Testy sprzętu
19:02
Sunseeker S4 to robot koszący, który zmienia udrękę w raj (test)
Sunseeker to marka robotów koszących, która po sukcesach na innych rynkach zawitała w końcu do Polski. Opisując Sunseeker S4 w dwóch słowach byłyby to: wygoda i cisza. Słowem, wartości deficytowe w obecnym świecie.
Sunseeker S4 to taki robot w sam raz
Już na etapie rozpakowywania z pudełka, Sunseeker S4 daje jasno do zrozumienia, że mamy do czynienia ze sprzętem klasy premium. W potężnym dobrze zabezpieczonym kartonie znajdziemy samo urządzenie, stację ładowania wraz z mocowaniami (8 sztuk), zasilacz, zestaw dodatkowych ostrzy (12 sztuk) i śrub, a także niezwykle miły dodatek: specjalną szczotkę do czyszczenia LiDAR-u, ręcznik oraz osłonę ochronną dla systemu LiDAR. Tej szczotki czyszczącej wieżyczkę kosiarki początkowo nie zauważyliśmy w pudle — warto upewnić się, czy jest wyjęta, zanim pozbędziemy się makulatury.
Producent zadbał tym samym o to, by użytkownik miał wszystko, co niezbędne na start, bez konieczności dokupowania podstawowych akcesoriów w pierwszych dniach użytkowania. Warto też docenić, że w stacji znalazło się miejsce do przechowywania gumowej osłony LiDAR-u i na zapasowe ostrza. Słowem, wszystko jest pod ręką.
Design urządzenia to połączenie agresywnego, sportowego charakteru z nowoczesną, wręcz futurystyczną bryłą. S4 wygląda masywnie i solidnie, choć przy tym jest dość kompaktowy, patrząc na konkurencyjne modele. Na górze obudowy wyraźnie odznacza się „wieżyczka”, w której ukryto serce nawigacyjne robota – system laserowy. Cała konstrukcja wykonana jest z wysokiej jakości, odpornych na zarysowania tworzyw sztucznych, które nie blakną pod wpływem promieniowania UV.
Ogromnym plusem w kontekście budowy jest certyfikat wodoodporności IPX6. Robota nie tylko nie przerażają ulewne deszcze, ale przede wszystkim można go bez najmniejszych obaw myć bezpośrednio strumieniem wody z węża ogrodowego pod średnim ciśnieniem. Biorąc pod uwagę, że na spodzie kosiarki zawsze gromadzą się resztki wilgotnej trawy i ziemi, możliwość szybkiego spłukania całości to ogromna wygoda w kwestii konserwacji.
Warto również podkreślić kulturę pracy. Sunseeker S4 generuje hałas na poziomie poniżej 60 dB. W świecie maszyn ogrodowych to niemal szept. Robota można zaprogramować tak, aby pracował wcześnie rano, w niedzielne popołudnie czy wręcz w nocy, bez ryzyka wzbudzenia gniewu sąsiadów. Jeśli ktoś myślał, że taka kosiarka będzie szumieć przynajmniej jak robot sprzątający, to był w błędzie. Trawa się kosi, a ty na tarasie pijesz kawę w niemal absolutnej ciszy.
https://www.youtube.com/shorts/dY6MZKkfrII
[SALE-5918]
[SALE-5919]
[SALE-5920]
Nie musisz niczego przekopywać, nie trzeba też nadajnika na dachu
Głównym powodem, dla którego Sunseeker S4 dystansuje wiele starszych urządzeń na rynku, jest jego układ nerwowy. Zamiast polegać wyłącznie na niedokładnym sygnale GPS czy zapętlonym w ziemi przewodzie miedzianym, ten robot „widzi” świat za pomocą technologii zaadaptowanej z autonomicznych samochodów.
System AllSense 3D Fusion Laser to prawdziwy potwór technologiczny. Oparty na 172-kanałowym laserze (LiDAR), sprzęt w każdej sekundzie trwania pracy generuje ponad 210 000 chmur punktów. Aby w pełni docenić te liczby, warto wiedzieć, że starsze typy radarów skanują przestrzeń w oparciu o zaledwie kilkanaście linii. S4 ma kąt widzenia wynoszący 360° w poziomie i aż 70° w pionie, ze skutecznym zasięgiem detekcji do 50 metrów.
Do przetwarzania takiego ogromu informacji zaprzęgnięty został chip SI o mocy obliczeniowej aż 10 TOPS. To z jego pomocą robot tworzy trójwymiarową mapę ogrodu w czasie rzeczywistym, nie ograniczając się do samego zarysu trawnika, ale też analizując głębię przestrzeni.
Oznacza to absolutną niezależność od warunków oświetleniowych. Model S4 może pracować w pełnym, oślepiającym słońcu, w głębokim cieniu pomiędzy domem a żywopłotem, w gęstym mroku w nocy, a także w wąskich przejściach bocznych (nawet tych o szerokości zaledwie 80 cm), gdzie sygnał GPS tradycyjnie całkowicie zanika.
Dzięki tej technologii instalacja sprzętu rzeczywiście przebiega pod hasłem „Postaw i Zapomnij”. Proces, który kiedyś zajmował pół weekendu, teraz sprowadza się do ulokowania bazy przy gniazdku, połączenia z siecią Wi-Fi i uruchomienia wstępnego skanowania.
Mapowanie na autopilocie
System Truepilot 3D AutoMapping, wspomagany przez AI, odpowiada za błyskawiczne uczenie się otoczenia. Producent deklaruje, że mapowanie standardowego trawnika zajmuje zaledwie 15 minut. Podczas tego procesu kosiarka przejeżdża przez ogród, tworząc niezwykle precyzyjną wirtualną siatkę w aplikacji na smartfonie.
W praktyce natomiast lepiej złap telefon i wyznacz sobie granice koszenia ręcznie, przejeżdżając kosiarką wzdłuż granic działki. Chociaż automat potrafi wiele, szczególnie przy dużych powierzchniach mapowanie może trwać i trwać. W praktyce tradycyjna metoda, z kosiarką pracującą jako zdalnie sterowany pojazd, pomaga uniknąć frustracji.
[gallery][img]256727[/img][img]256728[/img][img]256730[/img][img]256731[/img][img]256729[/img][/gallery]
W aplikacji z łatwością zaznaczymy strefy wykluczone z procesu koszenia. Czy to delikatne kwiaty, czy wyciągnięty sezonowo basen dla dzieci. Co więcej, możemy nawet wybrać inteligentne wzory koszenia. Użytkownik może bowiem wymusić cięcie w równoległe pasy, w klasyczną szachownicę, na krzyż lub w linie spersonalizowane. Skutkuje to pięknym efektem „pasów na murawie” niczym na profesjonalnych boiskach piłkarskich.
Nie będzie męczyć psa czy kota, ominie też zabawki
Sunseeker S4 nie bazuje jedynie na zderzaku uderzeniowym jak starsze kosiarki robotyczne. Zamiast tego do roboty zaprzęgnięty został LiDAR 3D, kamery wizyjne AI i fizyczne czujniki.
Tym sposobem robot rozpoznaje natychmiast statyczne przeszkody, jak donice czy pnie młodych drzewek i omija je płynnie, bezdotykowo z odpowiednim wyprzedzeniem. Natychmiastowo działa też korekta jazdy i unikanie kolizji, gdy na trawnik wbiegnie nagle pies czy bawiące się dziecko.
Co więcej, rozpoznawane są też przeszkody zawieszone. Radar zamontowany na wieżyczce wychwytuje obiekty wiszące nad trawnikiem, na przykład nisko opadające gałęzie wierzby czy linki od suszarki ogrodowej, zapobiegając zaklinowaniu się kosiarki.
No i jakby wszystko to zawiodło, dopiero wtedy w ruch idą mechaniczne bumpery, czyli czujniki uderzeniowe, jako kolejna warstwa zabezpieczeń.
No dobrze, a jak to kosi?
Sunseeker S4 został wyposażony w opatentowany, pływający system tnący. Oznacza to, że tarcza wraz z nożykami nie jest sztywno przytwierdzona do podwozia. Tym sposobem proces cięcia jest dynamicznie dostosowywany do zastanych warunków, a system płynnie unosi się i opada, dostosowując się do podłoża.
Nie mamy dzięki temu skalpowania trawnika do gołej ziemi, gdy robot wpadnie w koleinę czy najedzie na kretowisko. Z bajerów warto wspomnieć o Edge Cutting, czyli możliwości wysłania robota na idealne docinanie brzegów trawnika wzdłuż kostki brukowej, jak i koszenie punktowe, gdzie z poziomu telefonu wysyłamy urządzenie w pojedyncze miejsce wymagające docięcia.
W urządzeniu zastosowano tradycyjny dla tego segmentu napęd na tylne koła, z możliwością pokonywania zboczy o nachyleniu do 42% (około 22 stopni). Sprzęt też bez trudu przejeżdża po korzeniach czy wężach ogrodowych do 3,5 cm. W opcji jest możliwość dokupienia specjalnych kół terenowych z kolczastym bieżnikiem, ale w moim odczuciu lepiej przy takich warunkach zainwestować w sprzęt dedykowany, z napędem na obie osie.
Miłym akcentem jest fakt, jak inteligentnie robot wraca do stacji. Jeśli podczas pracy pojemność akumulatora spadnie poniżej 30%, robot automatycznie weryfikuje swoją pozycję, wyznacza najkrótszą inteligentną ścieżkę powrotu. Dzieje się to np. wzdłuż krawędzi lub bezpośrednio najkrótszą drogą, aby nie rozjeżdżać centralnego trawnika. Robot podłącza się do stacji, po czym po naładowaniu samoczynnie wznawia pracę w dokładnie tym punkcie, w którym ją przerwał.
Na trawniku brata jeden cykl koszenia około 200 mkw zajmował 2 godziny i 6 minut. Od czasu do czasu trzeba przy tym przebiec się z podkaszarką, bo martwa strefa przy murkach potrafi zostawić od 5 do nawet 10 cm nieskoszonej trawy, szczególnie jeśli robot wykryje dodatkowo jakąś przeszkodę. Nie ma natomiast problemu z dokaszaniem na płasko okolic krawężników. Bez zarzutu działają też harmonogramy koszenia, dzięki którym realizowane było ono automatycznie do drugi dzień. Nie zabrakło czujnika deszczu, ale musi już naprawdę lać, by robot pozostał w stacji — mżawka czy poranna rosa nie stanowią najmniejszego problemu.
Pracę robota przez pewien czas próbował sabotować Jack Russell terrier, uparcie przynoszący mu piłkę do zabawy. Robot omijał zwierzę i nie mordował jego drogocennych piłeczek, a potem wracał i dokaszał ominięte obszary.
Aplikacja początkowo może wystraszyć procedurami
Dla wielu osób to sprawa oczywista, innych może natomiast zaskoczyć — zanim skonfigurujemy robota trzeba skosić trawnik po staremu — do długości nie wyższej niż 6 cm, a z jego granic należy usunąć ewentualne chwasty. Roboty nie koszą trawy rzadko i nisko, zamiast tego ścinają codziennie zaledwie kilka milimetrów, a powstające ścinki są tak drobne, że nie wymagają grabienia — działają jak naturalny nawóz (tzw. mulczowanie).
Pierwsze uruchomienia robota sprawiają wrażenie, jakbyśmy odpalali jakiś pojazd kosmiczny, a nie kosiarkę. Pojawia się 6-pumktowa lista parametrów, które są sprawdzane i dopiero gdy wszystko gra rozpoczyna się proces mapowania, czy później właściwego koszenia. Kod pin urządzenia wprowadzamy przy tym na samym robocie, pod specjalną pokrywą. Choć może się to wydawać uciążliwe, nie chcemy przecież, by sąsiad dokonał zuchwałego porwania kosiarki :D. Aha — stacja dokująca kosiarki nie powinna być umieszczona pod głębokim dachem, bo może rodzić to zakłócenia w komunikacji. Jeśli zależy nam na lepszym osłonięciu urządzenia od deszczu, można dokupić moduł daszku, doczepianego do stacji dokującej.
Aplikacja Sunseeker Smart App, dostępna na Androida i iOS, nie była żadnym wyzwaniem dla mojego brata, na którego trawniku rozstawiliśmy robota. Nie ma co się frustrować, trzeba na spokojnie — skwitował. Szybko mnogość ustawień okazała się nie tyle udręką, ile pewnością, że wszystko działa dokładnie tak, jak byśmy sobie życzyli. Podczas regulacji wysokości ostrzy wybrana została wysokość 25 mm i okazała się optymalna.
Co przy tym istotne, nie skonfigurujemy kosiarki bez dostępu do Wi-Fi, podobnie jak ma to miejsce w przypadku autonomicznych odkurzaczy. Za łączność odpowiada tutaj sam robot, stacja dokująca jest pasywna. Przynajmniej do pierwszej konfiguracji warto zainstalować się bliżej domu, by zapewnić idealną komunikację. U mojego brata testy kosiarki złożyły się ze zmianami w konfiguracji domowej sieci pod kątem kamer do monitoringu i już po chwili do budynku gospodarczego trafił punkt dostępowy mesh, przez co robot dostał wręcz idealny sygnał.
[gallery][img]256742[/img][img]256740[/img][img]256752[/img][img]256743[/img][img]256750[/img][img]256741[/img][img]256751[/img][img]256754[/img][img]256747[/img][img]256749[/img][img]256745[/img][img]256753[/img][img]256746[/img][img]256744[/img][img]256748[/img][/gallery]
Warto przy tym dodać, że producent przewidział też rozwiązanie dla ogrodów z ograniczoną łącznością. Możliwy jest zakup dodatkowego modułu 4G w cenie 749 zł (zgodny z modelami V3, S3, S4 i S5). Oprócz nieprzerwanej łączności moduł 4G zapewnia też dodatkową ochronę przeciwkradzieżową. Nie mieliśmy go jednak w zestawie z robotem, by sprawdzić ów moduł w praktyce.
Podsumowanie
Sunseeker S4 był moim pierwszym dłuższym kontaktem z robotem koszącym i w dodatku wyjątkowo udanym. Podczas testów sprawdziliśmy zarówno wielki trawnik w ulokowanym nieopodal nadleśnictwie, jak i zainstalowaliśmy robota w typowym ogrodzie. Instalacja i pierwsza konfiguracja nie przysparzają problemów nawet laikowi, to poziom skomplikowania zbliżony do konfigurowania domowego robota sprzątającego. Ważne jest przy tym zapewnienie dostatecznej jakości łączności Wi-Fi w okolicy stacji robota. Nie trzeba tutaj ani wkopywać przewodów na granicy trawnika, ani stosować dodatkowych anten. Robot rozpozna wszystko sam lub możemy wyznaczyć mu przestrzeń rundką ze zdalnym pilotem.
Sunseeker S4 to przy tym wyjątkowo kompaktowy robot, znacznie mniejszy od wielu modeli dostępnych na rynku. Z jednej strony przynosi to lepsze dopasowanie do małych przestrzeni, z drugiej zaś ostrza rozstawione na szerokości 18 cm wymagają większej liczby rundek w koszeniu niż u dużych braci. Deklarowane ograniczenie wielkości ogrodów do 1000 mkw należy traktować tutaj poważnie, zresztą — większe powierzchnie zabrałyby temu sprzętowi już bardzo dużo czasu i wymagałyby kilkukrotnego doładowywania energii.
Wielkim plusem jest prosta konserwacja i możliwość po prostu przemycia spodu robota wężem ogrodowym z wodą o średnim ciśnieniu. Kopułka lidaru czyści się sama po wjechaniu do stacji, ale nie zabrakło w zestawie też ściereczki do jej przecierania. Gdy o nawigacji mowa, nie jest to robot jeżdżący na ślepo tylko potężny sprzęt uzbrojony w laserowy radar, kamery i czujniki, obsługiwane przez chip AI o mocy obliczeniowej 10 TOPS. Na przekór kampaniom obrońców zwierząt, ta kosiarka jeża po prostu ominie, zarówno za dnia, jak i nocą.
Co warto przy tym podkreślić, Sunseeker S4 dedykowany jest do standardowych ogrodów, bez ekstremalnych stromizn i z przeszkodami do 3,5 cm, na które tylny napęd będzie wystarczający. Niestraszne są mu jednak niespodziewane kopce kretów czy jakieś koleiny, bo ma pływający system tnący, zapobiegający goleniu trawnika do zera.
Gdy kosiarka wjechała na trawnik mojego brata stwierdził, że 7 tys. zł to by za nią nie dał, ale 4 tysiące byłyby już bardzo uczciwe. I właśnie do takiej kwoty spadła teraz cena robota. Jeśli masz już dość biegania z kosiarką, a do tego nie chce Ci się przekopywać ogrodu pod kable, Sunseeker S4 może okazać się strzałem w dziesiątkę.
[SALE-5918]
[SALE-5919]
[SALE-5920]
LECH OKOń