Błąd techniczny, czyli to nie nasza wina

Ciemne chmury zawisły nad Zondacrypto. Rodzime media przekonują, że największa polska giełda kryptowalut może mieć problemy z płynnością. Przedstawiciel biznesu odpowiada, że kłopoty faktycznie są, ale natury technicznej. Niestety, te ostatnie potrafią być prawdziwą zmorą...

Maciej Sikorski
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Błąd techniczny, czyli to nie nasza wina

Od lat słyszę i czytam, że najsłabszym elementem wielu procesów był, jest i będzie "czynnik ludzki". To człowiek popełnia błędy i nierzadko uruchamia kaskadę zdarzeń, która potrafi mieć naprawdę srogie konsekwencje. Rozwiązanie jest proste: ograniczanie zagrożenia przez eliminację czynnika ludzkiego. Pisząc wprost: niech zajmą się tym maszyny i będzie spokój. Ale czy faktycznie można zdecydować się na taki ruch, gdy mnożą się "błędy techniczne".

Dalsza część tekstu pod wideo

To nie jest brak płynności. To problemy techniczne

Przywołana we wstępie Zondacrypto ponownie znalazła się pod lupą dziennikarzy. Tym razem serwis money.pl zasiał wątpliwość w zakresie płynności giełdy krypto. Ponoć jest z nią krucho. Doniesieniom tym zaprzeczył prezes biznesu, Przemysław Kral. W obszernym wpisie opublikowanym w serwisie X.com przekonuje on, że zarzuty są chybione. 

Dziennikarze informują m.in., że użytkownicy giełdy mają kłopot z wypłatą środków, konkretnie tych ulokowanych w bitcoinie. Pojawiła się opinia, że może to wynikać z prostej przyczyny: portfel giełdy jest pusty. Przywołany już Przemysław Kral wskazuje jednak na inną przyczynę: przejściowe problemy techniczne z wypłatami:

Zapewnienie bezpieczeństwa Państwa środków jest dla nas priorytetem, który nie podlega żadnym kompromisom. W związku z wdrażaniem nowych, zaawansowanych systemów bezpieczeństwa i monitoringu transakcji, wdrożyliśmy prewencyjnie procedurę manualnej weryfikacji części wypłat. To działanie celowe, wynikające z naszych procedur zarządzania ryzykiem (Risk Management). Obsługa manualna siłą rzeczy wydłuża proces, jednak środki nigdy nie były zablokowane z powodu ich fizycznego braku.

Przepraszamy za niedogodności techniczne, ale w świecie kryptowalut wolimy, aby transfer trwał o kilka godzin dłużej, niż narażać infrastrukturę na jakiekolwiek ryzyko.

Robimy teraz wszystko aby wypłaty były realizowane maksymalnie w 48 godzin i osiągniemy ten cel w ciągu najbliższych 5 - 6 dni

- zapewnił Przemysław Kral.

Jaka jest prawda? Nie mnie oceniać, ale nie ukrywam, że będę obserwował wątek z zaciekawieniem. Tym razem zwrócę uwagę na owe "problemy techniczne". Bo nie ukrywam, że stało się to jednym z moich ulubionych zwrotów. Gdy tylko wokół jakiegoś tematu robi się głośno, gdy pojawiają się trudne pytania, nie tylko mediów, często można usłyszeć lub przeczytać, że wszystkiemu winne są kwestie techniczne.

Nie korzystałam z AI. To błąd techniczny

Pod koniec ubiegłego roku głośno zrobiło się o książce "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata", która ukazała się nakładem wydawnictwa Harde wchodzącego w skład Grupy ZPR Media. Jej autorka, Karolina Opolska, zderzyła się z zarzutami nieudolnego używania tzw. sztucznej inteligencji. Ta ostatnia po prostu wymyślała przypisy do książki. Wymyślała? Otóż autorka i wydawnictwo twierdzili, że nie – halucynacje AI miały być efektem błędu technicznego. Do tej wersji wydarzeń trudno było kogokolwiek przekonać, więc stanęło na tym, że książkę wycofano ze sprzedaży. A sprawę zamieciono pod dywan.

Politycy też często padają ofiarą wszelkiej maści awarii oraz ataków

Na błędy techniczne wskazują również politycy. Dotyczy to przedstawicieli przeróżnych opcji i od wielu lat prześladuje ich np. podczas głosowań. Ktoś wciśnie przycisk w kontrze do linii swojej partii, a potem tłumaczy, że to nie było celowe działanie. To ta nieokiełznana technologia znowu wyprowadziła człowieka na manowce. Mechanizm do głosowania niby niezbyt skomplikowany, a wciąż sprawia problemy. Trochę techniki i człowiek się gubi, jak głosi stara prawda życiowa.

Osobnym koszykiem są zhackowane konta w mediach społecznościowych. Ktoś umieści na platformie X czy Facebook wpis, który szybko okazuje się dziwny/kontrowersyjny/śmieszny (nie mylić z zabawny) i po jakimś czasie okazuje się, że autorem nie jest właściciel konta. Zostało ono skradzione! Nie można w takich przypadkach wykluczać, że włam był powiązany z błędem technicznym. 

Wielkie firmy też nie mają łatwo

Z kłopotami tego typu nie mierzymy się tylko nad Wisłą. Wystarczy przypomnieć sprawę Microsoftu, która liczy już sobie kilkanaście lat. W 2013 roku Komisja Europejska nałożyła na amerykańską korporację karę wynoszącą ponad 560 mln euro. W grę wchodziło naruszenie przepisów antymonopolowych. Firma promowała korzystanie ze swojej przeglądarki internetowej, ale w sposób wzbudzający wątpliwości. Jak do tego doszło? Zapewne domyślacie się, że w wyniku błędu technicznego. Akurat ten okazał się dość kosztowny.

Przypominam sobie również sprawę z Chin z 2022 roku. Z problemem technicznym zmagał się wówczas gigant z branży produkcyjnej – Foxconn. W zakładach molocha doszło do protestów pracowników, którzy przekonywali, że firma nie realizuje obietnic składanych w procesie rekrutacyjnych. Ludziom obiecano wysokie premie (mowa o czasie dużych problemów wynikających z pandemii), ale potem pojawił się kłopot z realizacją zapowiedzi. Zdenerwowanych pracowników miała pacyfikować policja. Kiepska polityka decydentów Foxconn? Nie, wszystkiemu winny błąd techniczny. Ten dał o sobie znać w systemach płatności. To nie chciwość i brak szacunku dla ludzkiej pracy. Zamieszki wywołała nieobliczalna technologia.

Algorytmy, nad którymi ciężko zapanować

Błędy techniczne dotykają nierzadko platformy społecznościowe. Co jakiś czas robi się głośno o zablokowanym czy usuniętym poście czy profilu np. aktywisty. Pojawiają się oskarżenia o cenzurę ze strony operatora platformy, a ten ostatni przekonuje, że ingerencja nie była celowa. To był po prostu błąd techniczny. Ot, algorytm okazał się przewrażliwiony. Ale usterkę usunięto, post przywrócono, można się rozejść.

Emocje wywoływały też aplikacje przewozowe, gdy ceny rosły w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Przykładem ataki terrorystyczne. W mieście robiło się gorąco, ludzie chcieli przemieścić się możliwie szybko w bezpieczne miejsce, a ich oczom ukazywały się kosmiczne ceny za przejazd. Temat szybko stawał się medialny, firmy wycofywały się z tych cenników, można było usłyszeć, że zawinił algorytm. Ale już go utemperowano/wyłączono. Ponownie: to nie my. To błąd techniczny. 

Afera Cinkciarza też zaczynała się od problemów technicznych

Zacząłem od rodzimego fintechu i na polskim fintechu zakończę. Pewnie każdy słyszał o aferze z firmą Cinkciarz w roli głównej. Straty rzeszy klientów liczone są w milionach złotych, prezes podmiotu pozostaje nieuchwytny, a kolejne instytucje rozkładają ręce, gdy pojawia się pytanie, jak doszło do nadużyć. W tym miejscu warto przypomnieć, że o problemach zaczęło się robić głośno w drugiej połowie 2024 roku. Klienci zlecali w aplikacji przelewy, ale nie były one realizowane. Przedstawiciele spółki zapewniali, że nie należy się martwić, a opóźnienia wynikają z… problemów technicznych. Szybko okazało się, że to jednak coś więcej.

Bardzo bawi mnie to przerzucanie winy na kwestie techniczne. Zwrot-wytrych. To bardzo ciekawe, że można zrobić coś naprawdę głupiego lub podejrzanego i stwierdzić, że ludzkiej winy w tym brak. To ta zakichana technologia. Wygodne, ale chyba coraz mniej efektywne. Przejadło się. Wszak z każdej strony słyszymy, że postęp jest oszałamiający, że na błędy właściwie nie ma już miejsca. Część wpadek niebawem naprawdę trudno będzie wytłumaczyć "problemem technicznym". Czas poszukać nowej odpowiedzi na trudne pytania.