Dawno nie było tak wychwalanego horroru. W końcu aktualny Stephen King
Ikona horroru, Mike Flanagan ma całkiem dobrą passę. Kto zna jego twórczość doskonale wie, jak dobre były jego dotychczasowe adaptacje dzieł poczytnego pisarza: “Gra Geralda”, “Doktor Sen” oraz “Życie Chucka”. Teraz nadszedł czas na słynną “Carrie”. I tu możemy mieć miłe zaskoczenie.
Carrie. Czy klasyka zawsze się obroni?
Wszystkie oczy miłośników horrorów są aktualnie zwrócone na wyczekiwany miniserial “Carrie”. Pierwsze reakcje są tak entuzjastyczne, że wydaje się, że Flaganowi, po raz kolejny udało się złapać “piorun w butelkę”. Krytycy już teraz okrzyknęli jego adaptację genialną modernizacją klasycznego horroru Kinga. Ale wiadomo nie od dziś, że nie wszystko co podoba się krytykom, podoba się również widzom. Ale i tak jest nadzieja na całkiem dobry kawał kina.
Carrie już nie po raz pierwszy przeniesiona na ekran
Debiutancka powieść Kinga doczekała się już trzech adaptacji, a pierwsza z nich - dzieło Briana De Palmy z 1976 roku, jest po dziś dzień uznawana za jeden z najlepszych horrorów w historii. Flanagan miał wysoko podniesioną poprzeczkę, ale i tak postanowił podejść do realizacji śmiało i na swoich warunkach. Wystarczyło obejrzeć zwiastun, aby przekonać się, że będzie to współczesna interpretacja całej historii, osadzona w erze mediów społecznościowych.
Wnioskując po pierwszych reakcjach, Flanaganowi udało się stworzyć kolejny w historii, udany remake literackiego dzieła. Największą zaletą serialu jest to, że porusza on współczesne problemy, takie jak cyberprzemoc, nadopiekuńczość rodziców i zwraca uwagę na kwestię posiadania broni. To takie kolejne wydanie “Wrednych dziewczyn”, ale bardziej bezkompromisowe i zdecydowanie mocniejsze.
Czy przypadnie do gustu polskim widzom? O tym przekonamy się już w pierwszym tygodniu października.