Chiny prężą muskuły, ale nadal potrzebują Zachodu
Chociaż udział rodzimych narzędzi w Państwie Środka cały czas rośnie, to wciąż przeważają rozwiązania z USA i Europy. Po prostu nie są już importowane bezpośrednio, a przez pośredników z Azji Południowo-Wschodniej.
Chińscy producenci maszyn do wytwarzania półprzewodników mają za sobą udany rok. Naura, AMEC, ACM Research i Piotech zanotowały w 2025 roku rekordowe przychody, co dobrze pokazuje, jak ważne jest dla Pekinu budowanie własnego zaplecza technologicznego. To efekt kilkuletniego planu ograniczania zależności od zachodnich dostawców sprzętu do fabryk półprzewodników, który teraz zaczyna wreszcie przynosić rezultaty.
Konkurencja cenowa oznacza coraz niższe marże
Skala wzrostu jest duża. Przykładowo Naura wypracowała już po trzech kwartałach 2025 roku 27,1 miliarda renminbi przychodu. Dla porównania, w całym 2020 roku było to 6,1 miliarda renminbi. Zaś przychody AMEC wzrosły ponad pięciokrotnie, a Piotech osiągnął wynik około trzynaście razy wyższy niż 5 lat temu. Oczywiście związane jest to z ze zwiększaniem mocy produkcyjnych przez chińskich gigantów, takich jak YMTC, CXMT czy SMIC.
Nie ma jednak róży bez kolców. Analitycy zwracają uwagę, że krajowi dostawcy coraz agresywniej konkurują ceną, próbując przejąć kontrakty, które jeszcze niedawno trafiały do firm ze Stanów Zjednoczonych, Japonii czy Holandii. Jednak coraz częściej robią to kosztem marż, co długofalowo może skończyć się katastrofalnie. Zwłaszcza bez państwowych dotacji.
Chiny nadal potrzebują zachodnich maszyn
Teoretycznie oficjalne dane chińskich służb celnych pokazują, że bezpośrednie dostawy urządzeń pochodzenia amerykańskiego spadły w 2025 roku do 2 miliardów dolarów, czyli o ponad 34% rok do roku, osiągając najniższy poziom od 2017 roku. Jednocześnie mocno wzrosły dostawy przypisywane Singapurowi i Malezji.
To jasno wskazuje, że część amerykańskiego sprzętu nadal trafia do Chin, ale coraz częściej okrężną drogą przez Azję Południowo-Wschodnią. Co więcej, chińskie narzędzia litograficzne - zależnie od konkretnego producenta i FABu - wciąż stanowią tylko od 15 do 45% całej maszynerii. Innymi słowy aż 55-85% maszyn pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i Europy.
Państwo Środka może mieć jednak niedługo twardy orzech do zgryzienia. W USA pojawił się właśnie MATCH Act, czyli kolejna inicjatywa legislacyjna mająca utrudnić omijanie restrykcji eksportowych. Projekt celuje nie tylko w gotowe maszyny, ale też w kluczowe komponenty. Problem w tym, że na razie nie widać publicznych deklaracji ze strony Europy i Japonii, które wskazywałyby, że ich rządy zamierzają pójść równie daleko.