Europa energetycznie leży. Niemal 60% pochodzi z importu

Chociaż Unia Europejska od lat chwali się dążeniami do energetycznej niezależności, to fakty mówią same za siebie: większość energii we wspólnocie pochodzi z importu. Jest to szczególnie duży problem zwłaszcza w sytuacjach takich jak ta w okolicach Zatoki Perskiej. 

Paweł Maretycz (Maniiiek)
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Europa energetycznie leży. Niemal 60% pochodzi z importu

Tu warto podkreślić, że nie mówimy tu wyłącznie o energii elektrycznej, a o całej energii zużywanej na terenie Wspólnoty. Wedle raportu Energy in Europe – 2026 edition, który powołuje się na dane z 2024 roku, aż 57,2% energii w UE pochodziło spoza granic Unii. Nie jest to jednak coś, czemu można łatwo zaradzić, a gdyby nie unijna polityka stawiania na zieloną energię sytuacja mogłaby być znacznie gorsza.

Dalsza część tekstu pod wideo

Unia importuje większość energii z zewnątrz

Największym problemem jest ropa naftowa i paliwa na niej oparte. Ta stanowi aż 67% energii sprowadzanej na teren Unii. Nie jest to także coś, co możemy łatwo przeskoczyć. A to dlatego, że większość transportu opiera się właśnie na silnikach spalinowych. I nie chodzi tu tylko o samochody osobowe, ale także transport ciężki, czy kolej. Nie do pominięcia jest także sprzęt ciężki, jak maszyny budowlane, które do swojego działania często wykorzystują silniki lub generatory spalinowe.

Za 24% energii spoza UE odpowiada gaz ziemny. Ten również wykorzystywany jest w transporcie, ale także w ogrzewaniu, służy do podgrzewania posiłków, oraz jest jednym z kluczowych surowców w przemyśle. Następny na liście jest węgiel, który odpowiada za 4% importu. To pokazuje, że gdyby nie OZE i atom, to UE musiałoby importować go znacznie więcej, aby zabezpieczyć się energetycznie. Ostatnie miejsce to 3%, które stanowi energia elektryczna. 

Polska wypada coraz gorzej... pozornie

Oczywiście tym, co nas najbardziej interesuje, jest Polska. W perspektywie 20 lat nasza sytuacja się znacznie pogorszyła... a przynajmniej teoretycznie. Otóż w 2004 roku importowaliśmy zaledwie 14,7% energii. W 2024 roku było to już 45,7%. I chociaż wygląda to na poważny regres, to pamiętajmy, że przez te 20 lat nasz kraj znacznie się rozwinął, a wraz z tym zwiększyło się także nasze zapotrzebowanie energetyczne. Produkcja energii w Polsce od tego czasu znacznie wzrosła, jednak nie na tyle, aby odbyło się to proporcjonalnie do rosnących potrzeb. 

Co możemy zrobić?

Europa nie jest w stanie zapewnić sobie złóż ropy naftowej czy gazu ziemnego. Możemy jednak pozyskiwać coraz to więcej energii elektrycznej, stawiając na miks atomu, OZE i magazynów energii, oraz tam, gdzie to możliwe zastępować nią paliwa płynne i stałe. Elektromobilność czy pompy ciepła to nie tylko kwestia ochrony klimatu, ale też niezależności energetycznej Unii Europejskiej.