Kupił laptopa za 23 000 zł. Producent odmówił naprawy na gwarancji
Najwyraźniej w 2026 roku dużym i znanym firmom nie zależy już na rynku konsumenckim, gdy mogą zarabiać grube miliony dzięki centrom danych AI.
Zakup najdroższego laptopa w ofercie producenta nie musi oznaczać obsługi na najwyższym poziomie. Przekonał się o tym właściciel MSI Raider GE77HX 12UHS, wyposażonego w (niegdyś) flagowy procesor Intel Core i9-12900HX oraz kartę graficzną NVIDIA GeForce RTX 3080 Ti. Komputer kupiony w Gruzji za 16 398 lari (ok. 23 429 złotych), po 18 miesiącach zaczął wyświetlać artefakty, zgłaszać błąd karty graficznej i przerywać ładowanie.
Wielu konsumentów wyda swoje pieniądze gdzie indziej
Po tygodniu diagnozowania serwis uznał, że konieczna jest wymiana całej płyty głównej, ale zaklasyfikował urządzenie jako "BER (Beyond Economical Repair)", czyli nienadające się do ekonomicznie opłacalnej naprawy. Koszt miał przekroczyć 75% wartości komputera, dlatego klient nie otrzymał nawet konkretnej wyceny ani propozycji dalszego działania.
Po nagłośnieniu sprawy i kontakcie z globalnym działem MSI klient usłyszał, że oficjalna naprawa była jednak dostępna. Płyta główna miała kosztować 1800 dolarów (ok. 6739 złotych), ale centrala jednocześnie uznała tę cenę za zbyt wysoką względem do wartości urządzenia. Właściciel podkreśla, że nie domagał się darmowej naprawy gwarancyjnej, lecz możliwości zapłacenia za usługę, której wcześniej odmówił autoryzowany partner.
MSI podaje, że międzynarodowa ograniczona gwarancja na laptopy trwa 12 miesięcy, a warunki zależą od regionu. Nie tłumaczy to jednak zachowania serwisu i faktu, że internauta został z przyciskiem do papieru. Dla wielu osób będzie to jasny sygnał, żeby przy zakupie drogiego sprzętu wybierać innego producenta. Oczywiście na rynku nie ma nieskazitelnych firm, ale wiele nich w segmencie premium jednak dba o klienta.