Prawie zaufałem mObywatelowi i miałbym przekichane

Na całe szczęście to nie jest długa historia. Chociaż mogłaby być znacznie dłuższa, gdybym zaufał funkcjonalności mObywatela. Na szczęście tego nie zrobiłem.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
5
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Prawie zaufałem mObywatelowi i miałbym przekichane

mObywatel to wspaniały kombajn. I dokumenty w nim przechowamy i część spraw załatwimy, a jak nie to umówimy wizytę w urzędzie, z AI pogadamy o przepisach. A i mamy podgląd na mandaty, które otrzymaliśmy. I właśnie z tym drugim miałbym poważny problem. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Mandaty w mObywatelu 

Zdarzyło mi się jechać zbyt szybko. A dokładniej za późno zdjąć nogę z gazu, kiedy ograniczenie do 70 km/h zostało zastąpione znakiem ograniczenia do 50 km/h. A że kilkadziesiąt metrów dalej stał fotoradar, to dostałem najdroższe zdjęcie w swoim życiu. Nie zrozumcie mnie źle: to moja wina, zwłaszcza że nie pierwszy i nie ostatni raz jechałem tą trasą. Ot, pierwszy raz nie zwolniłem tam, gdzie powinienem.

Następnie od Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym dostałem listowne zapytanie dotyczące tego, kto kierował pojazdem. Oczywiście przyznałem się do winy, dostałem mandat i... czekałem. Czekałem aż mandat pojawi się w mObywatelu. W końcu ma taką funkcję, prawda? Termin płatności minął już dawno, a mandatu w aplikacji jak nie było, tak nie ma. 

Oczywiście, świeże mandaty nie wyświetlają się w aplikacji, jednak coś jest mocno nie tak w sytuacji, kiedy nie ma nawet tych, których termin płatności już dawno minął. Zwłaszcza że należy tu jeszcze doliczyć opóźnienie wynikające z działania Poczty Polskiej. Oczywiście zapłaciłem przed tym terminem, jednak w zakładce zapłaconych mandatów również go nie ma. Wniosek jest prosty: Dostaliście mandat? Nie liczcie na mObywatela. Może się tam pojawić, ale jak wynika z mojego przypadku, wcale nie musi. Co ciekawe, punkty karne naliczyło mi w aplikacji prawidłowo.