Denerwuje, a i tak wszyscy oglądają. 5 sezon zaskoczy wiele osób

"Drodzy czytelnicy, nie martwcie się, bo pewna hrabina wkrótce znów odnajdzie miłość." Takimi słowami dokładnie zaczyna się krótki teaser 5. sezonu "Bridgertonów" jaki właśnie zamieścił w sieci Netflix.  A jednak, wielu widzów jest zawiedzionych, żeby nie powiedzieć - zdenerwowanych.

Anna Kopeć (AnnaKo)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Denerwuje, a i tak wszyscy oglądają. 5 sezon zaskoczy wiele osób

Zdaniem wielu, piąty sezon tej kultowej serii wszystko pomieszał, co więcej powinien być zdecydowanie o kimś innym. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Zwiastun 5 sezonu Bridgertonów rozpalił sieć

Taka to już rola fanów, że po zakończeniu ostatniej serii ulubionego serialu, snują oni plany odnośnie nowych odcinków. A twórcy, rzecz jasna, mają wielką radość, w podsycaniu tego typu domysłów. Przypomnijmy, że pierwsze spekulacje miały miejsce już podczas premiery części 4., kiedy showrunnerka Jess Brownell, pojawiła się wówczas z białą poszetką z wyszytymi inicjałami "E" i "F". Potwierdziła także, że inicjały odnoszą się do tajemniczych postaci, które pojawią się w przyszłych produkcjach o arystokratycznych intrygach. 

Fani już zaczęli snuć domysły, że "E" to Eloise Bridgerton, a "F" Francesca Stirling. Ale zwiastun sprawił, że ich śledztwo było tylko w połowie udane. Owszem, głównym bohaterem będzie najprawdopodobniej Francesca Stirling, ale drugą kluczową postacią będzie Michaela Stirling. Czyżby Netflix chciał widzów uraczyć jednopłciowym romansem? W oryginalnej wersji powieści, występuje mężczyzna - Michael Stirling. Tymczasem, Netflix, zastąpił postać Michaela, Michaelą. 

Dyskutujący fani to niezła reklama całej serii

Niezależnie od kontrowersji, które wprowadza ta zmiana, widzowie mają pretensje także o coś innego. Ich zdaniem, główną bohaterką powinna być Eloise, a nie Francesca. Co wyniknie z tych wszystkich zmian i czy Netflix poradzi sobie z narzekającymi fanami? O tym przekonamy się już wkrótce. Trzeba jednak przyznać, że platforma zapewniła sobie należyty rozgłos na platformach społecznościowych oraz w prasie. Wydaje się, że twórcom dokładnie o to chodziło.