Olej konsolę, nosisz ją w kieszeni. Wystarczy Abxylute M4 (test)
Abxylute M4 to ultrakompkatowy kontroler zaprojektowany z myślą o smartfonach. Wyszło marzenie mobilnego gracza czy potworek, którego nie warto tykać dwumetrowym kijem? Sprawdzamy!
Współczesne smartfony to kawał wydajnej elektroniki, którą zawsze mamy przy sobie. Mogłoby się wydawać, że stąd już tylko o kroku od idealnego sprzętu do mobilnego grania, tyle że po drodze jest jedna dość istotna przeszkoda: sterowanie. Dla wielu osób gry kontrolowane dotykiem to herezja, która nie powinna mieć miejsca.
Czy słusznie? Kwestia drugorzędna. Ważne jest to, że w ostatnim czasie pojawiło się kilka gadżetów, które ten problem mają szansę w końcu rozwiązać. Jednym z nich jest Abxylute M4, czyli kompaktowy kontroler, który do telefonu przyczepimy na magnes (MagSafe) i bez trudu wszędzie zabierzemy ze sobą. Postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście sprawdza się to w akcji.
Abxylute M4 na AliExpress kupimy za ok. 180 zł. W tej cenie oprócz samego kontrolera dostajemy krótką smycz na nadgarstek oraz naklejkę magnetyczną dla telefonów bez wbudowanego MagSafe. Niestety urządzenia nie znajdziemy póki co w polskich sklepach.
Wygląd i wymiary
Sam kontroler składa się z dwóch elementów: metalowej obręczy z magnesami oraz samego kontrolera. Ta pierwsza to przede wszystkim element montażowy, dzięki któremu całość możemy przymocować do telefonu. Całe „mięsko” skrywa się w tym drugim elemencie.
No i tu może być pierwsze zaskoczenie, bo w przeciwieństwie do innych kontrolerów – także tych ultrakompaktowych – Abxylute M4 jest niemal idealnie kwadratowy. Jego wymiary to ok. 7 x 6,5 cm oraz 1,5 cm grubości. Całość wykonano z plastiku i waży bardzo rozsądne 55 g. Warto natomiast mieć na uwadze, że jest to masa bez wspomnianego wcześniej metalowego zaczepu – po jego dodaniu wartość się podwaja.
Klawisze
Przy tak małych gabarytach kompromisy są nieuniknione. Część z nich daje o sobie znać już na pierwszy rzut oka. Większość przycisków znajduje się w specjalnym wgłębieniu z przodu obudowy. Pozornie mamy tu do czynienia z typowym nowoczesnym układem klawiszy, tj. dwiema gałkami analogowymi, krzyżakiem oraz czterema przyciskami akcji. Ich położenie zostało jednak nieco zmodyfikowane – obie „gałki” znajdują się powyżej klawiszy akcji, a przyciski są mniejsze niż w typowym padzie i przypominają te z Nintendo Switch.
Dlaczego „gałki” wziąłem w cudzysłów? Bo technicznie rzecz biorą nie są to gałki, tylko ślizgające się na płasko dyski. Podobne rozwiązanie pojawiało się w przeszłości m.in. w PSP i Nintendo 3DS. Łatwo zrozumieć, dlaczego producent po nie sięgnął, choć jest to odczuwalny kompromis. Co więcej, wyklucza to zastosowanie typowych „klikalnych” L3 i R3, które zamiast tego wywoływane są skrótem z umieszczonym pośrodku klawiszem funkcyjnym.
A jak już przy przyciskach jesteśmy, to swoimi wymiarami przypominają one te z JoyConów do Nintendo Switch, a jako mechanizm wykorzystują gumową membranę. Działają cicho i precyzyjnie, natomiast mają twardy skok i stosunkowo powolne odbicie, co może dawać się we znaki w niektórych grach. Generalnie jednak jak na miniaturowego pada wypadają one dobrze.
U góry znajdziemy natomiast zestaw przycisków L i R. Te bazują na mikroprzełącznikach, a triggery nie obsługują trybu analogowego. Co więcej, umieszczono je w jednej linii, tak jak np. w Nintendo 3DS, a nie w układzie jeden za drugim, jak pewnie przyzwyczajona jest większość graczy.
Z innych uwagi elementów na pewno warto wskazać przycisk zasilania/parowani z prawej strony, umieszczony tuż powyżej diod sygnalizujących status połączenia oraz naładowania akumulatora. Kabel zasilania podłączymy do znajdującego się u spodu portu USB-C, a w rogu umieszczono zaczep na smycz (np. tę dołączoną do zestawu).
Mocowanie i wygoda
Metalowa obręcz do kontrolera mocowana jest na magnes, a o to, by trafiła w odpowiednie miejsce, dba niewielka wypustka umieszczona powyżej przycisków. Trzyma się to zaskakująco wręcz stabilnie i to nawet po zamontowaniu dużego telefonu. W trakcie testów kontrolera używałem w parze z iPhonem 17 Pro Max i, tu miła niespodzianka, telefon trzymał się mocno nawet po wychyleniu praktycznie do pionu.
Oczywiście taka konstrukcja z natury oznacza, że środek ciężkości zestawu jest przesunięty mocno w górę, więc telefon i tak będziemy musieli podtrzymywać palcami wskazującymi. Na szczęście taki układ jest w tym przypadku dość intuicyjny. Druga sprawa to to, że o ile sam w sobie magnes trzyma mocno, to nie aż tak mocno, żeby delikatnym szarpnięciem nie dało się go odczepić. Warto o tym pamiętać, jeśli np. planujemy grać z Abxylute M4 w autobusie, bo o przykry wypadek nie jest trudno.
W praktyce najwygodniejszym sposobem na używanie testowanego pada wydaje się „tryb stacjonarny”, tj. korzystanie z magnetycznej obręczy i kontrolera osobno. Ta pierwsza może pełnić rolę podręcznej podstawki, pozwalającej postawić telefon na stole, dzięki czemu możemy grać całkowicie bezprzewodowo. Abxylute M4 pełni w tej konfiguracji rolę podobną do klasycznych mikrokontrolerów pokroju np. 8BitDo Zero i sprawdza się w niej zupełnie nieźle. Dość powiedzieć, że sięgam po niego znacznie chętniej niż po JoyCony, kiedy potrzebuję awaryjnego pada do Switcha.
Funkcjonalność i obsługa
W tym miejscu wypadałoby wspomnieć nieco o funkcjonalności, bo ta jest bardziej rozbudowana niż sugerowałby niepozorny wygląd pada. Dość powiedzieć, że Abxylute M4 obsługuje kilka różnych trybów połączenia i może się identyfikować jako kontroler dla Nintendo Switch, DualShock 4 albo standardowy kontroler HID. Wszystkie tryby bazują na łączności Bluetooth.
Obsługa kilku różnych trybów połączeń jest całkiem przydatna. Przykładowo, standardowo Abxylute M4 identyfikuje się jako pad do Switcha, do czego zresztą nawiązują oznaczenia przycisków. Jest to tryb uniwersalnie obsługiwany, a jednocześnie pozwala na wygodne granie na konsoli Nintendo. Problem w tym, że interfejs gier na iOS i Androida bardzo często nie jest do niego dopasowany, w związku z czym w parze z telefonem dużo lepiej sprawdzi się układ DualShocka.
Niestety tu pojawia się problem. Zmiana trybu połączenia, tak jak większość innych funkcji, dostępna jest z poziomu skrótu klawiszowego, a tych musimy szukać w instrukcji. Problem w tym, że instrukcja dostępna jest wyłącznie po chińsku. W efekcie bez trudu mogę sobie wyobrazić sytuację, kiedy ktoś niechcący przełączy kontroler w inny tryb i nie będzie w stanie samemu rozszyfrować, co właściwie się podziało, ani jak to naprawić. Sam w trakcie testów miałem podobne przejścia, kiedy niechcący aktywowałem funkcję turbo i przez kilka dni żyłem w przekonaniu, że szwankuje elektronika.
Rozgrywka
Generalnie jednak poza pewnymi zastrzeżeniami dotyczącymi intuicyjności czy ergonomii, Abxylute M4 w roli kontrolera do gier działał bez problemu. Podczas zabawy nie miałem kłopotów z jakością połączenia, opóźnieniami (tj. ponad te wynikające z użycia Bluetooth) czy niepoprawnym rejestrowaniem poleceń.
Kontroler doskonale sprawdzał się do większości gier, o ile nie wymagały zbyt szybkich reakcji lub precyzyjnych ruchów. W dużym skrócie, nie polecam grania na nim w Dooma czy Street Fightera, ale już Super Mario Bros., Spyro czy nawet Mario Kart okazały się zaskakująco grywalne. I to „zaskakująco” pojawia się tu nie bez powodu – pod kątem ergonomii spodziewałem się znacznie większego potworka. Jasne, nie jest to sprzęt do kilkugodzinnych sesji, ale w większości gier sprawdzi się lepiej niż poleganie wyłącznie na ekranie dotykowym.
Podsumowanie
No i myślę, że to chyba najlepsze podsumowanie dla tego sprzętu. Tak, Abxylute M4 ma swoje problemy. To sprzęt pełen kompromisów, który, starając się patrzeć obiektywnie, nie może się równać z tradycyjnymi kontrolerami. Sęk jednak w tym, że jeśli rozważaliście jego zakup, to raczej jest to dla Was oczywiste. Takiego sprzętu nie kupuje się dlatego, że jest „dobry”. Kupuje się go dlatego, że dobrze wpasowuje się w określoną niszę.
No i od tej strony Abxylute M4 jest naprawdę atrakcyjną propozycją. Może nieco zbyt drogą i mało intuicyjną w obsłudze, ale w dalszym ciągu bardzo fajną. Jeśli tęsknicie za czasami, kiedy przenośne konsolki faktycznie mieściły się w kieszeni, to bohater testu w parze z dowolnym smartfonem może się okazać niezłym substytutem dla takiego gadżetu. To dobry zakup, o ile jest się świadomym ograniczeń tego sprzętu.
-
Kompaktowe gabaryty
-
Mocowanie na MagSafe jest zaskakująco stabilne
-
Niezłe jakościowo przyciski
-
Kilka różnych trybów połączenia
-
Brak problemów ze stabilnością połączenia
-
Możliwość grania w trybie stacjonarnym
-
Niewygodne podczas długich sesji
-
Brak tradycyjnych gałek analogowych
-
Brak klikalnego L3 i R3
-
Nieintuicyjne skróty klawiszowe
-
Mocno przesunięty środek ciężkości