadciąga nowy flagowiec

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Nowy monitor OLED na każdą kieszeń. To pierwszy taki model
Sprzęt 21 MAR 2026

Nowy monitor OLED na każdą kieszeń. To pierwszy taki model

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Marzył Ci się Ambilight w telewizorze? Od teraz są nowe opcje
Sprzęt 21 MAR 2026

Marzył Ci się Ambilight w telewizorze? Od teraz są nowe opcje

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
To już za kilka dni. Samsung ucina plotki i zapowiada premierę
Sprzęt 21 MAR 2026

To już za kilka dni. Samsung ucina plotki i zapowiada premierę

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej nowości
Samsung wskrzesza granie z efektem 3D. Obsłuży go ponad 100 tytułów
Sprzęt 21 MAR 2026

Samsung wskrzesza granie z efektem 3D. Obsłuży go ponad 100 tytułów

Gry z efektem 3D wracją do łask. Samsung obiecuje, że do końca 2026 r. na ich monitorach zagramy w ponad 100 gier - i to bez konieczności używania okularów 3D. 60 gier z 3D w tym roku Samsung Odyssey 3D (G90XF), czyli monitor z efektem 3D i technologią śledzenia ruchów oczu, wszedł do sprzedaży w 2025 roku. Sprzęt ten ma spory potencjał, ale do tej pory jeszcze go w pełni nie wykorzystano. Ma się to według zapewnień koreańskiego giganta zmienić w 2026 r. Samsung zapowiedział kolejne modele 3D, także oferujące rozdzielczość 3D na matrycy LCD oraz panele OLED. Co więcej – wsparcie gier będzie znacznie szersze niż dotychczas. Odyssey 3D obsługiwał na premierę zaledwie jedną grę (The First Berserker: Khazan). W ciągu jednego kwartału w 2025 r. lista ta urosła do 10 pozycji, a teraz liczy 60 gier. Plan na 2026 r. zakłada rozszerzenie jej do 120 tytułów. W najbliższym czasie wsparcie uzyskają Hell is Us oraz Cronos: The New Dawn, dostępne na platformie 3D Hub. Plany Samsunga są obiecujące, ale warto zwrócić uwagę, że z obecnych 60 tytułów tylko 3 mają natywne wsparcie śledzenia oczu. Pozostałe korzystają z UEVR (Universal Unreal Engine VR) – mechanizmu konwertującego gry na Unreal Engine 4 i 5 do stereoskopowego 3D, co daje mniej przekonujący efekt, bo brakuje śledzenia oczu. Mimo wszystko technologii tej warto kibicować, aby się rozwijała, a ekosystem poszerzał się i trafiał także na OLED-y, a być może również do innych zastosowań niż gry.

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.

Więcej nowości

Ta gra miała być hitem. Zamiast tego jest afera za aferą
Gry 21 MAR 2026

Ta gra miała być hitem. Zamiast tego jest afera za aferą

Próżno ostatnio szukać równie kontrowersyjnego tytułu. I nie chodzi tutaj bynajmniej o opinie graczy, ale również zachowanie deweloperów. Premiera Crimson Desert po latach opóźnień wreszcie stała się faktem, jednak odbiór gry trudno jednoznacznie ocenić. Produkcja Pearl Abyss sprzedała się już w nakładzie 2 milionów egzemplarzy, co można uznać za solidny wynik. Jednocześnie opinie graczy i recenzentów są wyraźnie podzielone. Część krytyków chwali tytuł za rozmach i system walki, ale nie brakuje też głosów rozczarowania. Średnia ocen na Metacritic utrzymuje się na poziomie 78 punktów, a recenzje na Steam to wciąż "Mieszane". Problemów jest sporo, ale grafiki AI przelały czarę goryczy Jeszcze przed premierą gra wzbudzała kontrowersje, głównie za sprawą decyzji o dodaniu Denuvo. Teraz jednak na horyzoncie pojawił się kolejny problem, który może ponownie podgrzać dyskusję wokół produkcji. Gracze zaczęli bowiem wskazywać na możliwe wykorzystanie grafiki generowanej przez sztuczną inteligencję bez wyraźnego poinformowania o tym fakcie. Sprawa nabrała rozgłosu po publikacji na Reddicie, która zwrócił uwagę na pewien obraz. Zdaniem społeczności grafika wygląda nienaturalnie i zawiera błędy, które trudno byłoby przypisać ludzkiemu artyście. Wśród wskazywanych problemów pojawiają się zniekształcone twarze czy anatomia postaci, która sprawia wrażenie przypadkowej i niespójnej. I nie jest to odosobniony przypadek. W sieci zaczęły pojawiać się kolejne przykłady podobnych grafik znalezionych w grze. Wspólnym mianownikiem są drobne, ale zauważalne błędy w detalach, które zdaniem graczy mogą sugerować użycie AI. To z kolei prowadzi do pytań o szczerość dewelopera. Kontrowersje potęguje fakt, że karta gry na Steam nie zawiera informacji o wykorzystaniu AI. Tymczasem Valve już w 2024 roku wprowadziło wymóg ujawniania takich praktyk. Problem w tym, że odpowiedzialność za rzetelne oznaczenie spoczywa na twórcach, a system nie daje pełnej gwarancji, że wszystkie przypadki zostaną właściwie zgłoszone. https://www.youtube.com/watch?v=VWIw_f8e9Pg Na ten moment trudno przewidzieć, jak rozwinie się sytuacja. Nawet jeśli sporne grafiki nie mają dużego wpływu na samą rozgrywkę, mogą one psuć immersję i podważać zaufanie części odbiorców. W dłuższej perspektywie kluczowe może okazać się to, czy studio zdecyduje się na korekty i większą transparentność, czy pozostawi sprawę bez komentarza.

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Teoria Spisku wycofana ze sprzedaży. Makao i po makale
Publicystyka 20 MAR 2026

Teoria Spisku wycofana ze sprzedaży. Makao i po makale

Historię książki "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata" autorstwa Karoliny Opolskiej można podsumować słowami Greka Zorby: Jaka piękna katastrofa. Jeżeli ktoś czekał na słynną erratę, to mam złe wieści – prostowania błędów nie będzie. Ten wydawniczy dramat pokazał nam kilka rzeczy: autorzy książek mogą bezrefleksyjnie korzystać z narzędzi SI, a wydawnictwa nie muszą tego sprawdzać. Taka postawa szybko się jednak mści, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto podda materiał weryfikacji. Zasłanianie się błędem technicznym i hejtem to kiepska narracja, a próba przeczekania kryzysu prowadzi donikąd.  Pytanie, czy inni zapamiętają tę lekcję? [SALE-3614] [SALE-3615] [SALE-3616] [SALE-3617] [SALE-3618] [SALE-3619] [SALE-3620] Halucynacje SI, czyli błąd techniczny  Krótkie wprowadzenie dla osób, które nie kojarzą lub nie pamiętają tematu. Pod koniec ubiegłego roku głośno zrobiło się o książce Karoliny Opolskiej. Ta ostatnia obecnie jest jedną z twarzy TVP, a na Uniwersytecie Civitas pełni rolę zastępczyni kierownika Katedry Dziennikarstwa i Nowych Mediów. To osoba o dużym doświadczeniu w rodzimych mediach. Skupmy się jednak na publikacji. Książka "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata" szybko okazała się blamażem. Autorce zarzucono zmyślenie przypisów, powoływanie się na nieistniejące książki. Co istotne, mogła to robić nieświadomie, bo w swojej pracy prawdopodobnie wspomagała się narzędziami SI. Sprawę nagłośnił w mediach społecznościowych Artur Wójcik, który przedstawia się jako "historyk, popularyzator i podcaster, demaskator mitów, opisywacz szurii i pseudonauki wszelakiej". Wójcik pierwszy wpis w tym temacie zaczął słowami: "Dawno nie czułem takiego zażenowania".  Ta historia mogłaby w tym momencie zmierzać do końca. Autorka i wydawnictwo mieli szansę powiedzieć, jak się sprawy mają i np. przyznać, że halucynacje SI potrafią być niebezpieczne, a oni padli ich ofiarą (na własne życzenie). Wybrano jednak inną drogę. Postanowiono przekonać wszystkich, że powoływanie się na nieistniejące książki to efekt… błędu technicznego.  https://x.com/grok/status/2026945551325962745?proportion=1.98 Taką narrację przyjęło stojące za publikacją wydawnictwo Harde wchodzącego w skład Grupy ZPR Media. Żeby było śmieszniej: wydawca deklarował w oświadczeniu, że "na żadnym etapie książka nie była pisana ani współtworzona przez narzędzia AI". Jak to stwierdzono? Tego już nie wyjaśniono. Ale zastrzeżeń do pracy Karoliny Opolskiej nie było. Ba, napisano, że wykazała się ona wyjątkową rzetelnością. Errata będzie za kilka dni. Czyli nigdy  Afera zataczała coraz szersze kręgi, autorce wytykano kolejne błędy w jej książce i to skłoniło ją do ogłoszenia, że "w najbliższym czasie ukaże się errata wydawnictwa, która wszystko wyjaśni". Jej przygotowanie miało zająć kilka dni, a działo się to w listopadzie. Mijały dni, potem tygodnie i miesiące, lecz erraty nie publikowano. Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że autorka i wydawnictwo postanowili przeczekać sprawę. Jednak ta taktyka okazała się nieskuteczna.Na początku marca pisałem, że postanowiłem odświeżyć sprawę. Z Karoliną Opolską nie udało mi się skontaktować. Więcej szczęścia miałem z wydawnictwem, którego przedstawiciel odpisał mi: Obecnie nie mam żadnych nowych informacji w tej sprawie, jeśli się pojawią nowe informacje, wówczas Wydawnictwo HARDE wyda oświadczenie, które zostanie wysłane do mediów. I trzeba zaznaczyć, że nie była to pusta obietnica. W sprawie pojawiły się nowe informacje, otrzymałem na skrzynkę mailową kolejne oświadczenie. Brzmi ono następująco: Wydawnictwo HARDE oraz Karolina Opolska, autorka książki "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata”, podjęli wspólną decyzję o wycofaniu książki ze sprzedaży. Autorka zachowuje pełnię praw do książki, a wszelkie decyzje dotyczące jej ewentualnego ponownego wydania będą podejmowane przez nią samodzielnie, zgodnie z jej dalszymi planami zawodowymi i wydawniczymi. Wydawnictwo milczy. Pracodawcy szykują stanowisko Zwróciłem się do przedstawiciela wydawnictwa o rozwinięcie komunikatu, chciałem się dowiedzieć np., czy klienci, którzy zakupili książkę, mogą się domagać zwrotu pieniędzy. Niestety, odpowiedzią była wymowna cisza. Mój rozmówca powtórzył ostatecznie, że wszystko, co mają do przekazania, jest już w oświadczeniu.  https://x.com/SAuthenticum/status/2034668772775092405?proportion=0.89 Postawiłbym pieniądze na to, że studenci na tym przykładzie będą się uczyć, jak nie rozwiązywać problemów. Kto wie, może wykład na ten temat przygotują pracownicy Uniwersytetu Civitas? Na razie poprosiłem uczelnię o komentarz do całej sprawy. Brzmi on następująco: Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Karolinę Opolską, decyzja o wycofaniu książki „Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata” została podjęta wspólnie przez autorkę oraz wydawnictwo. Uniwersytet Civitas nie był stroną procesu wydawniczego ani nie uczestniczył w przygotowaniu publikacji. Pani Karolina Opolska jest wykładowczynią Uniwersytetu Civitas, wysoko ocenianą przez studentów i współpracowników za swoją działalność dydaktyczną. Jej praca na uczelni jest niezależna od działalności dziennikarskiej i publikacyjnej realizowanej poza jej strukturami. Na ten moment nie widzimy podstaw do zmiany formy współpracy. Jednocześnie każdą sytuację budzącą zainteresowanie opinii publicznej traktujemy poważnie i opieramy się na oficjalnych, potwierdzonych informacjach przekazywanych przez zaangażowane strony. Jako uczelnia przykładamy dużą wagę do rzetelności warsztatu dziennikarskiego oraz odpowiedzialnego korzystania z narzędzi, w tym narzędzi AI – są to również tematy obecne w programach dydaktycznych uczelni. Uczymy krytycznego myślenia, odpowiedzialności i rzetelności w pracy dziennikarskiej. To wartości, które przekazujemy studentom niezależnie od indywidualnych sytuacji związanych z działalnością poza uczelnią - przekazała Anna Radecka reprezentująca Uniwersytet Civitas. Można odnieść wrażenie, że ta sprawa stała się skórką banana dla kolejnej instytucji. Bo nie wiem, jak można przekonywać, że uczy się "krytycznego myślenia, odpowiedzialności i rzetelności w pracy dziennikarskiej" i jednocześnie przechodzić obojętnie obok poczynań redaktor Karoliny Opolskiej, tłumacząc, że to jej działalność poza uczelnią. Kuriozum.  Z podobną prośbą zwróciłem się do TVP. W tym przypadku komunikat był krótki: Telewizja Polska nie jest stroną umowy Karoliny Opolskiej z Wydawnictwem Harde i nie brała udziału w powstawaniu jej książki - przekazał Tomasz Wiaderek, kierownik Działu Komunikacji Korporacyjnej TVP. Sygnał dla pracowników TVP i Uniwersytetu Civitas jest dość jasny: po godzinach możecie naprawdę nawywijać, nas to nie obchodzi, drzwi zawsze będą otwarte... Co na to sama Karolina Opolska? Co prawda autorka nie odniosła się do meritum sprawy, ale na Facebooku zamieściła komentarz następującej treści: Od wczoraj przeczytałam o sobie, że jestem śmieciem, że powinnam wrócić do burdelu, że powinnam się zastrzelić (powiesić, utopić - do wyboru do koloru!), że ktoś powinien mnie pobić w ciemnej uliczce, że powinnam trafić za kratki, że jedyna moja przyszłość to only fans. Dużo rozważań na temat tego, jak wyglądają moje miejsca intymne i czy coś sobie tam wytatuowałam. A poza tym klasyk, że jestem brzydka, stara i gruba… co gorsze - obrywają moi bliscy. A to wszystko przez książkę wycofaną ze sprzedaży. Naprawdę? Tak ma wyglądać debata? I nie, nie „robię z siebie ofiary hejtu”, opisuję co mnie spotyka i zostawiam Państwu do oceny czy tak to powinno wyglądać - opisała Karolina Opolska. Odpowiedź jest oczywista: nie tak powinno to wyglądać. Podobnie jednak można skomentować działania Karoliny Opolskiej i wydawnictwa Harde w tej sprawie. Demaskator podchodzi do sprawy z pesymizmem  Swoją opinią podzielił się przywołany już Artur Wójcik, który nagłośnił całą sprawę. Zapytałem go m.in. o to, czy jest usatysfakcjonowany sposobem, w jaki Karolina Opolska i wydawnictwo próbują zamknąć sprawę. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek satysfakcji, bo cała sytuacja jest co najmniej dziwna. Autorce i wydawnictwu udowodniono wykorzystanie sztucznej inteligencji do stworzenia publikacji. Mimo to zarówno autorka, jak i wydawnictwo utrzymywali, że na żadnym etapie AI nie została użyta. Zapowiedziano przygotowanie erraty do książki, choć od początku było wiadomo, że będzie to zadanie karkołomne. Skala błędów i przeinaczeń jest tak duża, że publikację należałoby w zasadzie napisać od nowa. Teraz okazuje się, że również w kwestii erraty wprowadzono odbiorców w błąd. Sytuacja pokazuje, że twórcy tego „dzieła” lekceważą swoich czytelników, czyli klientów, którzy kupują ich produkty. Od początku należało przeprosić, przyznać się do błędu i wycofać nakład ze sprzedaży. Tego wymagała przyzwoitość - stwierdził Artur Wójcik. Zapytałem też historyka o to, kto ponosi większą winę za tę niewątpliwą wpadkę wydawniczą: Nie ma tu jednego, głównego winnego. Zarówno autorka, jak i wydawnictwo popełnili kardynalne błędy. Jeśli Opolska korzystała z AI przy pisaniu książki, powinna to wyraźnie zaznaczyć. Jeśli natomiast tak nie było, redaktorzy powinni byli wychwycić problem, błędy w publikacji są na tyle oczywiste, że u każdego redaktora z choćby minimalnym doświadczeniem powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. W takiej sytuacji należało przeprowadzić rzetelną rozmowę z autorką i podjąć decyzję, czy książka w ogóle powinna zostać wydana. Jak widać, Wydawnictwo Harde stoi na żenująco niskim poziomie, skoro takie błędy przeszły przez proces redakcyjny - przekonuje komentator. Artur Wójcik opisał też sposób, w jaki Karolina Opolska próbowała rozwiązać problem nim jeszcze wybuchła afera. W jego opinii te działania nie wyglądały zbyt profesjonalnie: To zaskakujące zachowanie jak na dziennikarkę, która deklaruje tak bogate doświadczenie zawodowe - podsumował Artur Wójcik. Na koniec zapytałem swojego rozmówcę, czy autorzy i wydawnictwa wyciągną wnioski z tej lekcji. Niestety, nie miał dla nas dobrych wieści. W jego opinii rzetelność będzie tracić na rzecz przyspieszania procesów, co zapewniają narzędzia AI. Bo czas to pieniądz. I chociaż Wójcik nie ma nic przeciwko korzystaniu z rozwiązań tego typu, to apeluje, by używać ich mądrze. 

9
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania