Netflix wskrzesza pomysł z lat 90. Kiedyś widzowie za tym szaleli

"Szeptacz", bo o im mowa, to mroczny thriller, który jest ekranizacją bestsellerowej powieści Alexa Northa o tym samym tytule, który właśnie dziś zadebiutował na Netflixie. I może nie jest on nowym "Milczeniem owiec", ale naprawdę ładnie się broni. Możemy go oglądać od dziś, 28 sierpnia. 

Anna Kopeć (AnnaKo)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Netflix wskrzesza pomysł z lat 90. Kiedyś widzowie za tym szaleli

Większość z nas, zapewne pamięta czasy, kiedy w latach 90. najbardziej wbijającymi się w pamięć tytułami były thrillery o seryjnym mordercy. Wystarczy, przypomnieć sobie takie hity, jak "Bez śladu", "Kolekcjoner kości", czy legendarne już "Milczenie owiec". Wszystkie te filmy łączyło jedno - opierały się na bardzo podobnej formule.  Wszystkie były jednakowo mroczne, a w ich obsadzie widniało obowiązkowo kilka wielkich nazwisk. I to właśnie składało się na przerażający, ale całkiem solidny seans filmowy.

Dalsza część tekstu pod wideo

Szeptacz. Thriller, który się obronił

Tęsknisz za tego typu kinem? Netflix ma dla Ciebie coś absolutnie w tym klimacie. A imponująca obsada to: Robert De Niro, Michelle Monaghan i znany z serialu "Rozdzielenie", Adam Scott. Film jest dokładnie tym samym, co dawniej - solidną dawką niepokoju i mroku. To świetny przykład powrotu do czasów, kiedy tego typu thrillery były popularne. Atmosfera i ton całego filmu sprawia, że można zaliczyć go do naprawdę udanego kina.

Mamy tu panią detektyw i sprawę do rozwiązania - zaginięcie dziecka. Wszystkie dowody wskazują na to, że sprawcą całego zamieszania jest seryjny morderca, zwany Szeptaczem. Psychopata polował na dzieci, więził je, nagrywał i na końcu dusił. Makabra i mrok, tak jak za dawnych produkcji. Robert De Niro wciela się w rolę emerytowanego detektywa, który kiedyś prowadził śledztwo w sprawie Szeptacza i na skutek okoliczności, znów musi się w nie zaangażować.