Sztuczna inteligencja wypija naszą wodę. Jedno zapytanie to pół litra
Elektronika pożera potężne ilości prądu, o czym doskonale wiemy. Zapominamy jednak o innym, znacznie cenniejszym zasobie. Sztuczna inteligencja dosłownie wypija naszą planetę.
Pół litra za prostą wiadomość
Większość ludzi kompletnie nie dba o własne nawodnienie. Badania pokazują, że potrafimy wypić w ciągu dnia zaledwie nieco ponad pół litra płynów. Maszyny mają jednak znacznie większe pragnienie. Naukowcy z organizacji ACM wyliczyli niedawno całkowity koszt wygenerowania krótkiego tekstu. Jeśli poprosisz algorytm o napisanie zwykłego e-maila, proces ten pochłonie pół litra czystej wody. Dokładnie tyle, ile mieści się w małej butelce, którą prawdopodobnie masz teraz na biurku.
To dopiero wierzchołek góry lodowej. Analitycy spodziewają się, że do 2030 roku giganci technologiczni wydadzą ponad 5 bilionów dolarów na nowe centra obliczeniowe. Skala tego zjawiska jest wręcz kosmiczna. Zaledwie jedna z amerykańskich placówek firmy Google w ciągu zaledwie roku zużyła do chłodzenia 23 miliardy litrów wody. Jeśli ten trend się utrzyma, branża technologiczna będzie niedługo potrzebować takich rezerw, jak całkiem spore państwa.
Gorące serwery i widmo suszy
Każda taka serwerownia to prawdziwe monstrum. Największe hale potrafią pomieścić ponad dwa miliony pracujących bez przerwy maszyn. Ten sprzęt grzeje się niemiłosiernie. Z danych wynika, że sam proces szkolenia modeli językowych przez Microsoft pochłonął łącznie ponad 5 milionów litrów wody. Eksperci obrazują to jako 25 tysięcy domowych wanien wypełnionych po brzegi. Systemy klimatyzacyjne ratują się wprawdzie technologiami suchego chłodzenia, ale ich wydajność drastycznie spada podczas letnich upałów.
Najgorsze jest to, że wielkie korporacje zdają się nie widzieć problemu. Gdzie budują nowe centra dla AI? Paradoksalnie tam, gdzie wody brakuje najbardziej. Zdecydowana większość nowych inwestycji w Stanach Zjednoczonych powstaje na terenach od lat zmagających się z potężną suszą. Dobrym przykładem jest Teksas. Szacunki są bezlitosne – za kilkanaście lat tamtejsze serwery mogą zużywać blisko 10% całkowitych zasobów wodnych całego stanu. Nawet jeśli same algorytmy staną się z czasem bardziej energooszczędne, to gigantyczny popyt na nowe narzędzia i tak zniweluje te zyski.
Bunt nie ma sensu
Badacze biją na alarm, ale też proponują rozwiązania. Chcą przenieść potężne obliczenia w chłodniejsze rejony świata lub odpalać je głównie w nocy. Domagają się też od firm technologicznych pełnej jawności w raportowaniu tego, ile dokładnie zasobów zużywają ich systemy. A co ty możesz z tym zrobić? Prawdę mówiąc, nic.
Nawet jeśli zrezygnujesz z używania cyfrowych asystentów dla czystego sumienia, nie zmienisz absolutnie niczego. Z tych usług korzysta codziennie ponad miliard osób na całym świecie. Twój protest będzie jak rzucanie kamykami w pędzący czołg. Zbawianie świata poprzez nieużywanie bota ma taki sam sens, jak picie napojów przez papierową słomkę, podczas gdy obok dymią kominy fabryk. O apetycie wielkich technologii po prostu trzeba zacząć głośno mówić.