Apple szykuje się na najgorsze. Coraz więcej produkcji odbywa się w USA
Gigant z Cupertino przyspiesza rozbudowę produkcji w USA. Serwery i Mac mini z Teksasu są elementem większej układanki, za którą stoją Chiny.
Apple wyraźnie zwiększa tempo przenoszenia części swojej produkcji do Stanów Zjednoczonych. Najnowsze doniesienia wskazują na dynamiczny wzrost mocy wytwórczych serwerów w zakładzie w Houston oraz plany ulokowania tam również montażu komputerów Mac mini. Nie są to symboliczne ruchy wizerunkowe, lecz element szerszej strategii, która ma zabezpieczyć firmę przed politycznymi i geopolitycznymi wstrząsami.
Aktualnie mowa o wydajności około 10 serwerów na godzinę
Za tymi decyzjami stoi nie tylko chęć spełnienia wcześniejszych obietnic inwestycyjnych wobec administracji Donalda Trumpa, lecz także chłodna kalkulacja ryzyka. Apple już w 2025 roku przyjęło dwutorową strategię w odpowiedzi na rosnącą presję taryfową. Początkowo przeniesiono produkcję iPhone’ów z Chin do Indii. A gdy cła objęły również Indie, koncern zadeklarował potężne inwestycje w USA, sięgające 600 miliardów dolarów.
Plan obejmuje budowę krajowego łańcucha dostaw w obszarze projektowania i produkcji krzemu z udziałem takich firm jak Texas Instruments, Samsung Electronics czy Amkor Technology, a także współpracę z Corning przy dostawach szkła do wyświetlaczy. W pakiecie znalazła się również rozbudowa centrów danych oraz inwestycje w nowe miejsca pracy i szkolenia. W Detroit ruszyła nawet specjalna Manufacturing Academy, która ma kształcić kadry dla rozwijającej się produkcji.
Chiny szykują się do ataku na Tajwan
Według doniesień The New York Times amerykańskie agencje wywiadowcze ostrzegały kierownictwo największych firm technologicznych przed rosnącym ryzykiem chińskiej inwazji. Już w 2023 roku szef CIA, William J. Burns, oraz dyrektor wywiadu narodowego Avril Haines mieli przekazać takie informacje m.in. Timowi Cookowi, Jensenowi Huangowi i Lisie Su, sugerując, że Pekin może zdecydować się na taki krok do 2027 roku.
Dla Apple byłby to scenariusz skrajnie niebezpieczny, ponieważ ogromna część łańcucha dostaw półprzewodników pozostaje skoncentrowana na Tajwanie, przede wszystkim w fabrykach TSMC. Choć firma rozwija zakłady w Arizonie, ich skala jest na razie daleka od tego, co oferują tajwańskie megafabryki. Obecnie działa tam jedna fabryka, druga ma ruszyć w przyszłym roku, a trzecia planowana jest dopiero na koniec dekady.
W efekcie ruchy Apple w Houston należy postrzegać jako próbę budowania poduszki bezpieczeństwa. Nawet jeśli amerykańska produkcja nie zastąpi w pełni azjatyckiej, może złagodzić skutki potencjalnego kryzysu. W świecie, w którym polityka coraz mocniej wpływa na biznes technologiczny, dywersyfikacja przestaje być opcją, a staje się koniecznością.