EarFun Wave Pro X. Te słuchawki już są kultowe (test)
EarFun Wave Pro X to nowe wcielenie znanych z polskich sklepów słuchawek EarFun Wave Pro z 2024 roku. Łączy je nazwa i chyba niewiele więcej, bo producent przeprojektował tegoroczny model zarówno na zewnątrz, jak i w środku. W zaledwie kilka dni po premierze słuchawki już wywołały zachwyt fanów dobrego brzmienia.
Słuchawki EarFun Wave Pro X miały swoją rynkową premierę na początku września, jednak fani marki czekali na ten model od styczniowych targów CES 2026, gdy producent po raz pierwszy zapowiedział tę wersję. W końcu X-y trafiły do sprzedaży, a opinie w sklepach i na Reddicie są więcej niż entuzjastyczne. Wave Pro X trafiły też do mnie, mogłem je więc sprawdzić w różnych sytuacjach życiowych – od zacisza domowego po pociągi.
EarFun Wave Pro X to półka cenowa 500-600 zł, słuchawki konkurują więc z takimi nowościami jak testowany już przeze mnie model Soundcore Space 2, czy też ze starszym, ale wyżej pozycjonowanym modelem Soundcore Space One Pro. Konkurentem mogą być też świetne Baseus Inspire XH1 ze strojenie Bose. EarFun określa Wave Pro X jako słuchawki premium i do pewnego stopnia można się zgodzić – powiedzmy, że to budżetowe premium.
Słuchawki EarFun Wave Pro X można zamawiać na oficjalnej stronie producenta oraz w sklepie Amazon.pl. Ich cena została ustalona na 149,99 euro, czyli ok. 650 zł. Na stronie producenta można jednak kupić taniej, za ok. 520 zł, z kodem WPXPREU1.
EarFun Wave Pro X – najważniejsze dane
- Konstrukcja wokółuszna, składana
- Waga 259 g, wymiary 188 x 168,3 x 86,7 mm
- Układ Qualcomm QCC3095 z Bluetooth 6.0, Google Fast Pair, Multipoint
- Kodeki SBC, AAC, LC3 z LE Audio, LDAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, aptX Lossless
- Certyfikaty Hi-Res Audio i Hi-Res Wireless
- Połączenia Auracast
- Wejścia audio 3,5 mm i USB-C
- Architektura akustyczna DCAA, dwa przetworniki współosiowe: 40 mm DLC i 10 mm LCP
- Redukcja hałasu Adaptive Hybrid ANC, 8 mikrofonów
- Tryb gier
- Bateria 800 mAh, czas pracy do 90 godzin
Wyposażenie
EarFun Wave Pro X dostarczane są w sporym pudelki, kryjącym w sobie bardzo solidne, sztywne etui transportowe. W jego wnętrzu można też zmieścić dwa kabelki – krótszy USB-C do ładowania oraz dłuższy audio 3,5 mm. Mamy więc wszystko, co tak naprawdę jest potrzebne.
Wygląd i budowa
EarFun Wave Pro X odważnie czerpią inspirację z popularnych modeli innych marek. Pałąk jako żywo przypomina mi jedne z moich ulubionych słuchawek – Momentum 4. Bardzo podobne jest materiałowe wykończenia na górze opaski, jak również miękka, piankowa izolacja w jej wewnętrznej części.
Muszle z kolei mogą się trochę kojarzyć ze słuchawkami Sony, choć tu już podobieństwo nie jest tak wyraźne. Unikatowym elementem są płytki o metalicznym połysku, pokrywające muszle na zewnątrz. Wygląda to ciekawie, choć czar pryska po dotknięciu – to nie stop aluminium, jak się może wydawać, lecz tworzywo sztuczne. Na jego jakość nie można jednak narzekać.
Nauszniki wykonane są z miękkiej pianki z efektem pamięci, a na zewnątrz wykończone materiałem przypominającym delikatną skórę. Niestety, nie można ich wymienić.
Słuchawki mają duży zakres regulacji – muszle obracają się wokół własnej osi, składają do transportu, a pałąk ma wewnętrzną regulację o dużym zakresie. Każdy powinien bez problemu dopasować słuchawki do swojej głowy. Nacisk muszli jest odpowiedni – dobrze przylegają, ale nie powodują zmęczenia czy bólu. Można słuchać gadzinami.
Całość jest solidnie wykonana, choć niepokoi jeden element – łącznik muszli z pałąkiem. Też wykonany jest z plastiku. To oczywiście o niczym nie świadczy, ale lepiej nie rzucać słuchawkami i ich nie przygniatać, bo zawsze istnieje obawa, że się złamie.
Podsumowując, EarFun Wave Pro X wyglądają atrakcyjnie, mają wiele z modeli premium, choć ich plastikowe wykończenie zdradza wyraźne oszczędności.
Sterowanie i porty
Metalicznie połyskujące płytki na muszlach wyglądają obiecująco jak panele do sterowania dotykowego, ale niestety – to tylko ozdobny detal. Szkoda.
Zamiast tego do obsługi słuchawek służą zwykłe przyciski na prawej muszli – zasilanie i odtwarzanie w jednym, dwuczęściowy przycisk głośności oraz przełącznik redukcji hałasu. Przyciski są odpowiednio od siebie oddalone, więc bez patrzenia łatwo wybrać ten właściwy.
Dalej za przyciskami jest jeszcze port audio 3,5 mm, a na lewej muszli – port USB-C do ładowania i podłączenia dźwięku audio.
Czego zabrakło w konfiguracji sprzętowej? Czujnika zdejmowania, który wstrzymywałby odtwarzanie po zsunięciu słuchawek z głowy. Nie jest to funkcja oczywista w tym segmencie cenowym, ale EarFun Wave Pro X aspirują do klasy premium. Niestety, trzeba za każdym razem szukać guziczków.
Co się kryje wewnątrz?
O ile na zewnątrz można się doszukiwać pewnych oszczędności, to już wnętrze nie pozostawia wątpliwości, że to wyższa półka.
W odróżnieniu od pierwszego, prostego modelu w EarFun Wave Pro X producent zastosował znacznie bogatszą konfigurację przetworników w architekturze akustycznej DCAA (Dual-Coaxial Acoustic Architecture). Tworzą ją dwa przetworniki umieszczone na wspólnej osi: główny 40 mm z powłoką DLC (Diamond-Like Carbon) oraz pomocniczy 10 mm z membraną LCP (Liquid Crystal Polymer). Jak przekonuje producent, jednoosiowa konstrukcja pozwoliła dostroić obydwa przetworniki, by grały spójnie i nie konkurowały ze sobą brzmieniowo.
Drugim elementem układanki jest układ Qualcomm QCC3095, który zapewnia łączność w standardzie Bluetooth 6.0 z szybkim parowaniem Google Fast Pair i bardzo dobre wsparcie kodeków. Do wyboru otrzymujemy aptX HD, aptX Adaptive oraz bezstratny aptX Lossless (w pakiecie Snapdargon Sound), który rzadko jeszcze trafia do słuchawek poniżej 1 tys. zł. Nie zabrakło też LDAC, a do tego otrzymujemy obsługę LC3 z LE Audio i oczywiście podstawowe kodeki SBC i AAC.
Słuchawki mają certyfikat Hi-Res Audio i pozwalają na odtwarzanie dźwięku bezstratnego i wysokiej rozdzielczości zarówno bezprzewodowo, jak i przewodowo przez USB czy wyjście 3,5 mm.
Co jednak ciekawe, w połączeniu przewodowym 3,5 mm słuchawki również wymagają włączenia, a tryb pasywny nie jest dostępny. To samo dotyczy USB, ale to akurat jest normalne. W tym trybie słuchawki włączane są automatycznie. To dobra opcja na współpracę EarFun Wave Pro X ze smartfonem.
Aplikacja Earfun Audio
Zanim przejdę do najważniejszego, trzeba poświęcić parę zdań o aplikacji Earfun Audio. W połączeniu z modele Wave Pro X daje ona potężne możliwości.
Po pierwsze znajdziemy w niej opcję wyboru kodeka i co ciekawe, słuchawki są w stanie automatycznie łączyć się z wykorzystaniem kodeka LDAC lub kodeków z rodziny aptX, z Lossless włącznie. Podkreślam to dlatego, że testowany przeze mnie wcześniej, świetny model TWS EarFun Air Pro 4+ wymagał przełączenia słuchawek na jeden z trybów – i np. wybór LDAC wyłączał całkowicie rodzinę aptX. Tu mamy wszystko naraz, a sprzęt sam dobiera odpowiedni kodek. Jeżeli ktoś nie chce narzucającego się LDAC, może go oczywiście wyłączyć w apce, tak samo jest z aptX, gdzie do wyboru są trzy tryby kodeka (aptX, HD i Lossless).
Poza zestawem głównych kodeków muzycznych jest też opcja LE Audio, pozwalająca skorzystać z Auracast, czyli transmisji rozsiewczej.
Aplikacja Earfun daje też duże możliwości konfiguracji tłumienia hałasu. Do wyboru są tryb normalny, dźwięków otoczenia oraz redukcji ANC, gdzie do wyboru są jeszcze dodatkowe opcje – regulacja ręczna, adaptacyjne ANC z AI, adaptacyjne ANC środowiskowe z AI oraz tryb z redukcją szumu wiatru.
Najważniejszą sekcją będzie jednak część Korektor Earfun. Jak sama nazwa wskazuje, pozwala dostroić brzmienie, co można zrealizować na parę sposobów. Po pierwsze, korzystając z gotowych schematów, a jest ich kilkanaście – odpowiednich do gatunków muzyki, jak i np. wzmacniających bas czy wokale.
Druga opcja to samodzielne dostrojenie pasma, gdzie do wyboru otrzymujemy 10-pasmowy korektor graficzny. Daje to spore możliwości popisu.
Kolejna opcja to adaptacyjny korektor dźwięku. Użytkownik musi przejść przez krótką procedurę odsłuchu dźwięków o różnej wysokości, wskazując na próg ich słyszalności, a na koniec aplikacja określa idealną krzywą equalizera.
To jednak nie koniec – jest też podobna funkcja dźwięku spersonalizowanego. Podczas odtwarzania utworu użytkownik musi wskazać, jakie zaproponowane brzmienia i odcienie mu najbardziej odpowiadają, klikając w pola przypisane do typów equalizera.
Na koniec perełka – w aplikacji znajdziemy korektor parametryczny, choć niestety wymaga to logowania się do konta Earfun. Jednak warto. Korektor parametryczny, tu nazwany nie bez racji „profesjonalnym”, daje pełną kontrolę nad częstotliwością, głośnością oraz szerokością pasma, podczas gdy korektor graficzny oferuje tylko zmianę głośności w określonych zakresach. Można więc bardzo precyzyjnie dostroić każdy aspekt brzmienia w sposób wręcz nieograniczony. Korektor parametryczny w wewnętrznej aplikacji słuchawek Bluetooth jest rzadkością, najczęściej są to zwykłe EQ graficzne, a przypadku takich tuzów jak Beyerdynamic – często tylko 5-pasmowe. Słuchawki EarFun Wave Pro X mocno wyróżniają się tu więc na plus, choć muszę też przyznać, że interfejs tego korektora nie jest zbyt wygodny, wymaga strojenia tylko za pomocą ekranowych przycisków i suwaków, a nie bezpośrednio dotykiem na siatce. Mimo wszystko warto, bo dzięki temu EarFun Wave Pro X mogą być słuchawkami, jak każdy sobie wymarzy.
Z innych opcji w aplikacji należy odnotować tryb gry (mniejsze opóźnienia), możliwość spersonalizowania przycisków, tryb podwójnego połączenia urządzeń (niestety, wymaga wyłączenia kodeka LDAC, ale działa z aptX). Są też takie smaczki, jak wybór tego, czy słuchawki będą doładowywane w połączeniu USB-C – osobiście wolę nie, ale rzadko producenci dają możliwość wyboru.
Jest też opcja Odczucie dźwięku, która pozwala dostosować dźwięk do aktualnie odtwarzanej muzyki i zapisać to jako profil, co się przydaje, gdy nagrania mają różny poziom głośności.
Jak grają EarFun Wave Pro X?
Tu nie ma wielkiej filozofii. EarFun Wave Pro X to słuchawki grające kolorowo, rozrywkowo, tak żeby „podobały się każdemu”. Są jednak pewne niuanse.
Już domyślny, płaski (na wykresie, bo nie brzmieniowo) profil equalizera pozwala się cieszyć dynamicznym brzmieniem z mocno podbitym subbasem. Ładnie oddawana jest średnica, z wyraźnymi instrumentami i wokalami, trochę gorzej jest z selektywnie wyostrzonym sopranem. Tony wysokie w części pasma są nieco schowane, a częściowo podniesione, choć nie jest to coś, co daje od razu po uszach.
Już na wstępie jest całkiem nieźle, z czasem domyślny profil będzie jednak niewystarczający. Po kolejnych odsłuchach zauważyłem pewien mankament – subbasowe tony z okolic 31 Hz w niektórych utworach za bardzo się rozlewają, przez cała sekcja niskich tonów dudni i traci czytelność. Brakuje za to w nich punktowego kopa i szczegółowości. Nie słychać tego w gatunkach muzycznych, gdzie ważniejsze są wokale, gitara, klawisze, instrumenty dęte, ale już w mocno basowej elektronice da się to we znaki. Jednocześnie drugi zakres niskich tonów, 63 Hz, wydaje się zbyt obniżony.
W takiej sytuacji nie pozostaje nic, jak wydobyć z EarFun Wave Pro X pełnię mocy. Jak wspomniałem, aplikacja pozwala zrobić to na kilka sposobów, w tym przeprowadzając indywidualny dobór profilu dźwięku (korektor adaptacyjny). U mnie jednak to się średnio sprawdziło, za to lepsze efekty osiągnąłem, dokonując ręcznego strojenia. Standardowy equalizer może jednak nie poradzić sobie z zadaniem.
I w takiej sytuacji warto sięgnąć do korektora profesjonalnego, czyli parametrycznego. Poszczególne pasma można w nim podbić, ale też dobrać ich szerokość, unikając rozlewania się dźwięku. Jest z tym trochę roboty, ale warto – korektor PEQ pozwala na precyzyjne dostosowanie brzmienia do poziomów referencyjnych i wyciągnięcie z przetworników znacznie wyższej jakości dźwięku.
W moim ustawieniu, a słucham głównie elektroniki, niezłe okazało się lekkie obniżenie najniższego pasma 31,5 Hz, podniesienie basu 63 Hz, obniżenie niskiej średnicy 250 Hz, a na koniec selektywne podniesienie wybranych pasm wysokich tonów. Do tego master gain -10 dB. Nie jest to jeszcze wzorzec złotego brzmienia, tylko punkt wyjścia do dalszych poszukiwań.
Po dobraniu odpowiedniego strojenia słuchawki odwdzięczą się naprawdę ładnym, rozrywkowym graniem. Basy będą ładnie mruczeć, średnica odda całą głębię i złożoność instrumentów i wokali, a wszystko ożywią wyraźne soprany bez syczenia i sybiliantów. Świetna jest scena – szeroka, czuć tę przestrzeń, muzyka nie gra w środku głowy,
W połączeniu przez port audio 3,5 mm i USB-C słuchawki brzmią równie dobrze, jak przez Bluetooth, ale to nie dziwi, bo w każdym z trybów są włączone, czyli korzystają z tego samego wewnętrznego przetwornika DAC. Ze złącza 3,5 mm bez włączenia słuchawek nie da się skorzystać, w teorii to mankament, ale w praktyce bez znaczenia – bateria wytrzyma nawet długie odsłuchy. Problem będzie chyba tylko wtedy, gdy będzie nam zależało na bardzo dokładnym odwzorowaniu dźwięku z urządzenia emitującego, ale nie po to się przecież kupuje słuchawki Bluetooth.
Kodek aptX Lossless w słuchawkach za ok. 600 zł to świetna sprawa. Testy EarFun Wave Pro X zbiegły się z moim zakupem odtwarzacza płyt CD – najnowszego FiiO DM15 w wersji AKM– który obsługuje ten bezstratny kodek i nie mogłem się bardziej cieszyć z tego połączenia. No po prostu rewelacja.
Tłumienie hałasu
Za redukcję hałasów w EarFun Wave Pro X odpowiada rozwiązanie Adaptive Hybrid ANC, wykorzystujące aż 8 mikrofonów. System na bieżąco analizuje otoczenie, dokonując przeliczeń 800 razy na sekundę. W trybie standardowym siłę tłumienia można regulować ręcznie suwakiem, a w trybie adaptacyjnym jest ona dostosowywana dynamicznie. Nie zauważyłem jednak różnicy między tłumieniem adaptacyjnym standardowym oraz jego wariantem z AI. Redukcja hałasu działa również przy połączeniu kablowym AUX i USB.
Producent nie podaje siły tłumienia, informując tylko, że obejmuje pasmo 5000 Hz, a więc imponująco szerokie. Skuteczność ANC jest bardzo duża, można się z tymi słuchawkami wybrać w podróż komunikacją zbiorową. Sam to przetestowałem, jeżdżąc tramwajami w Warszawie i pociągami na dalsze dystanse po Polsce. ANC skutecznie tłumi odgłosy silników, szum wentylacji czy klimatyzacji, nawet wody z kranu, a także ludzkie głosy w tle. Gorzej sobie radzi ze świdrującymi odgłosami np. wiertarki albo piły, a najsłabiej z głosami w bezpośredniej odległości. Nie jest to więc absolutny top w ANC, ale trzyma solidy poziom.
Bardzo dobrze działa tryb dźwięku otoczenia, wzmacniający odgłosy z zewnątrz, bez pogłosu czy efektu studni.
Połączenie ośmiu mikrofonów z algorytmami ANC świetnie się też sprawdza podczas rozmów głosowych. Osoby po drugiej stronie nie słyszą żadnej różnicy podczas konwersacji, również dźwięk w słuchawkach brzmi bardzo naturalnie. Jak ktoś chce, może też włączyć funkcję „dźwięk otoczenia podczas rozmowy”, dzięki czemu słychać swój własny głos i nie ma się poczucia zamknięcia w izolowanej klatce.
Czas pracy
Earfun Wave Pro X świetnie wypadają też pod względem czasu pracy. Według deklaracji producenta, z wyłączonym tłumieniem ANC akumulator 800 mAh pozwala na odtwarzanie muzyki nawet 90 godzin, natomiast z włączonym osiąga wynik do 50 godzin. W praktyce te wyniki są podobne. Sam najczyściej słuchałam w trybie ANC i mogłem korzystać ze słuchawek tydzień do półtora, w zależności od czasu słuchania. Przy codziennym słuchaniu po ok. 8 godzin było to solidne 6 dni. Dobre rezultaty, które pozwalają bez stresu używać słuchawek w każdych okolicznościach. np. podczas wakacyjnych wypadów.
Pełen cykl ładowania trwa 2 godziny, ale wystarczy zaledwie 15 minut pod ładowarką, by zyskać kolejne 10 godzin działania.
Earfun Wave Pro X – czy warto?
Nowy model Earfun ma szansę mocno namieszać w segmencie słuchawek za ok. 600 zł. To taka półka cenowa, gdy użytkownik oczekuje już naprawdę wysokiej jakości, ale nie chce przepłacać za markę czy mniej istotne funkcje. Wave Pro X idealnie się wpisują w ten scenariusz.
Słuchawki dobrze wyglądają, mają ergonomiczną konstrukcję – można je łatwo złożyć i schować do sztywnego etui w zestawie. Są stosunkowo lekkie, nie uciskają głowy, więc nie męczą po całym dniu słuchania.
Na plus liczy się świetne brzmienie, choć najlepszy efekt osiągniemy po indywidualnej korekcie brzmienia. Wybór opcji jest ogromny, a największym atutem jest korektor parametryczny, pozwalający zrobić z Wave Pro X „twoje wymarzone słuchawki”. Świetny jest też zestaw innych opcji, które można zmienić i wyregulować w aplikacji na smartfonie.
Zaletą Wave Pro X jest też solidne wsparcie kodeków. Snapdragon Sound z aptX Lossless w tej cenie to atut nie do pobicia.
Co mniej zachwyca? Choć do jakości słuchawek nie mogę się przyczepić, to jednak brakuje mi trochę poczucia, że mam do czynienia ze sprzętem klasy premium (jak ten model przedstawia producent). Wiem, że w tej cenie nie byłoby to oczywistością, ale przydałby się na przykład czujnik zdejmowania czy dotykowy panel sterowania, również zamiast tych plastików wolałbym solidniejsze, metalowe elementy. Czy to są wady? Tak naprawdę – nie, ale dodaje je do końcowej listy minusów, by wszystko było jasne.
-
Sztywne etui w zestawie
-
Lekka konstrukcja, nie męczy głowy
-
Można je składać
-
Ciekawe wzornictwo inspirowane modelami wyższej klasy
-
Zaawansowane połączenie przetworników
-
Świetny zestaw obsługiwanych kodeków
-
Połączenie audio przez jacka 3,5 mm i USB-C
-
Dość skuteczne redukcja hałasu
-
Bardzo dobra jakość brzmienia
-
Bogata aplikacja z wieloma ustawieniami
-
Korektor parametryczny w aplikacji
-
Długi czas pracy
-
Trochę zbyt plastikowe wykończenie
-
Brak czujnika zdejmowania z głowy
-
Brak sterowania gestami po panelu na muszlach