TSMC nadal na prowadzeniu. Chętnych tak dużo, że płacą za dziurę w ziemi
Mimo iż nowe zakłady Tajwańczyków jeszcze nie powstały, a praca w nich pełną parą ruszy dopiero pod koniec dekady, to już są w całości zarezerwowane.
Rosnące zainteresowanie produkcją układów scalonych w USA zaczyna wyraźnie wyprzedzać tempo rozbudowy fabryk TSMC w Arizonie. Choć inwestycja od początku była przedstawiana jako jeden z filarów rozwoju lokalnego przemysłu półprzewodników, nowe doniesienia sugerują, że obecne tempo ekspansji może okazać się zbyt wolne wobec skali zamówień napływających od największych klientów, takich jak NVIDIA, Apple i AMD.
TSMC zainwestuje w USA docelowo pół biliona dolarów
Popyt na moce produkcyjne w Stanach Zjednoczonych urósł do tego stopnia, że firmy projektujące układy próbują rezerwować zdolności wytwórcze, które jeszcze nawet nie istnieją. Szczególnie wymowny ma być przypadek FAB 4. Zakład, który docelowo ma obsługiwać proces 2 nm lub A16 pod koniec dekady, ma być już w praktyce w całości zarezerwowany, mimo że do rozpoczęcia właściwej produkcji pozostało jeszcze sporo czasu.
Nie jest to całkowite zaskoczenie. Dla wielu firm typu fabless amerykańskie zakłady tajwańskiego giganta stają się nie tylko wygodną, ale wręcz strategicznie istotną alternatywą. W tle pozostają napięcia geopolityczne i obawy o bezpieczeństwo łańcuchów dostaw, co sprawia, że dostęp do produkcji poza Tajwanem nabiera dla branży coraz większego znaczenia. Problem w tym, że dostępne moce przerobowe mają być mocno ograniczone i prawdopodobnie wystarczą tylko dla największych graczy.
Taka sytuacja teoretycznie otwiera drzwi konkurencji, przede wszystkim Intelowi i Samsungowi. Koreańczycy już potrafili przyciągnąć uwagę części dużych marek, ale w praktyce odchodzenie od TSMC wciąż pozostaje dla klientów bardzo trudną decyzją. Nie chodzi wyłącznie o ryzyko jakości czy terminów, ale też o konieczność wprowadzania zmian w projektach.
W efekcie firmy muszą dziś balansować między brakiem pewnych mocy produkcyjnych u lidera rynku a kosztownym i skomplikowanym przenoszeniem części zamówień do innych foundry. Nie zapowiada się więc na to, by Tajwańczycy mieli powody to obaw o brak chętnych.