Znamy go z muzyki. To urządzenie miało pierwotnie pomagać wojsku
Dlaczego wokale Daft Punk brzmią jakby śpiewały je roboty? Za tym wszystkim stoi wynalazek, który narodził się w wojskowym laboratorium. Najpierw pomógł wygrać II wojnę światową i dopiero potem - trochę przez przypadek - trafił na scenę. I już z niej nie zszedł.
Człowiek, który chciał tylko skompresować głos
Był rok 1939. Inżynier Bell Labs Homer Dudley zaprezentował na World's Fair swój voder - elektryczny wynalazek zdolny naśladować ludzką mowę. Obsługa wymagała wirtuoza - klawiatura, pedały, pełna skupienia. Dudley stworzył też osobne urządzenie - wokoder. Była to maszyna do kompresji mowy, która rozbijała głos ludzki na pasma częstotliwości i przesyłała je przez cienkie kable miedziane na dnie Atlantyku. Celem było oszczędne wykorzystanie przepustowości łącza. Na jednej z prezentacji w 1939 r., jeden z inżynierów firmy Bell pokazywał, jak najpierw wokoderem przekonwertował swój własny głos, a następnie manipulował nim za pomocą vodera.
Wojsko nie czekało - a szczególnie zainteresowało się wokoderem. W czasie II wojny światowej powstał system SIGSALY właśnie na nim bazujący. Była to gigantyczna instalacja, ważąca 55 ton i zajmująca całe pomieszczenie, łącząca przywódców aliantów przy pomocy szyfrowanej łączności. Gdy Churchill rozmawiał z Rooseveltem, ich głos brzmiał metalicznie i sztucznie. Wtedy odbierano to za wadę techniczną, a dziś to unikatowy i rozpoznawalny efekt w nagraniach muzycznych.
Poza zastosowaniami militarnymi, Bell Labs nagrało kiedyś za pomocą wokodera dla żartu irlandzką pieśń ludową, ale nikt się tym specjalnie wtedy nie ekscytował. Przez dwie kolejne dekady wokoder raczej nie kojarzył się z muzyką w ogóle.
Dopiero w 1968 r. Bruce Haack zbudował własny wokoder i użył go na albumie dla dzieci, wtedy kropla z lekka wydrążyła skałę. Potem Bob Moog wziął schematy techniczne Dudleya i stworzył swój własny model - usłyszeć go można na ścieżce dźwiękowej do "Mechanicznej pomarańczy" Kubricka z 1971 r. Awangardowa artystka Wendy Carlos usankcjonowała wokoder jako pełnoprawny instrument, a przy okazji ówczesna publiczność dostała gęsiej skórki.
Prawdziwy przełom odbył się niedługo potem. Niemiecki zespół Kraftwerk w 1974 wplótł go już w pierwszych sekundach "Autobahn". I tak potem przez Herbiego Hancocka, Afrika Bambaataa, Beastie Boys czy Daft Punk – każdy dołożył na swój sposób swoją cegiełkę do tej robotycznej tożsamości wokodera w muzyce.