Kupiłem fotowoltaikę z Action. Sąsiadowi wkręcisz, że dałeś fortunę
W tamtym roku kupiłem i sprawdziłem mały panel fotowoltaiczny z Action. Było naprawdę... nieźle. Owszem, daleko od deklarowanych wartości. Miało być 8 W, a było 2-3 W, co pozwoli na lekkie podładowanie telefonu, lub powerbanku przez cały dzień. Jednak lepszy rydz niż nic. Wziąłem więc na Warsztat nowszy model.
Przed majówką Naczelny wysłał do mnie nową ofertę z Action i zapytał, czy to przypadkiem nie jest ten sam panel, co w ubiegłym roku. Wygląd się zgadzał, ale na opakowaniu napisano, że jest to model o mocy 10 W. Papier jednak wszystko przyjmie. Byłem więc niemal pewny, że po raz kolejny sprzedają to samo, ale z innym oznaczeniem. Planowałem więc kupić panel, porównać do — jak mi się wtedy wydawało — identycznego poprzednika i go obśmiać. No cóż... nie wyszło.
Zestaw, który tym razem istnieje naprawdę
Poprzednim razem ten element był największym rozczarowaniem. W pudełku znalazłem sam panel. Bez 4 przyssawek i dwóch karabińczyków. Nie było nawet kabla USB. Action chyba przeczytało moje ostatnie skargi, bo tym razem pudełka z panelami były zaklejone. Bez ich rozerwania lub użycia noża nie dało się dostać do środka. Oceniam to na pewien minus, jednak muszę przyznać, że się sprawdziło: zestaw był kompletny.
Sposób pomiaru
Po wyjęciu panelu i porównaniu go do poprzednika zauważyłem, że deklarowana wyższa moc jak najbardziej może być prawdziwa. Panel jest ewidentnie większy od poprzednika. Jak jednak sprawdzić, czy wydajniejszy? I tu dokonałem pewnego zakupu: a dokładniej dwóch identycznych kabli USB-A/USB-C, które podłączyłem do obydwu paneli, aby mieć pewność, że ten element nie zaburza pomiarów.
Same pomiary odbywały się w ciągu 2 dni, czyli 2 i 3 maja. Tym razem jednak nie bawiłem się w prymitywne ładowanie tabletu. Do gry wkroczył sprzęt znacznie cięższej wagi, czyli stacja zasilania Anker Solix C300X DC, która ma tę wyjątkową cechę, że można ją ładować między innymi z portów USB-C. A dokładniej z portu numer 2 i 3. Co więcej, ma ona przyjemną aplikację mobilną, więc nie musiałem wyskakiwać ciągle na balkon, oraz informuje, ile energii otrzymuje z poszczególnych portów.
Wyniki pomiarów
W przypadku starszego panelu nie ma zaskoczenia. Przy standardowym ułożeniu, czyli pionowym zwisaniu z barierki balkonu generował on moc do 2 W, a przy lekkich chmurach moc ta spadała do 1 W. Jeśli jednak nachyliłem panel prostopadle do Słońca, to moc ta wzrastała do 3 W. Owszem, jest słabo, ale w kryzysowej sytuacji od biedy da się coś na tym ugrać. Czy jednak panel 10 W jest o 25% lepszy?
W żadnym wypadku. Panel ten jest ZNACZNIE lepszy. Przy zwisie moc dobijała do 3-4 W. Jednak po nachyleniu panelu prostopadle do słońca na ekranie smartfonu pojawiała się wartość od 5 do 6 W. Czyli w sumie moc, z którą użytkownicy iPhone ładowali swoje urządzenia przez długie lata, aż Apple im nie powiedziało, że to nie ekologicznie i zabrało ładowarki z pudełek.
Z takim panelem można naprawdę wiele zdziałać, a wciąż pozostaje on bardzo mały, lekki i można go przytroczyć do plecaka, roweru, czy namiotu. Zabranie go na biwak w zestawie z powerbankiem 10 000 mAh może być znacznie lepszym pomysłem niż zabranie ze sobą powerbanku 20 000 mAh. Zaledwie godzina ładowania przy idealnym ustawieniu powerbanku jest w stanie dać nam 6 Wh, czyli 1622 mAh. Oczywiście tu należy uwzględnić straty podczas ładowania, które powinny wnosić około 90%, ale i tu wychodzi nam 1459 mAh dla naszej baterii.
Tym samym w niecałe dwa dni bez problemu naładuje on powerbank 10 000 mAh. Mamy więc pełne ładowanie smartfonu dzień w dzień i zapas energii na doładowywanie. A wszystko to dzięki prostemu i lekkiemu urządzeniu, które kosztuje jedyne 38,95 zł.
-
Wysoka wydajność, chociaż niższa, niż deklarowana
-
Niska waga
-
Przyzwoita jakość wykonania
-
Trwałość — poprzednik bez strat przetrwał zimę
-
Port USB-A
-
Zaklejone pudełko