Natychmiast się rozłącz, jeśli usłyszysz te dwa słowa. To ważne

W powiecie tarnowskim od jakiegoś czasu grasuje jeden typ oszustwa telefonicznego. Oszuści dzwonią i już w pierwszym zdaniu mówią dwa charakterystyczne słowa. Kolejna mieszkanka dała się nabrać i straciła wszystkie oszczędności - 350 tysięcy złotych. Co tym razem mówią nam oszuści? 

Anna Kopeć (AnnaKo)
3
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Natychmiast się rozłącz, jeśli usłyszysz te dwa słowa. To ważne

Metoda znana, ale nadal działa

Te dwa słowa to "wypadek drogowy". Oszuści posługują się teraz zmyśloną historią z wykorzystaniem postaci synowej. Do 60-letniej mieszkanki Tarnowa, zadzwoniła kobieta, która przedstawiła się jej jako jej własna synowa. Twierdziła, że spowodowała poważny wypadek drogowy i pilnie potrzebuje wysokiej kaucji. Tylko natychmiastowa wpłata pozwoli jej uniknąć aresztu. Seniorka zaniepokoiła się losem bliskiej osoby nie na żarty i zebrała oszczędności swojego życia. Wszystko po to, aby pomóc rodzinie. Zgodnie z instrukcjami, jakie dostała przez telefon, oddała pieniądze w gotówce nieznajomemu mężczyźnie.

Dalsza część tekstu pod wideo

Dopiero po fakcie, zdała sobie sprawę, że padła ofiarą oszustwa. Sprawę natychmiast zgłosiła do Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. 

Co zrobić, aby nie wpaść w pułapkę?

  • Nie przelewaj, ani nie przekazuj w gotówce, pieniędzy nieznajomym. Nawet, jeśli otrzymasz telefon od "rodziny".
  • Słowa klucze takie, jak: wypadek, szpital, areszt powinny od razu zapalać w głowie rozmówcy lampkę alarmową. 
  • Zawsze przerwij tego typu rozmowę i skontaktuj się samodzielnie z osobą, o której mowa. 

Dlaczego ten typ oszustwa wciąż jest tak skuteczny?

Oszuści doskonale wiedzą, że wykorzystanie najsilniejszych emocji, może przynieść dla nich oczekiwany skutek. Dodatkowo, zawsze dzwonią mówiąc szybko i chaotycznie, nie dając ofierze nawet chwili na racjonalne myślenie i sprawdzenie informacji. 

Tego typu oszustwa powtarzają się regularnie w Tarnowie, Tuchowie, Ryglicach, Skrzyszewie i innych okolicznych gminach. Kwoty, jakie tracą mieszkańcy sięgają często kilkuset tysięcy złotych.