Ciężkie czasy w branży IT. Firma od serwerów... lepi pierogi

Młody mężczyzna za pośrednictwem mediów społecznościowych przekonuje, że chce zbudować od zera biznes pierożkowy. Nad Wisłą, w Krakowie. Prezentuje widzom swoją drogę do miliona złotych. Najciekawsze rzeczy dzieją się jednak w tle. Można je podsumować w kilku słowach: IT. Gastro. Marketing.

Maciej Sikorski
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Ciężkie czasy w branży IT. Firma od serwerów... lepi pierogi

Niedawno głośno zrobiło się o marce Wędliny z Jedliny, która zbudowała rozpoznawalność za pośrednictwem TikToka. Widzowie mogli myśleć, że oglądają nastolatkę promującą wyroby z rodzinnej manufaktury. I nastolatka rzeczywiście jest w tej historii. Z manufakturą już gorzej, bo okazało się, że za młodą kobietą stoi całkiem spory biznes mięsny. Więcej na ten temat dowiecie się z tego tekstu. Dlaczego wracam do sprawy? Bo okazuje się, że społecznościówki dostarczają jeszcze ciekawsze historie z rynku gastronomicznego. Dobrym przykładem marka Hamur.

Dalsza część tekstu pod wideo

Z korporacji do gastro. W różnych odsłonach

W ofercie gastronomicznej Krakowa znaleźć można xiaolongbao, czyli chińskie pierożki na parze z nadzieniem mięsnym i bulionem w środku. Niektórzy nazywają to zupą w pierożku. Ich produkcją i sprzedażą zajmuje się wspomniany już Hamur. A konkretnie stojący za marką Azar Aliyev. To przywołany we wstępie młody mężczyzna, który w serwisie LinkedIn przedstawia się jako Founder & CEO Hamur Dumplings.

Azar Aliyev pochodzi z Azerbejdżanu. W Polsce początkowo miał pracować w firmie Accenture jako Junior Data Analyst. Ale to już odległa przeszłość, bo pan Aliyev postanowił spróbować sił w gastronomii: z korporacji do kuchni, jak to ujął w mediach społecznościowych. Z tych ostatnich możemy się też dowiedzieć, że nie była to droga prosta, pomysłów na rozwój było kilka: od pracy w czyimś lokalu, przez eksperymenty z byciem gastro influencerem, po prowadzenie warsztatów kulinarnych. 

Patrzcie! Tak się tworzy pierożkowy biznes

Ostatecznie Azar Aliyev doszedł do wniosku, że chce poświęcić swój czas pierożkom. Bo smakowały innym, bo w Polsce nie są bardzo szeroko znane, bo mężczyzna marzył o własnej restauracji, bo autorowi konceptu zawsze one smakowały, a w Krakowie trudno było je znaleźć. Wiadomo jednak, że w dzisiejszych czasach nowo obraną drogą życiową trzeba się podzielić z innymi – potencjalnymi klientami. W efekcie bohater tekstu zabrał się nie tylko za lepienie pierogów, ale też prezentowanie sowich poczynań na Instagramie, TikToku czy YouTube.

W serwisie LinkedIn opis tego biznesu nie musi porywać:

Hamur to pierwsza w Polsce marka oferująca mrożone pierożki z bulionem (Xiao Long Bao) — ręcznie robione, przygotowywane z naturalnych składników i gotowe w kilka minut na parze. Moim celem jest, aby każdy w Polsce mógł spróbować autentycznych xiaolongbao — nie tylko w domu, ale także w restauracjach, kawiarniach i food truckach.

Sociali raczej się tym nie podbije. Na szczęście na innych platformach narracja jest podkręcona. Za pośrednictwem rolek widz/klient może obserwować dzień po dniu budowę biznesu. Ba, "drogę do miliona ze sprzedaży pierożków z bulionem". To materiał trzymający w napięciu: są wzloty i upadki, zwroty akcji, ale Azar Aliyev konsekwentnie prezentuje swoje zmagania z produkcją pierożków. Filmików powstają dziesiątki, w pewnym momencie już nie dotyczą sprzedaży, a budowania fabryki pierożków z bulionem. I to w kilka tygodni.

Duże straty nie podcięły skrzydeł młodego twórcy

Dramatów w biznesie przybywa: z jednej rolki dowiadujemy się, że biznesu mało nie wykończył mikser, w kolejnych słyszymy, że na drodze do szczęścia stanął Sanepid. A w jeszcze innej autor tłumaczy się z generowania głosu w AI. Zapewnia widzów, że to nie oszustwo, że to krok w ich kierunku, bo jego polski nie jest idealny. Pojawiła się też smutna informacja: Azer Aliyev donosi, że w 2025 roku jego firma straciła 110 tys. zł. Ale cel na 2026 pozostaje niezmienny: 1 mln zł przychodu. 

Zmieniła się skala, duże wydatki były potrzebne, by wskoczyć na inny poziom. Wracamy w materiałach do sprzedawania pierogów, jesteśmy na bieżąco informowani, jakie wyniki wykręcił gastronomiczny interes. Bariera 10 tys. zł przychodu pęka po około miesiącu. Ale po kolejnych kilku tygodniach na liczniku pojawiło się już 50 tys. zł. 

Pytania bez odpowiedzi. Dlaczego biznesmen unika mediów?

Projekt nas zaintrygował. Spróbowaliśmy skontaktować się z młodym twórcą, który na polskiej ziemi realizuje amerykański sen. Nie było z tym większego problemu, pan Aliyev zachęcił do zadawania pytań i dopytywał, jaki będzie tytuł artykułu. W odpowiedzi dowiedział się od nas, że do tytułu droga daleka – póki co chcielibyśmy poznać bliżej ten biznes. I tu zrobiło się ciekawie, bo nasz rozmówca dopytywał, dlaczego postanowiliśmy napisać akurat o jego pierożkach. Na tym etapie intuicja przeradza się w większe zainteresowanie.

Kontakt mailowy ze strony internetowego twórcy ustał. Skutku nie przynosiły kolejne prośby o rozmowę, a także próba kontaktu przez inny adres. Wreszcie udało się krótko porozmawiać przez telefon, miałem w SMS-ie otrzymać właściwy adres do korespondencji. Do dzisiaj nie dotarł, chociaż od tej pogawędki minęło już sporo czasu. 

Domorosły kucharz czy część sporego biznesu?

Ktoś może powtórzyć pytanie młodego biznesmena: dlaczego zainteresował nas jego biznes?
Ze strony internetowej hamur.pl można się dowiedzieć, że markę Hamur prowadzi spółka Hotbox. Według KRS jej jedynym udziałowcem jest Juan Calderon Alonso. Rejestr nie uwzględnia pana Aliyeva. To oczywiście problemem nie jest – młody twórca przedstawia się w serwisie LinkedIn jako założyciel i szef Hamur, a nie jej właściciel. Dla niektórych odbiorców może to być jednak mylące, bo przecież w social mediach obserwują zmagania pasjonata, który w pocie czoła ciągnie ten biznes do wspomnianego już 1 mln zł przychodu.

Tymczasem spółka Hotbox przedstawia się w sieci jako "Wyrzutnia projektów gastronomicznych". 

Wchodzimy jako partner operacyjny i inwestor — od konceptu po otwarcie lokalu i codzienne działanie marki

- przekonują przedstawiciele Hotbox.

Z opisu tego biznesu wynika, że wspiera on "obiecujące koncepty jedzeniowe". Nie tylko pieniędzmi, ale też "strategią marki i operacyjnym know-how". To jednak nie koniec, bo Hotbox to grupa działająca w trzech obszarach. Obok gastro jest to marketing lokalny:

Marketing bliskości dla firm działających w terenie. Docieramy do klientów w odpowiednim miejscu i czasie — kampanie geolokalizacyjne, SEO lokalne i działania on-site

- przekonują przedstawiciele Hotbox.

Najciekawsze wydaje się jednak domknięcie tego tercetu: IT & Security.

Rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa IT: ochrona infrastruktury, audyty podatności, monitoring serwerów i wsparcie techniczne dla firm każdej wielkości. 

Strona poświęcona temu konkretnemu segmentowi rynku nie przynosi zbyt wielu informacji - zarówno w kwestii oferowanych rozwiązań, jak i cen. Przyjmijmy, że biznes jest w budowie. Jak fabryka pierożków. W tym miejscu warto jednak pokazać, jak przedstawia się potencjalnym klientom sama spółka Hotbox:

Nie tylko doradzamy. Działamy.

Hotbox to krakowski holding z trzema markami operacyjnymi. Własny kapitał, własny zespół, realne zaangażowanie.

Próbowaliśmy się skontaktować z krakowskim holdingiem. Bezskutecznie. 

Chińskie pierożki i... japońskie restauracje

Co ciekawe, spółka Hotbox informuje, że ma na swoim koncie przynajmniej dwa projekty gastronomiczne. Nie podaje wprost, jak nazywa się ten drugi, ale od czego jest internet. Otóż podmiot ma udziały w spółce Japoninja. Ta ostatnia posiada w Polsce… sieć japońskich restauracji, które działają pod marką Doskoi. To kolejny podmiot, w którym szukaliśmy kontaktu z przedstawicielem spółki Hotbox. I tym razem bez sukcesu.

Czy ujawniamy tu wielki spisek? Nie, nic z tych rzeczy. Raczej pokazujemy pewien mechanizm, który może przywodzić na myśl przywołane już Wędliny z Jedliny. Na pierwszy plan wysuwa się domorosły biznesmen, który zakasał rękawy i chce w rubryce "przychody" zobaczyć okrągły milion. Dwoi się i troi nie tylko w kuchni, ale też w mediach społecznościowych, w których opowiada o produkcie premium i ciężkiej pracy. To jednak zaledwie wycinek historii, bo w tle majaczy "holding z trzema markami operacyjnymi". Restauracja, która zamówi pierożki, może przy okazji wykupić kampanię marketingową i/albo monitoring serwerów. O ile ktoś odpowie na maila w tej sprawie…