mPay odcina się od starego zarządu. Nowy szef mówi o "braku kultury"
Spółka mPay nie składa broni i zamierza dojść do porozumienia z Komisją Nadzoru Finansowego. Tak przynajmniej przedstawia to szef firmy – Emiliano Caradonna. Menedżer dość wyraźnie odcina się od starego zarządu i deklaruje nowe otwarcie.
Kilka dni temu okazało się, że firma mPay utraciła licencję krajowej instytucji płatniczej. Efekt jest taki, że biznes wpadł w poważne tarapaty, bo nie może świadczyć wielu usług ze swojej oferty. Więcej na ten temat przeczytacie w tym tekście. Jak do sprawy podchodzą przedstawiciele fintechu?
mPay miał problemy ze stabilnym zarządzaniem
Komisja Nadzoru Finansowego nie podała konkretnych powodów odebrania licencji. W komunikacie napisano, że "spółka nie zapewnia ostrożnego i stabilnego zarządzania działalnością w zakresie usług płatniczych". Szczegółów zabrakło też w oświadczeniu samej firmy. Można się z niego dowiedzieć, że:
Nowe kierownictwo spółki jednoznacznie zidentyfikowało przyczyny problemów, które stały się podstawą decyzji regulatora, i koncentruje się na pełnym zabezpieczeniu interesów użytkowników oraz restrukturyzacji modelu biznesowego.
Firma dodała, że "decyzja KNF opiera się na zastrzeżeniach dotyczących stabilnego zarządzania działalnością płatniczą w ubiegłych okresach sprawozdawczych”. Dopytałem o to nowego szefa mPay. Takiej odpowiedzi udzielił Emiliano Caradonna:
W firmie widoczny był wyraźny brak kultury zakorzenionej w branży finansowej, co jest obecnie korygowane poprzez powołanie nowych członków zarządu o udokumentowanym i sprawdzonym doświadczeniu w tej dziedzinie. Do tego wprowadziliśmy bardziej rygorystyczne i pełne szacunku podejście do wytycznych KNF, większą przejrzystość w komunikacji oraz stałą i spójną dostępność dla regulatora. Dzisiejszy zarząd doskonale rozumie, że jasna i regularna interakcja z KNF stanowi atut oraz ogromne wsparcie dla podmiotu regulowanego.
Z jednej strony nadal brakuje konkretów. Ale z drugiej strony można założyć, że problemem była właśnie komunikacja z przedstawicielami Komisji, skoro tyle uwagi teraz poświęca się temu zagadnieniu. Jednocześnie zadeklarowano, że uruchomiono "precyzyjny harmonogram działań prawnych i operacyjnych". Co to oznacza w praktyce? Czego powinni się spodziewać klienci?
Firma nadal będzie sprzedawać bilety
Spółka zamierza świadczyć usługę sprzedaży biletów, bo ta może być prowadzona nawet bez licencji KIP. Bardziej rozwinięte usługi finansowe pozostają niedostępne. Pomiot podobno otrzymał wsparcie ze strony innych krajowych instytucji płatniczych, co pozwoliło zabezpieczyć środki klientów we właściwy sposób. Biznes ma też przechodzić "głęboką transformację w zakresie świadczonych usług, procedur oraz struktur finansowych i kapitałowych".
Szef mPay deklaruje, że są pieniądze na prowadzenie działalności
Pojawi się oczywiście pytanie, czy spółka ma pieniądze, by realizować działania naprawcze? Z komunikatu firmy wynikało, że tak – ponoć dysponuje ona solidnym zapleczem finansowym, o co mieli zadbać akcjonariusze. Dopytywany o to Emiliano Caradonna poinformował mnie, że domykana jest runda finansowania, która przyniesie spółce łącznie 13 mln zł. Mam nadzieję, że niebawem poznamy szczegóły tego procesu.
Stary zarząd bez wpływu na nowego szefa
Spore emocje w ostatnich dniach wzbudziła cisza ze strony mPay. To media poinformowały jako pierwsze o decyzji KNF i pojawiły się zarzuty, że firma niewłaściwie komunikuje się z rynkiem. A właściwie, że tego kontaktu unika. Szef spółki przekonuje, że zadziałano dopiero wtedy, gdy otrzymano oficjalnie informację z KNF. Firma broni swojej decyzji i deklaruje, że chce prowadzić "komunikację opartą na faktach".
Na koniec najciekawszy wątek całej sprawy – Emiliano Caradonna poprosił, aby wyraźnie zaznaczyć, że stary zarząd nie ma wpływu na bieżącą działalność spółki. Biorąc pod uwagę to odcięcie się od byłych decydentów, można zakładać, że jeszcze o nich usłyszymy…