HBO Max ma dla nas sci-fi w wersji mini. Widzowie zadowoleni na maxa
W ofercie HBO Max możemy znaleźć ciekawą pozycję w kategorii sci-fi "Miniaturowa żona". Okazuje się, że choć w tytule pada słowo mini, to jednak widz może mieć przeogromną frajdę z oglądania tego niezobowiązującego serialu.
"Miniaturowa żona" komedia, która zawsze się sprawdzi
To lekka komedia, która sprawia, że spędzamy czas przed ekranem z wielką przyjemnością. Od tego typu produkcji bowiem oczekujemy tylko jednego - rozrywki. I to właśnie twórcy nam podarowali. I tak nawet się nie orientujemy, kiedy czekamy na więcej i więcej.
Filmy z motywem zmniejszania ludzi, zazwyczaj, intrygowały do tego stopnia, że oglądaliśmy je z zapartym tchem. Nie bez znaczenia produkcje typu "Kochanie, zmnieszyłem dzieciaki" odnosiły tak duży sukces oglądalnościowy. Twórcy "Miniaturowej żony" poszli o krok dalej. Postanowili jeszcze bardziej zaintrygować widzów. I tak elementy science-fiction posłużyły im do rozpracowania rozterek sercowych. Zatem to nic innego, jak opowieść o małżeństwie w kryzysie, którego relacja drastycznie się zmienia, kiedy żona zostaje zmniejszona do kilkunastu centymetrów wzrostu.
Awaria technologiczna - żona uległa miniaturyzacji
Monolog zmniejszonej Lindy, jaki bohaterka wygłasza już na samym początku mówi wiele o serialu - zapewnia, że nie zamierza się poddać i będzie walczyła o miłość. A widać, że nie będzie jej lekko, kiedy tak " z góry" spogląda na nią gigantyczny i niesłychanie głośny mąż, podczas gdy ona urzęduje sobie w najlepsze w domku dla lalek.
Ale jak do tego doszło, że stała się taka malutka? Aby dowiedzieć się całej historii należy zacząć oglądanie od pierwszego odcinka i lecieć dalej chronologicznie. Pierwszy 41-minutowy odcinek już jest dostępny na HBO Max, każdy kolejny bedzie pojawiał się w serwisie we środy o 00:00.
W rolach głównych występuja: Elisabeth Banks oraz Matthew Macfadyen, znany z "Sukcesji".