Na nawilżacz Dreame H40 warto znaleźć miejsce. Wywaliłem Xiaomi (test)
W świecie urządzeń dbających o jakość powietrza w naszych domach rzadko pojawia się produkt, który łączy w sobie tak wysoką wydajność, zaawansowaną technologię sterylizacji i elegancki design w przystępnej cenie.
Nawilżacz ewaporacyjny, parowy czy ultradźwiękowy?
W pewnym momencie do Polski dotarła wielka moda nawilżacze ultradźwiękowe. Te bezgłośne maszyny mają swoje atuty — są małe, energooszczędne, a do tego przyciągają wzrok charakterystyczną mgiełką. Zastąpiły one niejako nawilżacze parowe, których największym grzechem było wykorzystywanie dużej ilości energii. Sęk w tym, że ultradźwiękowa mgiełka może być szkodliwa dla domowników, jeśli nie wykorzystujemy drogiej wody destylowanej czy z odwróconej osmozy. Wlanie kranówki powoduje wyrzucanie w powietrze nie tylko samej wody, ale też zawartych w niej minerałów, a także bakterii i pleśni wylęgających się w niewłaściwie czyszczonym zbiorniku.
Co więcej, minerały z mgiełki wyrzucanej przez nawilżacz ultradźwiękowy osadzają się wszędzie, tworząc charakterystyczną, białą warstwę kurzu na meblach i innych obiektach. Warto jednak podkreślić, nawilżacz ultradźwiękowy może być bezpieczny, ale trzeba korzystać z niego uważnie i skrupulatnie dbać o higienę.
Alternatywą są większe nawilżacze ewaporacyjne, czyli bazujące na naturalnym procesie odparowywania wody. W ich konstrukcji wykorzystywane są specjalne maty, nawilżane wodą ze zbiornika, które owiewane są regulowanym strumieniem powietrza. Technologia ta pozostawia bakterie czy kamień z wody na filtrze, a do powietrza dostaje się wyłącznie czysta woda. Co więcej, nawet bez jakiejś specjalnej regulacji, parowanie naturalnie osłabia się, gdy docieramy do optymalnej wilgotności powietrza (40-60%), podczas gdy działające trochę "na siłę" nawilżacze ultradźwiękowe i parowe nie mają tego hamulca.
Dla mnie ogromnym atutem jest też jeszcze jedna cecha, a mianowicie nawilżacze ewaporacyjne to jedyna opcja dla osób, które używają w swoich domach oczyszczaczy powietrza. Mgiełka z nawilżacza ultradźwiękowego rozpoznawana jest jako zwiększone stężenie cząstek stałych i nieustannie uruchamia turbiny oczyszczacza. W przypadku testowanego Dreame H40, nawet przy wilgotności rzędu 60%, praca nawilżacza była dla oczyszczacza powietrza przezroczysta. Spokojnie nawilżacz powietrza może stać tym sposobem nawet niedaleko od oczyszczacza i nie trzeba się męczyć z naprzemiennymi cyklami nawilżania i oczyszczania — wszystko działa w tym samym czasie i nie gryzie się ze sobą.
Dreame H40 - byłem sceptyczny, ale zakochałem się
Jako dotychczasowy użytkownik oczyszcza ultradźwiękowego Xiaomi, gdy zobaczyłem Dreame H40 przeraził mnie rozmiar. To sprzęt wielkości niedużego oczyszczacza powietrza czy klimatyzera. Zresztą, porównanie do tego ostatniego, a więc urządzenia obniżającego temperaturę w pomieszczeniu z użyciem lodu i parowania wody jest dość celne. Na dobrą sprawę nawilżacz ewaporacyjny i taki klimatyzer mają dość zbliżoną zasadę działania. Z tą jednak różnicą, że nawilżacz nie jest próbą skoku na pieniądze i nie udaje czegoś, czym nie jest (klimatyzery nieudolnie udają klimatyzatory z czynnikiem chłodzącym i sprężarką). To także o wiele doskonalsze systemy filtracji, dodatkowa dezynfekcja za pomocą lampy UV w testowanym Dreame H40, staranniejsze wzornictwo i wykonanie, a także dostępność wymiennych akcesoriów, a nie typowa jednorazówka.
2,5 litra wody w trybie eko wystarcza mi w praktyce na przeszło dobę nawilżania wycelowanego w poziom 60%. W trybie automatycznym maszyna płynnie regulowała szybkość pracy turbiny, co przy wysuszeniu powietrza np. przewietrzeniem pomieszczenia było dla mnie jednak irytujące. Już jednak tryb nocny, a więc na najmniejszych obrotach i z głośnością 32 dB okazał się dla mnie w pełni wystarczający. Powiem nawet więcej, nawilżacz stanął tuż przy łóżku i absolutnie nie przeszkadzał w śnie.
Olbrzymie znaczenie przy wyborze nawilżacza powietrza ma higiena pracy. I tutaj producent bryluje aż 4-stopniowym systemem oczyszczania dostarczanej pary wodnej. Oprócz filtracji mechanicznej, odpowiedzialnej za tamowanie większych drobin, mamy filtr kompozytowy o skuteczności 99,5%, który usuwa z wody bakterie i wirusy, osady wapienne, chlor i inne związki chemiczne. Kolejnym krokiem jest sterylizacja za pomocą lampy UVC, która niszczy materiał genetyczny bakterii i wirusów, zatrzymując ich namnażanie. Ostatni z etapów to zmywalny filtr antybakteryjny 3D, o strukturze plastra miodu, który maksymalizuje powierzchnię parowania, jednocześnie hamując rozwój biofilmów bakteryjnego. Można go łatwo umyć, co znacząco obniża koszty eksploatacji.
8 minut do idealnej wilgotności? To możliwe
Dreame lubuje się w dostarczaniu swoim klientom urządzeń z potężnym zapasem mocy i nie inaczej jest tym razem. Pomieszczenie o powierzchni 30-40 mkw ma uzyskać optymalną wilgotność w zaledwie 8 minut, a wszystko za sprawą wydajności ewaporacyjnej na poziomie aż 800 ml na godzinę (rynkowy standard to raczej okolice pół litra).
I owszem, jest to do zrobienia na najwyższych obrotach, ale nie są to już warunki do wygodnej koegzystencji z maszyną — robi się zwyczajnie zbyt głośno. Sam odruchowo łapię wysuwany pilot po dolaniu wody, by zmienić tryb standardowy na ekonomiczny / nocny. Wolę poczekać pół godziny na mniejszych obrotach, ale w kompletnej ciszy i taką opcję nawilżacz też zapewnia.
Smart? Potrzymaj mi pilot
Kolejnym zaskoczeniem w obcowaniu z Dreame H40 był dla mnie brak funkcji smart. To aż nietypowe w przypadku tego producenta, który buduje obecnie jeden z najpotężniejszych ekosystemów urządzeń połączonych na świecie. Im dalej jednak w las, tym bardziej docierało do mnie, że w sumie to całe smart jest zbędne. To sprzęt, do którego podchodzę raz dziennie z dzbankiem Brita napełnionym wodą. Wlewam wodę, nastawiam tryb nocny i wracam następnego dnia.
Nawet wyskakujący w zabawny sposób z obudowy pilot zdalnego sterowania jest przez większość czasu zbędny. Działanie Dreame H40 jest w pełni automatyczne i bezobsługowe. Byle dolewać wody i dbać o materiały eksploatacyjne zgodnie z instrukcją. Z moim ultradźwiękowym Xiaomi miałem o wiele więcej problemów — już po kilku godzinach pracy parkiet wokół niego był mokry, a dopasowanie odpowiedniego trybu pracy do wymagań, nawet przy aktywnym dodatkowym, zewnętrznym czujniku wilgotności było koszmarem. Technologia ewaporacyjna w Dreame wyklucza te problemy i konieczność ciągłego zaglądania do nawilżacza. To sprzęt tak mało uciążliwy, jak tylko się da.
Dreame H40 zmienił moje podejście do nawilżaczy powietrza
Jak się okazuje, można zrobić nawilżacz powietrza, który nie jest intruzem dla oczyszczaczy powietrza. Można zrobić sprzęt, od którego nie zamoczą się nagle książki, gry planszowe, parkiet czy sprzęt elektroniczny, a także nie zapylą osadami z kamienia. Można zrobić maszynę, która zamiast efektownej chmury wypuszcza w powietrze bezbarwną, pozbawioną kamienia i bakterii bezpieczną parę wodną. A to wszystko wystarczająco cicho, by można było spać z Dreame H40 przy samym łóżku i bez wydawania tysięcy złotych.
Dreame H40 to sprzęt nieco niepozorny, tymczasem w praktyce bardzo przemyślany i wygodny w eksploatacji. Jako posiadacz wielu roślin postawiłem kiedyś na nawilżacz ultradźwiękowy i właśnie dotarło do mnie, jak duży popełniłem błąd. Po tygodniach testów dodam, że oddycha mi się teraz o wiele lepiej i pozbyłem się ciągnącego od początku roku zapalenia zatok. Pomógł w tym zapewne częściowo też oczyszczacz powietrza Mova, ale to już temat na kolejny artykuł. Tymczasem zaś test Dreame H40 kończę z pełną rekomendacją. Jeśli tylko pasuje Ci szampański kolor maszyny, zawodu nie będzie.