Nawrocki pod ostrzałem. Niezłą ekipę żeście zmontowali

Rada Mediów Narodowych to nowy twór, który ma wspierać prezydenta m.in. w zakresie transformacji cyfrowej, odpowiedzialnego rozwoju nowych technologii czy walki z dezinformacją. Idea słuszna, ale wykonanie wzbudza wątpliwości. Czy wszyscy członkowie tego gremium grają po stronie Polski?

Maciej Sikorski
2
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Nawrocki pod ostrzałem. Niezłą ekipę żeście zmontowali

Nad Wisłą obserwujemy renesans powoływania rad. I nie dotyczy to jednego środowiska politycznego. Bo gdy premierowi zamarzyła się Rada Przyszłości, prezydent pochwalił się Radą Gospodarczą. I Radą Biznesu na dokładkę. Wiadomo jednak, że od przybytku głowa nie boli, więc utworzono jeszcze jedno ciało: Radę Nowych Mediów. Szybko okazało się, że skład osobowy tego podmiotu nie wzbudza powszechnego aplauzu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Rada Nowych Mediów, czyli troska o cyfrową Polskę

Czym właściwie ma się zajmować powołana w Pałacu Prezydenckim Rada Nowych Mediów? Celem jest przede wszystkim diagnozowanie kondycji tych ostatnich i ocena ich wpływu na społeczeństwo. Członkowie Rady mają wspierać prezydenta w zakresie poprawy debaty publicznej czy wzmacniania bezpieczeństwa informacyjnego kraju. Bo nowe media to spore możliwości, ale też wielka przestrzeń do nadużyć, manipulacji i generowania szkód na różnych poziomach. 

Istotnym obszarem działań Rady będzie także rozwój edukacji medialnej, informacyjnej i cyfrowej. Wskazano, że budowanie społeczeństwa świadomego, krytycznie myślącego i odpornego na dezinformację stanowi dziś jedno z kluczowych wyzwań państwa

- głosi komunikat na oficjalnej stronie prezydenta.

Trudno się z tym nie zgodzić. Można przyklasnąć idei i się rozejść? Nie do końca.

Kogo znajdziemy w Radzie Nowych Mediów?

Na liście osób powołanych do Rady Nowych Mediów obecnie znaleźć można 27 nazwisk. Czy dominują powszechnie znane persony? Raczej nie. Najbardziej rozpoznawalny w tym gronie jest chyba pisarz i publicysta Rafał Ziemkiewicz. Przejrzałem zestawienie, znaleźć można w nim osoby związane z mediami, zarówno tymi tradycyjnymi, jak i społecznościowymi. Są osoby reprezentujące świat akademicki. Niektórzy członkowie Rady pozostają zagadką lub ciekawostką.

Wspólny mianownik dla pokaźnej części osób z listy? Mniej lub bardziej, ale są powiązane z prawą stroną sceny politycznej. To nie zarzut, a stwierdzenie faktu. Prezydent i jego otoczenie mogą dobierać doradców wedle swojego klucza. W tym kontekście warto jednak przytoczyć fragment komunikatu o powołaniu ciała doradczego:

Rada ma stanowić forum wymiany poglądów pomiędzy różnymi środowiskami oraz platformę wypracowywania synergicznych rozwiązań dla wyzwań ery cyfrowej.

Wychodzi na to, że mowa o różnych środowiskach branżowych, ale już niekoniecznie ideologicznych. A to może być problematyczne, gdy weźmie się pod uwagę, że Rada ma np. szukać balansu między "wolnością słowa a odpowiedzialnością za słowo", jak ujął to prezydencki minister Adam Andruszkiewicz. 

Jutuber wywołał oburzenie. Kim jest Paweł Swinarski?

Najgłośniej w kontekście składu Rady zrobiło się z pewnością o Pawle Swinarskim (on sam przedstawia się jako Paweł Svinarski). To jutuber znany z prowadzenia kanału Dla Pieniędzy, który subskrybuje niemal 1,3 mln odbiorców. Autor porusza w nim tematy polityki, gospodarki czy finansów. Zarówno w polskim, jak i globalnym wydaniu. Filmy cieszą sporą popularności, odsłony liczone są w setkach tysięcy. Nie brakuje przy tym kontrowersji, materiałów pod konkretną tezę czy clickbaitowych okładek i tytułów. Tabloidyzacja zdecydowanie góruje nad wsadem merytorycznym

Czy największym problemem jest to, że twórca łowi widzów np. okładką sugerującą, że za 48 godzin USA opuszczą NATO? Nie. Media i komentatorzy przypominają teraz, że Paweł Swinarski ma w dorobku znacznie bardziej niepokojące materiały. 

We wrześniu ubiegłego roku, krótko po wtargnięciu na terytorium Polski minimum kilkunastu dronów, Paweł Swinarski sugerował, że może to być ukraińska prowokacja, której celem jest wciągnięcie Polski do wojny z Rosją. Na te działania zareagował m.in. NASK, czyli instytucja, której jednym z zadań jest przeciwdziałanie dezinformacji. Co ciekawe, we wrześniu ubiegłego roku prezydent Karol Nawrocki przestrzegał, by nie ulegać narracji o ukraińskim źródle ataku. 

Głośno było też o innych filmach Swinarskiego. Kilka lat temu na kanale Dla Pieniędzy pojawił się materiał, z którego wynikało, że polskie złoża surowców są zagrożone. Miały paść łupem obcego kapitału w wyniku przejęć realizowanych przez Orlen. Te rewelacje były potem kolportowane przez internautów, być może także przez boty. 

Paweł Swinarski na koncie ma też konflikt z prawem. Media przypominają, że w poprzedniej dekadzie obecny influencer wpadł na uprawie marihuany. I ponoć nie wyglądało to na skromną produkcję na własny użytek. Emocje wzbudzają też powiązania towarzyskie Swinarskiego, nie brakuje wśród nich osób, które wywołują skrajne reakcje.

W ramach ciekawostki można dodać, że w Radzie znalazła się także Urszula Grotyńska. To instagramerka i tiktokerka, której treści skupiają się na modzie, lifestyle’u, a ostatnio także parentingu. Prywatnie Grotyńska jest… partnerką Pawła Swinarskiego.

Czy teraz można się już rozejść? Nie.

W Radzie nie zabrakło miejsca dla przedstawicieli bigtechów

W mediach głośno zrobiło się o powołaniu do Rady wspomnianego influencera, a niewiele miejsca poświęcono innym ciekawym personom. Pierwszą z nich jest Łukasz Gabler, drugą Jakub Turowski, a trzecią Emil Kędzierski. Jeśli komuś nazwiska niewiele mówią, spieszę z wyjaśnieniem. To osoby pracujące kolejno dla TikToka, Mety (Facebooka) oraz Google. Z pomocą serwisu LinkedIn można łatwo sprawdzić ich staż pracy dla wymienionych podmiotów oraz prześledzić listę wcześniejszych pracodawców. 

Fani teorii spiskowych mogliby stwierdzić, że Pawła Swinarskiego umieszczono w Radzie głównie po to, by na nim skupić uwagę. Wówczas mniej pytań i komentarzy będzie dotyczyć przywołanej trójki dżentelmenów. Zasadne jest pytanie o to, w jakich okolicznościach w Radzie Nowych Mediów znaleźli się przedstawiciele tzw. bigtechów. Zadałem je przedstawicielom prezydenta Karola Nawrockiego. Mam nadzieję, że niebawem uzyskam odpowiedzi.

Ktoś może oczywiście stwierdzić, że ewentualne zmiany w przepisach trzeba konsultować z biznesem, by tworzone prawo było dobre. Zgadzam się z tym. Nie mam jednak złudzeń: interes Polski, polskiego społeczeństwa raczej nie pokrywa się z interesem wielkich firm technologicznych. Na nieśmieszny żart zakrawa fakt, że w kwestii jakości debaty publicznej czy dezinformacji prezydentowi mają doradzać ludzie reprezentujący interesy bigtechów. Paweł Swinarski nie szerzy swoich wywodów z pomocą listów w butelkach – wykorzystuje do tego narzędzia dostarczane przez wymienione firmy. Opłaca się to i jemu, i korporacjom. Społeczeństwu już niekoniecznie.