Awaryjne lądowanie samolotu z powodu powerbanku. Winna ludzka głupota

Samolot linii EasyJet podczas rejsu z Egiptu do Anglii musiał po drodze awaryjnie lądować na lotnisku w Rzymie. Wszystko z powodu powerbanku.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Awaryjne lądowanie samolotu z powodu powerbanku. Winna ludzka głupota

Nie jest to kolejna historia o powerbanku, który zajął się ogniem w trakcie lotu. Sam sprzęt na całe szczęście nie ucierpiał. Szczęście, ponieważ jego właścicielka zostawiła go w walizce, która znajdowała się w luku bagażowym. A dokładniej go i ładowany nim smartfon. Z tego też powodu piloci postanowili awaryjnie lądować, ponieważ uznali to za zbyt duże zagrożenie, aby kontynuować lot.

Dalsza część tekstu pod wideo

Powerbank w luku bagażowym to zagrożenie

W luku bagażowym nie wolno przewozić niczego, co ma akumulator litowo-jonowy. Jak mały by on nie był. Odpadają więc powerbanki, smartfony, a nawet słuchawki bezprzewodowe, czy smartwatche. Wszystko dlatego, że gdyby doszło do zapalenia się takiego przedmiotu, to niemożliwe byłoby ugaszenie go przez załogę, a to mogłoby się zakończyć katastrofą lotniczą. A urządzenia z takimi akumulatorami sporadycznie potrafią się zapalić same z siebie. 

Tu jednak sytuacja była jeszcze poważniejsza. W końcu mieliśmy ładowanie smartfonu z powerbanku, co już samo w sobie zwiększa ryzyko zapłonu. Dodatkowo obydwa urządzenia były zamknięte w walizce, co tylko zwiększa ryzyko przegrzania, ponieważ ciepło nie miało być gdzie odprowadzane. Tym samym decyzja pilotów, chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać nieco przesadzona, to była jak najbardziej słuszna. 

A skąd w ogóle wiadomo, że tam był smartfon z powerbankiem? Otóż pasażerka sama to powiedziała jednej ze stewardes. Nie wiadomo, czy wobec pasażerki wyciągnięto jakiekolwiek konsekwencje za to nieplanowane lądowanie awaryjne.