Amazon ma nowy problem. Pracownicy zaczęli się buntować
Szaleństwo na AI trwa w najlepsze, a przodują w nim wielkie korporacje. Tym jednak razem gigant na rynku e-commerce przejechał się na swoim pomyśle.
Uszczęśliwianie na siłę nie działa. Według najnowszych doniesień, część pracowników Amazona sztucznie zawyża zużycie przydzielanych im odgórnie tokenów AI poprzez zbędne zapytania, aby lepiej wypadać w statystykach użycia narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Zjawisko doczekało się już nawet własnej nazwy: "tokenmaxxing".
Big Tech chce wydać setki miliardów dolarów na infrastrukturę AI
Sprawa dotyczy m.in. MeshClaw, wewnętrznej platformy agentowej. Narzędzie potrafi inicjować wdrożenia kodu, analizować wiadomości e-mail i komunikować się przez platformę Slacka. Amazon miał wyznaczyć cel, zgodnie z którym ponad 80% deweloperów powinno korzystać z narzędzi AI co tydzień, a wyniki były prezentowane w rankingach.
Firma zapewnia, że statystyki użycia AI nie są brane pod uwagę przy ocenach okresowych. Jednak cytowani anonimowi pracownicy twierdzą, że presja była wyraźnie odczuwalna, a menedżerowie i tak przyglądali się danym.
Warto przypomnieć, że podobne zjawiska opisywano wcześniej w przypadku innych dużych firm. W kwietniu Business Insider informował, że Disney wdrożył panel do śledzenia adopcji AI, w którym monitorowano m.in. liczbę zapytań i zużycie tokenów. Jeden z użytkowników Claude miał wywołać chatbota zawrotne 460 000 razy w ciągu dziewięciu dni.
Bańka AI cały czas jest pompowana
Amazon, Microsoft, Alphabet i Meta planują ogromne wydatki na infrastrukturę AI. Według szacunków łączne nakłady inwestycyjne tych firm w 2026 roku mogą wynieść od 650 do 700 miliardów dolarów, czyli około 2,3-2,5 biliona złotych. A część prognoz z Wall Street dla 2027 roku przekracza nawet 1 bilion dolarów, a więc około 3,6 biliona złotych.
Nie oznacza to, że popyt na AI jest fikcyjny. Firmy rzeczywiście wdrażają sztuczną inteligencję, a obciążenia inferencyjne rosną wraz z pojawianiem się produkcyjnych zastosowań. Różnica polega jednak na tym, że adopcja narzędzi i intensywność ich użycia to nie to samo. Pierwsza może być trwałym trendem, druga może być łatwa do zmanipulowania, zwłaszcza gdy pracownicy wiedzą, że są mierzeni i porównywani z innymi.