Polska firma? Dawno i nieprawda, została tylko nazwa
Polskie firmy czasem bywają polskie wyłącznie z nazwy. Przed przejęciem nie chronią ich ani dekady funkcjonowania na rynku, ani innowacyjność. Po które „nasze” podmioty ręce wyciągnął już obcy kapitał?
InPost w tym roku prawdopodobnie zniknie z giełdy w Amsterdamie. Wiadomość o zmianach właścicielskich wywołała spore poruszenie nad Wisłą. Wiele osób zacisnęło zęby, bo polska firma przejdzie w obce ręce. Pisałem już jednak, że InPost nie jest polski od lat. Firma ma tu siedzibę, ma prezesa rodem z Raciborza, zatrudnia wielu Polaków. Ale większość udziałów w tym biznesie należy do podmiotów, których decydenci raczej nie płaczą, gdy słyszą Mazurka Dąbrowskiego.
Można przyjąć, że to nieporozumienie dotyczy nie tylko operatora paczkomatów. Liczne jest grono firm/brandów, o których Polacy myślą, że wciąż są nasze. Krótka kwerenda przyniosła mi dziesiątki przykładów. W znacznej mierze dotyczy to produktów spożywczych: napojów, alkoholi, słodyczy czy przypraw. Na liście znaleźć też można np. proszki do prania. Albo sieci sklepów – ich nazwy brzmią polsko, jednak udziały trafiły na eksport. Kilku przypadkom warto przyjrzeć się bliżej.
Gdy Telekomunikacja Polska przestała być polska
Zacznę od branży telekomunikacyjnej, a powód jest następujący: niedawno zostałem zapytany, jak się ma Telekomunikacja Polska i gdzie można znaleźć jej salon. Autor pytania chciał wrócić do polskiego operatora.
Jeśli ktoś ma podobne plany, spieszę poinformować, że popularną Tepsę zastąpiła francuska marka Orange. Spółkę Telekomunikacja Polska powołano do życia na początku lat 90. ubiegłego stulecia. W tej samej dekadzie podmiot znalazł się na GPW. Udziały trafiały do drobnych inwestorów, ale też do wielkich graczy. Prym wiódł France Télécom, który dzisiaj znany jest pod marką Orange. W XXI wieku polski Skarb Państwa sprzedał Francuzom pakiety akcji, które sprawiły, że przejęli oni pełną kontrolę nad przedsiębiorstwem.
A gdyby ktoś chciał się wybrać po kartę z logo Idea, uprzedzam: może mieć problem z jej znalezieniem. Ten brand telefonii komórkowej należał do Telekomunikacji Polskiej i dzisiaj jest kontrolowany przez Francuzów. Tak, to również jest Orange.
Większość polskiego rynku telekomunikacyjnego nie znajduje się w polskich rękach. Informacja na wypadek, gdyby ktoś chciał skorzystać z usług Ery…
Po latach Allegro jest polskie?
Arcypolskie musi być Allegro. Dla wielu osób to pewnie synonim zakupów internetowych nad Wisłą. Platforma obecna w naszej części internetu od dekad, od kilku lat spółka notowana jest na warszawskim parkiecie, wchodzi nawet w skład indeksu WIG20. Podmiot współpracuje z WOŚP i promuje się z pomocą reklam, które mają wzruszać. Lata temu materiał z polskim dziadkiem stał się popularny także w innych krajach. Jaki jest status właścicielski tego podmiotu?
W tym przypadku można napisać, że sprawa jest skomplikowana. Początki serwisu sięgają końcówki XX wieku i mają charakter "garażowy". Chociaż w tym wypadku bardziej "piwniczny". Biznes był wzorowany na amerykańskim serwisie eBay, a stali za nim Polak i Holender. Szybko jednak pojawił się nowy udziałowiec – brytyjska grupa QXL Ricardo.
W kolejnej dekadzie platforma trafiła do portfela południowoafrykańskiego giganta, firmy Naspers. Ten ostatni po kilku latach sprzedał biznes z zyskiem funduszom inwestycyjnym: Cinven, Permira i Mid Europa Partners. A fundusze, jak to fundusze, zarobiły na inwestycji, wprowadzając Allegro na wspomnianą już giełdę. Tu ciekawostka: akcjonariat spółki jest obecnie dość rozdrobniony. Finalnie mogłoby się okazać, że po wielu latach Allegro stało się polskie. Nie można przy tym wykluczać, że powtórzy się tu scenariusz znany z InPostu i pojawią się podmioty, które postanowią ściągnąć biznes z giełdy. Mało prawdopodobne, by był to rodzimy kapitał.
Skoro już jesteśmy przy Allegro, warto przypomnieć serwis ogłoszeniowy Tablica.pl. Swój żywot zaczynał jako Szerlok.pl, ale dość szybko zmianom uległy nazwa (właśnie na Tablica.pl) oraz właściciel – podmiot trafił pod parasol przywołanego potentata e-commerce. A ten należał już wówczas do Naspersa, który postanowił zunifikować nazwy serwisów ogłoszeniowych i postawił na markę OLX. Podsumowując: korzenie polskie, obecny kapitał już niekoniecznie.
Comarch znika z giełdy i rusza na podbój świata
Zagraniczny kapitał stoi też za firmą Comarch, czyli potentatem na polskim rynku IT. Spółkę z siedzibą w Krakowie zakładał profesor AGH Janusz Filipiak. Stały bywalec na liście najbogatszych Polaków był prezesem Comarchu do swojej śmierci w 2023 roku. Potem biznes czekały spore zmiany, w tym zdjęcie z warszawskiego parkietu. Większościowym udziałowcem spółki jest dzisiaj CVC Capital Partners, a zatem międzynarodowy moloch zarządzający aktywami o wartości setek miliardów dolarów. Na polskim rynku ten gracz zainwestował też m.in. w Żabkę.
Z pomocą CVC Comarch ma się rozwijać: nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Mają to umożliwić pieniądze funduszu oraz jego doświadczenie i szeroko pojęte kontakty. Firma ma po prostu zmienić skalę działalności.
Marki AGD trafiają do muzeum
Na uwagę w kontekście zmian właścicielskich z pewnością zasługują też polskie przedsiębiorstwa z rynku AGD.
Niektórzy pamiętają zapewne markę Mastercook. Jej korzeni można się doszukiwać jeszcze w latach 40. XX wieku. W czasach PRL utworzono Wrocławskie Zakłady Metalurgiczne, które potem znane były jako Wrozamet. Dostarczały na rynek przeróżne produkty: od wiader, przez węglowe kuchnie, po pralki wirnikowe. Zapewne miliony Polaków miały styczność np. z kuchenkami gazowymi Ewa, które produkował właśnie Wrozamet.
W latach 90. podmiot wprowadza na rynek markę Mastercook, która szybko zdobywa klientów. W tej samej dekadzie nawiązano współpracę w hiszpańską firmą Fagor, która kilka lat później staje się jedynym udziałowcem polskiej firmy. Dwie dekady temu spółka zmieniła nazwę na FagorMastercook. Może i nie była już polska, ale dynamicznie się rozwijała: w kilku fabrykach produkowano przeróżne urządzenia do kuchni i łazienki. Producent umacniał swoją pozycję na rodzimym rynku. Aż przyszedł 2013 rok i upadłość hiszpańskiego właściciela. Piękny sen dobiegł końca. Dzisiaj w tych zakładach są produkowane sprzęty pod markami Bosch i Siemens.
Z polskim AGD niektórym pewnie kojarzy się także marka Polar. Tym razem miejscem akcji jest głównie Łódź, w której przez dekady produkowano m.in. chłodziarki czy pralki z logo tej firmy. Lata transformacji ustrojowej przyniosły spółce prywatyzację, a końcówka poprzedniego stulecia także sprzedaż udziałów zagranicznemu podmiotowi. Była też stosunkowo krótka historia giełdowa, a właścicielem biznesu ostatecznie został amerykański Whirlpool. Rozpoczęło się wygaszenia polskiej marki, Amerykanie woleli postawić na swój brand.
Jest jeszcze Zelmer. Ktoś stwierdzi: o, ten się ostał. To prawda. Ale tylko częściowo. Bo z dawnego biznesu rozwijanego na Podkarpaciu w rzeczywistości niewiele zostało. Po licznych perypetiach związanych m.in. z prywatyzacją, zakłady trafiły w niemieckie ręce. Obecnie produkuje się w nich AGD, ale pod markami Bosch i Siemens. Brand Zelmer mógł trafić na śmietnik historii, jednak zainteresowała się nim hiszpańska firma B&B Trends. W efekcie nadal można kupić urządzenia z rozpoznawalnym logo. Jednak związki ze starym Zelmerem są iluzoryczne.
Nasza Klasa szybko przestała być "nasza"
A pamiętacie jeszcze polskiego Facebooka? Nasza Klasa ostatecznie dokonała żywota, ale wcześniej przestała być polska.
Ta historia sięga pierwszej dekady XXI wieku, gdy serwis Zuckerberga nie był zbyt popularny nad Wisłą (w tym miejscu warto dodać, że twórcy Naszej Klasy nie wzorowali się na niebieskim portalu społecznościowym). Sprzedaż udziałów zagranicznym podmiotom zaczęła się właściwie krótko po spopularyzowaniu strony. Stosunkowo szybko większościowym graczem w tym biznesie została zarejestrowana na Łotwie spółka Forticom. Za pakiet kontrolny podmiot zapłacił kilkaset milionów złotych.
W kolejnej dekadzie serwis, już pod nazwą nk.pl, został przejęty przez Onet. Niektórzy stwierdzą, że tym samym ponownie stał się polski. Jednak w tym miejscu warto przypomnieć, że sam Onet jest kontrolowany przez zagranicznego potentata. Kolejna zmiana właściciela tchnęła nowe życie w nk.pl? Nie, biznes wyłączono z wtyczki na początku tej dekady.
Solaris odjechał do Hiszpanii
Głośnym przykładem wyprzedaży „sreber rodowych” był Solaris. To producent autobusów, głównie miejskich. Jego historia sięga lat 90. ubiegłego stulecia, gdy do życia powołano firmę Neoplan Polska. Początkowo podmiot produkował autobusy na zasadzie licencji. Z czasem spółka uniezależniła się od zagranicznego partnera i już pod nazwą Solaris Bus & Coach zaliczyła dynamiczny rozwój. Stojący za sterami przedsiębiorstwa Krzysztof i Solange Olszewscy uczynili z niego gracza o międzynarodowej pozycji. Ostatecznie jednak wysiedli z tego pojazdu – Solaris został kupiony przez hiszpański koncern CAF.
Polskie firmy nadal będą trafiać w „obce” ręce
Te przykłady można oczywiście mnożyć. Firma Ivona Software stworzyła syntezator mowy Ivona, który swego czasu został doceniony przez ekspertów, a przy okazji nie pozostawał laboratoryjną ciekawostką – narzędzie było szeroko wykorzystywane. W końcu przyszedł Amazon, wyciągnął portfel i zakończył polski etap tej historii. W całkiem innej branży istniała marka Star, pod którą na rynek (nie tylko polski) trafiło kilkaset tysięcy ciężarówek. Zderzenia z kapitalizmem jednak nie przetrwała. Relatywnie niedawno na polskiej scenie politycznej zawrzało, ponieważ właściciela zmienił też Ursus. Legendarna marka trafiła w ręce ukraińskiego inwestora. Wychodzi zatem na to, że kupującym nie musi być podmiot z bogatego kraju Zachodu.
Czy wieści o przejęciach polskich biznesów będzie przybywać? Zapewne tak – w ten sposób działa rynek. Solaris trafił w hiszpańskie ręce, bo rozwój firmy wymagał pokaźnych środków. Ten argument pojawia się teraz w odniesieniu do spółki InPost. Część przedsiębiorców po prostu zechce spieniężyć swój biznes i zainwestować środki w inne przedsięwzięcia. Albo przejść na emeryturę, czasem wczesną. Zapewne powtórzą się też historie, w których firma wpada w tarapaty i jest „ratowana” przez obcy kapitał. To dzieje się w wielu krajach.
Warto jednak spojrzeć na drugą stronę medalu: polskie firmy też przejmują podmioty na innych rynkach. Za jakiś czas pewnie przyjrzymy się temu zjawisku.