Nadchodzi tydzień wstrząsu na giełdach? Inwestorzy tracą cierpliwość

Nadciąga bardzo ważny tydzień dla amerykańskiej giełdy – raporty kwartalne zaprezentuje kilku potentatów technologicznych. Z ujawnionych danych analitycy spróbują wyczytać, jak będzie wyglądał rozwój sektora tzw. sztucznej inteligencji w najbliższej przyszłości.

Maciej Sikorski
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Nadchodzi tydzień wstrząsu na giełdach? Inwestorzy tracą cierpliwość

Swoim raportem kwartalnym podzieliła się już korporacja Alphabet, do której należy Google. Okazało się, że wydatki spółki rosną i to w bardzo szybkim tempie. Firma doszła już do etapu, w którym nie jest w stanie finansować rozwoju z bieżących wpływów. A to coraz mniej podoba się inwestorom.

Dalsza część tekstu pod wideo

Alphabet z coraz mocniejszą chmurą

Alphabet zaprezentował w mijającym tygodniu raport kwartalny, który można określić mianem słodko-gorzkiego. Z jednej strony w oczy bardzo mocno rzuciły się wyniki działu chmurowego – wzrost przychodów wyniósł w jego przypadku 82 proc. Na tej podstawie można stwierdzić, że inwestycje spółki przynoszą korzyści. W innych okolicznościach przyrody takie dane zapewne doprowadziłyby do mocnego wzrostu notowań giełdowych firmy.

Rosną wydatki. Trzeba sięgać coraz głębiej do kieszeni

Rzeczywistość wygląda jednak następująco: kurs faktycznie zauważalnie się zmienił, ale zamiast wzrostów zanotowano spadki. Powód? Korporacja podniosła prognozę nakładów inwestycyjnych na 2026 rok. Wcześniej sygnalizowano, że sięgną one poziomu 190 mld dolarów, teraz mowa jest o 205 mld dolarów. To jednak nie koniec – w przyszłym roku wydatki powinny być jeszcze większe. 

Spółka poinformowała też, że zanotowała ujemny przepływ gotówkowy. Oznacza to po prostu, że wydatki przewyższyły wpływy. Mowa jest o różnicy sięgającej niemal 6 mld dolarów. W takiej sytuacji podmiot musi sięgać do swoich rezerw, pożyczać pieniądze lub emitować akcje. Łatwo się domyślić, że akcjonariuszom te rozwiązania nie muszą się podobać. Zwłaszcza, gdy przyzwyczaili się do miliardów dolarów, które w każdym kwartale trafiały do firmowego skarbca. A tak przecież było przez długie lata w przypadku Google/Alphabet.

Czas raportów i zadawania pytań

Efekt tych doniesień był taki, że inwestorzy zareagowali negatywnie, miejsce miała wyprzedaż papierów spółki. W mechanizmie pchającym do przodu rewolucję tzw. sztucznej inteligencji coś zaczyna trzeszczeć. Jeszcze kilka kwartałów temu rynek przyjmował z otwartymi rękami doniesienia o wzroście wydatków na rozwój w sektorze SI. Teraz coraz częściej pojawiają się pytania o korzyści płynące z pakowania w ten biznes gigantycznych środków. Przez lata mowa była o tym, że to się zwróci z nawiązką. Na tym etapie trzeba pokazać, że to nie jest ułuda, a cel już widać, przynajmniej przez lornetkę. 

Wyniki korporacji Alphabet (raport zaprezentowała też Tesla, ale w jej przypadku skupiono się na możliwym mariażu ze SpaceX) to początek większej serii – w najbliższym czasie swoje raporty zaprezentują też m.in. Microsoft, Meta i Amazon. Wszystkie te spółki wpompowały już gigantyczne środki w rozwój sektora SI. I nie zamierzają się zatrzymywać. Z branżowych doniesień wynika, że tylko w tym roku big techy wydadzą na ten cel grubo ponad 700 mld dolarów. To niemal dwa razy więcej niż w 2025 roku. 

Pęcznieją luka przychodowa i kieszenie dostawców

Na spadki notowań wspomnianych firm nie trzeba czekać do czasu publikacji ich wyników – wystarczył raport firmy Alphabet. Nie można jednak wykluczać, że ich kursy osłabią się jeszcze bardziej w nadchodzącym tygodniu. Inaczej może to wyglądać w przypadku głównych beneficjentów tego wyścigu, czyli podmiotów dostarczających komponenty do tworzenia centrów danych dla SI. Wspomniane już setki miliardów dolarów szerokim strumieniem będą płynąć do Nvidii, ale też SK Hynix czy Samsunga. Nowa elita w Korei Południowej zapewne zostanie dopieszczona kolejnymi solidnymi premiami. 

Zapewne coraz częściej będzie powracać pytanie o tzw. lukę przychodową SI. To różnica między wydatkami firm na infrastrukturę sztucznej inteligencji i moc obliczeniową a realnymi korzyściami z wdrażania tych rozwiązań. Obecnie ma ona przekraczać pół biliona dolarów. W skali jednego roku. A stąd już prosta droga do sugestii, że obserwujemy kolejną rynkową bańkę. Niektórzy będą się zżymać na sugestie o jej istnieniu, dobrym tego przykładem szef SoftBanku. Ale wątpliwości to nie rozwieje.

Co w tej sytuacji zrobią tzw. big techy? Zapewne nic. Będą realizować swój plan i pakować fortuny w przedsięwzięcie, które uznały za kluczowe nie tylko dla swojego rozwoju, ale wręcz istnienia. Cena akcji, opinie analityków, dziennikarzy czy inwestorów interesują ich decydentów znacznie mniej. Intryguje jednak, jak długo ten stan może się utrzymywać…?