Klienci na zakupach skarżą się na jedno. Lidl się tłumaczy

Znów chodzi o kasy samoobsługowe. Miały ułatwić życie kupującym, a tymczasem, stały się też powodem do coraz to częstszego narzekania. Chodzi o jedną kluczową kwestię. 

Anna Kopeć (AnnaKo)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Klienci na zakupach skarżą się na jedno. Lidl się tłumaczy

Zamiast z człowiekiem, kontakt z kasą

Klienci, korzystający z kas samoobsługowych, owszem, cenią sobie wygodę i samodzielność, ale mają problem z jednym. W momencie, kiedy chcą kontaktu z kasjerem, są kierowani do samoobsługi. Sprawę poruszył Portal Spożywczy, który postanowił wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Okazuje się, że w dyskontach, takich jak Lidl i Biedronka, coraz częściej klienci mają problem z doproszeniem się o otwarcie tradycyjnego stanowiska. Są odsyłani do kas samoobsługowych. Zjawisko to ma miejsce szczególnie rano i pod koniec dnia. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Czy faktycznie kasy tradycyjne odejdą wkrótce do lamusa?

Sprawa nie jest tak beznadziejna, jak mogłaby się wydawać niektórym rozgoryczonym klientom. Okazuje się, że w dyskontach panują ściśle określone zasady. Zarówno Lidl, jak i Biedronka podkreślają, że klienci nadal mogą korzystać z kas tradycyjnych, jeśli życzą sobie kontaktu z kasjerem. Lidl nawet podkreślił, że kasa tradycyjna zawsze zostanie otwarta na prośbę klienta, i nie ma absolutnie przymusu korzystania z samoobsługi. Jeśli coś takiego miało miejsce, to był to odosobniony przypadek. 

Tak się może wydawać, że kasy samoobsługowe wkrótce wyprą te tradycyjne. Często liczba kas zmienia układ sklepu i organizację placówek. Ale wynika to jedynie z ich popularności. Miejmy nadzieję, że jak najdłużej (jak deklaruje Lidl) korzystanie z kas samoobsługowych, pozostanie wyborem kupującego. A kasjerzy nadal będą dostępni.