Myliliśmy się co do fruktozy. To nie tylko cukier i kalorie
Nauka myliła się w temacie fruktozy. Niedawno amerykańscy badacze ustalili, że jest czymś więcej niż tylko cukrem i źródłem energii oraz powinniśmy przemyśleć swoje nawyki żywieniowe.
Fruktoza działa bardziej jak hormon niż tylko jak źródło energii
Przełomową analizę opublikował zespół dziewięciorga naukowców pod kierownictwem Richarda Johnsona z Uniwersytetu Kolorado w Anschutz. Johnson to specjalista w dziedzinie nefrologii i metabolizmu chorób cywilizacyjnych. Wyniki ukazały się w prestiżowym magazynie "Nature Metabolism".
Fruktoza wygląda wyglądają niemal identycznie w chemicznych wzorach, co glukoza. Oba cukry mają tyle samo kalorii. W wątrobie zachowują się jednak zupełnie inaczej. Glukoza podlega ścisłej regulacji. Fruktoza omija główny "hamulec" metaboliczny organizmu. Chodzi o enzym PFK1, który normalnie spowalnia przetwarzanie energii, gdy jej jest pod dostatkiem. Fruktoza go ignoruje i jedzie dalej – nie ma właściwie żadnego wyłącznika. Wątroba reaguje na nią jak na sygnał alarmowy. Uruchamia masową produkcję tłuszczu i jednocześnie hamuje jego spalanie. Organizm zachowuje się jakby szykował zapasy przed zimą i głodem.
Na poziomie ewolucyjnym ma to sens. Przez miliony lat fruktoza pojawiała się sezonowo w dojrzałych owocach i miodzie. Szlak metaboliczny fruktozy to zdaniem naukowców relikt dawnych czasów, gdy dojrzałe owoce były rzadkim i sezonowym skarbem. Niedźwiedź objadający się jesiennymi jagodami musi błyskawicznie zamienić chwilowy nadmiar w tłuszcz, bo chude miesiące są tuż za rogiem. On po prostu potrzebował szybko zmagazynować tłuszcz na zimę. Ten mechanizm działał doskonale. Problem polega na tym, że teraz fruktoza jest dostępna przez cały rok w nieograniczonych ilościach.
Ten mechanizm jest dziś już całkiem dobrze poznany. Jelito cienkie radzi sobie z umiarkowanymi dawkami fruktozy samodzielnie i chroni w ten sposób wątrobę. Ale słodki napój wypity w ciągu minuty przeciąża ten filtr i posyła fruktozę prosto do komórek wątroby. Tam uruchamia się produkcja tłuszczu i stopniowo narasta insulinooporność. Co istotne, nie cała fruktoza zostaje w wątrobie. Od 10 do 20 procent wydostaje się z niej i krąży dalej, trafiając do nerek, mięśni, serca, tkanki tłuszczowej i mózgu. To nie jest już tylko problem wątroby.
Jest jeszcze jedno odkrycie, które zaskoczyło badaczy. Organizm potrafi sam produkować fruktozę! Wytwarza ją z glukozy za pomocą tzw. szlaku poliolu. To ścieżka metaboliczna, która uaktywnia się przy spożyciu soli, alkoholu, stanie odwodnienia oraz przewlekle wysokim stężeniu cukru we krwi. To oznacza, że nawet dieta niemal pozbawiona fruktozy może skutkować jej gromadzeniem w wątrobie, nerkach i mózgu.
Warto też tutaj odnotować fakt odnośnie otyłości i cukrzycy. Spożycie słodzonych napojów spada w wielu zamożnych krajach od dwóch dekad, a mimo to otyłość rosła nieprzerwanie mniej więcej do 2020 roku. Wtedy to wskaźniki się ustabilizowały, a od 2023 roku zaczęły lekko spadać. Leki z grupy GLP-1 (Ozempic i jego odpowiedniki) zbierają za to większość zasług i rzeczywiście na wiele z nich zasługują. Ale zachorowalność na cukrzycę (nie jej rozpowszechnienie) zaczęła spadać na długo przed upowszechnieniem tych leków. Stało się to mniej więcej dekadę po tym, jak spożycie cukru zaczęło maleć. Związek przyczynowo-skutkowy nie jest w 100% jasny. Jednak w kontekście fruktozy wychodziłoby na to, że była ona trucizną z "opóźnionym zapłonem", a nie tylko szybką kalorią.
Opracowanie naukowców sugeruje, że odpowiednie nawodnienie organizmu mogłoby łagodzić choroby metaboliczne. A to dlatego, że nawadniając się, hamujemy wazopresynę, kolejny hormon pobudzany przez fruktozę, Oznaczałoby to, że wrodzona nietolerancja fruktozy (rzadka przypadłość uniemożliwiająca bezpieczne rozbijanie fruktozy), mogłaby stać się wzorcem dla terapii w ogólnej populacji. Oznaczałoby to wreszcie, że wytyczna WHO o ograniczeniu cukrów do 10% całościowego spożycia kalorii jest mniej zaleceniem dotyczącym samych kalorii, co ostrzeżeniem przed fruktozą. Fundujemy ją sobie wielokrotnie każdego dnia, od praktycznie zeszłego stulecia, oszukując nasz organizm żeby szykował się na głód, który nigdy nie nadchodzi.
Odkrycie naukowców jest bardzo istotne, bo pokazuje nam, że fruktoza to nie kolejne kalorie do spalenia. To sygnał chemiczny, który przebudowuje metabolizm całego ciała. Johnson i jego zespół postulują, by wytyczne zdrowotne dotyczące cukru traktować nie jako limit kaloryczny, ale jako ostrzeżenie przed substancją sygnałową. Taką, która nakazuje ciału gromadzić tłuszcz na głód, który nigdy nie nadchodzi.