Może nie Izera, ale też sztos. Polacy budują elektryczny motocykl

Co porabiają polscy studenci? Odpowiedzi będzie wiele, niektóre pewnie zaskakujące. W ramach przykładu warto przywołać ekipę z Wrocławia, która projektuje motocykl. Za kilka kwartałów z jego pomocą będzie chciała utrzeć nosa rówieśnikom z innych państw.

Maciej Sikorski
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Może nie Izera, ale też sztos. Polacy budują elektryczny motocykl

Polska motoryzacja – niektórzy uznają to za oksymoron. Z polską motoryzacją w wersji elektrycznej nie jest lepiej. Wystarczy przywołać nieszczęsny projekt Izera. Duża chmura nie przyniosła nawet mżawki. Ale duch w narodzie nie ginie: studenci Politechniki Wrocławskiej chcą stworzyć motocykl, który błyśnie podczas imprezy MotoStudent w 2027 roku.  

Dalsza część tekstu pod wideo

MotoStudent, czyli ściganie na słonecznej Hiszpanii 

W ramach wprowadzenia do tematu przyda się krótki opis samej imprezy. Korzenie MotoStudent sięgają pierwszej dekady XXI wieku. Dotychczas wzięły w niej udział uczelnie z ponad 20 krajów. W niektórych edycjach liczba uczestników przekraczała 80 zespołów. Główny podział dotyczy napędu: część drużyn tworzy pojazdy z silnikiem spalinowym, część z napędem elektrycznym. 

Same zawody odbywają się co dwa lata. Idea jest w miarę prosta: drużyna ma od podstaw zaprojektować, zbudować i zaprezentować prototyp maszyny, która weźmie udział w wydarzeniu wieńczącym dwuletni cykl przygotowań. Areną zmagań jest Motorland Aragón, czyli tor wyścigowy znajdujący się niedaleko hiszpańskiego miasta Alcañiz.

W imprezie brały już udział drużyny z obu Ameryk, Egiptu, Iranu czy Indii. Nie mogło w niej zabraknąć także przedstawicieli europejskich uczelni. Gdy spojrzy się na listę najlepszych zespołów, w oczy rzuca się dominacja dwóch nacji: Hiszpanów i Włochów. Czasem do gry o najwyższe lokaty włączali się Niemcy czy Grecy. Ale mamy tam także swoich przedstawicieli. A ich ambicje przewyższają obecne możliwości.

LEM Hadron lepszy od poprzednika 

Jakiś czas temu skontaktowali się z nami studenci zrzeszeni w LEM Wrocław Motorsport, czyli kole naukowym Politechniki Wrocławskiej. W ostatniej, czyli VIII edycji wspomnianej imprezy, drużyna zajęła 12 miejsce. Ekipa pochwaliła się tym, że w konkurencjach dynamicznych była na podium lub w jego okolicach. A także tym, że osiągnęła najlepsze rezultaty spośród drużyn znad Wisły

Może nie Izera, ale też sztos. Polacy budują elektryczny motocykl

Przedstawiciele koła naukowego podkreślili, że podczas zawodów, które miały miejsce pod koniec 2025 roku, ich projekt – LEM Hadron – okazał się lepszy od poprzednika, czyli LEM Tachyon. W efekcie studenci z Politechniki Wrocławskiej jako jedyni z czterech polskich drużyn zakwalifikowali się do finałowego wyścigu. A warto zaznaczyć, że udział w nim bierze mniej niż 20 proc. zespołów startujących w MotoStudent. Albo "studenckich motocyklowych mistrzostw świata", jak nazywają imprezę sami uczestnicy. 

LEM Hadron to jednostka zbudowana od zera (to samo dotyczy wcześniejszych motocykli koła naukowego). Większość komponentów powstaje z myślą o tej konkretnej maszynie. Wykonują je albo sami studenci, albo firmy wspierające zespół. Nawet w tym drugim przypadku odbywa się to wedle wytycznych studentów. Podzespoły powstają u partnerów z prostego powodu: warsztat Politechniki Wrocławskiej ma ograniczenia techniczne i nie można w nim np. stworzyć owiewki z włókna węglowego.

Udało nam się stworzyć maszynę będącą w stanie rozpędzić się do 210 km/h, przy czym do setki potrzebuje jedynie 4 sekund. Poza inżynierią, która za tym stała, w osiągnięciu tego wyniku pomogła nam waga, a dokładnie jedynie 126 kg, co dla motocykla tego typu jest naprawdę rewelacyjnym wynikiem. Z kolejnym motocyklem celujemy nie tylko w lepszą wydajność baterii, ale i zastosowanie rozwiązań technicznych, których nie udało nam się zaimplementować poprzednim razem. Przykładem karbonowy wahacz

– wyjaśnili przedstawiciele LEM Wrocław Motorsport.

Polscy studenci szukają wsparcia. Chcą być w czołówce

Można pogratulować i się rozejść? Do gratulowania zachęcam, ale temat zamknięty nie jest. Ekipa z Wrocławia rozpoczęła już prace nad nowym motocyklem, który zadebiutuje na hiszpańskim torze w 2027 roku. Tym razem zespół chce nie tylko poprawić wyniki z poprzedniej edycji, ale nawet powalczyć o lokaty w czołówce mistrzostw. Bez wsparcia szanse na to są… ograniczone. 

Może nie Izera, ale też sztos. Polacy budują elektryczny motocykl

Moi rozmówcy nie ukrywają, że w zawodach, póki co, pełnią rolę underdogów, czyli drużyny, po której nikt nie spodziewa się walki o zwycięstwo. To zresztą dotyczy wszystkich ekip z Polski. Powód jest prosty: sporty motorowe nie są u nas rozwinięte w takim stopniu, jak ma to miejsce we wspomnianych już Hiszpanii czy Włoszech. A to oznacza nie tylko gorsze finansowanie, ale też np. słabsze zaplecze techniczne.

W przeciwieństwie do włoskich czy hiszpańskich zespołów nie jesteśmy w stanie pozwolić sobie przykładowo na przepalenie kilku silników celem dokładnego zbadania ich możliwości i perfekcyjnego dopasowania ich do naszych potrzeb. Nie jesteśmy w stanie również opłacić wykonania wielu kopii danego komponentu. Dlatego w treningach i wyścigach startujemy ze świadomością, że w momencie upadku motocykla możemy stracić naszą jedyną ramę, baterię czy zawieszenie. To wpływa na nasze podejście do wyjazdów na tor - musimy działać bardziej zachowawczo i ostrożnie, przez co proces dostrajania motocykla jest dużo wolniejszy niż w przypadku, w którym działalibyśmy ze świadomością posiadania części zapasowych. To przekłada się na nasz rozwój. Oczywiście przez lata udowadnialiśmy sobie i osobom, które śledzą naszą drogę, że niski budżet nie jest w stanie nas powstrzymać przed przeskakiwaniem poprzeczek, które sami sobie postawiliśmy. Jednak jest to wciąż za mało, by realnie stać się częścią światowej czołówki

– przekazali studenci z Wrocławia.

I tu dochodzimy do sedna sprawy: wrocławskie LEMury, jak sami siebie nazywają, mają plany i ambicje, czerpią z kilkunastu lat doświadczenia swojego koła, ale same chęci nie wystarczą. Potrzebne jest wsparcie finansowe i techniczne. Dlatego młodzi konstruktorzy szukają partnerów. Głównie lokalnie, ale nie odmówią współpracy z podmiotami z drugiego krańca Polski. 

Każda pomoc jest dla nas na wagę złota. Niezależnie od tego, czy jest to wsparcie finansowe, szkolenia, udostępnienie sprzętu czy przekazanie nam materiałów i komponentów do stworzenia kolejnego projektu, zawsze dbamy o to, by taka współpraca była maksymalnie spersonalizowana i dostarczała wymiernych korzyści i satysfakcji obu stronom. Naturalnie zwiększenie naszych finansów daje nam dużo większą swobodę działania, jednak wiemy, że czasem przekazanej wiedzy i doświadczenia nie da się zwyczajnie wycenić

– tłumaczą przedstawiciele koła naukowego.

Czy to będzie wstęp do budowy polskiej motoryzacji w wersji elektrycznej? Po szumnie zapowiadanym projekcie Izera lepiej nie uderzać w takie tony, bo zazwyczaj kiepsko się to kończy. Na razie studenci ze stolicy Dolnego Śląska chcą po prostu zaprojektować i zbudować motocykl lepszy od poprzedników. Jeśli ktoś może im w tym pomóc, powinien to zrobić. Może w przyszłości przyniesie to korzyści, które dzisiaj nawet trudno sobie wyobrazić...