Vivo X Fold6 - po nim zwykły smartfon już nie wystarcza
Przez długi czas składane smartfony kojarzyły się przede wszystkim z drogimi gadżetami dla entuzjastów technologii. Od kilku lat korzystam z kolejnych generacji modeli typu „fold” i po kilkunastu dniach spędzonych z vivo X Fold6 wiem jedno – powrót do klasycznego smartfonu byłby dla mnie dużym krokiem wstecz.
Jeszcze kilka lat temu sam sceptycznie podchodziłem do „składaków”. Uznawałem, że jest to przede wszystkim demonstracja możliwości producenta. Telefon można złożyć, rozłożyć, pokazać znajomym i przez chwilę cieszyć się tym, że wygląda inaczej niż wszystkie pozostałe urządzenia. Z czasem jednak okazało się, że dla mnie składany smartfon ma niewiele wspólnego z drogim gadżetem.
Jednak od 2022 roku wybieram składany smartfon praktycznie co rok. I robię tak nie dlatego, że interesują mnie nowinki dla samych nowinek. Wręcz przeciwnie – smartfon jest dla mnie przede wszystkim narzędziem. Nie gram na nim, filmy oglądam rzadko, a jego najważniejsze zadania to praca, komunikacja, czytanie, robienie zdjęć i załatwianie codziennych spraw. I właśnie w takim zastosowaniu duży, składany ekran zaczął mieć dla mnie więcej sensu niż klasyczna konstrukcja.
Zwykły smartfon jest dobry, ale Fold jest lepszy
Najłatwiej zauważyć różnicę wtedy, gdy telefon służy nie tylko do przeglądania krótkich wiadomości. Po rozłożeniu vivo X Fold6 dostaję przestrzeń roboczą, która bardziej przypomina mały tablet niż typowy smartfon. Wewnętrzny ekran ma 8,02 cala, a jego proporcje sprawiają, że tekst, strony internetowe czy dokumenty nie są upchnięte na wąskim wyświetlaczu.
Dla mnie ma to również bardzo praktyczne znaczenie podczas czytania. Przy większym ekranie mogę ustawić większą czcionkę, nie muszę tak bardzo mrużyć oczu, a jednocześnie na ekranie nadal mieści się sporo treści. To jedna z tych cech, które trudno docenić po pięciu minutach zabawy telefonem w sklepie. Dopiero po kilku dniach regularnego korzystania okazuje się, jak często człowiek sięga po dużą powierzchnię roboczą.
Różnicę widać również przy pisaniu. Na dużym ekranie klawiatura jest znacznie wygodniejsza. Łatwiej jest pisać dłuższe wiadomości, odpowiadać na e-maile czy wprowadzać tekst. Palce mają więcej miejsca. To drobiazg, ale takich w ciągu dnia zbiera się naprawdę sporo.
I jest jeszcze jedna rzecz, którą doceniam szczególnie: wielozadaniowość. W vivo X Fold6 można wyświetlić obok siebie kilka aplikacji, a danych układy można zapisywać jako presety. W moim przypadku nie jest to funkcja, którą uruchamiam tylko po to, żeby pokazać komuś możliwości telefonu. Korzystam z niej na co dzień. Na przykład porównuję ceny w dwóch sklepach, mam otwartą aplikację bankową i jednocześnie widzę potrzebne informacje i miejsce, gdzie mogę je wpisać. Z kolei podczas pracy mogę zestawić ze sobą dwie strony internetowe.
W jeszcze bardziej zaawansowanych zastosowaniach Fold potrafi zastąpić tablet, a czasem nawet laptop. Mogę mieć jednocześnie otwarte nawet cztery aplikacji i okna wszystkich widzieć na podzielonym ekranie. Przy pracy w podróży jest to bardzo wygodne, bo zamiast zabierać ze sobą kolejne urządzenie, mam je w kieszeni.
Vivo X Fold6 nie wygląda jak kompromis
Jednym z argumentów, które przez lata działały przeciwko składanym telefonom, była ich konstrukcja. Pierwsze sprzęty tego typu były na ogół grube i ciężkie, co zmniejszało ich wygodę podczas codziennego używania.
Vivo X Fold6 pokazuje, jak bardzo zmieniła się sytuacja. W wersji Prism Black po rozłożeniu ma ono tylko około 4,4 mm grubości i waży 228 g. Robi to wrażenie szczególnie wtedy, gdy pamięta się, że wewnątrz trzeba jeszcze zmieścić mechanizm zawiasu oraz pojemną baterię.
Po złożeniu X Fold6 zachowuje się przy tym jak normalny smartfon. Dzięki zaokrąglonym krawędziom sprzęt dobrze leżą w dłoni, a kiedy potrzebuję większej przestrzeni, wystarczy jeden ruch i urządzenie zmienia się w coś zupełnie innego. Zawias działa płynnie, a telefon można również rozłożyć mniej więcej do połowy i ustawić jak mały laptop. To przydatne choćby wtedy, gdy chcę mieć urządzenie częściowo oparte o blat.
Ciekawie rozwiązano również kwestię ekranów. X Fold6 ma zewnętrzny wyświetlacz o przekątnej 6,51 cala oraz duży, wewnętrzny panel 8,02 cala. Oba wykorzystują technologię 8T-LTPO i oferują odświeżanie od 1 do 120 Hz. Co ważne, producent podaje lokalną szczytową jasność sięgającą aż 5000 nitów, a minimalną na poziomie zaledwie 1 nita.
Najbardziej podoba mi się jednak nie sama liczba nitów, ale jakość obrazu i jego czytelność. Podczas pierwszych chwil urządzeniem zwróciłem uwagę na bardzo dobrą jakość obu ekranów, wysoki kontrast i czytelność w różnych warunkach. Po kilkunastu dniach nadal uważam je za jeden z najmocniejszych elementów tego urządzenia.
6900 mAh i smukła obudowa? Tego się nie spodziewałem
Składany smartfon ma jeszcze jedną potencjalną słabość: baterię. Dwa ekrany, w tym jeden bardzo duży, oznaczają przecież większe zapotrzebowanie na energię. Vivo poszło tutaj w przeciwnym kierunku.
X Fold6 otrzymał akumulator BlueVolt o pojemności 6900 mAh. Co szczególnie ważne, udało się połączyć tak dużą baterię ze smukłą obudową. Do tego dochodzi szybkie ładowanie przewodowe 80 W oraz bezprzewodowe 40 W. Producent zastosował również piątą generację technologii anody krzemowej, która pozwoliła zwiększyć gęstość energii.
Jest to dla mnie ważne z bardzo prozaicznego powodu: nie chcę przez cały dzień zastanawiać się, gdzie jest ładowarka. Smartfon ma pracować wtedy, kiedy go potrzebuję. Pojemna bateria daje tutaj dodatkowy komfort, zwłaszcza że korzystanie z rozłożonego ekranu może być bardziej intensywne niż używanie klasycznego smartfonu.
Aparat, którego nie trzeba traktować ulgowo
Nie każdy składany smartfon może być jednocześnie pełnoprawnym flagowcem fotograficznym. Vivo X Fold6 podchodzi do tego tematu bardzo poważnie.
Na pokładzie znalazł się główny aparat ZEISS 200 Mpix z dużym sensorem Samsung HPB, powłoką ZEISS T* i optyczną stabilizacją obrazu. Towarzyszy mu teleobiektyw ZEISS APO z 3-krotnym zoomem optycznym, ogniskową odpowiadającą 70 mm i możliwością fotografowania makro. Zestaw uzupełnia 50-megapikselowy aparat ultraszerokokątny. Za przetwarzanie zdjęć odpowiada układ vivo Imaging Chip V3+.
Nie mamy tu więc do czynienia z sytuacją, w której wybierając składany telefon trzeba pogodzić się z aparatem „trochę gorszym niż we flagowcu”. Vivo dołożyło do tego jeszcze możliwość wykorzystania telekonwertera vivo ZEISS Telephoto Extender Gen 2, który pozwala uzyskać ogniskową odpowiadającą 200 mm. Rozwiązanie to znane jest również ze „zwykłych” flagowców marki, w tym X300 Ultra, i zdecydowanie nie jest typowym dodatkiem do składanego smartfonu.
Podczas pierwszego kontaktu ze zdjęciami z vivo X Fold6 nie miałem powodów do narzekania. Już wtedy kadry wyglądały bardzo dobrze, choć oczywiście pełna ocena aparatu wymaga znacznie dłuższego użytkowania.
X Fold6 pasuje do mojego sposobu korzystania z telefonu
Po kilkunastu dniach z vivo X Fold6 mam wrażenie, że to jeden z tych telefonów, do których bardzo szybko można się przyzwyczaić, a później trudno zaakceptować powrót do mniejszego ekranu. Składana konstrukcja przestaje być tutaj ciekawostką i staje się czymś, co realnie zmienia komfort codziennych zadań.
Dużą zaletą jest też dopracowanie samego urządzenia. Vivo udało się połączyć smukłą obudowę z dużymi ekranami, pojemną baterią i rozbudowanym zestawem fotograficznym. Nie ma przy tym wrażenia, że któryś z tych elementów został potraktowany po macoszemu tylko dlatego, że mamy do czynienia ze składanym smartfonem.
Na plus trzeba zapisać również ekrany – zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny. Są jasne, czytelne i oferują bardzo dobrą jakość obrazu. Dzięki temu X Fold6 dobrze sprawdza się zarówno przy szybkich zadaniach po złożeniu, jak i podczas dłuższego korzystania z dużego wyświetlacza.
Do tego dochodzi aparat, który jest pełnoprawnym elementem flagowego wyposażenia, a nie dodatkiem do efektownego ekranu. Współpraca z ZEISS, mocny główny sensor i rozbudowane możliwości teleobiektywu sprawiają, że fotograficznie X Fold6 ma czym się bronić.
Vivo X Fold6 jest dla mnie przykładem tego, jak powinien wyglądać współczesny składany smartfon. Nie chodzi w nim wyłącznie o możliwość złożenia ekranu, ale o to, co ta konstrukcja daje poza samym efektem „wow”.
Co więcej, aktualnie możecie go dostać w promocji z okazji rozpoczęcia sprzedaży. Kupując telefon w wybranych sklepach w prezencie lub za symboliczną złotówkę dostaniecie słuchawki bezprzewodowe vivo Buds Ultra. Ich normalna cena to 799 zł. Promocja potrwa do 26 paźdzniernika 2026.
Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy vivo