Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?

Wybrałem się do Lidla na szał zakupowy. A raczej mały szalik. Założenie było proste: mam 100 zł w kieszeni i muszę się obkupić elektroniką. Efekt? Żałuję zakupów. I to nawet bardzo. Jednak po kolei.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?

Nie chciałem kupować byle czego, byle było, a coś, co realnie wykorzystam. Kolejne słuchawki? Nie, dziękuję, mam ich pół szuflady. A może powerbank? Tych mam akurat całą szufladę. Padło więc na ręczny, przenośny wentylator, ładowarkę Qi z trzema segmentami, w sam raz pod telefon, zegarek i słuchawki, czyli zestaw dla kogoś, kto nie lubi kabli, oraz wagę łazienkową, bo najwyższy czas zmierzyć się z bolesną prawdą. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Gadżety z Lidla 2/3 to porażka

Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?

Tak, jest aż tak źle. Zacznijmy jednak od tego, co działa poprawnie. Czyli od wagi łazienkowej za 29,99 zł. Jest to inteligentna waga, która podaje jak najbardziej poprawne wartości, co było dla mnie dość trudne do przełknięcia. Ot, ważę za dużo. Zdecydowanie za dużo.

Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?

Czy prawidłowo wylicza ona BMI, tkankę mięśniową i nawodnienie organizmu? Nie wiem, chociaż mniej/więcej wszystko by się zgadzało: BMI wysokie, tkanka mięśniowa niska i odwodnienie. Ot, cały ja. Czy jestem zadowolony z wagi? Nie. To jednak nie jest jej wina, a tego, że rzeczywistość jest dość bolesna. Skoro jedyny poprawnie działający produkt mamy za sobą, to idziemy dalej.

Wentylator ręczny z Lidla

Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?

Ten gagatek kosztował mnie 15,99 zł. Kupiłem go jednak w promocji z kuponem z aplikacji Lidl Plus, który obniżył cenę bazową 19,99 zł o 4 zł. Jak on działa? No cóż, zacznijmy od tego, że ze względu na swoją przenośność ma małe łopatki. Jest więc głośny, a strumień powietrza relatywnie słaby. Fizyki tu nie oszukamy. Oczywiście na rynku są nawet mniejsze, a zarazem skuteczniejsze i cichsze konstrukcje. Jednak nie są to typowe wentylatory łopatkowe. 

Bateria pozwala natomiast na kilka godzin pracy, zwłaszcza na najniższym poziomie. Skoro więc sam stwierdzam, że po tego typu konstrukcji trudno czegoś więcej oczekiwać, to czemu jestem niezadowolony? A to akurat proste: ponieważ nie działa on podczas ładowania baterii. Chłodzenie nim kiedy stoi na biurku z podłączonym USB-C i odpięcie go przy wyjściu? Zapomnijcie. Podłączenie do powerbanku, kiedy nam padnie, tak aby dalej się chłodzić? Również nie ma mowy. Kilka lat temu kupiłem nieco większy, ale wciąż mały wentylator z Biedronki, jeszcze na microUSB i ten potrafi działać i ładować się jednocześnie. Sprzęt z Lidla całkowicie zawodzi na tym polu. 

Ładowarka Qi dla kogoś, kto nie cierpi kabli

Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?
iPhone służył jako aparat, więc użyłem innego telefonu

A oto produkt, który przelał czarę goryczy: ładowarka Qi za 42,99 zł. I to w dodatku produkt, po którym spodziewałem się najwięcej. Otóż mam iPhone, mam Air Podsy i mam... no nie, nie Apple Watcha, ale zegarek Huaweia, który też ładuje się bezprzewodowo. Producent deklaruje, że urządzenie pobiera do 18 W (9 V i 2 A) ładując przy tym: smartfon z mocą do 15 W, zegarek z mocą do 2,5 W i słuchawki z mocą do 3 W. Wiadomo, jak podłączymy wszystko, to łączna moc pobierana przez ładowarkę nie przekroczy tych 18 W. Jednak w tym przypadku pobiera ona maksymalnie 6 W. A przecież znacznie mniej — w końcu technologia Qi wiąże się z dużymi stratami — trafia do urządzeń. 

To jednak nie koniec problemów, ponieważ ładowarka ta, co kilkanaście sekund się restartuje. A moc maksymalna często spada do poziomu 1-2 W. Tym samym zostawiając na niej sprzęt, nawet na całą noc, nie mamy gwarancji, że w ogóle zostanie on naładowany.

Oczywiście początkowo uznałem, że to wina ładowarki, do której ta była podłączona przez USB-C. Tej w zestawie w końcu nie było. Jednak sprawdziłem ich aż 5 i każda dawała podobny wynik. Spróbowałem więc innej strategii i zamiast do ładowarki podłączyłem urządzenie do powerbanku wyświetlającego pobór. A właściwie to do 3 różnych powerbanków i jednej stacji zasilania. I wszędzie efekt był ten sam: maksymalnie 6 W mocy z częstymi spadkami do 1 W i ciągłe restarty. W tym przypadku określenie tego, jako elektrośmieć jest jak najbardziej zasadne.

A wielka szkoda, bo liczyłem, że będę mógł ładować te urządzenia jednocześnie, bez plątaniny kabli. Tyle dobrego, że jeśli chodzi o zegarek, to wymaga on podłączenia do zasilania rzadziej, niż raz w tygodniu. 

Podsumowanie:

Zakupy w Lidlu oceniam bardzo źle. Nie kupiłem tam nic, co wywołałoby uśmiech na mojej rumianej buzi. Uczciwie muszę jednak przyznać, że waga okazała się naprawdę w porządku. I wentylator też — tak długo, jak się nie rozładuje, co uważam za nieporozumienie.

Jednak to, co najbardziej przykuło moją uwagę — chociaż wiem, że kierunkowy do Francji ukryty w mojej wadze powinien być numerem jeden na tej liście — czyli ładowarka, okazało się nie tyle niewypałem, ile wręcz elektroodpadem, którego istnienie nie tylko rani mój portfel, ale wręcz matkę naturę, oraz rozum i godność człowieka. 

Zwłaszcza że zostawiłem zegarek z poziomem naładowania 11% na ładowarce, kiedy zaczynałem pisać ten tekst, a teraz, kiedy go kończę, jego poziom naładowania spadł do 9%. I jakby co, to nie: nie widziałem już tych fajnych wentylatorów w Biedronce od kilku lat, a zakupy robię głównie w Lidlu, bo raz, że mam blisko, a dwa, jak idę z dzieckiem, to nie muszę przeciskać się przez palety spacerówką.