Europa chce stawiać na własne technologie, a Chiny rzucają groźby
Oskarżenia w stronę UE o to, że zamiast dążyć do rozwijania, technologii zajmuje się pierdołami, jak nakrętki do butelek są naprawdę mocarnym uproszczeniem tematu. Prawdą jest jednak to, że zalewają nas technologie z zewnątrz, a innowacyjność regionu wypada słabo na tle Chin i USA.
Są jednak pomysły, jak temu zaradzić. Aby nie tylko nie być zależnym od innych, ale także rozwijać własne innowacje. Jednym z programów mającym to zapewnić jest strategia Made in Europe. I chociaż ta jeszcze nie weszła w życie, to spotkała się z ostrą reakcją ze strony rządu Chin, który zaczął wręcz rzucać groźby w stronę Wspólnoty. A to oznacza jedno: Pekin się jej boi, a to oznacza, że dostrzega w niej potencjał.
Made in Europe zadrą w chińskim tyłku
Wyjaśnijmy jednak najpierw, czym dokładniej ma być Made in Europe. Otóż przedsiębiorstwa i samorządy starające się o dotacje z UE w sektorach publicznych, jak motoryzacja, OZE, czy produkty ze stali muszą spełnić warunek pochodzenia elementów lub surowców z terenów Unii Europejskiej.
Niestety, strategia ta jest obecnie wstrzymywana z powodu sporów biurokratów na temat szczegółów. Ma jednak chronić europejski przemysł oraz zapewniać setki tysięcy miejsc pracy na terenie całej Wspólnoty.
Zdaniem Chin wprowadzenie takich przepisów byłoby aktem dyskryminacji, wobec którego będą musiały zostać podjęte środki zaradcze ze strony Pekinu. Jak możemy przeczytać w oświadczeniu chińskiego ministerstwa handlu:
Jeśli UE... będzie kontynuować wprowadzanie ustawodawstwa, szkodząc tym samym interesom chińskich firm, Chiny nie będą miały innego wyjścia, jak podjąć środki zaradcze w celu zdecydowanej ochrony uzasadnionych praw i interesów swoich przedsiębiorstw.
Pozostaje mieć nadzieję, że Europa się nie ugnie. W dłuższej perspektywie wprowadzenie tych zasad może być kluczowe na drodze do odbudowy pozycji UE na świecie.